Slider

wtorek, 18 czerwca 2019

Niedźwiedzie vs Bobasy - recenzja

Jakiś czas temu recenzowałem dla Was niezwykłą karciankę pod tytułem Eksplodujące kotki. Co o niej sądzę możecie przeczytać TUTAJ. Dlaczego o niej wspominam? Ano dlatego, że nie tak dawno wydawnictwo Rebel wypuściło na rynek grę tych samych twórców co Eksplodujące kotki, czyli Matthew "The Oatmeal" Inmana oraz Elana Lee pod tytułem Niedźwiedzie vs Bobasy. 


Gdy zauważycie na półce w sklepie włochate pudełko, to możecie być pewni, że to właśnie ta gra. To dosyć oryginalne pudełko na pewno przyciąga wzrok i zainteresowanie. A w środku znajdziemy 107 kart, matę do gry oraz instrukcję i ...FAQ. Przyznam się szczerze, że tej drugiej książeczki się nie spodziewałem w takiej grze, ale widocznie autorzy uznali, że może się przydać. Ogólnie co do wykonania nie ma co się przyczepić, karty są dosyć sztywne, mata natomiast jest materiałowa, a na niej wyznaczone miejsce na odpowiednie stosy oraz rozpiska co można zrobić w swojej turze czyli tzw. podpowiadajka.


Przejdźmy zatem do zasad. Naszym celem jest stworzenie niedźwiedzi i potworów, które będą w stanie unicestwić niegrzeczne bobasy. Wiem, brzmi to dziwnie, ale Niedźwiedzie vs Bobasy to gra bardziej imprezowa, do piwka, aniżeli familijna. Choć instrukcja jest dobrze napisana to na pierwszy rzut oka wydaje się, że zasad jest dość sporo. Otóż niekoniecznie, wygląda gorzej niż jest w rzeczywistości.
Zanim rozpoczniemy rozgrywkę rozkładamy  naszą matę oraz rozdajemy każdemu graczowi po 1 głowie niedźwiedzia i 4 karty. Resztę talii dzielimy na 3 stosy i kładziemy je w wyznaczonym na nie miejscu. Tyle przygotowania, można zacząć grać.
W swojej turze gracz może wykonać następujące akcje :
- dobrać kartę ze stosu lub zagrać kartę z ręki
- sprowokować bobasa
- grzebać w śmietniku - innymi słowy dobrać kartę ze stosu kart odrzuconych.
To ile akcji możemy wykonać w swojej turze zależne jest od ilości graczy - im więcej uczestników tym mniej akcji do wykonania.
Ogólnie rzecz biorąc, dobierając i zagrywając karty, albo próbujemy budować swoje rzesze potworów, albo chcąc nie chcąc musimy dobrane bobasy dokładać do ich armii. Zarówno jedni i drudzy są podzieleni na odpowiednie środowiska (wodne, powietrzne i lądowe). Ma to znaczenie gdy dojdzie do prowokacji. To moment w którym armia brzdąców atakuje wszystkie straszydła z danego środowiska. Sumujemy siłę naszych stworów i niedźwiedzi (te walczą wszędzie - takie są) i porównujemy z siłą małoletnich rozrabiaków. Prowokację wygrywa ten, którego armia jest silniejsza od bandy bobasów i jednocześnie najsilniejsza spośród uczestniczących w tej potyczce. Gracz spełniający te warunki, zgarnia pokonane bobasy i wygrywa rundę. Gra kończy się gdy skończą się karty w stosach do dobrania. A całą rozgrywkę wygrywa gracz, który zebrał najwięcej punktów na kartach niemowlaków.


Nie da się ukryć, że Niedźwiedzie vs Bobasy to gra stricte imprezowa, choć na imprezy w mniejszym gronie (2-5 osób). Już sama tematyka, dosyć absurdalna, świadczy o tym, że to nie jest gra dla każdego. Nadal, odnosząc się do porównania z Eksplodującymi kotkami, graficznie jest dobrze - mi się podoba. Tworząc przedziwne potwory można się naprawdę nieźle pośmiać, choć z każdą rozgrywką coraz mniej. Ale przypomnę, że w Kotkach było podobnie. Widocznie ten rodzaj humoru już jest taki krótkotrwały. Natomiast dla mnie mechanicznie w Niedźwiedzie vs Bobasy jest zdecydowanie lepiej. Mamy możliwość choćby lekkiego pokombinowania, która akcja w danym momencie da nam więcej korzyści, kiedy dopiec innym a kiedy zarobić swoje. Ponadto odczułem tutaj dosyć częstą negatywną bezpośrednią interakcje. Aktywowanie prowokacji, by rozwalić komuś jego całkiem niezłą armię stworków jest naprawdę przyjemne.


Niestety wszystko to okraszone jest sporą losowością. I mimo że mamy na nią jakiś minimalny wpływ w postaci zabierania odrzuconych kart, to jednak ta losowość jest wszechobecna i troszkę uwiera. No ale z drugiej strony to przede wszystkim dzięki niej tytuł ma sporą regrywalność. Chociaż przyznam szczerze, że z każdą rozgrywką gra mi powszedniała i coraz gorzej się przy niej bawiłem.
Co ciekawe, ta gra tak samo "chodzi" w każdym składzie osobowym. Zarówno w 2 jak i 5 osób grało mi się podobnie. Jedyne co mogę się tu przyczepić, że w większym składzie czasem są delikatne przestoje lub odrobinę dłużej czeka się na swoją kolej, ale w tym czasie powstają emocje czy ktoś wywoła bobasy do ataku czy nie, także nawet w tych momentach może być ciekawie.


Rozgrywki są dosyć szybkie, w miarę dynamiczne. Jest odrobinka kombinowania, ale niestety niewiele emocji, zdecydowanie bardziej emocjonowałem się w Eksplodujących kotkach. Tu za to moim zdaniem jest lepiej mechanicznie, wiadomo po co jaką akcję się robi i do czego prowadzi. Jakoś to działa, choć odczuwam pewien niedosyt. Moim zdaniem gra jest tylko nieco lepsza od poprzedniczki i niczym specjalnym, może poza pudełkiem, nie zachwyca. Może sporadycznie wyląduje na stole, ale będzie jej ciężko się na nim zadomowić.


Plusy :

+ całkiem przyzwoite wykonanie i oryginalne pudełko
+ negatywna interakcja (jak ktoś lubi)
+ szybkie, dynamiczne rozgrywki
+ grafiki i układnie dziwnych potworów śmieszy...

Minusy :
- ...choć z każdą rozgrywką mniej
- ogrom losowości
- niezbyt emocjonująca




Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu REBEL.pl za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz