Slider

piątek, 23 marca 2018

Elementum - recenzja

Gdzieś w odległej fantastycznej krainie trzęsienie ziemi odkryło magiczne moce żywiołów. Teraz wszechpotężni magowie próbują pozyskać pokłady tej energii, by rzucać zaklęcia i tworzyć kryształy mocy. Ten który pozyska jej najwięcej zostanie najpotężniejszym elematnalistą świata. 
Tak mniej więcej przedstawia się tło fabularne nowej gry Mariusza Milewskiego pt. Elementum. Jest to gra karciana dla 1-4 graczy, w wieku od 10 lat. Rozgrywka wg zapisu na pudełku trwa 15 minut. Sprawdźmy zatem co tym razem zaserwował nam autor dość popularnej gry Top Kitchen - zapraszam do recenzji gry Elementum.


W małym kwadratowym pudełku z grafiką trąby powietrznej wokół kryształu, znajdziemy ponad 60 kart, 18 kryształków (w tym znaczniki graczy), 1 żeton kierunku draftu, planszę punktacji oraz instrukcję. Całość jest bardzo dobrze wykonana, karty dosyć grube, z bardzo atrakcyjnymi ilustracjami Jarosława Wajsa. Kryształki natomiast są solidne, wyraźnie różniące się kolorami. Żeton draftu wydaje się być stosunkowo cienkim, ale jego nie używa się często, więc w mojej opinii nie można się do niego przyczepić, choć nieco zaskakujące jest to, że kierunek w prawo został oznaczony literą "R", a gra jest polskojęzyczna, w dodatku nawet w instrukcji użyto "P" a nie "R" jak na żetonie. Instrukcja jest krótka, ale treściwa, wszystko w niej jest dobrze opisane. Ponadto na jej końcu jest streszczenie zasad i opis symboli występujących na kartach. Jedna uwaga, właściwie spostrzeżenia graczy, otóż tor punktacji na planszy mógłby być ciągiem, każda dziesiątka zaczynać się od strony końca poprzedniej, tzw. wężykiem, a nie każda od lewej. Takie rozwiązanie wydawało się części graczy wygodniejsze. Ale to tylko taki niuans co do wykonania.


Rozgrywka w zależności od liczby graczy trwa od 2 do 3 rund. Na początku wykradane są 4 karty źródeł żywiołów (woda, powietrze, ogień, ziemia), które to definiują kolory potrzebne do tworzenia odpowiednich układów. Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki gracze otrzymują do ręki kart. Podczas gry w swojej turze gracze wybierają jedną kartę i zagrywają ją w swoją część układu, z zastrzeżeniem, że karta musi być dołożona do kolumny zgodnie z odpowiadającym jej żywiołem. Następnie przekazują pozostałe karty z ręki graczowi obok. I znowu wybierają kartę i tak, aż skończą się karty w danej rundzie. Ot, draft po prostu. Następnie rozpoczyna się kolejna runda na tych samych zasadach. Z tym, że karty zagrane, leżące już w układach na stole zostają na swoich miejscach. Tyle podstaw. Do tego wszystkiego dochodzą kryształki mocy, którymi możemy wzmacniać efekty żywiołów lub zezwalają na wymianę karty na taką z puli. Są także karty, które mają zaklęcie natychmiastowe i rozpatrujemy je od razu po zagraniu danej karty. Cała mechanika gry polega na odpowiednim dokładaniu kart, tak by ich układy w różnych połączeniach dawały jak najwięcej punktów. Układy te to m.in. komplety symboli, sąsiedztwo odpowiednich kart, przewaga w kolorze itp. Tak naprawdę kombinacji jest sporo i nie da się wszystkiego zmagazynować. Trzeba obrać jakąś strategię, być czujnym czy nie tracimy punktów na korzyść innego gracza i jednocześnie rozważać jak to wszystko ze sobą połączyć, by zostać najlepszym elementalistą.


Z początku podchodziłem do Elementum sceptycznie. Widziałem jak w tą grę grają inni i wydawało mi się, że to jakieś nudnawe układanie pasjansa w kilka osób. Fakt, oprawa graficzna przyciągała, ale mimo to, nie za specjalnie miałem ochotę zagrać. Jednakże gdy już sam spróbowałem Elementum, byłem pod sporym wrażeniem. Owszem co nieco pasjansa tu jest, ale draft i moce kart, a także specyficzne ich dokładanie, sprawiło, że momentami mocno się musiałem nakombinować, by cokolwiek ugrać. A z każdą partią było lepiej, ciekawiej i trudniej. Zwłaszcza jak się gra stałą ekipą, gdzie każdy wie o co chodzi i jak zdobywać punkty. W tym miejscu muszę zastrzec, że osoby grające pierwsze partie w Elementum mają trudniejsze zadanie w stosunku do tych ogranych w ten tytuł. Powstają tu dosyć spore dysproporcje w umiejętności zbierania punktów i opracowywania strategii dokładania kart. Ale na szczęście z czasem i rozegranymi partiami to się wyrównuje.
Rozgrywki w tej grze są dynamiczne i szybkie. To dobry filler w którym trzeba troszkę pogłówkować. W dodatku nie łatwo przewidzieć jakie karty mogą do nas dotrzeć. A nie wystarczy dołożyć karty do układu, najlepiej by już był choć zaczątek jakiegoś mechanizmu punktującego i dzięki temu możemy dążyć do powiększania swoich mocy żywiołów. O dziwo brak tu jakiejś większej interakcji. Aż się prosi o trochę więcej dokuczania, odbierania punktów, niszczenia strategii przeciwnikom. Cóż, nie jest to na pewno wada gry, ale dla kogoś takiego jak ja, lubiącego negatywną interakcję w grach, jej brak jest odczuwalny, a jako takie pole na interakcję na pewno jest.


Podoba mi się regrywalność tego tytułu. Wynika ona nie tylko z losowości przy rozdaniu kart, ale także z draftu, zagrań przeciwników, jak i faktu że w każdej rozgrywce odrzucamy 3 losowe karty. Ponadto raczej nie możliwe ułożyć takiego samego układu żywiołów dwa razy, ot za dużo zmiennych. Poza tym, każdy gracz ma nieco inną strategię i reaguje, a właściwie stara się reagować, na to co widzi w układach współgraczy.
Skalowanie Elementum jest także na duży plus. I choć rozgrywki w zależności od ilości graczy się nieco różnią, to przyjemność i wrażenia z rozgrywek są bardzo podobne niezależnie od liczebności. Przyznam, że w 3-4 osoby mniej da się przewidzieć, zaplanować, to logiczne, ale byłem pod pozytywnym wrażeniem jak ta gra sprawdza się w 2 osoby. Mimo, że gra jest nieco inna, bardziej kombinacyjna, mniej chaotyczna, to rozgrywka jest równie zacięta i przyjemna. Szczerze mówiąc, to nawet chyba najlepiej mi się gra w 2 osoby, ale jak wspomniałem, w większym gronie jest równie dobrze. Natomiast wariant solo jest nieco rozbudowanym pasjansem, sprawdzeniem jakimi układami ile punktów da się osiągnąć. Mi to nie leży, ale zapewne znajdą się tacy, którym ten wariant  przypadnie do gustu.
Co do czasu rozgrywki, to choć z założenia jest to filler z około 15 minutowymi partiami, to w tym wypadku różnie to bywało. Owszem zdarzały się rozgrywki, głównie dwu- i trzyosobowe z czasem rozgrywki oscylującym w okolice 20-25 minut, ale zdecydowana większość, zwłaszcza w pełnym składzie trwały około 45 minut do godziny. Także jak dla mnie nie jest to do końca filler, a bardziej gra karciana o krótkim czasie rozgrywki.


Podsumowując, Elemetum to bardzo udany filler, mimo że nie ma w tym tytule nic odkrywczego, żadnej rewolucyjnej mechaniki. Jest to po prostu dobre połączenie sprawdzonych rozwiązań, odpowiednio kontrolowanej losowości i idealnie wyważonych kombinacji układów. Niby to tylko mocno rozbudowany wieloosobowy pasjans, a jednak jest w tym tytule coś co sprawia, że gra jest naprawdę dobra. W dodatku, jak wcześniej wspomniałem, bardzo ładna graficznie. Atutem też zapewne jest to, że zasady są proste, rozgrywka szybka i dynamiczna. Dodać jeszcze należy, że choć pudełko jest małe i niepozorne, to w rozgrywkach na 3-4 graczy gra zajmuje nieco miejsca na stole.

Plusy :

+ wykonanie i oprawa graficzna
+ szybka i dynamiczna rozgrywka
+ skalowanie
+ regrywalność
+ proste zasady

Minusy :

- zajmuje sporo miejsca w rozgrywce na 3-4 osoby

                                                                                                                       Marcin "Lubel" Lubański


Dziękuję wydawnictwu Quantum Games za udostępnienie gry





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz