Slider

piątek, 11 stycznia 2019

Tutti Frutti - recenzja

Mając w domu trzy małe niewiasty i chcąc je oswajać z planszówkowym hobby, często szukam gier, w które będą mogły grać same, bez pomocy dorosłych. I jeśli chodzi o pięciolatkę, to nie jest to jeszcze takie trudne, natomiast dla młodszych dosyć ciężko znaleźć pozycję na tyle łatwą, by w miarę bezproblemowo radziły sobie z zasadami, a jednocześnie na tyle ciekawą, by rozgrywki nie znudziły się pociechom po 2-3 grach. Zatem postanowiłem sprawdzić, jak moim córkom przypadnie do gustu gra Tutti Frutti autorstwa państwa Theo i Ory Coster, projektującymi pod marką Theora Concept, a za jej polskie wydanie odpowiada wydawnictwo FoxGames.


W niewielkim metalowym pudełku otrzymujemy 48 dwustronnych żetonów przedstawiających owoce oraz instrukcję. Na wieku pudełka jest kolorowa ilustracja przedstawiająca te same owoce co na żetonach - strojące różne minki. Za oprawę graficzną gry odpowiada Stephane Escapa. Ogólnie obrazki - owoce i to jak zostały przedstawione mi się podobają, dzieciom także, choć o gustach się nie dyskutuje. Żetony są z solidnej tektury, dosyć grube. W pudełku jest na nie wypraska, ale niestety poza estetyką na niewiele się ona zdaje, gdyż wieko pudełka nie przylega do wypraski i znaczna część żetonów wypada ze swojego miejsca i lata w pudełku. Instrukcja natomiast ma 8 stron, z czego zasad jest na 2, a reszta to przykłady i urokliwe ilustracje smakowitych owoców.


Zasady gry są bardzo proste. Rozkładamy losowo wszystkie 48 żetonów na stole. Każdy gracz bierze po jednym żetonie ze stołu i kładzie przed sobą. Na ustalony sygnał rozpoczyna się rozgrywka. Gracze jednocześnie szukają wśród żetonów takich które przedstawiają ten sam owoc, który mają przed sobą (lub w ręku) - gdy znajdą kładą go na pierwszym żetonie tak by stykały się połówkami tego samego owocu. Tym samym na wierzchu stosu pojawia się połówka innego owocu i gracz szuka teraz właśnie tego. Żetony na stole można obracać. Gra kończy się, gdy zabraknie na stole owoców lub gdy nikt nie będzie mógł dopasować żetonu ze stołu do tego na swoim stosie. Na koniec gry uczestnicy porównują wysokość swoich stosów, kto ma wyższy - zebrał więcej owoców - ten wygrywa.


Jak widzicie zasady Tutti Frutti  nie są zbyt skomplikowane. Rozgrywki trwają dosłownie kilka-kilkanaście minut, ale są dynamiczne i pełne emocji. Dla dzieci oczywiście. ;) Te proste zasady spowodowały, że wystarczyło zagrać z dzieciakami 2-3 razy i już załapały o co w tym chodzi i mogą spokojnie grać same. To moim zdaniem duży plus, zwłaszcza dla tych rodziców, którzy mają więcej niż jedną pociechę i mogą dać im grę, a sami mieć chwilkę odpoczynku, albo czas na jakąś szybką partyjkę w coś "dorosłego". Moje młodsze córki mają 3 lata i dobrze sobie radzą w Tutti Frutti, także pudełkowe 4+ dla wieku jest opcją bardzo realną.


Większość gier dla tych najmłodszych to wszelkie wariacje na temat memory. Ja wiem, to też jest fajne, ale ile można mieć w sumie podobnych gier. Dlatego Tutti Frutti zaplusowało u mnie kolejny raz. Nie jest to odmiana memo, prędzej temu do Dobble niż wszelakich pamięciówek. Tutaj w rozgrywce liczy się przede spostrzegawczość i refleks. No, ale właśnie dlatego najlepiej gdy w rozgrywce uczestniczą dzieciaki w podobnym wieku, wtedy szanse są najbardziej wyrównane. Już nawet różnica 2 lat pomiędzy moimi córkami stwarza przewagę dla starszej. Może to tak działa w najmłodszej grupie, bo gdy do rozgrywki zasiadły 5-cio latki z 8-mio latkami, aż takiej różnicy w zebranych żetonach nie było.
Natomiast, ani jedna rozgrywka nie zakończyła się zebraniem wszystkich owoców. Każde zakończenie to niemożliwość dołożenia tego co pozostało. Niestety to powoduje u dzieci pewne niezadowolenie, bo bywają sytuacje, że ktoś po prostu wie, że już nic nie dołoży, a innym się to jeszcze udaje i to nawet sporą ilość żetonów. Ale cóż taka specyfika tej gry.


Jest to gra, która rozwija u maluchów spostrzegawczość, refleks i motorykę małą, czyli głównie chwytanie. Taką też informację znajdujemy na pudełku, a ja swoim słowem mogę to wszystko potwierdzić. A od siebie dodam, że przy Tutti Frutti dodatkowo dzieciaki mają styczność z rywalizacją, ale i interakcją, także tą negatywną, choć nie tak znaczącą jak przy grach dla dorosłych. Tutaj na porządku dziennym jest podebranie sobie żetonu, który pasował większej ilości graczy, ale kto pierwszy ten lepszy.


Na koniec kilka słów podsumowania. Tutti Frutti  to szybka gra dla dzieci, zwłaszcza dla tych najmłodszych, dla których wielu zróżnicowanych gier nie ma. Zasady rozumieją już nawet 3-latki i mogą grać swobodnie nawet bez pomocy dorosłych. W dodatku jest to gra dosyć solidnie wykonana, a ilustracje przedstawiają owoce strojące różnorakie minki, co dzieciom przypada do gustu. Moje pociechy polubiły Tutti Frutti i lubią po tą grę sięgać... nawet bez mojej wiedzy.


Plusy :
+ ilustracje przyjemne dla oka dzieciaków
+ proste zasady
+ dynamiczna rozgrywka
+ ćwiczy refleks, spostrzegawczość i chwytanie
+ solidne wykonanie...

Minusy :
- ...oprócz wypraski
- zbyt duże różnice wiekowe graczy, mogą forować tych starszych
- niekiedy szybko traci się możliwość dołożenia żetonu do swojego stosu


Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Fox Games za udostępnienie gry

http://www.foxgames.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz