Slider

piątek, 23 listopada 2018

Sagrada - recenzja

Abstrakcyjne gry logiczne ostatnio przeżywają jakieś prawdziwe odrodzenie. Wychodzi ich całkiem sporo, zdobywają nagrody i sprzedają się całkiem nieźle. Oczywiście nie wszystkie, ale na pewno łatwiej jest tym, które wpisują się w popularny trend ładnych gier logicznych (jak np. Azul, Dragon Castle, Onitama, czy Santorini). Do tego gatunku należy też Sagrada, czyli abstrakcyjna kościanka, w której z założenia tworzymy witraże w kościele Sagrada Familia, najsłynniejszym dziele projektanta Gaudiego. Niedawno za sprawą wydawnictwa Fox Games, miała miejsce premiera tego tytułu w polskiej wersji językowej, więc wraz z Marcinem postanowiliśmy się jej bliżej przyjrzeć. Jako że ma on za sobą nieco więcej rozgrywek niż ja (jest od jakiegoś czasu szczęśliwym posiadaczem angielskiej wersji), to on opisze wam zasady oraz podzieli się swoją opinią. Ja natomiast opowiem trochę o jakości wydania oraz dorzucę akapit swoich pierwszych wrażeń. A zatem do dzieła!


Tak jak Sagrada Familia jest pięknym budynkiem, tak też Sagrada jest piękną grą. W tym tytule główne skrzypce grają witraże, więc jest tu dość kolorowo. Wszystkie obrazki w grze stylizowane są na zrobione z małych szkiełek, co wygląda szczególnie fajnie w przypadku logo wydawnictw odpowiedzialnych za ten tytuł :-) Okładka pudełka jest pstrokata, jak witraż w pełnym słońcu. W środku znajdziemy natomiast takie elementy jak przezroczyste kostki w pięciu kolorach, karty wzorów witraży, narzędzi oraz celów, tekturowe znaczniki punktów wraz z planszetką toru rundy i punktacji, ładny czarny woreczek z logo gry, a także 24 szklane znaczniki uznania. Wszystko wygląda świetnie, ale największe wrażenie robią planszetki graczy, czyli ramki naszych witraży. Rewelacyjnie wykonany element. Wsuwamy w nie układane przez nas w danej rozgrywce karty witraży i kładziemy w odpowiednie miejsca kosteczki. W trakcie gry wygląda to naprawdę przepięknie. Oczywiście układane z kostek dzieła sztuki, nie mają szans przypominać oryginałów (składają się w końcu z kwadratów), ale i tak wyglądają ładnie. Dodatkowo w polskim wydaniu znajdziemy mały bonus w postaci trzech dodatkowych kart witraży. Dwie z nich to promki dostępne za granicą jako płatne, a na pozostałej znajdują się dwa witraże Stanisława Wyspiańskiego - Bóg Ojciec oraz Apollo. Jakościowo wszystko jest tu na tip top i jedyny błąd jaki znalazłem to tytuł polskiego witrażu - Ojciec został napisany z małej litery.


Przed rozgrywką każdy z graczy otrzymuje jedną kartę celu prywatnego, wybiera jeden z czterech wylosowanych witraży i jego kartę wkłada do swojej ramki. Ponadto otrzymuje znaczniki uznania w liczbie równej poziomowi trudności wybranego witraża (kropki na karcie). Potem losujemy wspólne trzy narzędzia i trzy karty celów grupowych. Wrzucamy wszystkie 90 kości do woreczka i rozpoczynamy rozgrywkę.
Rozgrywka w Sagradę trwa 10 rund. W każdej z nich gracz rozpoczynający wyrzuca odpowiednią ilość kości (uzależnioną od liczby graczy), po czym wszyscy gracze będą się starali umieścić po 2 kości na swoich witrażach - pierwszą gracze pobierają w kolejności zgodnej ze wskazówkami zegara, natomiast drugą w odwrotnej. Wybraną kość należy umieścić na swoim witrażu zgodnie z zasadami tj. pierwsza kość całego okna musi być położona na krawędzi, a każda następna musi się stykać (bokiem lub skosem) z już leżącą na planszetce. Ponadto mamy obostrzenie by kości o tej samej wartości lub o tych samych kolorach nie mogły się stykać bokami. Do tego na każdym witrażu niektóre pola determinują jaką kostkę (kolor lub wartość) trzeba na nim umieścić. Może się tak zdarzyć, że w żaden sposób nie możemy wybrać pasującej kostki, wtedy albo pasujemy i zostawiamy puste miejsce na naszym witrażu, albo możemy kombinować coś z dostępnymi narzędziami. Te pozwalają na przełożenie kostek, zmianę liczby lub koloru, zamianę ich itp. Za użycie tej pomocy płacimy naszymi znacznikami uznania.
Na koniec gry, po 10 rundach, zliczamy zdobyte punkty za cele wspólne (zazwyczaj konkretne układy kości w rzędach lub kolumnach lub pary kości na witrażu), za cele indywidualne (wartości kości w danym kolorze), za niewykorzystane znaczniki uznania i od tego odejmujemy punkty za puste pola w naszych oknach. Oczywiście zdobywca największej ilości punktów zostaje zwycięzcą.
Autorzy przewidzieli także wariant solo, jednakże nie miałem okazji w ten tryb zagrać.



O tym, że gra od początku urzekła mnie swoim wyglądem pisał nie będę, bo to wiadomo. Mnie ciekawiło czy oprócz tego, że Sagrada jest ładna, to czy mechanicznie trzyma poziom, czy rozgrywki będą dla mnie przyjemnością czy katorgą? Sprawdziłem.
Mimo prostych zasad, które można wytłumaczyć w kilka chwil, rozgrywka potrafi zmusić graczy do kombinowania. Wbrew pozorom układanie kosteczek nie wcale takie proste, bo oprócz zasad umieszczania kosteczek których musimy przestrzegać, musimy także liczyć na odrobinę szczęścia. Nawet najlepszy plan się nie powiedzie, gdy na stole nie lądują, albo notorycznie są zabierane kostki w kolorze, który jest nam niezbędny. A przecież chodzi tu o realizacje celów z kart. Samo zapełnienie witraża niewiele da. Owszem rzadko się zdarza, że uda nam się spełnić cel maksymalnie, ale spokojnie można ciułać po trochu, z różnych celów. Poza tym w realizacji czasem bardzo pomocne są narzędzia. Moim zdaniem niektóre są dużo lepsze, a inne zdecydowanie mniej przydatne, to w wielu rozgrywkach trzeba było z nich korzystać. Choć narzędzia uważam za zbyt niezbalansowane to na szczęście są one dostępne dla wszystkich, więc nie jest to aż tak przeszkadzające.
W Sagradzie, z uwagi przede wszystkim na kości, jest spora losowość. O ile jest ona mniej odczuwalna przy układaniu łatwiejszych ołtarzy, o tyle przy tych bardziej skomplikowanych, na których na większości  albo wręcz na wszystkich polach (karty promo) mamy określone jakie kostki musimy ustawić, losowość jest wręcz frustrująca i zazwyczaj nie ma opcji by nie było pustych miejsc w naszych oknach. Do tego często, zwłaszcza pod koniec, przeciwnicy czasem też zerkają co komu potrzebne i jeśli mają do wyboru 2 pasujące kostki, zawsze zabiorą z nich tą, która pasuje także komuś innemu. Ot taka namiastka negatywnej interakcji.



Kolejną zaletą tego tytułu jest skalowalność. Bardzo dobrze w Sagradę gra się zarówno w dwie, trzy jak i cztery osoby. Czas rozgrywki nieznacznie się zmienia, poza tym zachowana jest cały czas dynamika rozgrywki. Gracze zwykle nie czekają długo na swoją kolejkę, choć czasem pojawiają się małe zawieszki spowodowane trudnymi wyborami. Ale, jest jedno ale. Mimo, że wrażenia z rozgrywek w różnych składach osobowych są podobne, to najchętniej zasiadam do gry w 4 osoby z uwagi na to, że mam pewność, że w tym składzie wszystkie kości wylądują na stole. Im mniej osób tym mniej kosteczek bierze udział w grze. W skrajnym przypadku, choć chyba statystycznie tylko, może się przydarzyć, że kostki jakiegoś koloru w ogóle się nie pojawią. Jak wcześniej wspomniałem, nie grałem w tryb solo, choć ze 3 razy siadałem, żeby tak zagrać, to zawsze ktoś postanawiał "przeszkadzać" i dosiadał się do rozgrywki. Ehh. ;)
Kolejną zaletą jest to, że w Sagradę może grać niemal każdy. Poprzez prostotę zasad i ładny wygląd spokojnie można grać z dziećmi, choć oczywiście nie z tymi najmłodszymi. Moja obecnie 5-cio letnia córka oczywiście nie poradziłaby sobie w rozgrywce, ale lubi robić za "maszynę losującą" i rzuca nam kośćmi podczas rozgrywek.
Jeszcze kilka słów o regrywalności. W każdej rozgrywce losujemy zarówno witraże, cele i narzędzia spośród ich większych pól, ponadto kości jest aż 90, więc regrywalność jest spora a rozgrywki niepowtarzalne. Potwierdzają to także zdobycze punktowe, w jednej rozgrywce osiąga się naprawdę wysokie wyniki, by w kolejnej uciułać ledwie kilkanaście punktów.



Czy ta gra nie ma wad ? Ano nie do końca. Na pewno nie jest to duża wada, ale zdarza się, że skupiając się na danym ruchu i miejscu położenia kości, nie zauważymy, że łamiemy jakąś zasadę. Zgodnie z regułami musimy błędnie położoną kość natychmiast zdjąć z witraża i odłożyć pozostawiając wolne miejsce na swoim poletku. Czasem jest tak, że te błędy dostrzegamy dopiero na koniec gry zliczając punkty. No cóż tak bywa. I druga sprawa, choć nie uznam tego za wadę, a raczej za  pomocną uwagę, to należy uważać na umieszczanie kości, gdyż zawłaszcza jak jest już ich trochę na planszy, to łatwo palcem zahaczyć o kość czy upuścić kostkę i trochę może zrobić się bałagan. Po prostu trzeba robić to ostrożnie.


Co prawda nie grałem tyle razy co Marcin, ale te partie które mam za sobą, sprawiły że naprawdę polubiłem Sagradę. To zdecydowanie dobrze wykombinowana gra logiczna. Jest ona co prawda tak samo abstrakcyjna, jak większość tego typu tytułów, ale rekompensuje nam to świetne wykonanie nawiązujące do wybranego przez twórców tematu. Nie pokuszę się o zadecydowanie tutaj, co jest lepsze: Sagrada, Azul, czy może Dragon Castle (widywałem takie porównania). Zaznaczę jednak, że każdą z tych gier zostawiłem na półce, co może oznaczać dwie rzeczy. Albo wszystkie są na tyle dobre, że warto je mieć, albo jestem miłośnikiem abstrakcyjnych gier logicznych. Za to mam wrażenie, że do partyjki w Sagradę, zdecydowanie łatwiej jest namówić moją druga połówkę, zdecydowanie jest sporą zaletą. Mógłbym ponarzekać na momentami zbyt dużą losowość, albo mało możliwości używania narzędzi w trakcie gry, ale z drugiej strony nigdy nie przeszkadzało mi to na tyle bardzo, żebym odmówił następnej rozgrywki. Co za tym idzie pozostaje mi ocenić Sagradę, jako bardzo dobrą grę.


Reasumując, Sagrada to gra przede wszystkim familijna, która mimo prostych zasad wymaga pomyślenia i kombinowania. Mimo dosyć sporej losowości, która napędza tą grę, rozgrywki są przyjemne i dynamiczne. Ponadto Sagrada ma na tyle niski próg wejścia, że jest przystępna dla każdego, a i geeki od czasu do czasu na pewno zagrają w ten tytuł. Ta gra przyciąga nie tylko swoim bajecznym wykonaniem, ale i świetnie działającą mechaniką. To tytuł do którego z rodziną zasiadam często i wszyscy są zadowoleni, nawet po kilku przegranych partiach pod rząd.

Plusy :
+ piękne i solidne wykonanie
+ proste zasady
+ sporo kombinowania jak na familijny tytuł
+ duża regrywalność
+ dobra skalowalność
+ gra dla niemal każdego

Minusy :
- mimo wszystko spora losowość
- czasem podczas gry nie zauważa się błędnie umieszczonych kostek


P.S. Ptaszki Foxy ćwierkają, że dodatek dla 5-6 osób też wyjdzie po Polsku.




Kamil Lazarowicz & Marcin "Lubel" Lubański

Dziękujemy wydawnictwu Fox Games za udostępnienie gry

http://www.foxgames.pl/



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz