Slider

środa, 21 lutego 2018

Gwiezdny Fluxx - recenzja

Jakiś czas temu miało miejsce moje pierwsze spotkanie z serią gier Fluxx, jakie były moje wrażenia ze spotkania z zombie możecie poczytać TUTAJ . Tym razem wydawnictwo Black Monk zaprosiło mnie do przygody w bardziej przyjaznym mi klimacie w Gwiezdnym Fluxxie. To kolejna z tej serii gra karciana, która ma wielu fanów. Zmienia się tematyka i co za tym idzie karty. Nie zmieniają się natomiast zasady, choć to nie do końca prawda, bo jak pewnie większość wie, zasady w tej karciance zmieniają się co chwila. W niniejszej recenzji postaram się nie porównywać obu wersji i Gwiezdnego Fluxxa zrecenzować jako oddzielny twór, ale pewnych powiązań pewnie będzie mi ciężko uniknąć.


W niedużym, prostokątnym pudełku otrzymujemy sporo kart, całkiem nieźle wykonanych z białymi obramowaniami. Rewersy kart są takie same jak w pozostałych Fluxxach, co oznacza, że odmianę o gwiazdach można łączyć z innymi częściami serii. Na niektórych z kart są ilustracje, całkiem atrakcyjne z odrobiną poczucia humoru. Poza tym na kartach są opisy działania przystępną dla oka czcionką. Kolory rodzajów kart są wyraziste. Wszystko ma ręce i nogi. Podoba mi się.


Przejdźmy zatem do zasad gry. Główną i w sumie tylko początkową regułą w Gwiezdnym Fluxxie (ale także i w pozostałych) jest to, że dobieramy jedną kartę i tyle samo możemy wyłożyć. I to w zasadzie na tyle, bo już po pierwszym zagraniu wiele może się zmienić. A to za sprawą kart nowych zasad, które to określają ile w danym momencie należy dobierać lub zagrać kart, ale także inne. Ogólnie każdy z graczy w swojej turze może zrobić do czterech akcji : dobrać wymaganą liczbę kart, zagrać ich określoną ilość, odrzucić z ręki karty by mieć ich w ręku ilość zgodną z aktualnym limitem oraz dostosowanie liczby zagranych fantów do określonego obowiązującego limitu. Podczas rozgrywki cel gry będzie się także zmieniał za sprawą kart celów. W związku z tym nigdy nie wiadomo ile potrwa rozgrywka. Ponadto nie zawsze wygra ten co zagrał nową kartę celu. Wielokrotnie zdarza się, że aktualny cel spełnia inny gracz niż ten, który ustalił zasadę wygranej. Innymi słowy gra się kończy gdy któryś z graczy spełni warunki aktualnie obowiązującego celu,  tym samym zwyciężając partię.


Rozgrywka w Gwiezdnego Fluxxa jest dynamiczna, nie ma większych przestojów, choć w pełnym składzie czasem trochę się czeka na swoją kolej, ale nie można mówić by to oczekiwanie było jakoś bardzo męczące. Niestety w tym czasie ciężko cokolwiek zaplanować, gdyż sytuacja na stole non stop się zmienia. Klimat, choć bardziej tło gry, bo klimatu to we Fluxxie jakoś nie bardzo się odczuwa, jest bardziej przystosowany dla szerszej grupy odbiorców. Zabawy w kosmosie, zbieranie fantów typu Przewodnik Międzygalaktyczny, Hologram czy Miecz Laserowy jest chyba bardziej przystępne niż zbieranie narzędzi do zabijania zombie.
Z uwagi na to, że to gra karciana, w której dużo się dobiera i zagrywa, jest tu dużo losowości. Raczej nie sposób przewidzieć ruchu na przód czy zaplanować jakiejś większej strategii. Część zwycięstw odbywa się zupełnym przypadkiem, bo ktoś akurat spełnia warunki zwycięstwa, a inny gracz musi zagrać kartę celu powodującą zwycięstwo przeciwnika. Ale są też plusy wynikające z tej losowości, otóż dzięki niej gra jest niesamowicie regrywalna. Dodatkowo zasady są do wytłumaczenia w kilka minut, a sama gra ma dosyć niski poziom wejścia, dzięki czemu można grać niemal w każdym towarzystwie. Fajne też są karty typu Niespodzianka wprowadzające trochę zamieszania w poczynania innych lub dające bonusy zagrywającemu. Karty te swoimi akcjami wywołują odrobinę negatywnej interakcji poprzez np. anulację zagranej przez przeciwnika karty lub jej przejęcie. 


Gra jest przeznaczona dla dwóch do sześciu graczy od ośmiu lat. Przyznam szczerze, że najlepiej grało mi się w 3-4 osoby. Natomiast w pełnym składzie za dużo się zmienia i tworzy się zbędny chaos. Nie ma praktycznie mowy o jakiejkolwiek strategii. Zanim kolejka wróci do gracza to już praktycznie niczego co było w planie nie da się zrealizować. Natomiast w 2 osoby jest nudnawo i przewidywalnie. Zdecydowanie nie polecam grania w Gwiezdnego Fluxxa w tym składzie.
Co się zaś tyczy wieku, to granica jest chyba dobrze określona, gdyż grając z 10-cio latkiem nie było żadnych problemów, natomiast 7-latek próbując swoich sił szybko się poddał i zrezygnował z rozgrywki. Fakt, że mogło mieć na to także wpływ, że grał dotychczas w gry przeznaczone dla młodszych dzieci i rzadko próbował grać w coś poważniejszego. Ale myślę, że ograny 8-latek poradziłby sobie bezproblemowo z przyswojeniem zasad i rozgrywki Fluxxa.

Reasumując, podoba mi się, że rozgrywki są szybkie oraz dynamiczne i nawet jak niektóre partie trwały dłużej niż pudełkowe 30 minut, to dzięki temu, że dużo się dzieje nikt nie odczuwał upływającego czasu. Kolejnym atutem (dla mnie) jest drobna negatywna interakcja, polegająca na podbieraniu, blokowaniu zagrania kart itp. Do samego wykonania gry też nie można się przyczepić. Nawet rysunki na kartach są naprawdę przyjemne. Kolejnym plusem jest to, że ciągła zmienność zasad i warunków zwycięstwa nie powoduje frustracji, a wręcz przeciwnie, to świetnie działający mechanizm, powodujący wręcz radość z gry i niekiedy śmiech u graczy.
No to skoro w Gwiezdnym Fluxxie zasady zmieniają się nagminnie, to do tej recenzji zagrywam następującą kartę nowej zasady :


Minusy :

- duża losowość
- słaba na 2 osoby...

Plusy :

+ ... w pozostałych składach gra się o niebo lepiej
+ odrobina negatywnej interakcji
+ dynamiczne rozgrywki
+ neutralna tematyka
+ spora regrywalność


Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Black Monk za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz