Slider

środa, 26 września 2018

Pszczoły - recenzja

Krakowski Trefl ostatnio powydawał trochę nowych gier. Na część z nich czekałem bardziej, na część mniej. Te pierwsze to tytuły oznaczone przez recenzentów z Dice Tower ich pieczęcią "Seal of Excellence" takie jak Sherlook, czy Projekt: Miasteczko (recenzja pojawi się niedługo). Do drugiej kategorii należała gra Pszczoły, o której nie czytałem wcześniej kompletnie nic i jakoś tak przypadkiem tylko dostałem egzemplarz do recenzji. Co ciekawe, tytuły z "Seal of Excellence" okazały się raczej po prostu poprawne, a nie jakoś szczególnie cudowne, więc tym bardziej sceptycznie podchodziłem do gry o walczących o dominację nad łąką owadach. Czasami jednak takie niespodziewane egzemplarze recenzenckie potrafią bardzo pozytywnie zaskoczyć, więc starałem się nie nastawiać przed rozgrywką. Na chwilę obecną mam już trochę partii w Pszczoły za sobą, więc mogę wam wreszcie powiedzieć, czy gra faktycznie pozytywnie mnie zaskoczyła, czy raczej dobrze robiłem nie interesując się nią zanadto.


wtorek, 25 września 2018

Gretchiny! - recenzja

Tytułowe Gretchiny!  to zielone orki ze świata Warhammer 40000. Te mniej lub bardziej sympatyczne stworki, w ramach rozrywki, urządzają sobie wyścigi na pojazdach zrobionych ze wszystkiego co znalazły. W dodatku w tej rywalizacji wszystkie chwyty są dozwolone. Co to oznacza? Wyścig pełen emocji. Zwycięzca może być tylko jeden. To wszystko za sprawą gry od wydawnictwa Black Monk pod tytułem Gretchiny!



środa, 5 września 2018

Patchwork Express - recenzja

Uwe Rosenberg głównie kojarzy mi się z eurogrami o rolnictwie (Agricola, Caverna, Pola Arle). Do tego jego tytuły raczej celują w fanów nieco cięższych i mózgożernych sucharków. Od czasu do czasu zdarza mu się jednak stworzyć nieco lżejszy tytuł jak np. Fasolki. Kilka lat temu Rosenberg stworzył rewelacyjną grę dwuosobową, właśnie z tej drugiej, lżejszej kategorii, czyli Patchwork. Jest to abstrakcyjna gra dwuosobowa o szyciu kocyków. Mimo tak specyficznego i niezbyt do mnie pasującego tematu, mechanika okazała się na tyle dobra, że z miejsca Patchwork stał się jedną z moich ulubionych dwuosobówek, idealnie nadających się do grania z żoną, czy moimi rodzicami. Aż dziw, że jeszcze nie napisałem jego recenzji, ale jakoś tak po prostu się nie złożyło. Ostatnio jednak pojawiła się okazja do napisania paru zdań na temat Patchworka, tyle że nie tego klasycznego, a jego nowszej wersji, jeszcze ciut prostszej, w założeniu ukierunkowanej na granie z dziećmi i osobami starszymi. Chodzi mi o Patchwork Express, wydany u nas przez Wydawnictwo Lacerta. Zobaczmy więc czy młodszy brat jest równie dobry jak jego pierwowzór!