Slider

środa, 5 września 2018

Patchwork Express - recenzja

Uwe Rosenberg głównie kojarzy mi się z eurogrami o rolnictwie (Agricola, Caverna, Pola Arle). Do tego jego tytuły raczej celują w fanów nieco cięższych i mózgożernych sucharków. Od czasu do czasu zdarza mu się jednak stworzyć nieco lżejszy tytuł jak np. Fasolki. Kilka lat temu Rosenberg stworzył rewelacyjną grę dwuosobową, właśnie z tej drugiej, lżejszej kategorii, czyli Patchwork. Jest to abstrakcyjna gra dwuosobowa o szyciu kocyków. Mimo tak specyficznego i niezbyt do mnie pasującego tematu, mechanika okazała się na tyle dobra, że z miejsca Patchwork stał się jedną z moich ulubionych dwuosobówek, idealnie nadających się do grania z żoną, czy moimi rodzicami. Aż dziw, że jeszcze nie napisałem jego recenzji, ale jakoś tak po prostu się nie złożyło. Ostatnio jednak pojawiła się okazja do napisania paru zdań na temat Patchworka, tyle że nie tego klasycznego, a jego nowszej wersji, jeszcze ciut prostszej, w założeniu ukierunkowanej na granie z dziećmi i osobami starszymi. Chodzi mi o Patchwork Express, wydany u nas przez Wydawnictwo Lacerta. Zobaczmy więc czy młodszy brat jest równie dobry jak jego pierwowzór!


Przyjrzyjmy się najpierw pudełku i jego zawartości. Jest ono bardzo podobne do tego z pierwowzoru, przy czym różni się kolorystyką (tutaj niebiesko, w oryginale brązowo) oraz łatami na kocyku (tutaj ciut większe). W pudle tak jak w pierwowzorze, dwie plansze graczy (z większymi polami niż w Patchworku), plansza odmierzania czasu gry, dwa cylindryczne pionki w kolorze zielonym i żółtym oraz jeden większy neutralny do zaznaczania miejsca, z którego można kupić kafle. Bo oczywiście są tutaj kafle. Tak jak w oryginalnym Patchworku, tak i tutaj mamy tetrisokształtne kafelki przedstawiające łaty materiału. Są one natomiast nieco większe niż pierwotnie i do tego występują w dwóch typach. Zwykłe, wielokolorowe z okrągłymi naszywkami oraz specjalne, niebieskie z kwadratowymi naszywkami. Do tego w pudełku znajdziemy jeszcze instrukcję i żetony przedstawiające walutę gry, urocze niebieskie guziki. Wszystko jest kolorowe i miłe dla oka. Jest tu co najmniej tak samo ładnie jak w zwykłym Patchworku :-)


Przejdźmy do zasad. Trochę żałuję, że nie napisałem recenzji pierwowzoru i nie mogę was tam po prostu odesłać, a tutaj opisać w trzech zdaniach różnice między wersjami. Na szczęście zasad i tak jest na tyle mało, że ten akapit nie będzie przesadnie długi :-)
Przed rozpoczęciem rozgrywki dajemy każdemu własną planszę i pięć guzików. Na środku stołu kładziemy główną plansze, na jej polu startowym stawiamy jeden na drugim pionki graczy. Dookoła niej rozkładamy wielokolorowe kafelki (niebieskie odkładamy na bok), a neutralny pion kładziemy między najmniejszym, L-kształtnym kaflem, a następnym w kierunku ruchu wskazówek zegara. Możemy zaczynać. To który gracz rozpocznie swoją turę zależy od jego pozycji na planszy głównej. Zawsze gra ta osoba, której pion jest bliżej początku toru, a w przypadku remisu, ten którego pionek jest na górze. W ten sposób możemy rozegrać kilka tur po kolei.
W swojej kolejce możemy zrobić jedną z dwóch rzeczy:
  1. Kupić i położyć na swojej planszetce jeden z trzech dostępnych (czyli najbliższych neutralnemu pionowi, w kierunku ruchu wskazówek zegara) kafli. Płacimy guzikami oraz "czasem", który odmierzamy przesuwając nasz pionek na głównej planszy. Kładziemy neutralny pion w miejscu zakupionego kafelka.
  2. Przesunąć pionek w naszym kolorze, na jedno miejsce za pionem przeciwnika. Wykonując tę akcję pobieramy tyle guzików, ile pól się przesunęliśmy.
Za każdym razem, gdy przekroczymy na głównej planszy guzik, pobieramy ich tyle, ile mamy naszytych obecnie w naszym kocyku. Dodatkowo, gdy staniemy na polu z łatą, bierzemy ją i umieszczamy na naszej planszy. Jedną z najważniejszych różnic między wersjami jest brak żetonu 7x7, który w klasycznym Patchworku dawał nam punkty, za stworzenie kwadratu o tej wielkości, bez żadnych dziur. Druga, równie znacząca, to niebieskie łaty, które wchodzą do gry dopiero, gdy do kupienia zostanie tylko pięć kolorowych kafli. Gra kończy się, gdy obaj gracze dotrą do końca toru na planszy. Punkty na koniec gry zdobywamy za posiadane guziki i tracimy za dziury w kocyku.


Jak widzicie jest to naprawdę prosta gra, podobnie zresztą jak jej pierwowzór. Tutaj dodatkowo plansze graczy mają mniej pól, przez co poziom trudności jest jeszcze odrobinę niższy. Mimo to wciąż jest to przyjemny mózgożer, bo wcale nie tak łatwo jest zapełnić całą planszę i zdobyć dużo guzików. Oryginalnego Patchworka ułatwiono trochę, aby był bardziej przystępny dla dzieci oraz osób starszych. Niemniej ja też się przy tej wersji nieźle bawiłem. Prawdę powiedziawszy, nie czułem tutaj zbyt wiele różnic między wersjami i zastanawiam się, czy nie można było po prostu zrobić jednego Patchworka z wariantami bez kafla 7x7 i dodatkowymi kaflami. No cóż, pewnie Rosenberg dopiero później wymyślił te rozwiązania, a trochę głupio tworzyć dodatek do tak małej i kompletnej gry jak Patchwork. Ale pomińmy na chwilę, moje wrażenie że jest to prawie ta sama gra. Bardzo podoba mi się mechanika pojawiania się niebieskich kafli. Są one mniejsze i tańsze od standardowych, przez co dużo łatwiej załatać nam dziury w kocyku w końcowej fazie gry. To z kolei sprawia, że rzadziej kończymy na minusie w ostatecznej punktacji, co potrafiło trochę frustrować w przypadku pierwowzoru. Nie zrozumcie mnie źle, dalej trzeba się nieźle nakombinować, żeby wygrać, ale nawet jeśli przegramy, to przynajmniej nie z wynikiem minus 30 :-) Ta zmiana jest więc moim zdaniem dość pozytywna. Z kolei brak bonusowych punktów za kwadrat 7x7 jest wg mnie słabym rozwiązaniem. W oryginale nie dostawało się za niego aż tyle punktów, żeby dominować, ale zapewniał jakiś cel, do którego dążyło się w początkowej fazie gry. Nie uważam też, że jego zdobycie było jakoś wybitnie trudne, a towarzyszące mu zasady na tyle trudne, żeby nie zrozumieli ich seniorzy i dzieci. Spokojnie można było dodać tę mechanikę i w tej wersji, powiedzmy przy zbudowaniu kwadratu 6x6 albo 5x5. Być może przemawia przeze mnie przyzwyczajenie ze starej wersji, ale nic na to nie poradzę :-)


Koniec końców, w przypadku Patchwork Express otrzymaliśmy prawie taką samą grę jak jej pierwowzór. Nie jestem pewien czy była ona potrzebna na rynku, bo rzadko gram z dziećmi (choć grałem z osobami starszymi i nie miały problemu z ogrywaniem mnie...). Ale skoro już powstała, to należy odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie. Czy warto mieć obie wersje na półce? Moim zdaniem nie. Spokojnie możecie wybrać jedną z nich i się jej trzymać. Odczucia z rozgrywki w obie są prawie takie same, a różnic jest zbyt mało, żeby wydawać pieniądze na obie. Którą ja zostawię w kolekcji? Nie mam jeszcze pewności, ale mimo wszystko zostanę chyba przy oryginalnym Patchworku, chociaż jest to raczej kwestia przyzwyczajenia i gdybym zaczął przygodę od wersji Express, na półce zostałaby ona. Jeśli więc nie macie jeszcze własnej kopii żadnej z nich, spokojnie możecie spróbować sił z nowszą wersją, zwłaszcza jeśli faktycznie gracie z młodszymi i nie chcecie ich nadmiernie frustrować ujemnymi punktami ;-)

Plusy:
+ Nietypowy temat i urocze wykonanie 
+ Stosunek prostoty zasad do kombinowania podczas rozgrywki
+ Tańsze kafle na koniec gry = mniej punktów ujemnych za dziury w kocu = mniej frustracji

Plusy/minusy:
* Dla mnie to wciąż praktycznie ta sama gra

Minusy:
- Brak ekwiwalentu bonusu 7x7 z pierwowzoru



Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za udostępnienie gry






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz