Slider

poniedziałek, 20 maja 2019

Black Fleet - recenzja

Temat piracki w grach planszowych czy karcianych jest raczej dobrze kojarzony. Ja także lubię gry z tym klimatem, i zwykle nie trzeba mnie długo namawiać bym usiadł do rozgrywki o piratach. Na blogu też już nam się udało zrecenzować kilka gier w tej tematyce jak choćby Morze chmur (TUTAJ), ¡Abordaje! (TUTAJ) czy Czarną Banderę (TUTAJ). Kolejną grą o piratach, którą dzisiaj zrecenzuję jest pozycja z mojej prywatnej kolekcji, czyli Black Fleet od wydawnictwa Space Cowboys, autorstwa Sebastiana Bleasdale (Keyflower).  Co ciekawe gra pierwotnie należała do Kamila, od którego ją nabyłem i który teraz pomoże mi z opisem komponentów oraz dorzuci swoje dwa zdania opinii na temat tego tytułu.




Parę słów o wykonaniu. Szczerze mówiąc to wystarczyłoby napisać, że pierwotnie gra zawitała do mojej kolekcji, głównie dlatego że rewelacyjnie wygląda. Ładna kolorowa okładka, a w pudełku dużo dobra. Mamy tu dużą i szczegółowo narysowaną planszę, przedstawiającą Karaiby. Oprócz tego dla każdego z graczy przygotowano po dwa plastikowe stateczki w jego kolorze, które nie dość że bardzo ładnie wyglądają, to jeszcze mają dedykowane miejsce na umieszczenie na nich towarów. Dodatkowo są tu też dwa neutralne statki marynarki. Poza tym w pudle znajdziemy też metalowe monety w dwóch kolorach, kosteczki towarów oraz całą masę kart. Warto wspomnieć, że rewersy naszych kart ulepszeń i córki gubernatora tworzą razem bardzo ładną panoramę portu. To mała pierdółka, ale takie szczególiki cieszą oko. Reszta kart też została ozdobiona ciekawymi ilustracjami.  Denis Zilber odwalił tutaj kawał dobrej roboty. Największym hitem jest tu moim zdaniem plastikowa wypraska w kształcie trupiej czaszki i skrzyżowanych kości. Rewelacyjnie to wygląda, a przy okazji jest bardzo funkcjonalne. Generalnie wykonanie Black Fleet to wg mnie ogromny plus tej gry, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że choć wg pudełka jest ona dedykowana dla graczy w wieku 14+, to spokojnie dadzą moim zdaniem zagrać choćby i ośmiolatki. Taki wygląd komponentów zdecydowanie podziała na wyobraźnie młodego gracza, przez co na pewno łatwiej zachęcimy go do partyjki. 


Zasady gry nie są skomplikowane. Przed rozpoczęciem rozgrywki każdy z graczy otrzymuje zestaw kart rozwoju (każdy zestaw jest inny) oraz biorą kartę zwycięstwa, losują kolory graczy (czarny jest pierwszym graczem) po czym biorą statki w kolorze zgodnym z wylosowaną kartą. Następnie każdy dobiera po 1 karcie losu i po 2 karty ruchu. Ostatnim etapem przygotowania jest rozstawienie statków kupieckich. Te każdy umieszcza w wybranym przez siebie porcie i załadowuje go kosteczkami towaru.
Każdy gracz w swojej turze zagrywa jedną z dwóch kart ruchu, po czym porusza statkami maksymalnie o liczbę pól przypisanych dla danego okrętu na zagranej karcie. Każdy rodzaj statku w tej grze ma inne funkcje. Jednostki kupieckie transportują towary pomiędzy portami. Pirackie statki napadają na obce statki kupieckie i kradną z nich towar po czym próbują ukryć łupy na plażach. Zaś celem okrętów marynarki wojennej jest zatapianie statków pirackich.
W swoim ruchu możemy także zagrywać karty losu, które nieco ułatwiają nam nasze działania, zarówno te związane z poruszaniem się po morzu, jak i związane z akcjami podejmowanymi przez nasze okręty. Wszystkie nasze czynności wykonujemy w celu zdobycia jak największej ilości pieniędzy (dublonów) potrzebnych nam do zakupu usprawnień naszej floty - kart rozwoju. Gdy nasze jednostki będą już w pełni udoskonalone, musimy jeszcze zapłacić okup za córkę gubernatora (karta zwycięstwa). Gra wtedy dobiega końca, a ten gracz, który wykupił wszystkie swoje karty rozwoju, zapłacił okup za piękną niewiastę i posiada najwięcej Dublonów zostaje zwycięzcą. Nota bene zauważyliście, że niemal we wszystkich grach z piratami występuje córka gubernatora?


Patrząc na prostotę zasad i wykonanie można odnieść wrażenie, że to dosyć prosta gra. Otóż moim zdaniem nie do końca. W Black Fleet znajdziemy dość duże pole do popisu przy opracowywaniu strategii transportowania surowców, jak i uprzykrzanie morskiego życia innym. Wbrew pozorom nie łatwo optymalnie zaplanować trasę naszego rejsu, tak by nie zainteresować naszą obecnością na Karaibach przeciwników i by nie pokusili się o złupienie naszego towar. Co więcej na szczęście my także mamy takie możliwości. Rozplanowanie ruchu w sumie trzech okrętów, na podstawie możliwości przedstawionych na zagranej przez nas karcie, wiąże się niekiedy z dosyć poważnym wytężeniem naszych komórek. Co więcej trzeba się starać także przewidzieć co planują nasi rywale. A to nie jest takie oczywiste. Zwłaszcza, że strategii na zdobywanie pieniędzy w tej grze może być kilka, a i chęć zemsty za zatopienie okrętu czy złupienie jest rzeczą oczywistą.


Pieniądze na naszych Karaibach możemy zdobywać na kilka sposobów. Transportując towary, łupiąc przeciwników i zakopując dobra na wyspach, albo niszcząc statki pirackie okrętami marynarki wojennej. To co jest najbardziej opłacalne musimy sami wybrać patrząc na sytuację na planszy. Akcja na morzu zmienia się na tyle dynamicznie, że to co sobie turę wcześniej zaplanowaliśmy, może okazać się mało opłacalne, albo wręcz niewykonalne. Przy transporcie musimy brać pod uwagę, że by lepiej zarobić droga będzie dłuższa, a to wręcz narażanie się na czyhających piratów. Z kolei nasi piraci, mimo zaatakowania jakiegoś statku, mogą nie zdążyć zakopać łupów, bo dopadną ich siły zbrojne, itd.


Na szczęście w realizowaniu naszych celów pomagają nam także karty losu, dzięki którym, a to możemy wydłużać drogę naszych statków, a to możemy przemieszczać je po lądzie czy przypisywać wartości ruchu z karty innym okrętom niż te wskazane. Przyznam szczerze, że wykorzystanie tych kart w odpowiednim momencie, niekiedy daje naprawdę spore korzyści. Zwłaszcza gdy na przykład w danej części morza jest dosyć sporo obiektów pływających.
Kolejnym atutem jest to, że ulepszenia floty, które każdy musi zakupić, u każdego z graczy są inne. Owszem dotyczą one tych samych kategorii (pływanie, atakowanie itp), ale u każdego modyfikacja inaczej działa i daje inne umiejętności.


Prawdopodobnie z uwagi na sporą negatywną interakcję oraz nierzadko wredne zagrywki w celu zdobycia kasy, minimalny wiek graczy został określony na 14 lat, choć z tą grą spokojnie poradzą sobie 8-10-latki, z tym, że ewentualnie z tymi bardziej wrażliwymi trzeba grać nieco bardziej delikatnie.
Gra dobrze się skaluje, ale z drugiej strony jest przeznaczona dla 3-4 graczy, więc co tu dużo mówić, zbytniej różnicy nie będzie. We trójkę jest troszkę luźniej na morzu, ale każdy każdego bezproblemowo jest w stanie doścignąć, jeśli to dobrze zaplanuje.
Jak zatem z losowością ? Przyznam szczerze, że jest w zupełności akceptowalna. Kartę ruchu wybieramy jedną z dwóch na ręce. Kart losu można mieć na ręce 3, a zagrywać dowolną ilość, można je sobie wymieniać jak przekraczają limit, tak więc tu też jest wybór. Dlatego uważam, że z losowością w tej grze nie jest najgorzej.
Natomiast regrywalność tego tytułu jest naprawdę ogromna. Za sprawą zagrań, strategii, kart losu, ruchów, ale także umocnień floty, każda, ale to dosłownie każda rozgrywka jest inna i w dodatku przyjemna, ciekawa i pełna emocji.


Zanim ja podsumuję krótko, to jeszcze Kamil przyzna się jak bardzo żałuje, że mi sprzedał tą grę :) :
Choć grałem nieco mniej razy niż Marcin, to i tak uważam Black Fleet za świetną grę. Kupiła mnie wzrokiem, ale mechanicznie też nie potrafiłem jej niczego zarzucić. Prawdę powiedziawszy trochę żałuję, że ją sprzedałem (ciężkie czasy kazały) i gdyby nie poszła do mieszkającego niedaleko Marcina, to prawdopodobnie bym się jej nie pozbył. Dla mnie jest to taka rodzinna wersja dużo cięższych Kupców i Korsarzy, w którą spokojnie mogę grać z mniej zaawansowanymi graczami. Co tu dużo pisać. To naprawdę fajna gra i wydaje mi się że nie doczekała się polskiego wydania tylko z powodu ceny produkcji tych wszystkich prześlicznych komponentów. Jeśli lubicie pirackie klimaty, to jak najbardziej zachęcam do spróbowania!


Podsumowując, śmiało tą grę można określić jako familijną, choć należy zwrócić uwagę na interakcję. Ponadto ma na tyle proste zasady, stosunkowo niski próg wejścia, a jednocześnie rozgrywka wymaga na tyle myślenia strategicznego, że Black Fleet moim zdaniem powinien przypaść do gustu zarówno graczom okazjonalnym jak i geekom, choć na pewno każdy inaczej będzie podchodził do gry.  Wykonanie cieszy oko, rozgrywki mają swój piracki klimat, są emocje, wredne zagrywki i jest mega frajda z każdego starcia. Różnorodne karty losu i umocnień sprawiają, że każda rozgrywka jest inna, nieprzewidywalna. Kombinowanie jak przechytrzyć przeciwników, jak się szybko wzbogacić, jak uwolnić córkę gubernatora jest naprawdę przyjemne.

Plusy :
+ wykonanie
+ proste zasady, a przy tym sporo strategicznego myślenia
+ klimat
+ ogromna regrywalność
+ przystępna, akceptowalna losowość
+ negatywna interakcja ...

Minusy :
- ...za którą nie każdy przepada
- rozgrywki tylko w 3 i 4 osoby

Marcin "Lubel" Lubański i Kamil Lazarowicz




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz