Slider

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Clank! - recenzja

Fani fantastyki wiedzą, że nie zawsze głównym bohaterem bywa silny rycerz, potężny czarodziej, czy bogaty książę. Czasem bowiem zamiast siły i mocy, należy wykazać się sprytem, przebiegłością i lekkim krokiem. Kogo więc należałoby wybrać do zadania polegającego na ukradnięciu z leża smoka cennych artefaktów? Łotrzyka-awanturnika, który dostrzeże wszelkie pułapki, przemknie na paluszkach przez leże goblinów, capnie najdroższy przedmiot i czmychnie migiem na powierzchnie. No chyba że potknie się o coś po drodze i narobi rabanu ;-) W taką postać wcielimy się w grze Clank!, wydanej w oryginale przez studio Renegade, a już niedługo po polsku przez Lucrum Games (jako Brzdęk!). W tej deckbuildingowej przygodzie, włamiemy się do zamku, w którym przechowuje swoje skarby smoczyca Nictotraxian (w skrócie Nicki). Nie będziemy tam jednak sami. Wraz z nami do fortecy wejdzie trzech innych włamywaczy, którzy tak jak my nie spoczną, dopóki nie wyniosą na powierzchnię najcenniejszego artefaktu. Na szali stoi przecież honor złodzieja :-) Na czas pisania recenzji udało mi się namówić do tymczasowego powrotu do pisania Dominika Pietrzaka, który jest wielkim fanem tego tytułu i to on pokrótce opisze dla was zasady rozgrywki i doda krótką opinię na temat gry na końcu recenzji.


Pora na tradycyjny akapit o wyglądzie i wykonaniu gry. Standardowe kwadratowe pudełko zdobi niezła grafika przedstawiająca czterech rabusiów uciekających przed goblinami i zionącym ogniem smokiem. Doskonale oddaje to klimat gry i wygląda całkiem ładnie. W środku znajdziemy dwustronną, czytelną i dobrze wyglądającą planszę przedstawiającą cel naszego rabunku, czyli mroczne zamczysko. Pod nią znajdują się elementy upakowane w funkcjonalną plastikową wypraskę. Nie miałem okazji sprawdzić czy karty w koszulkach się w niej mieszczą, ale jeśli nie koszulkujemy kart, to wszystko ładnie ułożymy na swoim miejscu. Na centralnym miejscu zobaczymy czarny pion smoka (tak tak, ma osobną przegródkę w wyprasce ;-) ), który wygląda dobrze, choć trochę przypomina konika morskiego (w sam raz do pierwszego dodatku :-) ). Oprócz tego natkniemy się na meeple w niestandardowym kształcie i drewniane kostki tytułowego clanka (w polskiej wersji będzie to brzdęk) w czterech kolorach graczy oraz woreczek z wyhaftowanym na nim smokiem, zawierający czarne neutralne kostki. Prawdziwym clou programu, jak na każdego deckbuildera przystało, są jednak karty. Jest ich cała masa, są dobre jakościowo i przede wszystkim zostały ozdobione naprawdę miłymi dla oka grafikami oraz bardzo humorystycznymi nazwami i tekstami. Oj humor jest zdecydowanie bardzo mocną stroną tej gry. Nie wiem jak wypadnie pod tym względem polska wersja językowa (chociaż mam spore zaufanie do Lucrum Games w tej kwestii), ale oryginał aż kipi od nawiązań, żarcików i klimatu. Czytanie flavour tekstów daje dużo frajdy. Generalnie wykonanie Clanka jest wg mnie jego bardzo mocną stroną. Udało się tu stworzyć świetny klimat bez zbędnego plastiku, tylko za pomocą tekstów i dobrych ilustracji.


W sprawie zasad jak wspomniałem oddaję głos Dominikowi:

W jaki sposób udało się w zręczny sposób połączyć klasyczny deckbuilding z mechanizmem poruszania się po planszy a zarazem oddać klimat eksploracji lochu? By odpowiedzieć na to pytanie przyjrzyjmy się nieco bliżej zasadom Clanka! 

Plansza gry przedstawia układ pomieszczeń połączonych ze sobą korytarzami. Czychać na nas będą liczne pułapki, potwory a na drodze staną nam zamknięte drzwi. Meeple symbolizujące nasze postaci rozpoczynają swoją tułaczkę na jednym z brzegów mapy by zagłębić się w czeluści lochu. Każdy z graczy rozpoczyna z 10-kartowym zestawem kart początkowych - nie ma tu żadnej asymetrii. Obok planszy wykładane są 3 stosy kart rezerwy - każdy stanowiący wielokrotność tej samej karty - oraz karta wszędobylskiego potwora - goblina (te zielonoskóre knypki z co drugiej powieści fantasy). W sąsiedztwie zaś rozłożyć należy rząd 6 kart podziemi - będzie on zawierał te najcenniejsze, stanowiące źródło pożądania przedmioty, drogocenne kryształy, sprzymierzeńców, napotkane w lochach urządzenia, dźwignie, zapadnie, ołtarze... ale i starające się nas dopaść potwory.


W swojej turze gracz zobowiązany jest zagrać wszystkie posiadane w ręce karty. Jest to o tyle istotne, że niektóre z nich, będą dla nas całkowicie bezużyteczne, lub, co gorsza, wyrządzą nam jakąś krzywdę. Zazwyczaj krzywda owa ma skutki odroczone w czasie, ale warto jednak mieć to zawsze na uwadze. Rzucane przez nas karty zawierają symbole służące do poruszania się po planszy (bucik), atakowania i zabijania potworów (miecz), jak i pozyskiwania nowych kart z rezerwy lub rzędu kart podziemi (niebieski rąb). Podczas poruszania się po planszy natkniemy się na liczne sekrety, które będziemy mogli podnieść - wśród nich mikstury, drogocenne skarby, złoto, jednorazowe bonusy. Możemy też trafić na jajo smoczycy - da nam ono punkty, ale rozzłości potwora, który od tej pory atakować będzie jeszcze zajadlej. Naszym głównym celem będzie jednak dotarcie do tych najcenniejszych, jawnych od początku żetonów artefaktów i wyniesienie choć jednego z nich na powierzchnię. Im głębiej zejdziemy w zawiłe tunele lochu, tym wspanialsze skarby będą tam na nas czekać. Pamiętajcie jednak - smoczyca nie próżnuje, jej wściekłość z każdą sekundą narasta, a przecież, w momencie kiedy wpadnie w szał, nie chcielibyście znajdować się  gdzieś na samym dnie plątaniny podziemnych korytarzy. Stąd im glębiej zejdziemy, tym większa szansa na cenne skarby, ale tym mniejsza na późniejszą ucieczkę - droga bowiem robi się coraz dłuższa. W czasie naszej tułaczki rodem ze starego, dobrego heroic RPG trafimy też do komnat w których zgromadzone złoto będziemy mogli wymienić na użyteczny ekwipunek - klucz do wszystkich zamków, torbę na dodatkowy artefakt lub koronę, która da nam dodatkowe punkty zwycięstwa. Zapytacie więc: Gdzie tu miejsce dla smoka?



Każdy z graczy w ramach poruszania się po lochach i wykonywania akcji ze swoich kart będzie generował hałas - wymiernym tego rezultatem jest układanie kostek w swoim kolorze na stosownym polu na planszy. W momencie, gdy w rzędzie kart podziemi (uzupełnianym pod koniec tury każdego gracza) pojawi się karta z symbolem smoka - bestia atakuje. Wszystkie kostki z pola hałasu wrzucane są do worka zawierającego na początku gry 24 neutralne czarne kostki smoka. Po wymieszaniu losujemy spośród nich tyle kostek ile ile wskazuje aktualny poziom rozzłoszczenia smoka (z ewentualnymi bonusami). Jeśli wśród wylosowanych kostek znajduje się jakakolwiek w naszym kolorze - oznacza że bestia nas dopadła i zraniła - układamy kostki na torze obrażeń. Jeśli liczba kostek wyrówna się lub przebije maksymalny poziom ran - umieramy. Jeśli śmierć zastanie nas powyżej pewnego poziomu lochu - nasi znajomkowie odnajdą nasze ciało, sprzedadzą artefakty a pieśni o naszych czynach rozbrzmią w okolicznych tawernach głosami miejscowych bardów. Innymi słowy możemy podliczać swoje punkty - pozostali gracze mają jeszcze kilka dodatkowych tur, a my w swoich miast wykonywać standardowe działania, przeprowadzamy ataki smoczycy. Jeśli jednak w swej chciwości zapędziliśmy się za głęboko i tam dopadła nas kostuch - nasze truchło zostanie tam na wieki, nikt nie będzie o nas pamiętał i całkowicie odpadamy z gry o zwycięstwo. W trzecim możliwym przypadku - jeśli w blasku chwały uda nam się powrócić z wyprawy z tarczą (swoją drogą tarcza to jeden z artefaktów) to reputacja na dzielni wzrasta a my dostajemy dodatkowe 20 punktów.



No dobra wiecie już z grubsza jak grać w Clank!, pozostaje więc odpowiedzieć na pytanie co ja sądzę o tym tytule. Pisząc skrótowo, uważam że to naprawdę świetna gra. Mało tego jest to moim zdaniem jeden z lepszych deckbuilderów z poruszaniem się po planszy. Zasady są dość proste, dzięki czemu łatwo za pomocą tego tytułu wprowadzać nowych graczy w świat deckbuildingu. Dodatkowo dzięki świetnemu i jednocześnie przystępnemu klimatowi, chyba nie spotkałem się jeszcze z osobą, która na starcie się do Clanka zniechęciła. Mimo prostoty rozgrywki, nie można powiedzieć, że jest to tytuł tylko dla początkujących graczy. Osoby z planszówkowym doświadczeniem też bez problemu znajdą tu coś dla siebie i będą się dobrze bawić. wielkim plusem jest regrywalność. Już nawet pomijając losowe rozmieszczenie żetonów sekretów na planszy i naprawdę dużo kart, z których korzystamy w trakcie rozgrywki, mamy tu jeszcze dwustronną planszę, a każdy dodatek póki co wniósł kolejną. Nie ma siły na dwie takie same gry, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę poczynania przeciwników i losowe dobieranie hałasu ze smoczego worka. Jeśli już wspominamy o worku, to mechanika hałasu potrafi dać się we znaki. Owszem możemy minimalizować ryzyko poprzez zachowawcze granie i nie kupowanie kart z hałasem... ale i tak może się okazać, że wszystkie kostki wyciągnięte przy obecnym ataku będą w naszym kolorze. Do tego wejdzie na stół kilka kart mających efekt powodowania hałasu przez graczy, a przeciwnik kilka razy zagra wredną kartę i już całą zachowawcza strategia bierze w łeb. Mimo to nawet jeśli zdarzy nam się przez to odpaść, nie czujemy niesmaku i chętnie siadamy do dalszych rozgrywek. To dobrze świadczy o grze. Dodatkowym plusem jest brak wymogu dotarcia na samą powierzchnię. Ba! Większość zwycięskich partii zakończyłem znokautowany ledwie nad poziomem gruntu :-)


Najbardziej przeszkadza mi w Clanku chyba nędzna ilość bezpośredniej i celowej negatywnej interakcji. Głównie będziemy tu podbierać sobie dobre karty i skarby z planszy. Są karty zwiększające ilość hałasu u przeciwników, ale prawda jest taka, że kupujemy je raczej aby nasze kostki nie lądowały w worku, a szły tam kostki przeciwników. Prawdopodobnie takie, a nie inne rozwiązania zostały zastosowane, aby nie zniechęcać początkujących graczy, co jestem w stanie zrozumieć. Niestety trochę mi tego brakuje. Na szczęście da się trochę pomieszać szyki w końcowej fazie wyścigu na powierzchnie, kiedy nawet jeśli nie ma już dostępnych kart dających punkty, to i tak bierzemy ich jak najwięcej, aby tylko zwiększyć szanse na atak smoka po naszym wyjściu z lochu. Strategia o tyleż wredna, co skuteczna i satysfakcjonująca. Trochę zaspokaja moją potrzebę psocenia się w grach :-) Mówiąc o Clanku warto wspomnieć też o aplikacji towarzyszącej. Od razu zaznaczę, zanim przeciwnicy wykorzystywania elektroniki w grach się zbulwersują, że jest ona kompletnie opcjonalna. Wprowadza przede wszystkim tryb solo, który nie jest zły i każe wykonywać nam rozmaite zadania. Wolę grać z ludźmi, ale ta opcja też jest grywalna. Oprócz tego aplikacja dodaje tryb z większą ilością push your luck. Losowo wybiera trzy czynności, których wykonanie sprawia, że hydra-pomocnica smoka może się wkurzyć i zaszkodzić nam jakoś. Powiem tak... fajnie że jest opcja grania z tym trybem, na pewno zwiększa to regrywalność... ale ja raczej nie planuję już więcej grać w ten sposób. Niby daje to dodatkowy dreszczyk emocji i mechanikę którą na ogół lubię w grach, ale z drugiej strony zwiększa losowość, do progu, który może odstraszyć niektórych graczy. Wystarczy mi ryzyko i kuszenie losu związane z zapędzaniem się coraz głębiej po najcenniejsze artefakty. Ale pewnie znajdą się jacyś miłośnicy tej opcji i na pewno ucieszą się, że aplikacja zostanie przetłumaczona też na język polski. Muszę wspomnieć też, że Clank jest chyba jedyną grą, którą znam, w której kompletnie nie przeszkadza mi możliwość szybszego odpadnięcia w trakcie rozgrywki. Poważnie! Jeśli odpadniemy pierwsi to gra angażuje nas do losowania kostek, a nawet jeśli odpadniemy ciut później, to na planszy tyle się dzieje, że i tak nie zauważamy upływu czasu i kibicujemy reszcie graczy... lub smoczycy ;-)


Powoli zbliżamy się do końca recenzji, ale zanim to nastąpi, jeszcze raz oddam głos Dominikowi, żeby też mógł napisać co sądzi o Clanku:
Bez zbędnych ceregieli przyznam że Clank to jedna z moich ulubionych getewayowych gier deckbuildingowych. Nie mam żadnych obaw by wyciągnąć go na stół w bardziej casualowym towarzystwie mając równocześnie z tyłu głowy, że i wytrawni gracze również nie pogardzą tytułem. Pozwolę sobie nawet pójść o krok dalej i odważę się użyć stwierdzenia, że ta prostota tytułu jest jednym z jego głównych atutów. Udało mi się zagrać w Clanka na sterydach - czyli Clank in space! i mimo że przyjemnie łechta on szare komórki, to jednak brakowało mi tempa, klimatu i łopatologii reguł Clanka fantasy.



Clank jest też tytułem, któremu z pewnością nie brakuje klimatu - świetne przypisy na kartach, całkiem udane ilustracje, i mechanika ściśle zazębiająca się z tematyką. Co więcej dzięki dwustronnej mapie - i dodatkowych dwóch (również dwustronnych) z dodatków, clank ma masę regrywalności. Wzmacniają ją losowy rozkład sekretów i całkiem spora talia podziemi dająca możliwość budowania decków na różnych strategiach. 

Czy znajdę jakieś minusy Clanka? Czasem, ale tylko czasem, doskwiera ta losowość worka w czasie ataków smoczycy. Niby można nią zarządzać, ale tak czy siak wielokrotnie miałem tak, że przeciwnicy mieli w worku dziesiątki kostek a ja tylko kilka a i tak jak na złość losowały się moje. I jakoś bardzo mi to nie przeszkadza, bo Clank to pozycja z gatunku tych przy których staram się odbrze bawić, a nie na siłę wygrać, ale wiem że niektórym może to mocno wadzić. 
Na koniec wspomnę tylko w jednym zdaniu, że brakuje mi też większej ilości bezpośredniej negatywnej interakcji - tej pośredniej jest bowiem całkiem sporo. 


Jak widzicie obaj bardzo zachwalamy grę i mimo, że osobiście grałem mniej razy niż Dominik, to też aktualnie uważam Clanka za jedną z najlepszych gier o tej wadze, opartych na mechanice budowania talii. Mamy tu kilka składających się na rewelacyjną całość kluczowych elementów, takich jak bajeczny klimat, duża doza humoru, dobre wykonanie, lekkość zasad i ogromna regrywalność. Wszystko to sprawia, że naprawdę ciężko znaleźć osobę, której nie polecałbym tego tytułu, zwłaszcza że jak już pisaliśmy, zarówno początkujący, jak i wyjadacze bez problemu znajdą tu coś dla siebie!

Plusy:
+ Świetny klimat
+ Masa regrywalności, nawet bez dodatków
+ Lekka gra, która da wiele frajdy również wyjadaczom
+ Idealne połączenie mechanik budowania talii, poruszania się po planszy i kuszenia losu
+ Humor
+ Wykonanie
+ Opcja solo z aplikacją
+ Rozgrywka cały czas trzyma w napięciu
+ Zupełnie nie przeszkadza mi możliwość odpadnięcia w trakcie gry!

Plusy/minusy:
* Może przeszkadzać losowość

Minusy:
- Mało bezpośredniej i celowej negatywnej interakcji


Dominik Pietrzak & Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Lucrum Games za udostępnienie gry



4 komentarze:

  1. Wcześniej jakoś nie trafiłem na tę grę, a jako że jestem fanem fantastyki - koniecznie muszę zagrać! Dzięki za ten wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak lubisz fantasy to będziesz tym bardziej zadowolony z fajnych nawiązań na kartach :) Polecam, zwłaszcza że niedługo polska wersja od Lucrum Games

      Usuń
  2. Ja też wcześniej tej gry nie widziałem. Muszę sprawdzić czy mają ją w moim klubie graczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli jeszcze nie mają, to na pewno po premierze polskiej wersji się zaopatrzą! Warto!

      Usuń