Slider

niedziela, 21 października 2018

Król Złodziei - recenzja

Fach złodzieja nie jest bułką z masłem. Powiedzmy, że chcesz obrabować takiego smoka (jak np. w Brzdęku!). Nie dość że sam włam jest cholernie niebezpieczny, bo możesz się natknąć na wszelakie potwory, pułapki, wredną konkurencję... no i oczywiście smoka, to na dodatek same przygotowania też nie są łatwe. Za łupy z poprzednich robót musicie kupić jak najlepsze wyposażenie, wynająć utalentowanych pomagierów, opłacić paserów.. nie ma lekko, zwłaszcza że liczba możliwości dostępnych na złodziejskim czarnym rynku jest mocno ograniczona, a konkurencja nie śpi. Tak czy siak gra jest warta świeczki, bo najlepszy włamywacz na rynku dostanie chwałę i prestiż (nie zapominajmy też o bogactwach). A przecież Król Złodziei może być tylko jeden! Tylko jeden może być też zwycięzca gry wydawnictwa Baldar pt. Król Złodziei, w której robimy z grubsza właśnie to co napisałem, czyli najpierw dzielimy się łupami, a potem rozbudowujemy swoją nie do końca legalną infrastrukturę. Przekonajmy się więc czy ta kościanka spod ciemnej gwiazdy jest warta uwagi.


W niewielkim fioletowym pudełku z okładką, na której przedstawiony został liczący łupy złodziej ze złotym zębem, znajdziemy sporo dobra. Uwagę najbardziej zwracają customowe kostki z wyżłobionymi kolorywmi symbolami łupów (klejnoty, sakiewki oraz złodziejskie maski). Oprócz nich natkniemy się na pięć kart pomocy gracza, pionek gracza rozpoczynającego oraz żetony monet i punktów zwycięstwa. Wszystko to dobrej jakości. Najprzyjemniej patrzy się jednak na karty, zdobione ilustracjami autorstwa Roba Lundy'ego (Harbour, Cthulhu Światy) i Adama P. McIvera (seria Tiny Epic, Domek na drzewie), przy czym odnoszę wrażenie, że to pierwszy z wymienionych grafików grał tu pierwsze skrzypce. Powiem tak, jeśli lubicie komiksową i żartobliwą kreskę w klimatach fantasy, to będziecie jak najbardziej zadowoleni. Nie wiem czemu ale strasznie bawi mnie np. karta z Antropomorficznym Wołem :-) Do tego znajdziemy tu nawet delikatne nawiązanie do popkultury, bowiem alchemik w kapeluszu z karty Laboratorium Alchemiczne, ewidentnie był wzorowany na Heisenbergu z serialu Breaking Bad. Jak na tak małą grę, Król Złodziei naprawdę ładnie prezentuje się na stole.


Przed rozgrywką rozdzielamy i tasujemy karty w stosach A,B i C (zgodnie z oznaczeniem na rewersie), a następnie wyciągamy ze stosów określoną w instrukcji liczbę kart. Każdy gracz dostaje sztukę złota i planszetkę pomocy. Kładziemy żetony w zasięgu graczy i wykładamy z talii A 5 pierwszych kart. Możemy zaczynać. Runda została podzielona na dwie fazy:

  1. Podział łupu - rozpoczynający gracz rzuca wszystkimi kostkami, a następnie wybiera dowolną część z nich i zabiera jako swój udział. Każda kolejna osoba może wybrać swój łup z pozostałych w puli kostek albo zabrać cały udział innego gracza i odrzucić jedną jego kostkę z powrotem do puli (po przerzuceniu). Poza kostkami można w ten sposób zdobyć też znacznik pierwszego gracza. Faza kończy się w momencie gdy w puli nie pozostanie już nic, a każdy z graczy będzie miał przynajmniej jedną kostkę.
  2. Zakupy - możemy teraz przeznaczyć łupy, które przypadły nam w udziale na zakup karty ze sprzętem lub usługami ze złodziejskiego ryku. Część z nich zapewni nam w przyszłości specjalne umiejętności, inne natomiast dadzą nam punkty zwycięstwa. Gdy każdy po kolei dostanie swoją szansę na zdobycie karty, uzupełniamy tor rynku, przekazujemy wszystkie kostki nowemu graczowi rozpoczynającemu, a następnie zaczynamy nową rundę.
W momencie gdy brakuje kart do uzupełnienia toru rynku, gra kończy się. Liczymy punkty zwycięstwa z żetonów i kart oraz porównujemy, który z graczy ma najwięcej złota (dostaje 3 punkty) i najwięcej kart z symbolem zwolenników (pierwsze miejsce: 3 punkty, drugie miejsce: 1 punkt). Po zsumowaniu wyniku wiemy już kto został tytułowym Królem Złodziei.


Pora na przemyślenia. Ta niepozorna kościanka w ciekawy sposób rozbudowuje pomysł kościanego draftu oraz podziału dostępnych zasobów. W podobny sposób dzieliliśmy się np. w grze Mammut (na blogu pojawił się jedynie jej UNBOXING, jako że nie podeszła nam na tyle, żeby ograć ją na poważnie do recenzji), ale tam surowce były na żetonach i zabrakło twistu w postaci zmieniania jednego z nich przy oddawaniu go do puli (tutaj przerzut kości). Dzięki temu Król Złodziei robi to moim zdaniem lepiej. Drobna rzecz, ale pozwala na zmianę strategii jeszcze w trakcie tego samego podziału łupów. No i kostki mimo oczywistej losowości, budzą wg mnie więcej emocji. Generalnie faza podziału jest największym plusem tego tytułu (chociaż może być też jego największą wadą, ale o tym za moment). Podkradanie sobie kości bawi i potrafi wywołać salwy śmiechu niczym imprezówka. Jeśli gramy w Króla Złodziei w gronie dobrze znających się przyjaciół z odrobiną dystansu do siebie, to te drobne kradzieże powinny podejść nam do gustu. Niestety w przypadku, gdy choć jedna osoba nie lubi negatywnej interakcji w grach, to jest szansa że zacznie się dąsać, a reszta graczy od tej pory zostawi ją w spokoju, żeby tylko nie psuła rozgrywki innym. Potencjalnym minusem tej fazy jest też jej możliwa nieskończoność. Jeśli kilka osób uprze się i za każdym razem będzie chciało kraść, to dopóki ktoś nie pójdzie na kompromis, faza podziału łup będzie trwać i trwać i trwać... To z kolei może sprawić, że z lekkiej i w założeniu krótkiej gry robi się ponad godzinna batalia, a znam jednak lepsze gry o takim czasie rozgrywki. Na szczęście takie sytuacje nie zdarzają się często i raczej mieściliśmy się w rozsądnym czasie gry.
Faza zakupów nie ma może jakichś wybitnych rozwiązań mechanicznych, ot po prostu zwykły zakup karty. Mimo to jest dość przyjemna. Ze zdobytych kart staramy się tworzyć drobne zależności i dzięki nim możemy mocno redukować losowość kości. Przyjemne, choć nie wybitnie oryginalne. Całokształt rozgrywki w Króla Złodziei oceniam na dobry, przy założeniu że trafią się odpowiedni współgracze (radzę jednak unikać jak ognia przy osobach z brakiem dystansu albo jednocześnie bardzo złośliwych i upartych ;-) ). Jeśli o współgraczach mowa, to wspomnę że tytuł skaluje się całkiem nieźle, chociaż jak to często bywa w przypadku takich gier, im więcej tym weselej (przynajmniej nie ma tu wciśniętego na siłę wariantu dwuosobowego, jak w Mammucie ;-)).


Król Złodziei jest tytułem jak najbardziej wartym polecenia, ale raczej głównie osobom gustującym w negatywnej interakcji i lubiącym takie nieco dłuższe filerki. Jeśli lubicie jednocześnie dobrze wykonane gry z humorystycznymi grafikami fantasy, to będzie to dodatkowy bonus :-)

Plusy:
+ Fajne grafiki
+ Porządnie wykonane customowe kostki
+ Negatywna interakcja
+ Faza podziału łupu (w odpowiednim towarzystwie)

Minusy:
- Faza podziału łupu (w nieodpowiednim towarzystwie)
- Potrafi trwać dość długo



Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Baldar za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz