Slider

wtorek, 27 listopada 2018

Festiwal GRAMY 2018 - relacja

Jak zapewne większość z Was wie, w miniony weekend, w Gdańsku, odbyła się kolejna edycja Festiwalu GRAMY. Jako, że jest to jedno z największych (jeśli nie największe) tego typu wydarzenie w Polsce, postanowiliśmy udać się tam i my. Dla Kamila to już bodajże trzecia wizyta na GRAMY, dla mnie zaś pierwsza, tym bardziej byłem ciekaw jak to się robi w Gdańsku. Dodatkowo do naszej wyprawy dołączył mój siostrzeniec - Patryk, który od lat jest przeze mnie indoktrynowany planszówkowo nie mniej niż moje własne dzieci. Zebraliśmy się niemal w środku nocy, wsiedliśmy w pociąg i... jeszcze przed południem wylądowaliśmy w hali Amber Expo.



Zanim przejdę do tego w co graliśmy, słów moich kilka, co nas zastało na GRAMY. Wielka przestrzeń hali robi spore wrażenie. Nie zabrakło miejsca dla wystawców, zarówno tych bardziej znanych, jak i dla lokalnych wydawnictw, a nawet dla przedstawicieli jednego z towarzystw ubezpieczeniowych. :) Oprócz tego naprawdę dużo miejsca do grania, spora ilość stołów, a mimo to widziałem rozgrywki na podłodze. W dodatku obok znaczną część hali przeznaczono dla uczestników pierwszego w Polsce turnieju X-Wing 2.0 w systemie Open. Ja nie jestem fanem X-Winga, natomiast Patrykowi oczka aż się zaświeciły na samo oglądanie rozgrywek. Ponadto w innych częściach hali były także dmuchańce dla najmłodszych oraz scena na której działy się różne cuda wianki jak np. pokazy cyrkowe, naukowe oraz liczne konkursy i prezentacje. Powierzchnia Festiwalu jest tak duża, że nawet znalazło się miejsce na Grand Prix Fitness.

Wróćmy do świata planszówkowego. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do stoiska z wyprzedażą Rebel.pl, gdzie zastała nas kolejka, w której spędziliśmy około 30 minut. W międzyczasie Kamil "strzelił misia" z Kaczmarem z Geek Factor, natomiast mi jako temu z tych mniej rozpoznawalnych z Kostek pozostało trzymać kolejkę. Z uwagi na to, że wyprzedaż trwała już około 2 godziny, a ludzie wychodzili ze stoiska obładowani grami, nam nie zostało za wiele, ale i tak co nieco dało się wypatrzeć. Ja nie kupiłem nic choć szukałem głównie gier dla swoich pociech, natomiast Kamil nie oparł się pokusie i po taniości zakupił Alhambrę. Oczywiście nie cały pałac czy hiszpańskie auto, tylko grę o tym tytule.


Potem daliśmy młodzieży wolną rękę na szwendanie się i granie na stoisku Rebela w X-Winga, a starszyzna poszła na rekonesans, w co z nowości by można było pyknąć. Mieliśmy chrapkę na The River od Rebel.pl, ale niestety nie było egzemplarza na stole, więc nie miałby kto nam wytłumaczyć zasad, a na wypożyczenie i czytanie zasad zwyczajnie nie mieliśmy ochoty. I tak szwendając się spotkaliśmy Kasię i Wiktora z Planszówki we dwoje, którzy to wraz ze swoimi znajomymi namówili nas na grę ze stoiska z nowościami z Essen - Mini DiverCity. Zakończyliśmy wolność "młodego" i rozpoczęliśmy nasze granie. 


Oto w co udało nam się zagrać na GRAMY :

Mini DiverCity
To mała karcianka, w której wcielamy się w ekologów próbujących walczyć z korporacjami. Graliśmy w pełnym składzie, przy czym, mimo że to kooperacja, to przy siedmiu graczach jeden gracz musi być przeciwko pozostałym. Co ciekawe gracze (ci co grają nurkami) trzymają swoje karty tak, że swoich kart nie widzą i większość zagrywana jest w ciemno.
Sama rozgrywka przyjemna, choć nie za specjalnie emocjonująca. Przy komplecie graczy, jak na tak krótką grę, chciałoby się działać coś więcej. Może kiedyś sprawdzimy w mniejszym gronie.


Gúgông
Nowość od wydawnictwa Games Factory. Gracze wcielają się we władców chińskich rodów starających się wkupić w łaski Cesarza poprzez łapówki i intrygi. Mechanicznie podmieniamy kartę z ręki na tą na planszy i wykonujemy przypisaną akcję, która daje nam jakieś korzyści. Sama rozgrywka zajęła nam lekko ponad godzinkę, także czas uważam za atut tej pozycji.
Czekając na tłumaczenie zasad Kamil zrobił setup gry, tylko nie zwrócił uwagi, że ta strona planszy była przeznaczona na 4-5 graczy. Jak się dowiedzieliśmy później, większego znaczenia to nie miało, mieliśmy więcej miejsc na planszy do dyspozycji.
Sama rozgrywka przebiega dosyć dynamicznie i szybko. Akcje są zróżnicowane, a wybór ich jest zależny częściowo od tego jakie karty mamy aktualnie w ręku. Jest w czym wybierać, dróg do zwycięstwa wydaje się być kilka. Grając w trzech, każdy z nas obrał inną ścieżkę zdobywania punktów, a w końcowym rozliczeniu były niewielkie różnice punktowe.
Mi się gra spodobała, na pewno będę chciał w to jeszcze zagrać. Szczerze mówiąc jak na euro suchara gra ma sporo do zaproponowania. Kamil ocenił Gúgông mniej entuzjastycznie, ale ogólnie jemu też się podobała ta gra.





Plażing
Mieliśmy przyjemność (tak, przyjemność) zagrać w prototyp naszej rodzimej gry o stawianiu parawanów na plaży. Niech Was temat nie zmyli, to naprawdę solidna gra i wcale nie taka prosta jakby się wydawało. Zadaniem graczy jest otoczyć swoimi żetonami imitującymi parawany, koce i przedmioty niezbędne do plażowania, jak najwięcej skarbów (muszli, kamyków, bursztynów) leżących na plaży. Do tego dochodzą różne wydarzenia, zmienna plansza itp. Na koniec punktują zebrane zasoby oraz zajęte pola na plaży. Tyle i aż tyle.
Graliśmy w 4 osoby (max), rozgrywka trwała niecałą godzinkę, ale troszeczkę zamulaliśmy kalkulując jak komu przeszkodzić. No właśnie, siadając do Plażingu nie spodziewałem się, że może tu być tyle negatywnej interakcji. Odniosłem wręcz wrażenie, że gramy tak by uprzykrzać życie pozostałym - jak prawdziwi Janusze plażingu. Nawet w pewnym momencie była obawa, że skończą się żetony do oznaczania neutralnych terenów.
Przyznam szczerze, że przy Plażingu bawiłem się świetnie. Jest to kawał dobrej gry w której trzeba sporo kombinować i reagować na to co próbują zdziałać przeciwnicy.
Z uwagi na to, że zarówno ja, jak i Kamil jesteśmy zachwyceni tym projektem, będziemy bacznie obserwować dalszy rozwój gry i wykorzystamy każdą nadchodzącą okazję by zagrać ponownie w ten tytuł.





Miszmasz!
To taka szybka gra imprezowa na spostrzegawczość i refleks od wydawnictwa Rebel. Odkrywamy kartę i patrzymy czy ma ona parę z kartami na stole lub w stosie graczy. Jeśli tak, to jak najszybciej staramy się wskazać parę kart. Utrudnieniem jest to, że wzory są do siebie bardzo podobne i łatwo o pomyłkę. Ot takie memory dla dorosłych. :) Śmieszna, szybka imprezówka.

Baobab
Jako, że już byliśmy na stoisku Rebela, a hala powoli pustoszała, postanowiliśmy na koniec zagrać w Baobab, który nie tak dawno dla Was recenzowałem (TUTAJ). To także gra zręcznościowa, w której umieszczamy na puszkowym baobabie karty przedstawiające faunę i florę afryki. Każdy rodzaj karty zagrywamy inaczej, te które spadają zabieramy do siebie (karniaki). Przyjemna gra zręcznościowa, przy której można się pośmiać.



Tak się skupiliśmy na graniu, że praktycznie nie mieliśmy czasu by z kimś pogadać lub posłuchać jakiejś prelekcji. Nawet wręczenie nagród Gra Roku Targów Gra i Zabawa 2018 nas ominęło. Na szczęście udało nam się zasięgnąć języka i dowiedzieliśmy się, że Grą Roku Targów została Sagrada od wydawnictwa Fox Games, (recenzja tutaj), zaś tytuł Familijna Gry Roku Targów otrzymał Paperback edycja polska od wydawnictwa Baldar (którą wkrótce dla Was zrecenzuję), a tytuł Dziecięcej Gry Roku Targów zdobyła gra Karak od Albi, w którą przyznam szczerze nie miałem okazji jeszcze zagrać, ale na pewno przyjrzę się tej pozycji choćby z uwagi na ewentualne granie z moimi pociechami, gdy dorosną do wymaganego wieku. :) Laureatom oczywiście serdecznie gratulujemy.

Pandemic klimatycznie

Ze względu na pewne zobowiązania niestety nie mogliśmy uczestniczyć w GRAMY przez 2 dni i jeszcze w sobotę musieliśmy wracać do Warszawy. W związku z tym, mimo iż bawiliśmy się naprawdę świetnie, to pozostał (przynajmniej mi) niedosyt. Było jeszcze kilka gier, w które chętnie bym zagrał, ale nie starczyło czasu. Na szczęście co się odwlecze to nie uciecze i już w najbliższą sobotę Planszówki na Narodowym, to może uda się nadrobić.

Byłoby idealnie, ale musimy ponarzekać. Co jak co, ale zaplecze gastronomiczne jest nienajlepsze. Oprócz restauracji na piętrze, były 3 food tracki na zewnątrz. Jak się okazało to za mało. W porze obiadowej, na swoje hamburgery czekaliśmy prawie godzinę. Następnym razem pewnie zamówimy sobie pizzę z dowozem, będzie szybciej. :)
Rozśmieszyła nas bardziej niż zdenerwowała jeszcze jedna rzecz, wchodziło się jednym wejściem, a wychodziło 2 wejścia dalej, nawet jak nikt nie przechodził nie można było wychodząc skorzystać z pierwszego. Co więcej, żal nam było trochę pana przy drugich drzwiach (ani wejściowych ani wyjściowych), który pilnował tylko kołowrotków. :)

Podsumowując Festiwal GRAMY, świetna atmosfera, fantastyczni ludzie, super wydarzenie. Wróciliśmy zadowoleni i z poczuciem dobrze spędzonego czasu w świetnym towarzystwie. Wszystkim, których spotkaliśmy i z którymi udało się choćby przybić piątkę, serdecznie dziękujemy.

To co? Pewnie za rok zawitamy tu ponownie.

Marcin "Lubel" Lubański


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz