slider

wtorek, 27 marca 2018

Ubongo - recenzja

Gry z płytkami w kształcie klocków z Tetrisa są ostatnimi czasy dość popularne w planszówkowym światku. Głównym prowodyrem tego nurtu był zapewne Uwe Rosenberg ze swoim rewelacyjnym Patchworkiem. Warto jednak pamiętać, że na dużo wcześniej przed grą o kocykach, powstała gra innego autora, wykorzystująca znane wszystkim kształty. Chodzi mi oczywiście o Ubongo, autorstwa Grzegorza Rejchtmana, oryginalnie wydana w 2003 roku przez KOSMOS, a nie tak dawno temu spolonizowana przez Egmont. Biorąc pod uwagę, że zależność językowa tej gry jest żadna, to dość dziwi idea wydania tego po tylu latach. Wiadomo jednak że wraz z wydaniem przez polską firmę, zwiększa się dostępność, przeważnie obniża cena i tytuł zyskuje drugą młodość. Czy jednak piętnastoletnie Ubongo jest na tyle dobrą grą, by na drugą młodość zasłużyć? Sprawdźmy.


Pod względem graficznym, Ubongo jest mieszanką Tetrisa i afrykańskiej sztuki :-) Ma to nawet sens, biorąc pod uwagę że tytuł został zaczęrpnięty z afrykańskiego języka suahili i oznacza "mózg". Dominują tu ciepłe kolory, głównie czerwony. Oprócz tego na kostce i płytkach łamigłówek znajdziemy też plemienne rysunki masek, tarczy i innych słoni. Wizualnie jest tu dość prosto, ale całkiem ładnie i przede wszystkim spójnie. Wśród elementów w pudełku znajdziemy aż 36 plansz łamigłówek, po 12 tetrisowych kafelków na gracza, tor rund, drewnianą kostkę z afrykańskimi symbolami, klepsydrę, czarny worek na klejnoty oraz kryształki w czterech różnych kolorach. Wszystko wykonane bardzo porządnie. Najlepsze wrażenie robi jednak plastikowa wypraska na komponenty, która jest jedną z lepiej przemyślanych wyprasek w planszówkach, które mam w kolekcji. Wszystko ma swoje miejsce, nic się nie wysypuje, jest idealnie. Generalnie wykonanie Ubongo oceniam bardzo pozytywnie.


Zasady są na tyle banalne, że opisano je na dwóch stronach kartki a4. Naprawdę da się je wytłumaczyć w minutę. Rozdajemy każdemu dwanaście kafelków o różnych kształtach, przygotowujemy tor rund, kładąc na nim szmaragdy i bursztyny i możemy zaczynać zabawę. Musimy tylko zdecydować jeszcze, czy rozwiązujemy trudniejsze (4 kafelki), czy prostsze (3 kafle) zagadki, przy czym grając z młodszymi dziećmi, możemy wyrównać szanse poprzez mieszanie poziomów trudności. Każda runda zaczyna się od wylosowania przez każdego gracza planszy łamigłówki. Za pomocą rzutu kostką, określamy, z jakich kafelków będziemy próbować ułożyć podany kształt. Następnie odwracamy klepsydrę i wszyscy skupiamy się aby jak najszybciej rozwiązać łamigłówkę. Jeśli uda nam się tego dokonać przed upływem czasu, krzyczymy "Ubongo!" i losujemy klejnot z woreczka. Dodatkowo pierwsze dwie osoby biorą w nagrodę po klejnocie z toru rund. Gra kończy się po dziewiątej rundzie, a wygrywa ten gracz, który uzbierał najcenniejsze klejnoty.


Rozgrywka w Ubongo jest całkiem dobrą zabawą. O ile zasady gry są bardzo proste, tak niektóre łamigłówki potrafią czasem dać do myślenia, zwłaszcza jeśli nastawimy się na jakąś konkretną opcję i trudno nam jest zacząć myśleć o innym rozwiązaniu. Trzeba sporo kombinować. Lata grania w rozmaite tetrisopodobne gry na komputerze nie poszły na marne. Do tego przez cały czas pogania nas bezlitosna klepsydra i frustrujące "Ubongo!" wykrzykiwane przez współgraczy. Działa to naprawdę dobrze. Mam wrażenie, że ten rodzaj rozgrywki, z wyścigiem z czasem i wyzwaniem dla wyobraźni przestrzennej, nigdy się nie zestarzeje. Hitem będzie zwłaszcza wśród rodzin z dzieciakami, gdzie przydaje się możliwość miksowania poziomów trudności. Sprawia to, że gramy w tę samą grę, ale najmłodsi mają równe szanse z dorosłymi (chociaż czasem gdy patrzyłem na zagadki, to żałowałem, że sam nie gram na łatwiejszym poziomie). Jedyną poważniejszą wadą tytułu, jest wpływ losowości na końcowy wynik. Gracz, który szczęśliwie wyciąga same rubiny, wygra z osobą, której los będzie dawać bursztyny. W grze, w której wszystko powinno zależeć od naszego umysłu, potrafi to trochę irytować. Na szczęście w instrukcji zawarto również wariant ograniczający wpływ szczęścia, w którym gracze dostają klejnoty wedle kolejności, w której ukończyli zadanie. Ciekawym rozwiązaniem jest również tryb solo, w którym na czas próbujemy rozwiązać jak najwięcej zagadek lub rozwiązujemy określoną ilość zadań jak najszybciej, mierząc ile nam to zajęło. Niby jest to bardzo proste rozwiązanie, ale dla miłośników komputerowych gier logicznych w tym stylu, jest to miła odskocznia od monitorów. Dużym atutem jest tu również regrywalność. Nie ma siły, żeby spamiętać wszystkie 36 dwustronnych plansz zagadek, biorąc pod uwagę że na każdej stronie jest tak naprawdę sześć łamigłówek. Nie ma też opcji, żeby za każdym razem wylosować to samo.


Powiedziawszy te wszystkie ciepłe słowa o Ubongo, muszę przyznać że nie jest to do końca tytuł dla mnie. Od czasu do czasu chętnie w niego zagram, ale na tyle rzadko grywam "familijnie", że nie do końca czuję potrzebę posiadania go na półce. Jak pisałem, hitem będzie głównie do grania z dziećmi, a tych w moim najbliższym gronie brakuje. Dlatego też raczej nie będzie to gra, którą polecę planszówkowym zaawansowanym geekom. Na szczęście nie są oni targetem docelowym Ubongo, a w każdym innym składzie tytuł powinien jak najbardziej trafić w gusta, przynajmniej na jakiś czas. Dlatego jeśli szukacie czegoś do grania z rodziną, jak najbardziej polecam przetestować właśnie tę grę. To że jest na rynku już od 15 lat w żaden sposób nie umniejsza jej wartości i po tylu latach wciąż jest w swojej kategorii bardzo dobrą pozycją.

Plusy:
+ Bardzo duża regrywalność
+ Ciekawe graficzne połączenie tetrisa z sztuką afrykańską
+ Tryb wyrównujący szanse dzieciom
+ Ciągłe napięcie budowane przez wyścig z czasem i współgraczami

Minusy:
- Losowanie klejnotów (na szczęście można to zmienić dzięki specjalnemu wariantowi)

Kamil Lazarowicz


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry

http://egmont.pl/









4 komentarze:

  1. Och, jak mi się marzy ta gra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minus taki że teraz trzeba poczekać na dodruk lub szukać z drugiej ręki :(

      Usuń
  2. Nie wiedzieć czemu skojarzyło mi się z Jumanji xD

    OdpowiedzUsuń