Slider

poniedziałek, 30 lipca 2018

Sherlook - recenzja

Ostatnio wszędzie jakoś pełno motywów detektywistycznych. W telewizji królują tzw. seriale proceduralne (np. Mentalista), a w planszówkach pojawia się coraz więcej gier o rozwiązywaniu zbrodni (m.in. portalowy Detektyw i Chronicles of Crimes od Lucky Duck Games). Największą popularnością cieszy się jednak prawdziwy król detektywów, czyli Sherlock Holmes, mieszkający przy Baker Street bohater książek sir. Artura Conana Doyle'a. W ostatnich latach przewinęły się co najmniej trzy seriale o tej postaci, cała masa planszówek (m.in. Sherlock Holmes: Consulting Detective i Watson&Holmes), a nawet komiks paragrafowy. Nic dziwnego że w tym zalewie produktów okołosherlockowych zaczęły się również pojawiać nieco lżejsze gry, tylko delikatnie nawiązujące do tej postaci. Przykładem może być np. bohaterka dzisiejszej recenzji, czyli wydana przez krakowskiego Trefla gra Sherlook, w której próbujemy dorównać legendarnemu detektywowi, o sokolim wzroku, ale niezbyt rozgarnięty nowy rekrut narobił nam bałaganu na miejscu zbrodni :-)


Zanim opowiem wam na czym polega rozgrywka, przyjrzymy się najpierw nieco komponentom. Średniej wielkości pudełko zostało ozdobione okładką przedstawiającą biurko detektywa, a na nim poza zwyczajową herbatą i jakimiś listami, leży oczywiście charakterystyczna lupa i dwa prawie identyczne fotografie z miejsca zbrodni. Wygląda to całkiem ładnie i od razu pokazuje czym będziemy się zajmować w grze. W środku znajdziemy 40 na pierwszy rzut oka takich samych kart, 10 ponumerowanych żółtych tabliczek tabliczek oraz 30 żetonów punktów w trzech kolorach. Nie ma tu jakiegoś wielkiego efektu WOW, ale też wszystko jest nieźle wykonane, a wielkoformatowe karty bardzo dobrze prezentują się na stole. Jedyną wadą w kwestii wykonania jest tak na prawdę wielkość pudełka. Mogłoby być spokojnie nieco mniejsze i dalej pomieścić wszystkie elementy. Wydawcy wciąż jednak zapominają, że półki graczy nie są z gumy ;-)


Pora zatem na przybliżenie zasad. Mieszczą się one na 3 stronach instrukcji, więc jak zapewne się domyślacie nie ma ich tu zbyt wiele i raczej do ich zrozumienia nie jest potrzebna lupa Sherlocka Holmesa ;-) Setup polega w zasadzie tylko na potasowaniu kart, ustawieniu żetonów w stosy (zielone rewersem do góry) oraz ustawieniu ponumerowanych tabliczek dookoła miejsca na karty, tak by były dostępne dla wszystkich. Pora zaczynać. Pierwszy gracz odsłania wierzchni zielony żeton, który mówi nam jak musimy położyć 2 karty w tej rundzie. Mogą leżeć klasycznie obok siebie, jedna może być odwrócona do góry nogami, może przyjdzie nam beztrosko rzucić je na stół i grać niezależnie jak wypadną. Gdy jednak już znajdą się na blacie, wszyscy wytężą swoją uwagę i skupią się na szukaniu różnic pomiędzy nimi, a nie będzie to łatwe. Czasem będzie to jakiś drobny szczegół, jak plamka w innym kolorze, innym razem będzie to coś łatwiej zauważalnego, jak kostki zamiast bili. Niezależnie od tego i tak prawdopodobnie nie zdążymy wypatrzyć wszystkiego, bo pozostali gracze jak najszybciej rzucą się po tabliczki z liczbą różnic, która wg nich występuje między kartami, a nam nie pozostanie wiele czasu zanim sami zostaniemy zmuszeni do podjęcia decyzji. Jeśli pozostał tylko jeden niezdecydowany gracz, liczymy do dziesięciu i jeśli w ciągu tego czasu nie chwyci tabliczki, nie weźmie udziału w punktowaniu. Punktujemy po każdej rundzie wg niezbyt skomplikowanych zasad. Odwracamy karty i liczymy oznaczone na nich różnice. Ta osoba, która trafi ich dokładną liczbę zdobywa zielony żeton z trzema punktami. Jeśli nie ma takiego gracza, żeton odkładamy do pudełka. Gracz który strzelił najbliżej prawdy z większym wynikiem, bierze czerwony żeton z jednym punktem, natomiast ten który był najbliżej poniżej prawdziwego wyniku bierze żółty znacznik z dwoma punktami. Jeśli nie można przyznać któregoś z tych żetonów innym graczom, trafiają do zdobywcy zielonego żetonu. Gra kończy się po 10 rundach i wygrywa oczywiście osoba z największą liczbą punktów.


Zasady Sherlooka są proste jak budowa cepa. Sprawia to że możemy wyciągnąć tę grę praktycznie w dowolnym towarzystwie. Jedyną trudnością wg mnie jest sam koncept różnic między obrazkami, który nie został należycie opisany w instrukcji i może sprawić trochę problemów osobom grającym pierwszy raz. Mi najłatwiej było to pojąć w następujący sposób. Karty mają kilka bazowych przedmiotów, które z grubsza pojawiają się na każdej z nich. Na niektórych jednak rzeczy zostały zastąpione innymi, znikły albo pojawiły się nowe w miejscach gdzie nie powinno ich być. W praktyce nie do końca chodzi więc o znalezienie różnic między kartami, a różnic od "wzorca" występujących na obu kartach. Może bowiem zdarzyć się, że na jednej karcie odrys ciała będzie miał czapkę z daszkiem, a na innej włosy. Teoretycznie powinna być to jedna różnica, ale na rewersach kart oznaczone będzie jako dwie, bo we "wzorcu" ma głowę bez żadnych szczegółów. Po pierwszych kilku rundach staje się to dość zrozumiałe, ale jeśli za pierwszym razem trafimy na takie dwie karty to nie ma siły, żeby wpaść na to że są to dwie różnice.
Ale przejdźmy dalej. Ogólnie rozgrywka jest szybka i emocjonująca. Do wygranej potrzebna jest nam mieszanka spostrzegawczości, dobrego strzelania i refleks, aby zdążyć chwycić preferowaną tabliczkę. 10 rund mija w dosłownie chwilę i nie ma siły, żeby zaczęły się dłużyć. Kończyło się to tym, że z reguły rozgrywaliśmy więcej niż jedną partię, co zawsze jest plusem :-) Jak na prosty imprezowy fillerek, zastosowana tu mechanika jest całkiem nowatorska, a mnogość kart uniemożliwiająca praktycznie nauczenia się różnic na pamięć zapewnia ogromną regrywalność. Sporą zaletą gry jest też dobre skalowanie się przy liczbie graczy 3-6. W dwie osoby tytuł jest ciut za mało dynamiczny. Na pewno dobrym pomysłem będzie granie z młodszymi graczami, którzy raz że mają lepszą od dorosłych pamięć krótkotrwałą i często są bardziej spostrzegawczy, dwa na pewno zauważanie różnic w wzorcu dobrze wpłynie na rozwój ich umysłu. Tylko może warto pominąć w tłumaczeniu, że obrys oznacza zwłoki ;-)


Niestety Sherlook nie jest pozbawiony wad. Największą moim zdaniem jest dowolność stylu gry. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby któryś z graczy już w momencie położenia kart, bez patrzenia chwytał jakąś prawdopodobną tabliczkę z numerem powiedzmy 5-6. Jedna taka osoba nie zmieni wiele, ale wyobraźmy sobie dwóch takich graczy w rozgrywce trzyosobowej. Trzeci gracz nawet jeśli chciałby się przyjrzeć kartom, ma na to tylko 10 sekund, więc też raczej strzeli zamiast świadomie wybierać. Co najzabawniejsze, osoba wybierająca bez patrzenia dalej ma spore szanse na zdobycie punktów :-) Nie jest to jakiś ogromny minus, a raczej bardziej specyfika gry, jednak trochę umniejsza mi frajdę z szukania różnic i sprowadza grę do bezmyślnego chwytania tabliczek. Po prostu nie do końca tego oczekiwałem. Można by to pewnie mocno zredukować dając jakieś punkty ujemne przy zbyt dużym przestrzeleniu, ale to znowu pewnie nie zdałoby egzaminu przy maksymalnym składzie, kiedy to nie ma szans bycie blisko wyniku za każdym razem. W zasadzie więcej minusów nie zaobserwowałem, chociaż ten sprawił, że mój entuzjazm dość mocno ostygł, a co za tym idzie Sherlook będzie lądował na stole dużo rzadziej niż się spodziewałem.


Pora na kilka zdań podsumowania. Sherlook to ciekawy fillerek z dość nowatorskim podejściem do mechaniki wyszukiwania różnic. Niestety świetny pomysł okazał się mocno podatny psucie go ślepym strzelaniem, co potrafi psuć frajdę z gry. Nie jest to przez to gra zła, po prostu zdecydowanie nie tego od niej oczekiwałem. Gdybym miał ją komuś polecić, to na pewno byłyby to osoby grające z dzieciakami, dla których będzie to fajny trening ze spostrzegawczości.

Plusy:
+ Nowatorskie podejście do szukania różnic
+ Ogromne i ładnie wykonane karty
+ Czas i dynamika rozgrywki
+ Skalowanie w składzie 3-6

Minusy:
- Gra w dwie osoby
- Brak przeszkód do ślepego strzelania, co może psuć rozgrywkę reszcie graczy


Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Fabryka Kart Trefl - Kraków za udostępnienie gry

http://www.trefl.krakow.pl/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz