Slider

sobota, 17 sierpnia 2019

Dice Settlers: Osadnicy z krwi i kości - recenzja

Kolonizowanie nowych ziem, to całkiem chwytliwy temat w grach planszowych. Zresztą nic w tym dziwnego, bo też kto by nie chciał przemierzać niezbadanych lądów i przystosowywać ich do zasiedlenia. Podejrzewam, że wśród mieszkańców Stanów Zjednoczonych, gdzie pionierzy są dużym elementem kultury, takie gry są bardzo popularne. Nic dziwnego więc, że NSKN/Board&Dice wydało grę Dice Settlers autorstwa Davida Turczi (znanego m.in. z Anachrony), w której wcielamy się właśnie w grupe osadników, która chcę zdobyć jak najlepsze ziemie dla siebie, konkurując przy tym z innymi grupami. Tytuł doczekał się również polskiego wydania za sprawą Lucrum Games (z groźnie brzmiącym podtytułem Osadnicy z krwi i kości) i to właśnie tę wersję przyszło mi oceniać w dzisiejszej recenzji. Przekonajmy się więc, czy przemierzanie prerii, stawianie namiotów oraz turlanie kostkami może się podobać :-)


A zatem najpierw oceńmy jakość i wygląd komponentów. Warto wspomnieć, że autorem grafik do Dice Settlers jest bardzo popularny ostatnio Mihajlo Dimitrievski, czyli The Mico (m.in. Najeźdźcy z Północy oraz Karnivore Koala). Trzeba mu przyznać, że wykonał swoją pracę dobrze, co widzimy głównie po okładce przedstawiającej grupę osadników zmierzających w stronę wschodzącego słońca. Wiele więcej w sumie nie narysował, bo rysunków poza okładką zbyt dużo tutaj nie ma, ale te które znajdują się na kartach, planszetkach gracza oraz kaflach terenu też są całkiem udane. Mały plusik za dwustronne planszetki z możliwością wyboru płci. Jak na grę z kostkami w nazwie przystało, nie mogło tu ich zabraknąć i są naprawdę ładne. Co prawda preferuję raczej kości ze żłobionymi ściankami, a nie jak tutaj z nadrukiem, ale muszę przyznać, że i tak bardzo mi się podobały. Wśród pozostałych elementów, znajdziemy woreczki na kości w czterech kolorach, drewniane znaczniki namiotów i domków, notatnik oraz sporo tekturowych żetonów. Nie wyróżniają się one zbytnio, ale zostały wykonane jak najbardziej poprawnie. Zanim otrzymałem polską wersję, miałem okazję grać wcześniej w kickstarterową edycję deluxe, więc mam odrobinę porównania. Na pewno dużo bardziej podobają mi się surowce w crowdfundingowej wersji (są w kształcie przedstawianego przez nie dobra), niż tekturowe żetoniki, ale na szczęście jeśli polubimy grę, to spokojnie możemy je dokupić. Natomiast plastikowe namioty i domki, mimo swoich walorów estetycznych (każdy kolor ma inne rzeźby tych elementów) są moim zdaniem gorszym rozwiązaniem od drewna i zupełnie nie żałuję, że nie ma ich w polskiej wersji i nie są na chwilę obecną dostępne w sprzedaży. Rozmiar figurek w różnych kolorach wahał się między niewielkimi, a przesadnie dużymi (namioty jednego gracza zajmowały tyle samo miejsca co domki innego), przez co w zasadzie potrafiły zasłonić cały kafelek lub wręcz przestać się na nim mieścić. Niezbyt wygodne i zdecydowanie zmniejszające przejrzystość. Podsumowując sklepowa wersja Dice Settlers jest zarówno ładna jak i dobrze wykonana, a co najważniejsze mi w zupełności wystarczy.


Zasady Dice Settlers nie są przesadnie skomplikowane, a na dodatek skrót reguł na planszetkach jest wyjątkowo udany. Poważnie jest tam wszystko czego potrzeba. Rozgrywka sprowadza się tak naprawdę do dwóch faz:
  1. Rzucanie kośćmi - gracze dobierają z worka tyle kości na ile pozwala im ich limit, rzucają nimi oraz jeśli chcą modyfikują ich wyniki w zamian za poświęcenie niektórych z nich.
  2. Wykonywanie akcji - wydajemy symbole z naszych kości, aby zrobić przypisaną do nich czynność. Jeśli mamy kilka symboli danego typu, nasza akcja jest mocniejsza lub wykonujemy ją więcej razy. Akcje pozwalają nam m.in. na dokładanie nowych kafli terenu, pozyskiwanie nowych kości, kładzenie namiotów w polu gry lub zdobywanie ich do swojej puli, atakowanie innych graczy, pozyskiwanie surowców, odkrywanie nowych technologii, czy zamienianie zasobów na punkty zwycięstwa. Oprócz tego możemy wykonywać jeszcze darmowe akcje, czyli. korzystanie z fabryk na kaflach oraz przejmowanie władzy nad kafelkiem i stawianie na nim domu.
Gra toczy się w ten sposób do chwili spełnienia jednego z kilku warunków (wyczerpanie punktów zwycięstwa w zasobach ogólnych, pozostanie tylko dwóch rodzajów kości w puli, brak kafli mapy do dokładania, postawienie przez kogoś piątego domku). Rozgrywamy wtedy jeszcze jedną rundę i liczymy punkty przy pomocy dołączonego do gry notatnika. W sumie to tyle z zasad :-)


Osadnicy to moim zdaniem całkiem przyjemny tytuł. Mamy tu do czynienia z naprawdę fajnym miksem mechanik. Trochę area control, trochę kładzenia płytek, okraszone dodatkowo jeszcze budowanie puli kości. Sprawdza się to dobrze i daje frajdę. A na dodatek nie jest przesadnie skomplikowane, a sama gra toczy się dość intuicyjnie. Jak na area control przystało, jest tu dość dużo negatywnej interakcji, przejmowania terenów, czy wręcz po prostu atakowania innych graczy. Dla jednych może być to wada, ale ja osobiście nie mam nic przeciwko. Preria to nie żarty i trzeba być czasem twardym ;-)  Oczywiście widać to najbardziej przy grze w więcej osób, kiedy każdy pilnuje każdego i toczy się przepychanki na wielu frontach jednocześnie. W dwójkę z kolei jest to bardziej wyścig o to kto pierwszy postawi pięć domków. Swoją drogą jeśli już o tym mowa, to skalowanie na różną liczbę graczy jest przyzwoite, ale też zdecydowanie lepiej gra mi się w gronie 3+ (bo jak pisałem wcześniej, po prostu więcej się dzieje). W dwójkę czasem sprowadzało się to do tego kto pierwszy wybudował dom (dalej szło już z górki). Dużą zaletą tytułu jest jego regrywalność. Nie ma siły, żeby kafle terenu ułożyły się dwa razy tak samo, a dodatkowo w każdej rozgrywce możemy użyć innego zestawu kart technologii. Technologii jest tu sporo i są na tyle zróżnicowane, że potrafią czasem zmienić strategię na daną partię. Polecam wypróbować zestawy polecane przez autora zanim zaczniemy losować własne karty, bo musze przyznać, że są naprawdę fajnie przemyślane.


Gdzieś słyszałem opinię, że jest to coś pomiędzy Dominant Species, a Montaną i w sumie do pewnego stopnia jestem nawet w stanie się z tym zgodzić ;-) Z pierwszej gry mamy tu dominacje na kaflach terenu oraz rozwój "naszego gatunku" poprzez technologie. Z drugiej natomiast mamy oczywiście temat, a także w przypadku gry dwuosobowej swoisty wyścig do zwycięstwa. Są to zdecydowanie inne gry, ale jeśli polubiliście je właśnie za wspomniane elementy, to Dice Settlers może być właśnie dla was. Mówiąc o Dice Settlers, nie można pominąć tematu losowości. W końcu w nazwie są kostki. Uspokajam, nie jest tu w tej kwestii tak źle jak można by się spodziewać. Generalnie wyniki rzutów można w pewnym stopniu zmieniać, część akcji można wykonać na różne sposoby i w sumie każda daje nam coś przydatnego. Wraz z postępem rozgrywki, będziemy mieć też zresztą coraz większy wybór kostek, więc na pewno znajdziemy coś dla siebie. Losowość pojawia się również przy dokładaniu nowych kafli terenów, ale jeśli nie czujemy dzisiaj szczęścia, możemy dobierać więcej kafli jeśli tylko posiadamy dodatkowe symbole kompasów (dalej kładziemy na stole jeden, a reszta idzie do pudełka, co przyspiesza trochę grę).


Muszę przyznać, że naprawdę dobrze bawię się przy Osadnikach z krwi i kości. To dobra gra. Jeśli miałbym ją opisać w jednym zdaniu, to powiedziałbym że jest to taki "gateway" do cięższych area control, który kusi ładnym wyglądem i prostymi zasadami, a zatrzymuje na dłużej możliwością kombinowania i frajdą. Szczerze polecam!

Plusy:
+ Bardzo ładne wykonanie
+ Wersja retail nie jest wcale gorsza od kickstarterowej (pod względem namiotów jest nawet lepsza)
+ Proste zasady
+ Karty technologii
+ Regrywalność
+ Zadziwiająco niedużo losowości
+ Podsumowanie zasad na planszetkach jest jednym z lepszych jakie widziałem

Minusy:
- W dwie osoby gra się gorzej



Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Lucrum Games za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz