Slider

środa, 24 października 2018

Escape Room: Podróż w czasie - recenzja

W Escape Roomach byłem dotychczas kilka razy, więc jakieś tam doświadczenie mam, ale na pewno nie jest to poziom ekspert. ;) Choć czy w tego typu grach liczy się doświadczenie? Pewnie w jakimś stopniu tak, ale nie o to tu chodzi. Rozwiązywanie zagadek, szukanie przedmiotów, łączenie zebranych informacji i to wszystko pod presją czasu, za każdym razem jest dla mnie świetną zabawą. Choć niektóre Pokoje są fajniejsze, w innych wrażenia miałem ciut gorsze, to zawsze wychodziłem z poczuciem dobrze spędzonego czasu. Do tego zgrana paczka przyjaciół, którym także podoba się ta forma rozrywki - czego chcieć więcej? Oj, najchętniej to bywać tam jak najczęściej.
Albo znaleźć substytut. I tu wychodzą nam naprzeciw kieszonkowe wersje Escape Roomu. Przyznam szczerze, że choć miałem dotychczas dwie tego typu pozycje w swojej prywatnej kolekcji, to jeszcze nie miałem okazji tego spróbować, obie gry patrzą na mnie z półki wstydu. Tymczasem dzięki wydawnictwu FoxGames w moje ręce wpadła nowość - Escape Room: Podróż w czasie. Postanowiłem sprawdzić czy emocje, zadania, zagadki zamknięte w niewielkim pudełku, mogą dać podobną frajdę co "duże" Escape Roomy.


Z recenzenckiego obowiązku przytoczę to co napisane na pudełku. Escape Room: Podróż w czasie jest grą w której może uczestniczyć od 1 do 6 osób, choć myślę, że i w więcej osób by dało radę. Natomiast granica wiekowa określona jest na 12+. To natomiast pewnie z uwagi na trudność zagadek, choć myślę, że młodsi też mogą zagrać w towarzystwie dorosłych. Autorami gry są Martino Chacchiera i Silvano Sorrentino. 
W niewielkim pudełku otrzymujemy karty i ... tylko karty. Jest ich 60, ale co na nich nie zdradzę. No może trochę, tyle ile potrzeba by przybliżyć rozgrywkę, a nie zdradzić nic co ma wpływ na rozwiązywanie zagadek. Co ważne, nic nie niszczymy podczas rozgrywki, a jedyne czego będziemy potrzebować, to ołówka i ewentualnie kartki papieru do ewentualnych notatek.


Przejdźmy zatem do scenariusza i fabuły naszego Escape Roomu. Otóż zostaliśmy zaproszeni do laboratorium dosyć ekscentrycznego naukowca, Doktora Thyme. Jegomość ten prowadzi badania nad czasem, a my mamy mu w nich pomóc. Znajdując się w jego miejscu pracy napotkamy wiele zagadek do rozwiązania, by na końcu dowidzieć się jaką tajemnicę skrywa nasz znajomy naukowiec.


W grze nie ma żadnej instrukcji, rozgrywka prowadzona jest za pomocą kart, na których wyraźnie jest napisane co należy robić. Tak naprawdę nie od razu zaczynamy grę, kilka pierwszych kart to wspomniany wstęp fabularny, opis jak korzystać z kart i na co zwracać uwagę. Ponadto dwie karty podpowiedzi oraz karta do zapisu czasu i osiągnięć pomyłek (można sobie ją przerysować na kartce i nie pisać ołówkiem na oryginalnej karcie). W pewnym momencie gra rozdziela nam talię na 4 mniejsze i w tym momencie właściwie zaczyna się nasze wyzwanie. Od razu uprzedzę, że nie opróżnimy stosów po kolei. Jak gramy w kilka osób można zacząć każdą z talii, ale wcześniej czy później, będziemy zmuszeni rozwiązać zagadkę która łączy się z innym stosikiem. Tyle mogę zdradzić.


W Escape Room: Podróż w czasie zagrałem sam, by zobaczyć jak to w ogóle działa i nie zrobić z siebie głupka co nic nie umie wydedukować i ewentualne pretensje mieć tylko do siebie. A tak na serio to zagrałem sam, bo czekałem, aż moja dziatwa zaśnie, by mieć ciszę i spokój, a w międzyczasie zasnęła także moja druga, lepsza, ładniejsza połowa, z którą to miałem przetestować grę. No cóż, tym sposobem zostałem sam w laboratorium doktora Thyme. Zatem do rzeczy.
Zagadki w tym Escape roomie są na różnym poziomie, jest kilka banalnych, ale są i takie przy których trzeba naprawdę rozruszać szare komórki. Choć chyba takich bardzo skomplikowanych nie ma. Przyznam szczerze, że kilka razy skorzystałem z podpowiedzi, ale niestety w dwóch przypadkach mimo to nie wpadłem na rozwiązanie. Nie mogąc znaleźć rozwiązania, po prostu strzelałem odpowiedź - błędnie. Na szczęście nie wyklucza to z dalszej rozgrywki a daje karę na koniec gry w postaci doliczenia karnych 5-ciu minut za każdy błąd. Z drugiej strony zastanawiałem się czy musiałbym uznać za błąd, gdybym prawidłowo wskazał rozwiązanie po prostu strzelając - tego nie ma niestety wyjaśnionego, więc chyba to sprawa umowna. Tak czy owak, choć źle odpowiedziałem, obie zagadki wcale nie były takie trudne, po prostu mój tok rozumowania poszedł w złym kierunku. Możliwe, że gdybym nie grał samodzielnie, tych błędów bym uniknął, a i z pozostałymi zadaniami radziłbym sobie szybciej.
Wynikiem rozwiązanych zadań w tej grze może być otwarcie czegoś, znajdowanie przedmiotów, łączenie ze sobą tychże znalezisk, wskazówka do innego zadania itp. Jak w prawdziwym Escape Roomie. Tyle, że tu wszystko na dwustronnych kartach. Nota bene całkiem przyzwoicie wykonanych i zilustrowanych.


Suma summarum ukończyłem rozgrywkę w 54 minuty, czyli chyba całkiem nieźle, ale po doliczeniu karnych 10 minut (2 błędy x 5 minut) wynik wynosi lekko ponad godzinkę, co także nie uważam za najgorszy rezultat, jak na pierwszą przygodę z karcianymi/planszowymi escape roomami. Należy także nadmienić, że samo zakończenie zabawy też jest fajne, bo pomimo, że wiemy że to już kres przygody, to jeszcze doktor Thyme wymusza na nas pewną decyzję.


Przy Escape Room: Podróż w czasie bawiłem się naprawdę dobrze. I choć nie jest to to samo co taki realny pokój zagadek, to jakaś namiastkę tego rodzaju formy rozrywki się odczuwa. Do tego gdzieś w głowie kołacze presja czasu rodem z prawdziwych Escapów. Podoba mi się zróżnicowanie trudności zagadek, choć chyba jakiś bardzo trudnych nie było. Przynajmniej dla mnie - nie chwaląc się oczywiście. Na plus także samo wykonanie, obrazki są fajne, klimatyczne. Do tego to, że karta po karcie jesteśmy prowadzeni od początku do końca. W dodatku, choć to gra jednorazowa, niczego nie niszczymy. Jedyną kartą w którą możemy ingerować to karta czasu rozgrywki, a tą możemy sobie zastąpić zwykłą kartką. W związku z tym nic nie stoi na przeszkodzie by gra dalej "żyła" w innych rękach (czyt. lądowała na półkach kolejnych graczy). Czas przy kieszonkowym Escape Roomem szybko leci. Oczywiście taka forma gry nie każdemu przypadnie do gustu. Escape Room: Podróż w czasie to gra przede wszystkim dla osób, które lubią zagadki i łamigłówki. Ale nic nie zastąpi zabawy w prawdziwym Escape Roomie.

Plusy :

+ małe rozmiary
+ wykonanie zarówno pod względem jakości jak i wyglądu
+ gra nas prowadzi od początku do końca bez użycia instrukcji
+ nie da się przegrać, co najwyżej kończymy z gorszym wynikiem
+ nie niszczymy elementów i niczego oprócz gry praktycznie nie potrzeba do zagrania...

Minusy :

- ...ale to jednak gra jednorazowa
- nie każdemu ten rodzaj rozrywki przypadnie do gustu


Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Fox Games za udostępnienie gry

http://www.foxgames.pl/





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz