Slider

niedziela, 22 lipca 2018

Szczęść Boże: Wielka Gra Karciana - recenzja

Temat kopalni nie jest szczególnie rzadko spotykany w grach planszowych. Powstały już o tym m. in. takie gry jak Haspelknecht, The Ruhr: A Story of Coal, Black Gold, nasze polskie Magnum Sal, czy wreszcie Szczęść Boże autorstwa znanego duetu Kiesling-Kramer (m.in. Tikal, Mexica, Torres). Ta ostatnia jest o tyle ważna, że w dzisiejszej recenzji głównym bohaterem jest jej młodsza siostra, czyli Szczęść Boże: Wielka Gra Karciana. Za nasze polskie wydanie odpowiada Lacerta. Na starcie przyznam się, że nie miałem okazji grać w pierwowzór, więc raczej ciężko będzie mi tu cokolwiek porównywać. Za to z pewnością mogę spojrzeć świeżym okiem na tę grę o dostarczaniu węgla prosto z kopalni do rozmaitych przedsiębiorstw. Tyle słowem wstępu, przejdźmy do recenzji.


Standardowo zacznę od wykonania gry. Prostokątne średniej wielkości pudełko zostało ozdobione okładką bardzo mocno nawiązującą do pierwowzoru. Te same kolory, ta sama czcionka, ten sam rysownik: Dennis Lohausen. Pewnie kojarzycie go już z rozmaitych sucharków (choć nie tylko), takich jak np. Pola Arle, El Gaucho i Terra Mystica. Jego styl kojarzy mi się głównie z grami typu euro niemieckich autorów i trzeba przyznać, że dobrze tam pasuje :-) Wśród komponentów znajdziemy kilka żetonów, notes, instrukcję, bardzo charakterystyczne planszetki graczy przedstawiające rampy załadunkowe, chodniki i bocznice oraz przede wszystkim całą masę kart (górników, zamówień, udziałów, wózków, wagonów, lokomotyw, celów, ulepszeń j akcji). Wszystko jest tu całkiem niezłej jakości i dobrze się prezentuje. Dodatkowym plusem jest dobrze przemyślana kartonowa wypraska z tekturowymi przegródkami. Często w większych karciankach brakuje mi tego elementu, a woreczki strunowe nie są idealne do przechowywania kart. Generalnie za wykonanie należy się pochwała.


No dobra przejdźmy do zasad. Rozgrywka została podzielona na rundy, a ich liczba jest uzależniona od liczby graczy. Każdą rundę rozgrywamy w turach, w których gracze po kolei mogą przydzielać swoich górników do jednej karty akcji albo jednego stosu kart ze stołu. Jeśli nie chcesz lub nie możesz przydzielić górnika, pasujesz i czekasz aż inni gracze skończą swoje szychty. Przydzielając górników należy pamiętać, że zawsze musi być ich o jednego więcej niż poprzednio przydzielono do danej akcji/stosu. Możliwości przydzielania jest całkiem sporo. Możemy m.in. wziąć kartę wózka, wagonu lub parowozu, co wiąże się z wydobyciem i załadunkiem węgla. Jest to w zasadzi trzon gry i wiele zależeć będzie od tego jak ułożymy wszystkie te karty na naszych planszetkach. Gotowe składy będziemy wysyłać za pomocą akcji dostawy,, a wcześniej będziemy musieli posiadać odpowiednią kartę zamówienia. Da to nam sporo punktów na koniec gry. Dodatkowe punkty zapewnią nam karty udziałów, które na koniec rozgrywki przypiszemy do odpowiedniego zamówienia, a także karty celów. W trakcie gry warto też inwestować od czasu do czasu w karty ulepszeń dające darmowe dodatkowe akcje oraz mocniejszych górników do zagrywania. Rozgrywka kończy się po ostatniej szychcie i pozostaje nam już tylko policzyć stworzoną przez nas sałatkę punktową z wózków, zamówień, pasujących udziałów, spełnionych celów i zebranych żetonów szycht.


Rozgrywka w karciane Szczęść Boże nie jest przesadnie skomplikowana, ale daje jednak masę okazji do solidnego pogłówkowania i wybierania bardziej optymalnych posunięć. Wiele zależy od obecnej sytuacji w stosach kart, więc ciężko mówić tu o jakimś bardzo długodystansowym planowaniu, ale mimo to większość podejmowanych decyzji jest bardzo ważna. Często przyjdzie nam wybierać, czy chcemy wydać mniej na jakąś nie do końca potrzebną akcję, czy raczej rzucić się ze wszystkim na tę jedną jedyną akurat potrzebną nam teraz kartę. Fajnie że istnieje tu możliwość dobierania kilku kart ze stosu i wybierania jednej. Z reguły jest to mocno oblegana, a co za tym idzie droga akcja ale daje nam nieco większe spektrum planowania rozgrywki. Raczej nie ma co się nastawiać w tej grze na zbyt wiele bezpośredniej interakcji, jako że w zasadzie jedyne jej przejawy to podbieranie kart, a to z kolei bardziej robimy pod siebie, a nie by przeszkadzać przeciwnikom. Na szczęście też nie oczekiwałem jej tu za wiele, chociaż przyznam szczerze że w dotychczas ogrywanych przeze mnie tytułach duetu Kiesling-Kramer spotykałem się raczej ze sporą ilością wzajemnego blokowania się. Jest to też pierwsza moja gra tych autorów nie oparta na mechanice wydawania punktów akcji, ale jest to raczej zaleta i nie czuję przez to wtórności. W zamian otrzymaliśmy tutaj coś w rodzaju mechaniki worker placement z kartami zamiast meepli oraz ciekawym twistem w postaci przymusu kładzenia coraz większej liczby robotników na akcję. Oprócz tego musimy też mądrze zarządzać ręką oraz zbierać odpowiednie sety wózków i składu pociągów. Mechanicznie Szczęść Boże: Wielka Gra Karciana jest dzięki temu wszystkiemu naprawdę przyjemnym i satysfakcjonującym tytułem z lekkim powiewem świeżości... no bo kto widział karciane worker placement? ;-)


Nurt zmieniania popularnych gier w wersje karciane czy kościane, często charakteryzuje się uproszczeniem rozgrywki lub sprawieniem, że tytuł staje się nieco bardziej kompaktowy. Tutaj nie bez powodu mamy do czynienia z Wielką Grą Karcianą, jako że na stole zajmuje praktycznie tyle samo miejsca co jej pierwowzór. Nie jest to oczywiście wada, po prostu ostrzegam, że dla małych rozmiarów gry raczej nie powinniście jej kupować :-) Fajnie że mimo swoich rozmiarów, przygotowanie do rozgrywki zajmuje tutaj naprawdę niewiele czasu. Ot tasujemy i wykładamy stosy kart, posegregowane odpowiednio dzięki tekturowej wyprasce i możemy zaczynać. Chciałbym żeby w każdej większej grze karcianej przebiegało to tak sprawnie. Skalowanie się działa tu świetnie i w zasadzie nie czułem większych różnic między partiami w zarówno w cztery jak i dwie osoby. Czas rozgrywki też jest w tej grze bardzo rozsądny, nie powinniśmy przekroczyć 1,5 godziny nawet z największymi myślicielami. Przeszkadzać może tu trochę kompletny brak klimatu. Nie dość że do końca nie wiem czy gra jest o kopalni czy o pociągach, to i tak nie czuję tu żadnej z tych rzeczy ;-) Dobrze że na szczęście klimat nie jest tu zbyt potrzebny do dobrej zabawy. Nieco bardziej daje się we znaki typowa karciankowa losowość, jako że nie mamy zbyt dużego wpływu na to co będzie odsłonięte na wierzchu stosów w naszej turze. Wpływ szczęścia możemy trochę zredukować wspomnianą już wcześniej akcją dociągu czterech kart i wybraniu jednej z nich, ale jak już pisałem jest to dość droga i oblegana akcja. Losowość nie jest jednak jakąś ogromną wadą i w sumie dotyka każdego gracza plus minus po równo. Taka specyfika karcianek, a dodatkowo jak mówiłem gra polega bardziej na adaptowaniu się niż na układaniu dalekosiężnych planów.


Generalnie muszę przyznać, że Szczęść Boże: Wielka Gra Karciana wywarła na mnie całkiem pozytywne wrażenie. Nie jest to może planszówkowe odkrycie stulecia, ale i tak dziwię się, że tytuł nie zrobił trochę większego szumu. Znani autorzy, solidna mechanika, dość popularny pierwowzór oraz przyjemny temat. Czego chcieć więcej? Mi w każdym razie się podoba i zachęcam do sprawdzenia jej osobiście :-)

Plusy:
+ Szybki setup (i pomagająca w nim wypraska)
+ Solidna mechanika
+ Dobre skalowanie
+ Rozsądny czas gry

Minusy:
- Trochę losowości
- Brak klimatu



Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za udostępnienie gry





1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawa gra. Spotkałem się wcześniej z planszówkami o podobnej tematyce, ale ta ma w sobie coś innego.

    OdpowiedzUsuń