Slider

niedziela, 17 marca 2019

Rzutem do mety - recenzja

Lubię gry z dużą ilością kostek, choć to nie oznacza, że uważam iż każda gra z ładnymi kosteczkami przypadnie mi do gustu. Co to to nie. Zwłaszcza, że niejednokrotnie wiąże się to ze sporą losowością, a za jej dużą ingerencję w grę z kolei nie przepadam. Ale tak czy owak jakoś tak mam zawsze przyjemność z rzucania kosteczek. No i właśnie jakiś czas temu sprawdziłem rodzinną grę wyścigową z udziałem wielu sześciennych kosteczek, pod tytułem Rzutem do mety. Jest to gra autorstwa Spartaco Albertarelliego wydana przez Trefl Joker Line.


W pudełku otrzymujemy, a jakże, 30 kolorowych sześciennych kostek, 110 kart, instrukcję, coś na kształt bieżni i ... duuuużo powietrza. Jest oczywiście kartonowe wypełnienie, które służy do tego by wszystko w środku nie latało, a miałoby gdzie. Na szczęście zarówno kostki jak i karty są solidnie wykonane. Choć to oczywiście rzecz gustu, ale kostki przeźroczyste, albo choćby błyszczące ładniej by się prezentowały. Ale nie czepiam się. Instrukcja jest napisana bardzo dobrze, ma wiele przykładów, mimo że zasady gry nie są jakieś złożone.


O co tu tak naprawdę chodzi? W Rzutem do mety ścigamy się kostkami, ale celem jest zdobycie jak największej ilości punktów zwycięstwa, które będziemy dostawać za zrealizowanie posiadanych kart celów.
Przed rozgrywką przygotowujemy odpowiednio talie kart (wg instrukcji), rozdajemy graczom karty celów i karty ruchu oraz rzucamy wszystkimi kośćmi tworząc z nich grupę startową. Sama rozgrywka będzie składała się z 4 etapów, których koniec sygnalizowany będzie przez wyciągnięcie odpowiedniej karty. 
W swojej turze każdy z graczy ma do wykonania jedną z 3 akcji. 
- zagranie kartu ruchu - pozwala przesuwać kości, dobierać karty itp.
- zagranie karty tajnego celu - pozwala przesunąć wszystkie kości jednego koloru oraz o danej liczbie oczek. Zagraną kartę gracz zachowuje przed sobą - będzie punktowała na koniec gry. Co ważne, kartę tajnego celu gracz może zagrać tylko raz na etap.
- rzut wszystkimi kośćmi w grupie - po odłożeniu dowolnej karty akcji gracz może rzucić wszystkimi kostkami w danej grupie (oprócz grupy prowadzącej), kolejny taki ruch będzie mógł wykonać pod warunkiem , że inny gracz wykorzysta tą akcję.
Po wykonaniu swojej akcji gracz dobiera kartę ruchu i tura przechodzi na kolejnego uczestnika. Jak wspomniałem wcześniej rozgrywka kończy się gdy odsłonimy 4-tą kartę etapu oznaczającą metę. Podliczamy punkty za etapy i ten kto zdobył ich najwięcej oczywiście wygrywa wyścig.


Siadałem do Rzutem do mety jako rodzinnej gry wyścigowej. Oczekiwałem rywalizacji, odrobiny strategii, i dobrej zabawy. Niestety nie wszystko dostałem. Nie lubię w grach losowości, na którą nie ma się wpływu, a tu mamy istny festiwal tejże losowości. Zarówno podczas rzutów kostką jak i dobieraniu kart. Na niewiele rzeczy mamy tu jakiś konkretny wpływ. Owszem są karty akcji, które dają nieco strategii, ale bywa tak, że żadna z kart nie przybliży nas do zrealizowania naszego tajnego celu. Praktycznie nie mamy nad niczym kontroli. Dla mnie to taki Chińczyk na sterydach, tyle samo losowości i tyle samo braku wpływu na cokolwiek w grze.
Trzeba przyznać, że gra ma proste zasady, w dodatku w bardzo dobrze napisanej instrukcji jest mnóstwo przykładów. Dzięki temu nawet młodsi gracze (wg pudełka gra jest od 10 lat), dają radę zagrać w Rzutem do mety. Ale w tych przypadkach był inny problem niż losowość. Dla dzieci ta gra jest zbyt abstrakcyjna. Przemieszczanie i zamienianie kostek niezbyt oddawało klimat wyścigu. Szczerze mówiąc ja także nie czułem bym brał udział w jakichś zawodach szybkościowych. Takie tam przekładanie kosteczek. Młodsi gracze nie za bardzo wiedzieli co to ma na celu i jaki to ma sens, to żadne ściganie.


Jeśli chodzi o skalowalność to zdecydowanie nie polecam gry w dwie osoby, wyścig w parze to dosyć uboga opcja, dlatego też to nie ma szans dobrze działać. W pozostałych wariantach gra się dobrze, choć oczywiście im więcej osób tym większy chaos, ale wiele się dzieje i jest sporo rzucania kostek, jest dynamicznie. Choć chyba optymalnie w Rzutem do mety powinno grać się w 3-4 osoby. Ponadto apropos chaosu, to zawsze trzeba uważać przemieszczając kości, żeby nie trącić i obrócić innych. I to bez względu na to w ile osób się gra.
Z uwagi na wspomniany festiwal losowości gra jest bardzo regrywalna. Zmienne cele, rożne karty akcji i przede wszystkim częste rzuty kośćmi, sprawiają, że nierealnym jest by dwie rozgrywki były identyczne. Choć oczywiście w tej grze zawsze robimy to samo, mamy te same akcje i ta powtarzalność może się z czasem znudzić.


Podsumowując, mi Rzutem do mety całkowicie nie podpasowała. Mimo prostych zasad, dużej ilości kostek, dobrego wykonania, dla mnie jest po prostu słaba, zbyt losowa, zbyt abstrakcyjna, nie dająca poczucia ścigania się w jakikolwiek sposób. Przemieszczanie kostek, dzielenie ich na poszczególne grupy, przerzucanie ich, jest na dłuższą metę nudne, mało atrakcyjne. Choć wiele razy próbowałem się jakoś przekonać do tej gry, to niestety nieskutecznie, nie ma ta gra nic specjalnego do zaoferowania. Dla mnie jak wspomniałem to słaba gra, w opinii niektórych moich współgraczy co najwyżej średniak niskich lotów (biegów czy rzutów w tym wypadku) ;)

Plusy :
+ proste zasady i dobrze napisana instrukcja
+ wykonanie
+ duża ilość kostek

Minusy :
- wszechobecna losowość
- zbyt abstrakcyjna
- brak lub niewielki wpływ na rozgrywkę
- nudna mechanika
- słabo się skaluje, w 2 osoby całkowicie się nie sprawdza, a w 5-6 osób ogromy chaos 


                                                                                                                                      Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Fabryka Kart Trefl - Kraków za udostępnienie gry

http://www.trefl.krakow.pl/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz