Slider

środa, 31 lipca 2019

Strange Vending Machine - recenzja

Na co dzień w maszynach vendingowych możemy kupić rozmaite rzeczy. U nas najczęściej będą to jakieś batoniki albo napoje. W Japonii rzecz ma się nieco inaczej i w zasadzie możemy tam z automatu wziąć prawie wszystko (np parasole, krawaty, czy pizze). Fascynujące, jak zresztą cała kultura Japonii. Na tyle, że kilku tajwańskich autorów gier postanowiło się zainspirować tym ewenementem i razem stworzyli grę Strange Vending Machine, wydana przez Soso Games. Gra ma zdecydowanie niepowtarzalny temat i chyba nie ma drugiej gry o automatach. W zalewie budowania miast i walki z zombie może być to oczywiście duży plus, ale tylko pod warunkiem, że mechanicznie również będzie ciekawie. Tajwańska myśl technologiczna z reguły pozytywnie mnie zaskakuje w grach planszowych (np. Gejsze i Planet Defenders), więc dużą dozą zainteresowania sprawiłem sobie egzemplarz SVM, żeby przekonać się jak jest w tym przypadku.


Najpierw parę słów o wykonaniu, bo i jest o czym tutaj mówić, jako że Strange Vending Machine pozytywnie zaskakuje swoim wyglądem. Pudełko ozdobione jest dość zwyczajną kolorową okładką przedstawiającą tytułowe automaty na japońskiej ulicy. Nie wygląda to źle, ale też nie przyciąga za bardzo wzroku. Nie można tego samego jednak powiedzieć o zawartości pudełka, bo ta już zdecydowanie przyciąga wzrok. Dzieje się tak za sprawą sześciu tekturowych automatów, które dostajemy od razu złożone. Mają miejsce na karty z wyciętym okienkiem, które sprawia że widzimy jaki produkt jest obecnie dostępny w maszynie oraz slot na wrzucanie pieniążków, które trafiają do oddzielnej przegródki. Wygląda to super i jest to jeden z ciekawszych komponentów jaki widziałem w grze planszowej. Poza maszynami znajdziemy tu również tekturowe pieniążki w jednej nominacji plus nieco ciemniejsze fałszywe pieniądze z wykrzyknikiem. Trochę dziwnym zabiegiem jest zmiana koloru tych fałszywych, bo w wariancie który je wykorzystuje zależy nam na utrzymaniu faktu płacenia nimi w tajemnicy przed innymi graczami. Sam wykrzyknik w zupełności by wystarczył, a dużo łatwiej byłoby nam wtedy wrzucać je do automatu. Ostatnim komponentem są karty przedstawiające produkty. Te zostały przygotowane dla dwóch potencjalnych wariantów gry. Jeden zestaw przedstawia dość codzienne produkty jak np. napój, czekolada, czy mleko. Natomiast karty do wariantu czarodzieja mają dość nietypowe produkty takie jak np. czipsy ze skrzydeł nietoperza, lody o smaku jednorożca, czy smocze jajo niespodzianka. Poza tym że mają nietypowe nazwy, to wyglądają też całkiem ładnie. Generalnie poza wpadką z kolorem monet, nie można tu narzekać, a wykonanie Strange Vending Machine, to zdecydowanie duży plus tej gry.


Jeśli chodzi o zasady, to w podstawowym wariancie, na którym tu się skupię, SMV jest banalnie proste. Na początku tasujemy i dzielimy między graczy wszystkie karty produktów. Każdy bierze też jeden automat w losowym kolorze, pomoc gracza i 8 monet. Teraz wszyscy kładą przed sobą jedną, losowo wybraną kartę, a resztę wkłada do maszyny wendinowej. Do każdego automatu wkładamy też dwie monetki z ogólnej puli. Tak przygotowane maszyny przekazujemy graczowi po prawej stronie i zaczynamy grę. Wszyscy wykonujemy swoje akcje symultanicznie, przy czym możemy zrobić jedną z trzech rzeczy:
  1. Zakup jedzenia - wkładamy trzy monetki do posiadanej maszyny i wyciągamy z niej wierzchnią kartę, którą kładziemy przed sobą. W przypadku jeśli kolor karty pasuje do koloru automatu, płacimy tylko dwie monety.
  2. Uzupełnienie zapasów - oddajemy jedną z naszych kart z powrotem do maszyny i zabieramy wszystkie monetki, które miała w środku.
  3. Znalezienie pieniędzy na podłodze - po prostu dobieramy jedną monetkę z ogólnej puli.
Po akcji przekazujemy automat w prawo i zabawa toczy się dalej, aż do momentu, gdy któryś z graczy uzbiera przed sobą 5 kart jedzenia albo w którejś z maszyn skończą się karty. Wtedy następuje jeszcze jedna runda i przechodzimy do liczenia punktów.
Końcowa punktacja zależna będzie od naszych zestawów kart. Liczenie jest w tej grze dość nietypowe, ponieważ występuje w nim sporo zależności. I tak np. jeśli posiadamy w naszym zestawie 3 albo 4 różne typy jedzenia, to za każdą kartę otrzymujemy tylko 2 punkty, natomiast gdy udało nam się skompletować jedzenie 1typu lub we wszystkich 6 rodzajach, to każda karta da nam aż 4 punkty. Podobnie jest z kolorami. Im mniejszy miszmasz tym lepiej dla nas. Dodatkowo punktujemy również za pary kart tego samego rodzaju (5 punktów za parę), przy czym jeśli pary będą w tym samym kolorze, to punktów otrzymamy więcej (aż 8 za parę). Najprostsze do liczenia są tutaj monetki, bo każda ich para daje nam po punkcie. Za pierwszym razem te kalkulacje brzmią dość pokrętnie, ale w praktyce okazują się banalnie proste, jak zresztą i cała gra.


No dobra, ale jak to się sprawdza w praktyce? No cóż, przede wszystkim gra jest baaaardzo dynamiczna i ma baaardzo krótki czas rozgrywki. Jako że wszystko robimy w tym samym czasie, to z partią da się zejść poniżej pięciu minut. Pewnym wyznacznikiem frajdy jaką daje Strange Vending Machine jest jednak fakt, że nigdy nie rozegrałem na raz mniej niż 2 rozgrywek i nie musiałem do tych kolejnych partii nikogo specjalnie namawiać. Gra w wariancie podstawowym jest co prawda nieco dziwaczna i nietypowa, ale i zabawna. Na pierwszy rzut oka nie ma tu zbyt wiele czasu na decyzje i wydaje się to być prosty wyścig o zdobycie jak najszybciej pięciu kart, ale po kilku grach szybko się zauważa, że ten kto pierwszy skompletował swój zestaw wcale zbyt często nie wygrywa. Czasem trzeba w dobrym momencie poświęcić kartę i wziąć za nią pieniądze (które mogą zadecydować o naszym zwycięstwie), a jeśli przepuścimy dobrą okazję zarobku, to może okazać się że w kolejnej turze otrzymamy ogołocony z gotówki automat, a nasza kiesa nie pozwoli nam na zakup karty i jedyne co przyjdzie nam zrobić, to zmarnować turę na podniesienie tylko jednego nędznego grosza. Tak więc koniec końców, podczas pięciominutowej partii musimy się czasem odrobinę zastanowić, czego kompletnie nie spodziewałem się po pierwszym zapoznaniu się z zasadami. Oczywiście bądźmy szczerzy, ta ilość decyzji nie sprawi że jest to mózgożer i poważna gra. To zdecydowanie fillerek i jako taki jest całkiem przyjemny.


Trochę zmienia się w drugim nieco bardziej skomplikowanym wariancie. Grając w niego, każdy z graczy wykonuje swoją turę po kolei, każda karta ma swoją cenę, dochodzą fałszywe pieniądze, którymi możemy jak najbardziej płacić, ale które na koniec gry dadzą nam ujemne punkty (trochę taki ekonomiczny Czarny Piotruś). Najwięcej zmian wprowadzają jednak przepisy zawarte na zdobywanych kartach, które wprowadzają jeszcze więcej zależności w końcowym punktowaniu. Każda karta jedzenia ma bowiem w dolnej (niewidocznej w automacie) części dodatkową treść. Część z kart da po prostu punkty, inne dadzą nam dodatkowy symbol jedzenia, ale niektóre podadzą nam zasady wg których przyjdzie nam zdobywać punkty (np. za zestawy takich samych/różnych kart, za pieniądze, za konkretny typ jedzenia). Rozumiem że ten wariant był przygotowany dla nieco bardziej zaawansowanych graczy, ale moim zdaniem jest tam trochę za dużo wszystkiego i zdecydowanie lepiej bawiłem się za każdym razem podczas tych króciutkich partii w trybie prostym. Od móżdżenia nad ruchami mam inne, lepiej przystosowane do tego gry.


No dobra pora na werdykt. Strange Vending Machine to przede wszystkim gra nietypowa, urocza i ciut dziwaczna. Czy jednak jest to przy tym gra dobra? Moim zdaniem tak, ale też kompletnie nie dla każdego i zdecydowanie tylko pod warunkiem, że byłaby w dobrej cenie. A że jest trudno dostępna i naprawdę super wykonana, to też raczej ciężko będzie ją znaleźć w dobrej cenie. Z powodu bycia pięciominutowym fillerkiem z prawdopodobnie względnie drogimi w produkcji elementami, też raczej wątpię, by miała trafić na radar jakiegoś polskiego wydawcy. Ostatecznie więc oceniam SMV jako grę fajną, ale gdybym nie posiadał własnego egzemplarza, to raczej nie polowałbym na nią zawzięcie i nie sprowadzał jej z innego kontynentu. Za to jeśli kiedyś będziecie mieli okazję w nią zagrać na jakimś konwencie... polecam! Przyjemnie was zaskoczy!


Plusy:
+ Świetne, nietypowe wykonanie
+ Bardzo proste zasady
+ Wariant podstawowy trwa ok 5 minut
+ O dziwo jest w nim też trochę decyzji
+ Rozgrywka jest pozytywnie dziwna

Minusy:
- Dostępność i cena
- Wariant zaawansowany jest moim zdaniem ciut przekombinowany



Kamil Lazarowicz
Dziękuję wydawnictwu SOSO Games za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz