Slider

środa, 31 października 2018

Pulsar 2849 - recenzja

Pulsar 2849 to gra, w której gracze wyruszą na podbój kosmosu, będą odwiedzać nieznane galaktyki, kolonizować planety, a także opracowywać nowe, wspaniałe technologie po to, by… zdobyć więcej punktów niż przeciwnicy. Wbrew pięknej i intrygującej okładce jest to sałatka punktowa z doklejonym tematem. Nie przeszkadza jej to jednak w byciu jedną z lepszych sałatek punktowych, w jakie do tej pory miałem przyjemność zagrać.


Co w kosmosie piszczy…
Po wstępie nie będzie dla nikogo zagadką, że celem gry jest zbieranie punktów, a gracz, który zgromadzi ich najwięcej, wygra. 
Każda runda podzielona jest na fazę kości oraz fazę akcji. 
W pierwszej fazie gracze wybierają kości, których będą używać w następnym etapie. Wzięcie każdej z nich wiąże się z ruchem na torze inicjatywy lub inżynierów. 
W fazie akcji gracze wykorzystują zebrane kości by wykonać akcje. Gracz ma dostępne następujące możliwości:
  • pozyskać żyrostacje – wartość kości określa nam wielkość stacji, jaką możemy kupić;
  • aktywować żyrostacje – wartość kości określa, jak wielką stację możemy aktywować;
  • opatentować technologie – technologie wymagają kości o konkretnych wartościach;
  • pozyskać transmitery – każdy transmiter posiada koszt kości do zapłacenia;
  • realizować projekt swojej frakcji – podobnie jak w przypadku technologii, różne projekty wymagają różnych kości;
  • kupić modyfikator kości – wartość kości określa, który modyfikator możemy kupić.

Jeśli w wyniku akcji do których zostały wykorzystane kości podstawowe, gracz pozyska kość premiową, będzie mógł wykonać jedną dodatkową akcję.
W Pulsarze punkty otrzymamy m.in. za eksploracje, opatentowane technologie i za działające żyrostacje. Zaniepokojonych chciałbym od razu uspokoić. Gra jest niesamowicie regrywalna, ze względu na losowy dobór celów, dostępnych technologii oraz losowy rozkład planet. Nie jest więc tak, że w każdej partii będziemy mogli zagrać identycznie i osiągniemy taki sam wynik.


Główną mechaniką w Pulsarze jest draft kości. Już od pierwszej tury gracz jest postawiony przed dylematem – którą kość wybrać i czy użyć któregoś z modyfikatorów jej wartości. Od wartości na kości zależy, jakie akcje będzie miał dostępne lub jak daleko będzie mógł się poruszyć. Wybór jest to o tyle trudny, że nie tylko determinuje co będziemy mogli zrobić w swojej turze i jakie kości będą dostępne dla pozostałych graczy, ale także dlatego, że wpływa na naszą pozycję na torach inżynierów oraz inicjatywy. To właśnie z tą drugą częścią związana jest mechanika mediany – wybranie kości o wartości wyższej/niższej od wartości środkowej w obecnej rundzie powoduje cofanie się/pójście w przód na jednym z wybranych torów. Muszę przyznać, że to urozmaicenie, czy też ‘twist’ bardzo mi się podoba.
Choć gra nie należy do najtrudniejszych, ma sporo zasad, dlatego po więcej zapraszam do instrukcji dostępnej na stronie wydawnictwa.


Coś dla oka…
Jeśli chodzi o wykonanie, to przyznać muszę, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony w pudełku otrzymujemy mnóstwo dobrze wykonanych elementów, a po rozłożeniu gra zjada większość standardowych stołów, pokazując ogrom kosmosu… Z drugiej jednak strony szata graficzna gry nie należy do najładniejszych i nie przyciąga. Ilustracji mamy względnie niewiele, a i tak są co najwyżej średnie. No i jeszcze te kostki. Obok miłych dla oka plastikowych rakiet (prosto z Ciężarówką przez Galaktykę 😊), będących znacznikami na torach oraz całkiem sympatycznych znaczników stacji dostaliśmy drewniane kostki, które kompletnie nie pasują do reszty – osobiście wymieniłem je na inne. Podsumowując, jest porządnie, jest dużo, ale jest też mało estetycznie. Mogło by być dużo lepiej. Jeśli ktoś miał jeszcze jakąkolwiek nadzieję na uratowanie klimatu przez piękne grafiki, to niestety muszę donieść, że klimat w tej grze został zamordowany przez suchą mechanikę i pogrzebany przez nieciekawą grafikę.


To, co misie lubią najbardziej…
Pulsar nie należy do gier bardzo złożonych, osobiście poziom skomplikowania określiłbym jako trochę powyżej średniego. Na początku mnogość opcji może przytłaczać, ale zaraz po rozpoczęciu gry wszystko staje się w miarę jasne. Co prawda ikonografia nie należy do najbardziej intuicyjnych i trzeba się do niej przyzwyczaić, ale kiedy już ją przyswoimy pomaga w okiełznaniu tej bestii. Samo przyswojenie zasad nie gwarantuje jednak szybkiej rozgrywki – musimy się nastawić na to, że kilka pierwszych partii będzie nieco dłuższych, niż byśmy chcieli.
Inny układ technologii, celów, planet i transmiterów w każdej rozgrywce sprawi, że będziemy musieli od nowa opracowywać plan działania. Na pewno zdarzać się będą momenty ‘zawiechy’, ale obserwowanie jak te wszystkie akcje powoli układają się w całość, jest ogromnie satysfakcjonujące. W samej grze jest także kilka elementów skutecznie balansujących losowość wynikającą z rzutu kośćmi – mamy do dyspozycji żetony modyfikujące wartości na wybranej kości, technologie pozwalające na przemianę jednej kości w inną, a także opcje na pozyskiwanie dodatkowej kości do wykorzystania w bieżącej rundzie. A nawet jeśli modyfikowanie kości zawiedzie, biorąc pod uwagę mnogość dostępnych opcji, zawsze znajdzie się jakaś alternatywna akcja do wykonania. Bardziej przeszkodzić mogą współgracze poprzez podebranie upatrzonych transmiterów, technologii, pulsarów lub galaktyk. Nie mniej jednak nie na tyle, by zniechęcić i zirytować. W przypadku rozgrywki dwuosobowej jest ciut luźniej i trudniej zablokować przeciwnika. Mi to akurat nie przeszkadza😊
Co mnie dodatkowo urzekło w tej grze to asymetryczność rozgrywki i sposób jej implementacji. Każdy gracz ma do dyspozycji swój zbiór projektów, które może zrealizować w trakcie gry. Są to po prostu dodatkowe akcje lub możliwości na punktowanie. Co ciekawe, projekty te zostały ułożone w kształt piramidy i by mieć dostęp do tych wyższych – trzeba najpierw wykorzystać te bezpośrednio pod nimi. Uwielbiam asymetrię!


To już koniec…
Pulsar 2849 to kawał dobrego euro z draftem kości. Zawsze chętnie usiądę, by zagrać kolejną partię, niezależnie od liczby graczy. Pomimo napływu nowości Pulsar dzielnie broni swojego miejsca w kolekcji i raczej prędko go nie zwolni. O ile mogę się przyczepić do wykonania ze względu na grafiki, to mechanicznie działa świetnie i trudno mi wskazać coś, co by mi przeszkadzało. Ba! W zasadzie każdy aspekt tej gry mi się podoba.

Plusy:
+ świetny twist związany z draftem kości;
+ krótki czas rozgrywki;
+ wspaniały stosunek ceny do jakości i liczby komponentów;
+ ogromna liczba wyborów...

Minusy:
- ...która z początku może przytłaczać;
- pochłaniacz stołów;
- lekko nieintuicyjne zasady;
- brak klimatu;
- oprawa graficzna.




Jarek Chmiel

Dziękuję wydawnictwu REBEL.pl za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz