Slider

niedziela, 15 września 2019

Lochy i kwoki - recenzja

Każdy od czasu do czasu marzy, że znajdzie jakiś skarb. Niekoniecznie natrafi od razu na Bursztynową Komnatę czy Złoty pociąg, ale jakieś mniejszej skali świecidełka, od których można nieco się wzbogacić, chętnie by się przygarnęło. A gdzie takich szukać jak nie w mrocznych podziemiach wielkich warowni. Ale chętnych jest więcej, więc kto pierwszy ten lepszy. A w dodatku trzeba być czujnym, bo gdzieniegdzie czai się smok. To właśnie w lochach grupa śmiałków będzie próbowała znaleźć jak najwięcej skarbów. A wszystko to za sprawą gry autorstwa Jossepa M. Alluéa (Baobab) oraz Daniego Gómeza p.t. Lochy i kwoki od wydawnictwa Black Monk Games.


W niewielkim pudełku z ilustracją w nieco komiksowym stylu, przedstawiającą poszukiwaczy złota w komnacie pełnej skarbów oraz biegnącą kwokę, znajdziemy 109 kart komnat, 1 kartę smoka, 1 drewnianą skrzynkę, 1 drewnianą tarczę oraz instrukcję. Wszystko to w dobrze skrojonej wyprasce, która nie tylko jest ładna, ale ma także elementy humorystyczne na sobie. Na pewno sumienie nie pozwoli jej się pozbyć. Co do kart to są całkiem dobrej jakości, ciężko się do czegoś przyczepić. Ilustracje są w komiksowym stylu. Co ciekawe, większość kart przedstawia tą samą komnatę, ale różnią się od siebie drobnymi elementami. Oprócz ikonek skarbu, które są kluczowe, to także w tle trzeba zwracać uwagę na pewne detale. Jakie? Wyjaśnię przy opisywaniu zasad. Pozostałe elementy, jak skrzynia i tarcza są zupełnie przyzwoicie wykonane, nie ma się do czego przyczepić. Instrukcja jest napisana przyzwoicie. Chociaż do prawidłowego zagrania wystarczy zapoznać się z podsumowaniem zasad znajdującym się na końcu instrukcji, które jest napisane bardzo klarownie, bez zbędnych rozwinięć jak w instrukcji. 


Przygotowanie rozgrywki polega na rozdaniu każdemu z graczy równej liczby kart skarbów oraz położeniu w zasięgu każdego skrzynki i tarczy oraz karty smoka.
Podczas rozgrywki wszyscy gracze jednocześnie na hasło "po-łu-py" odkrywają po jednej karcie ze swoich talii. Zadaniem każdego jest jak najszybsze spostrzeżenie i wykrzyczenie, którego skarbu jest najwięcej na odkrytych kartach. Jeśli natomiast żaden symbol nie jest w większości - jest remis - wtedy trzeba jak najszybciej położyć rękę na skrzyni. Osoba, która prawidłowo i najszybciej wskaże skarb (w pierwszym przypadku) zgarnia karty. W drugim przypadku (remisu) gracz, który pierwszy złapał skrzynie bierze skarby.
I teraz jest moment by zwrócić uwagę na wspomniane detale na kartach, które jeszcze dodatkowo komplikują/uatrakcyjniają rozgrywkę. Otóż jeśli na jakiejś odkrytej karcie znajdował się będzie smok należy łapać za tarczę. Gracz, którego ręka będzie na wierzchu (ostatni) musi odrzucić ze swoich skarbów te karty, na których jest przynajmniej jeden rodzaj skarbu zgodny z kartą na której jest smok. Ale, żeby nie było tak prosto to dodam, że smok na kartach nie występuje w całej okazałości (z jednym wyjątkiem). Fragmenty bestii są sprytnie poukrywane w komnacie, czasem widać ogon, czasem głowę itd. Więc wypatrując gada (czy smok to gad?) należy jeszcze bardziej wytężyć wzrok.
Drugim istotnym elementem w komnatach na kartach są pochodnie. Mogą być one zapalone (najczęściej) lub zgaszone. Jeśli nie ma ognia w pochodni to taką kartę można zakryć ręką i nie trzeba liczyć się z innymi regułami, a karta (ta ze zgaszoną pochodnią) na pewno trafi do naszego skarbca. Co więcej, gdy zakryjemy kartę zanim ktoś wykrzyczy którego skarbu jest najwięcej, symbol z tej zakrytej karty nie wlicza się do pozostałych ikon.
No i są jeszcze tytułowe kwoki. Na niektórych kartach skarbów widnieje symbol uciekającej kury. Jeśli mamy taką kartę wśród zebranych łupów, to w momencie gdy smok chciałby nam jakieś skarby zabrać, możemy podrzucić mu ptaka, by się najadł i odczepił.
Gra kończy się gdy wyczerpią się pule kart graczy. Zwycięzcą oczywiście jest ten z poszukiwaczy skarbów, który zebrał ich najwięcej.


Pierwsze rozgrywki w moim wykonaniu w Lochy i kwoki były wręcz żenujące. I nie chodzi o to, że być może mam refleks szachisty na emeryturze, bo są gry na refleks i spostrzegawczość, z którymi od początku radziłem sobie całkiem przyzwoicie. W tym tytule najwięcej problemów sprawiało mi skoordynowanie tego co widzę z czynnością jaką muszę w wyniku tego wykonać. Innymi słowy, jak się orientowałem, że jest remis w skarbach, to zamiast niemalże odruchowo kłaść dłoń na skrzynce, to ja się musiałem chwilkę zastanowić, co się robi w przypadku remisu. Skutkiem takich zachowań były moje mizerne wyniki. Owszem wraz z każdą rozgrywką grało się nieco łatwiej, nabiera się tych automatyzmów i skupia tylko na elementach na kartach. Ale jest też druga strona medalu. Wraz z kolejnymi rozgrywkami szybciej można wychwycić obecność smoka. Kart z tym zwierzem jest 10, więc po kilkunastu rozgrywkach zerkamy już niemalże tylko w te miejsca gdzie może on być. To też stwarza małą przewagę nad graczami, którzy siadają do tego tytułu po raz pierwszy.


Gry na refleks i spostrzegawczość mają tą zaletę, że są szybkie i wszyscy intensywnie uczestniczą w rozgrywkach, nie ma przestojów. Zazwyczaj jest sporo śmiechu, zwłaszcza jak ktoś się pomyli, inaczej niż zwykle nazwie jakiś przedmiot itp. I tak samo jest w przypadku gry Lochy i kwoki. Za każdym razem jest wesoło, nawet na trzeźwo. Rozgrywki zazwyczaj trwają około 20 minut. Tym samym jest to fajny tytuł do knajpy czy na imprezę, żeby rozruszać towarzystwo.


Gra jest przeznaczona dla 2 do 5 graczy od 10 lat. Śmiało mogą zasiadać do tego tytułu nieco młodsi, zwłaszcza, że zazwyczaj są bardziej spostrzegawczy niż dorośli. Chociaż mogą mieć z początku te same problemy z zapamiętaniem co kiedy się dzieje, tak jak było w moim przypadku. Nie wiem może za dużo przebywam ze swoimi dziećmi. ;) 
Dla mnie najlepiej gra się w 3 osoby. W 4 jeszcze daję radę, natomiast w pełnym składzie dla mnie jest zbyt duży chaos i za dużo do ogarnięcia, no i większe prawdopodobieństwo trafienia na gracza bardzo spostrzegawczego z ponadprzeciętnym refleksem. :) No dobra, żartowałem, jest po prostu trudniej ogarnąć to wszystko co na stole, choć oczywiście teoretycznie wszyscy mają takie same szanse. Natomiast rozgrywki w parze radzę sobie odpuścić. Są nudnawe, łatwe i w zasadzie pozbawione emocji. To tylko pojedynek na refleks, w dodatku z małą ilością elementów do spostrzeżenia. 


Jak się bawiłem przy tej grze? Poza początkowymi rozgrywkami, podczas których byłem sfrustrowany na swoje niogarnięcie, to praktycznie zawsze dobrze. Gra sprawdzała się w każdym towarzystwie. Choć wiadomo, że z refleksem w różnych grupach wiekowych jest różnie, więc trzeba zwracać uwagę na dostosowywanie grupy. No i trzeba też pamiętać, że co za dużo to nie zdrowo i od czasu do czasu odpocząć od Lochów i kwok, by gra nie straciła na odbiorze.


Reasumując, Lochy i kwoki to lekka gra imprezowa na spostrzegawczość i refleks. Rozgrywki są emocjonujące, z dużą dawką interakcji i śmiechu. Rzekłbym, że to takie Dobble na wypasie. Lochy i kwoki dają coś więcej, inne zależności i zdecydowanie trudniejszy poziom, choć zasady są równie proste. Jeśli ktoś lubi tego typu gry, to jego obowiązkiem jest choć spróbować rozgrywki w ten tytuł. Lochy i kwoki rozruszają niejedno towarzystwo. A jak ktoś z kompanów nie przepada za tym typem gry, to rozgrywki są na tyle krótkie, że spokojnie doczeka się na coś co bardziej lubi, a nudzić się nie będzie.

Plusy :

+ wykonanie i ilustracje
+ proste zasady
+ szybkie i emocjonujące rozgrywki
+ duża dawka humoru

Minusy :

- słaba na 2 osoby

P.S. Jak to bywa w grach z zaklepywaniem, trzeba uważać na długie (bądź damskie) paznokcie oraz liczyć się z lekkim powybijaniem palców. ;)

Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Black Monk za udostępnienie gry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz