Slider

wtorek, 25 września 2018

Gretchiny! - recenzja

Tytułowe Gretchiny!  to zielone orki ze świata Warhammer 40000. Te mniej lub bardziej sympatyczne stworki, w ramach rozrywki, urządzają sobie wyścigi na pojazdach zrobionych ze wszystkiego co znalazły. W dodatku w tej rywalizacji wszystkie chwyty są dozwolone. Co to oznacza? Wyścig pełen emocji. Zwycięzca może być tylko jeden. To wszystko za sprawą gry od wydawnictwa Black Monk pod tytułem Gretchiny!



W niewielkim pudełku otrzymujemy 125 kart (terenu i ataku oraz kraterów), 7 paneli graczy, 12 kości, kilkanaście znaczników oraz 4 orkowe fury (te są do złożenia, na szczęście Kamil zrobił to za mnie, bo ponoć nie jest to takie intuicyjne). Jest też oczywiście instrukcja. Całość jest wykonana bardzo przyzwoicie, w dodatku na uwagę zasługuje fakt, iż w pudełku znajdziemy całkiem zgrabnie dopasowaną wypraskę.


Gretchiny! to przede wszystkim gra wyścigowa, a skoro wyścig to zwycięzcą zostanie ten, który pierwszy dotrze do mety. W dodatku arenę zmagań budujemy wraz z przemieszczaniem się naszych orków, wiemy jedynie, że od startu do mety jest 7 rzędów kart, a jakie czekają nas przeszkody okazuje się podczas gry. 
Przed przystąpieniem do rozgrywki każdy z graczy losuje sobie panel i kładzie  go odpowiednią stroną przed sobą - ze zdolnościami specjalnymi lub bez - w zależności jaki wariant gry wybraliśmy. Do tego każdy gracz otrzymuje 3 kości i 5 kart ataku. Następnie ustawiane są pojazdy zawodników, a przed nimi rozkłada się pierwszy rząd kart terenu w liczbie o 2 większej niż ilość  graczy. W tym momencie można zaczynać grę.
Na początek wszyscy gracze jednocześnie rzucają swoimi kośćmi, mogą przerzucać wyniki dowolną ilość razy, satysfakcjonujące rezultaty odkładają w odpowiednie miejsce na swoich panelach. W momencie gdy jeden z graczy umieści 3 kości w swoim panelu (z satysfakcjonującymi go wynikami), krzyczy "Waaagh" - bojowy okrzyk Gretchinów - i już nie można przerzucać kości. Teraz gracze ustawiają swoje kości na planszetkach i począwszy od gracza, który wydał okrzyk walki rozpatrują swoje wyniki. A mogą to być skręty (wykonywane po skosie), strzał, dobranie kart, pytanie o posiadane karty lub użycie zdolności klanu.
Co istotne karty są dwustronne. Z jednej atak z drugiej teren, i co kluczowe w rozgrywce, karty te trzymamy stroną terenu do siebie, a atakami do rywali. Stąd jednym z wyników na kościach może być pytanie o posiadane karty. Wtedy przeciwnicy muszą powiedzieć ile sukcesów posiadamy na ręce, co pozwoli nam określić szanse powodzenia naszego ataku.
Jeśli już zdecydujemy się na tenże atak, odrzucamy z ręki odpowiednią ilość kart i jeśli mamy sukcesy to odpowiednio trafiamy przeciwnika lub teren.
Natomiast ruch naszej fury wykonujemy, jak wspomniałem, po skosie. Następnie jeśli auto nie ma przed sobą drogi musi dołożyć na trasę 3 nowe karty terenu do rzędu przed swoim pojazdem. Ponadto jeśli miejsce na którym się znalazło auto ma jakiś efekt, należy go natychmiast wykonać. Tyle w skrócie zasad. Szczegółowo i przystępnie opisane są w instrukcji.


Jak wspomniałem, gra jest wykonana bardzo przyzwoicie. W dodatku, co okazało się bardzo istotne dla mojego 13-letniego syna, cytując : "fury mają działka!". Podejrzewam, że bez tego elementu dla niego gra by dużo straciła, bo z czego pojazdy by strzelały. Fabularnie nie do wytłumaczenia. Ogólnie do wykonania nie można się przyczepić. Kolejny plus to czas rozgrywki. Gra jest dosyć szybka nawet przy 4 graczach, gdyż rzucanie kośćmi odbywa się symultanicznie, a 3 akcje każdego gracza nie trwają długo. Co więcej zasady są proste, bardzo szybko się je tłumaczy. Ponadto wszystkie akcje specjalne czy to z kart terenu czy ze zdolności klanu polegają przede wszystkim na zmianie wyniku na kości, dobraniu/odrzuceniu kart itp.
Mechanicznie niby nie jest najgorzej, ale podczas rozgrywek uwierała mnie przede wszystkim ogromna losowość. Wyrzucenie idealnego rezultatu to istna loteria. Jeśli nie jest się pierwszym w rzutach to wykombinowanie naprawdę sensownej strategii z tego co praktycznie zostało zastane na kościach jest nie lada wyzwaniem. Odniosłem także wrażenie, że negatywna interakcja w postaci strzelania do innych, nie przynosi zbyt wymiernego sukcesu. Lepsze okazuje się pędzenie do mety swoją furą. Z tym atakowaniem jest o tyle problem, że nie dość, że musisz mieć szczęście w kartach, to jeszcze musisz odpowiednie wylosować, a w dodatku nawet gdy uda się atak, to konsekwencje dla przeciwnika są moim zdaniem zbyt małe.
Wracając jeszcze do fazy rzucania kośćmi, niekiedy podczas tych szybkich przerzutów mylą się symbole, zwłaszcza podczas pierwszych rozgrywek. Osoby ze słabszym refleksem i spostrzegawczością mogą mieć z tym problem. Także w pierwszych rozgrywkach, gdy odkładało się na stół karty, żeby rzucać kośćmi, podnosiło się je (karty) odruchowo akcjami do siebie. Trzeba się przyzwyczaić do trzymania ich "odwrotnie".


Zdecydowanie najlepiej mi się grało w pełnym składzie. W 3-osobowym gronie było także ciekawie, ale zdecydowanie pełny skład daje największą frajdę. Natomiast nie polecam gry w 2 osoby. W zasadzie to się nawet zastanawiam, po co twórcy dali taką możliwość, zwłaszcza, że to gra raczej imprezowa, choć pewnie i w dwie osoby można poimprezować. Tak czy siak rozgrywka w takim składzie jest nieciekawa, nudna, bez emocji. Każdy sobie jedzie byle szybciej. Bardzo często w minimalnym składzie, gdy komuś wypadną na kościach dwa skręty, krzyczy "waaagh", jest koniec rzutów i ucieczka. I tak te kilka rund. A czas rozgrywki wcale nie jest znacząco krótszy. W instrukcji jest także zapis o możliwości grania do 8 osób, ale do tego potrzeba drugiego egzemplarza. Szczerze mówiąc ciekaw jestem jak wygląda taka rozgrywka w  8 osób, może być dużo więcej emocji.


Z uwagi na niski próg wejścia i tematykę określiłbym Gretchiny! jako pomieszanie gry imprezowej z familijną, skierowaną głównie do początkujących graczy, choć zapewne bardziej wytrawni planszówkowicze mogą się przy tej grze nieźle bawić. Jednakże wydaje mi się, że gra jest bardziej kierowana do dzieciaków i młodzieży.
Choć regrywalność jest całkiem przyzwoita, to po 2-3 rozgrywkach z rzędu zaczyna nużyć - trzeba zrobić odpoczynek od tych zielonych stworków na ich piekielnych maszynach. Można traktować ten tytuł jako filler, wstęp do głównego dania wieczoru i takie przeznaczenie widzę dla tej gry w swojej kolekcji. Jednym zdaniem : przyjemna, lekka gra wyścigowa z festiwalem losowości, odrobiną interakcji i dobrej zabawy, okraszona przyjemnymi grafikami w świecie Warhammera 40000.

Plusy :
+ wykonanie
+ proste zasady i szybki czas rozgrywki
+ niezła regrywalność
+ odrobina negatywnej interakcji...

Minusy :
- ...choć lepiej się ścigać niż strzelać
- słaba na 2 osoby
- spora losowość
- niekiedy mylą się symbole na kostkach

Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Black Monk za udostępnienie gry






2 komentarze:

  1. Gra dość ciekawa, ale nie podoba mi się wykonanie pionków-samochodów. Moim zdaniem mogłyby być lepiej zrobione. Ja zamieniłbym je na zwykle resoraki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz je zastąpić choćby resorakami, albo jeszcze lepiej, pojazdami wojskowymi, czołgami z zestawów z żołnierzykami :D

      Usuń