Slider

czwartek, 8 sierpnia 2019

Biblios - recenzja

Nie będę ukrywał, że lubię gry w których występuje licytacja. Zarówno w większych jak i mniejszych tytułach, jak i zarówno w grach stricte planszowych jak i karcianych. I właśnie o karcianej grze licytacyjnej będzie niniejsza recenzja. Biblios, bo o niej mowa, to gra której autorem jest Steve Finn (Niezłe ziółka), w której wcielamy się w rolę opata kierującego średniowiecznym klasztorem, walczącego by jego klasztorna biblioteka była jak najznamienitsza, posiadająca jak najwartościowsze, najpiękniejsze dzieła literatury. 


W niedużym, prostokątnym, zamykanym z boku na magnes, pudełku z ilustracją zakonników przebywających w bibliotece otrzymujemy 87 kart, 5 sześciościennych kości oraz skryptorium, czyli mini planszę do gry. Wszystkie elementy ułożone są w dobrze skrojonej wyprasce. Karty są w miarę solidne, z przyjemnymi dla oka ilustracjami utrzymanymi w temacie gry. Kości dosyć spore, każda w innym kolorze odpowiednim do kart, o czym za chwilę. Wspomniane skryptorium to solidna gruba planszetka z namalowanymi rodzajami naszych zbiorów i miejscem na kości. Instrukcja napisana jest przystępnie, raczej zrozumiale nawet dla laika. Jeśli chodzi o wykonanie, nie ma się do czego przyczepić.


Celem gry jest zebranie jak największej liczby punktów zwycięstwa, a te zdobywamy posiadając na koniec gry największą sumę wartości kart w każdej z 5-ciu kategorii (pigmenty, mnisi, zapomniane tomy, manuskrypty, święte księgi). To ile punktów dostaniemy za daną kategorię - kolor - zależne jest od tego, jaka będzie wartość na kości przyporządkowanej temu kolorowi.
Przygotowując rozgrywkę kładziemy skryptorium na środku i na odpowiednich polach ustawiamy kości, wszystkie wartością "3". Odrzucamy odpowiednią ilość kart w zależności od liczby graczy, tasujemy talię, kładziemy ją na stole i rozpoczynamy.
Rozgrywka składa się z dwóch faz : darów i aukcji. W pierwszej z nich gracz w swojej turze dociąga pojedynczo odpowiednią (zależną od liczby graczy) ilość kart. Każdą kartę ogląda i decyduje czy odłożyć dla siebie, na stos do licytacji czy dać rywalom. Z tym, że decyzję musi podjąć przed dobraniem i obejrzeniem kolejnej karty. Potem tura przechodzi na kolejnego gracza i na tej zasadzie faza toczy się do wyczerpania kart w talii.
W drugiej fazie - aukcji - będziemy pozyskiwać karty ze stosu utworzonego w poprzedniej fazie. Wykładamy kartę i licytujemy. Za karty kategorii płacimy kartami monet w kwocie jaką wylicytowaliśmy, natomiast karty złota licytujemy ilością kart jakie możemy odrzucić. Gdy skończą się karty w stosie, następuje koniec fazy i koniec gry.
W obu fazach gry będziemy mieli także karty specjalne - "kościół". Karty te, gdy zostaną odkryte przerywają grę, a gracz który ma "kościół" do dyspozycji (wziął kartę dla siebie lub ją wylicytował) ma prawo do zmiany liczby punktów na jednej lub więcej kości (zgodnie z kartą), po czym odrzuca tą kartę i rozgrywka jest kontynuowana.
Jak wspomniałem, gdy wyczerpie się talia aukcji rozgrywka dobiega końca. Gracze sumują swoje wartości na kartach w każdej kategorii. Gracz z najlepszym wynikiem w danym kolorze otrzymuje ilość punktów zwycięstwa zgodną z aktualną liczbą oczek na przyporządkowanej tej kategorii kostce. Ten kto zdobędzie najwięcej punktów zwycięstwa oczywiście wygrywa.


W Biblios zwłaszcza w pierwszej fazie jest sporo decyzji do podjęcia. W dodatku trzeba czasem zaryzykować, co nie zawsze wychodzi na dobre. Ciągniemy niezłą kartę, bierzemy do siebie, a potem dobieramy jeszcze lepszą, pech i tyle. Owszem, część kart być może jeszcze do nas wróci w fazie aukcji, ale na pewno, trzeba będzie o nie powalczyć. Tu należy podkreślić, że jest to gra ze sporą losowością, na szczęście tylko w dociągu kart, ale jednak. No bo mimo, że kości mamy w grze to w Biblios robią one jedynie za znaczniki.
Jeszcze wracając do wyboru kart, musimy zwracać uwagę co i komu oddajemy, obserwować co kto zbiera. To nie jest takie proste, poza tym niekiedy gracze biorą kartę dla zmyły, blefu. Oczywiście nie sposób zapamiętać wszystko i mieć takie szczęście by uzbierać sobie wymarzony układ, ale na tym etapie możemy sporo zyskać, by w drugiej fazie się umocnić.
Apropos drugiej fazy, aukcji, licytacji. Te karty które nie podeszły nam podczas fazy darów, w tej fazie możemy spieniężać, by wykorzystać złoto na zakupy lepszego asortymentu. To daje trochę nadziei graczom, którzy przy dobieraniu kart nie mieli zbytnio szczęścia. I jak to w licytacjach bywa, trzeba dobrze warzyć siły na zamiary. Znowu może być ta nieznośna losować, powodująca, że za sporo kupimy dobrą kartę, a za chwilę pojawi się jeszcze lepsza, a nam najzwyczajniej w świecie nie starczy już funduszy. Nie raz takie przeliczenie miało wpływ na końcowy wynik rozgrywki.
Nawet realizacja kart specjalnych, może być rozgrywana według różnych strategii. Możemy podwyższać kości w kategorii którą mamy mocną, albo zablefować i podnieść coś co nas kompletnie nie interesuje. Co więcej, czasami karty "kościoła" wychodzące pod sam koniec rozgrywki i wylicytowane czasem za grosze (inni już mogą nie mieć złota lub mieć go za mało) mogą przeważyć szalę zwycięstwa.


Te wspomniane wyżej decyzje, zmiany kostek, blef i licytacja to główne atuty Biblios. Do tego niezłe i ładne wykonanie. Przyznam szczerze, że wbrew pozorom i upodobaniom to faza darów a nie aukcji budzi we mnie większe emocje. To pierwsza faza jest moim zdaniem ciekawsza i w większej mierze decyduje o końcowym wyniku. To już na tym etapie trzeba być uważnym i mimo niesprzyjającemu losowi kombinować jak wyjść z niepowodzenia.
Oczywiście nie powiem, że faza licytacji jest pozbawiona emocji. Bywa, że o wartościowe karty gracze naprawdę solidnie się przelicytowywują. Niektórzy serio, a inni dla podbicia stawki, blefu czy dla zabawy, ot tak by innym trochę przeszkodzić. Co więcej, o dziwo licytacja w Biblios nawet nieźle działa w 2 osoby, choć jest nieco inna, tak jak i rozgrywka w tym składzie. Gdy gra się jeden na jednego, łatwiej przewidzieć, kto co zbiera, łatwiej policzyć co może mieć rywal itp. Dlatego też i licytacja bywa bardziej przewidywalna, ale działa. Natomiast pomiędzy rozgrywkami w 3 i 4 osoby nie ma dla mnie praktycznie różnicy.


Choć gra jest bardzo ładnie zilustrowana i nawet tematyka jest raczej przyjazna, to niestety Biblios jest grą całkowicie pozbawioną klimatu, no może karty ciut próbują, ale w trakcie rozgrywki kompletnie nie czuję się opatem, który zbiera księgozbiory. Równie dobrze mogłaby to być gra o zbieraniu różnych odmian herbaty na kenijsko-malawijskich plantacjach. Tak samo by mi się grało. No ale o czymś ta gra musiała być. ;)
O losowości już wspominałem. Jest jej sporo, ale tego należałoby się spodziewać przy takiej ilości kart. Niekiedy frustruje, niekiedy wywołuje zadowolenie, jak to losowość.
Choć gra mi się w Biblios bardzo przyjemnie i z początku nawet grałem kilka partii pod rząd, to z czasem trochę zaczęła mi się nudzić, spowszedniała. Owszem od czasu do czasu chętnie zagram, ale nie jest to filler, który będzie rozgrzewał przed każdą większą rozgrywką. Jednocześnie muszę zaznaczyć, że część towarzystwa, z którą grałem w ten tytuł, chętniej i częściej ode mnie proponuje rozgrywkę. Nie wiem od czego to zależy, pewnie głównie od gustu.


Biblios to lekka karcianka z licytacją, odrobiną blefu i prostymi zasadami. Praktycznie do grania w każdym towarzystwie, choć na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, bo takich gier nie ma. Ze swojej strony polecam zagrać, ale nie spodziewać się nie wiadomo jakiej gry strategicznej. Ot lekki fillerek przed lub między poważnymi tytułami. Tak czy owak polecam spróbować i na własnej skórze się przekonać czy Biblios  się spodoba.

Plusy :
+ pudełko i wykonanie
+ proste zasady i szybka rozgrywka
+ działa także na 2 osoby

Minusy :
- losowość
- brak klimatu
- z czasem powszednieje


Marcin "Lubel" Lubański




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz