Slider

sobota, 1 grudnia 2018

Monster Slaughter: Horror w głębi lasu - recenzja

Każdy kojarzy horrory klasy B, w których akcja dzieje się podczas wyjazdu grupki studentów do  lasu, gdzie podczas imprezy coś się pojawia i generalnie próbuje wspomnianych studentów zeżreć. Chyba największym klasykiem tego gatunku jest Martwe Zło, chociaż osobiście lubię również trochę ten film parodiujące Zombie SS (Dead Snow). W grach planszowych, również pojawia się taka tematyka. Przykładem może być np. Ostatni Piątek, w którym jako studenci szukaliśmy nieśmiertelnego zabójcy w lasach dookoła obozu. Innym przykładem jest Monster Slaughter, w którym sytuacja została odwrócona i wcielając się w rodziny potworów, będziemy szukać ukrytych w chatce w lesie studentów. Trzeba przyznać, że temat jest cokolwiek oryginalny i powinien z miejsca trafić w gusta miłośników horrorów. Ja co prawda nieszczególnie przepadam za filmami tego typu, ale i tak chętnie siadłem do testowania tego tytułu. No bo kto nie chciałby wcielić się w Potwora Frankensteina, wyłamującego drewniane drzwi i zjadającego cheerleaderkę? :-) Ja w każdym razie chciałem i teraz mogę wam trochę o tym opowiedzieć.


Pierwszym co zwraca uwagę w tym tytule jest zdecydowanie jego wygląd. Jeszcze zanim rozłożymy grę natkniemy się w pudełku na całą masę dużych figurek, masę żetonów, customowe kostki i sporo kart. Figurki przedstawiają 7 trzyosobowych rodzin potworów (m. in. wilkołaki, wampiry, zombie, czy mumie), 5 bardzo stereotypowych studentów (np. cheerleaderka, mięśniak i kujonka) oraz mocno nawiązujących do popkultury niespodziewanych gości (w tym Łowcę Demonów, wyglądającego jak Ash z trylogii Martwego Zła oraz Profesor Brownie, który pewnie wpadł na imprezę swoim DeLoreanem). Miniaturki są szczegółowe i pewnie świetnie będą wyglądać pomalowane. Wszystkie tekturowe elementy też wyglądają na porządnie wykonane. Jedyne co może wkurzać, to drzwi, które mają raczej na sto procent będą się rozklejać i trzeba będzie je naprawiać. Karty są grube i kolorowe. Grafiki w całej grze są generalnie bardzo ładne i wykonane w dość kreskówkowym, lekkim klimacie. Prawdziwy efekt WOW! pojawia się natomiast, gdy gra zostanie rozłożona na stole. Spód pudełka zamienia się bowiem w chatkę 3D, w której odpowiednie przegródki tworzą pomieszczenia. Wspomniane wcześniej drzwi będą nakładane na ściany, co robi naprawdę fajne wrażenie. Moim zdaniem nie ma siły, żeby ktoś kto widzi tę grę pierwszy raz nie zwrócił na nią uwagi. Naprawdę wygląda świetnie. Niestety ma to też swoją złą stronę, jako że przez mnogość elementów i strukturę chatki, ułożenie tego wszystkiego oraz schowanie komponentów po rozgrywce do pudełka trochę trwa. Z drugiej strony warto się przemęczyć dla wyrazu twarzy osób przyzwyczajonych do mało klimatycznych gier :-)


W Monster Slaughter każdy z graczy wciela się w jedną z rodzinek z piekła rodem, pragnących za wszelką cenę pozabijać studentów, podczas jednej nocy. Każda z rodzin składa się z trzech postaci - mamusi, tatusia i ich pociechy. Rozgrywka toczy się kilka rund oznaczonych godziną od 0:00 do 8:00. W swojej turze gracz wybiera jedną ze swoich postaci i może nią wykonać 2 akcje (hiperaktywne dzieci mają 3) spośród następujących : ruch (przemieszczenie się do sąsiedniego pomieszczenia), podglądanie (podejrzenie wierzchniej karty pomieszczenia), straszenie (przemieszczamy ofiarę w inne miejsce), przeszukanie (dobieramy karty z talii pomieszczeń), wyważanie (likwidujemy przeszkody by wejść do pomieszczenia) oraz atak (próbujemy unicestwić ofiarę). Dodatkowo każdy ma 1 darmowy ruch. Niektóre akcje wymagają rzutu kośćmi i od sukcesów na nich uzależnione jest powodzenie tychże akcji. Gdy gracz zakończy działania swoją postacią, tura przechodzi na kolejnego, który ma dokładnie takie same akcje do dyspozycji. Gdy już każdy zagra pierwszą postacią, przesuwamy znacznik czasu i każdy wybiera Potwora z pozostałych dwóch i wykonuje nim akcje. Ponadto każda z familii posiada jakąś cechę specjalną, która daje jakieś bonusy do akcji. Co 3 godziny rodzina "się resetuje" i znowu mamy do dyspozycji wszystkich jej członków.  Oprócz tego co rundę dobierane jest wydarzenie, które czasem potrafi nieźle namieszać na planszy. Natomiast podczas ataku na studenta, inny gracz może stawać w obronie ofiary i zagrywać karty przedmiotów przeciw oprawcy, bo każdy gra na swoje konto i ma chęć samemu zabijać.


Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że wszyscy mamy wspólne cele, ale każdy chce je zrealizować sam, by wygrać.
Gra się może skończyć na dwa sposoby. Gdy w grze zostały tylko Potwory, czyli zabiliśmy wszystkie ludzkie postaci lub gdy znacznik czasu powędruje na godzinę 8:00 i tym samym wstanie świt i Potwory przestaną być aktywne. W tej drugiej sytuacji, gracze jeszcze wykonują swoje ostatnie akcje. Na koniec następuje podliczenie punktów. A te podczas gry zbieramy za zadawanie ran i śmiertelnych ciosów, wyważone drzwi, za zabicie ofiary, którą nasza rodzina wskazała jako smakowity kąsek oraz za prawidłowe wytypowanie kolejności zgonów. Oczywiście ten z graczy zbierze tych punktów najwięcej wygrywa.


Generalnie nie ma tutaj przesadnie skomplikowane, a frajdy jest tu sporo. Rozgrywka należy raczej do tych z gatunku lżejszych i osobiście uważam, że bliżej jej momentami do fajnej imprezówki niż do czegoś innego. Mamy tu proste zasady, szybkie tury, dużo interakcji i śmieszne sytuacje. W przeciwieństwie jednak do gier imprezowych, Monster Slaughter całkiem nieźle skaluje się też na mniejszą liczbę graczy. Owszem w pełnym składzie jest lepiej, ale nawet na dwie osoby gra ma sens. Najciekawszą mechaniką tego tytułu jest moim zdaniem planowanie kolejności zabijania ofiar. Możemy się zupełnie nie skupiać na osobistym wykańczaniu studentów i wciąż mamy jakąś szansę na zwycięstwo. Musimy po prostu dopilnować, żeby wszyscy ginęli w odpowiednim momencie. Dodaje to trochę taktyki do rozgrywki i sprawia, że akcja straszenia nie jest tak słaba jak początkowo mi się wydawała. Grając w ten sposób generujemy dużą ilość interakcji. Jeśli jednak wciąż jest wam jej mało, to zawsze można wprowadzić dodatkowe scenariusze, z których najbardziej zaciętym jest ten z opcją atakowania innych potworów. Dla mnie jest to już trochę przesada, ale na pewno znajdą się miłośnicy takiej rozgrywki :-) Jeśli już o scenariuszach mowa to jest ich tu sporo i na brak regrywalności na pewno nie ma co narzekać. Pożar w chatce. czy komunikat  w radiu o grasujących po lesie potworach, potrafią trochę namieszać i sprawić, że gra staje się jeszcze ciekawsza. Jeśli nawet to wam nie wystarcza, to możemy wprowadzić niespodziewanych gości, albo zastąpić nimi poszczególnych studentów (albo nawet wszystkich... to będzie ciekawa impreza!). A w pudełku jest jeszcze dodatek z szopą na narzędzia. Oj wiele wieczorów można w ten sposób zapełnić. Największą zaletą moim zdaniem jednak wciąż pozostaje temat Monster Slaughter. Nie jest łatwo oddać tak dobrze klimat złych horrorów i jednocześnie zrobić z tego dobrą grę. Tutaj zdecydowanie się udało i miłośnicy slasherów powinni być jak najbardziej ukontentowani.


No dobra, na coś trzeba tu jednak ponarzekać. Największą bolączką gier z kośćmi jest przeważnie losowość. Nie inaczej jest w przypadku Monster Slaughter. Jeśli zaburzamy statystykę, a szczęście nie jest naszym przyjacielem, to nie da się ukryć... łatwo nam nie będzie. Sukcesy wielu akcji zależą od wyników rzutów i nie ma tu zbyt wielu opcji na zmniejszanie ryzyka porażki. Nawet jeśli skupimy się raczej na psuciu szyków innym graczom i pomaganiu studentom, to i tak wymagać to będzie sporej dozy szczęścia. Drugim minusem są moim zdaniem nie do końca zrównoważone umiejętności specjalne rodzin. Nie grałem aż tyle razy, żeby zarzucić im na sto procent brak balansu, ale odniosłem wrażenie, że umiejętności działające przez całą grę (np. dodatkowy ruch wilkołakami) są z założenia lepsze od tych, które możemy wykonywać do pewnego momentu (wyważanie drzwi kosmitami - w trakcie gry mamy mocno ograniczoną liczbę drzwi, więc w późniejszej fazie rozgrywki akcja ta nie występuje). Na szczęście oba te minusy bledną w zestawieniu z lekkością gry. W ciężkim mózgożerze, byłyby nie do przejścia. W lekkiej grze, którą skończę w godzinę, spokojnie mogę z nimi żyć i dalej świetnie się bawić.


Czy Monster Slaughter jest grą dla każdego? Zapewne nie. To dość specyficzna hybryda imprezówki z grą typu ameri i jako taka raczej na pewno nie trafi we wszystkie gusta. Jeśli jednak lubicie tematykę horrorów, chcecie wcielić się w złe monstra, drażnią was imprezujący studenci, albo po prostu lubicie ładnie wykonane lekkie gry z dużą dozą klimatu, to warto pomyśleć nad zakupem tego tytułu, albo przynajmniej przetestowaniem go na jakimś konwencie. Moim zdaniem warto :-)

Plusy:
+ Rewelacyjne wykonanie
+ Klimat kiepskich horrorów
+ Ciekawe połączenie imprezówki i gry ameri
+ Masa regrywalności (scenariusze, dodatek i postacie)
+ Całkiem nieźle się skaluje
+ Mechanika ustalania kolejności zgonów

Minusy:
- Długi setup
- Losowość
- Drzwi podatne na rozklejanie się
- Nierówne umiejętności potworów


Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Black Monk za udostępnienie gry








2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawie wygląda ta planszówka. Świetny prezent pod choinkę! Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń