slider

wtorek, 20 lutego 2018

Gra o Tron: Żelazny Tron

W przypadku niektórych gier zdarza się, że temat jest na tyle luźno przypisany do mechaniki, że można go kompletnie zmienić i wydać grę na nowo bez większych modyfikacji zasad. Reimplementacje są stosunkowo powszechnym zjawiskiem w naszym planszówkowym światku, a przykładem może być chociażby nasz rodzimy 51 Stan, na podstawie którego powstali Osadnicy: Narodziny Imperium. Dość niedawno podobny proces spotkał klasyczną już grę Cosmic Encouter, czyli tytuł osadzony w odległym kosmosie, w którym wcielamy się w przedstawicieli rozmaitych dziwacznych ras i atakujemy się, negocjujemy oraz zawiązujemy niezbyt trwałe sojusze. Tym razem kilku z autorów oryginału postanowiło przenieść swój twór do uniwersum znanego z bijących rekordy popularności książek i serialu Gra o Tron. Tak powstała Gra o Tron: Żelazny Tron. I choć na pewno negocjacje, zdrady i blef pasują do tego świata jak ulał, to czy taki mariaż leciwej już planszówki z popularną marką jaką jest GoT jest na pewno dobrym pomysłem?


Przejdźmy najpierw do namacalnych aspektów gry. Ładne pudełko z tytułowym Żelaznym Tronem na okładce. W środku znajdziemy trochę tektury (żetony wpływów, żetony postaci i plansze wpływów), karty (rodów, wydarzeń oraz duże arkusze liderów) oraz plastikowe korony. Wykonanie pod względem jakości trzyma poziom FFG, więc nie ma za bardzo na co narzekać. Karty zostały wydrukowane na płótnowanym papierze i wydają się być solidne. Tektura jest jak zawsze odpowiednio gruba. Jedyne co średnio mi pasuje w kwestii jakości to dość cienkie i podatne na odkształcenia arkusze liderów. Mogły by być nieco porządniejsze. Na kartach i żetonach natkniemy się na postacie znane z serialu, co raczej jest plusem dla fanów, chociaż ja osobiście nie przepadam za filmowymi wydaniami gier i książek, więc trochę mnie to mierzi (zwłaszcza że fanem serialu też nie jestem). Wolałbym jakieś klimatyczne rysunki jak np. w Królewskim Namiestniku Cathali, gdzie The Mico świetnie oddał charakter postaci z Gry o Tron w komiksowym stylu. Ale wiadomo, że z punktu widzenia wydawcy chyba faktycznie lepiej podłączyć się pod popularność serialu, zwłaszcza że duch czytania w narodzie coraz słabszy. Najciekawszym elementem są plastikowe korony do oznaczania władzy. To taki trochę odpowiednik latających talerzy z Kosmicznych Spotkań, chociaż mimo wszystko trochę mniej fajny. Tak czy siak wykonanie gry jest solidne i dość przyjemne dla oka, zwłaszcza dla fanów serialu.


Jak już wspominałem zasady zostały oparte na grze Cosmic Encounter, przy czym różnic jest na tyle dużo, że nie usiądziemy po prostu do gry bez czytania instrukcji. Ale po kolei. Gracze przejmują kontrolę nad potężnymi rodami Westeros oraz wybierają jednego z pięciu członków rodziny na swojego lidera, który zapewnia im unikatową specjalną umiejętność. Celem gry jest rozprzestrzenienie swoich żetonów wpływów na planszetki innych graczy, a pierwszy ród który tego dokona wygra. Każdy z uczestników rozgrywki poza liderem ma do dyspozycji pozostałych czterech członków swojej frakcji. Na początku każdej tury ciągniemy ze stosu kartę wydarzenia, która powie nam kogo w danej turze atakujemy. Wybieramy który z naszych członków rodu poprowadzi natarcie. Obrońca również wybiera, kto będzie bronił jego włości. Teraz nadchodzi pora zawiązywania sojuszy. Po kolei pozostali gracze decydują, czy i którą ze stron chcą wesprzeć. Następnie gracz atakujący i obrońca wybierają ze swojej ręki karty rodu.  W zależności od kombinacji wybranych kart starcie może skończyć się na jeden z trzech sposobów:
  1. Wrogość - następuje gdy obaj gracze wybrali karty wrogości. Wartości kart dodawane są do władzy postaci uczestniczących w starciu. Wygrywa frakcja z wyższą sumą siły. W przypadku remisu wszyscy przegrywają.
  2. Rozejm - pokojowe rozwiązanie. Pojawia się w momencie gdy obie strony zagrają kartę rozejmu. Aktywni gracze prowadzą jawną dyskusję, w której negocjują między sobą o jedną lub więcej korzyści (np. rozprzestrzenienie żetonu wpływów lub wzięcie zakładników)
  3. Zdrada - jeden z graczy zagrał wrogość, a drugi rozejm. Rozejm został złamany i wygrywa wrogo nastawiony gracz. Pokonany dostaje jednak rekompensatę w postaci zakładnika od każdego gracza po zwycięskiej stronie.
Dodatkowo na przebieg rozgrywki wpływają rozmaite umiejętności zarówno liderów jak i poszczególnych członków rodu. Potrafią niekiedy całkowicie zmienić wynik walki lub zapewnić nieco bardziej długofalowe korzyści jak np. wzięcie zakładników czy powstrzymanie zwycięzcy przed wzięciem nagród. Po walce tura przechodzi na kolejnego gracza i zaczynamy zabawę od nowa. Gra kończy się w momencie gdy jeden lub więcej graczy przerzuci wszystkie żetony wpływów na planszetki innych rodów.


Trzeba przyznać że rozgrywka w Żelazny Tron jest dość szybka, dynamiczna i niezbyt skomplikowana. Podstawowe zasady zostały nieźle opisane w instrukcji, a ściągawka na ostatniej stronie bardzo ułatwia grę. To powiedziawszy, muszę jednak stwierdzić, że multum mikrozasad dotyczących umiejętności poszczególnych postaci strasznie utrudnia płynną rozgrywkę. Bardzo brakuje mi tu kilku stron z objaśnieniem po kolei każdej umiejętności (za to ściągę z wszystkimi umiejętnościami możemy znaleźć dzięki użytkownikowi AnaMan na BGG). Znacznie ułatwiłoby to oraz przyspieszyło grę. Jest to naprawdę spory minus, który potrafi być bardzo odczuwalny przy pierwszych partiach. Plusem natomiast są moim zdaniem zakładnicy. Jest to nowość w stosunku do pierwowzoru. Są to karty, które zabieramy innym graczom, w wyniku niektórych starć. Posiadając zakładników możemy zdecydować na początku tury czy chcemy ich uwolnić lub torturować. W pierwszym przypadku oddajemy kartę do ręki właściciela, a w zamian dobieramy na rękę kartę naszego rodu. Tortury polegają na oddaniu karty na stos kart odrzuconych właściciela i zaszkodzenie mu w stopniu zależnym od rodzaju karty. Jest to naprawdę doskonałe rozwiązanie, które sprawia że w grze pojawia się dużo więcej gry nad stołem, jako że uwalnianie zakładników może być jak najbardziej negocjowane podczas rozgrywki. Dobrą zmianą w stosunku do oryginału jest też uzupełnianie po swojej turze ręki do pięciu kart. Brak dobrych kart na ręku w Kosmicznych Spotkaniach był moim największym problemem. Tutaj to rozwiązano przez co rozgrywka jest przyjemniejsza.


Dość duży wpływ na przebieg rozgrywki ma tutaj losowość. Wyniki starć często są zależne od dociągu kart. Nie jest to jednak na tyle uciążliwe i szczerze mówiąc dodaje moim zdaniem odrobinę smaczku grze. Po rozegranych przeze mnie partiach odniosłem wrażenie, że umiejętności postaci są dość zbalansowane. Co prawda na pierwszy rzut oka niektóre wydają się być silniejsze, to jednak po kilku grach doszedłem do wniosku, że po prostu nie potrafiłem dobrze wykorzystać tych potencjalnie słabszych. Żelazny Tron przejął od swojej poprzedniczki możliwość jednoczesnego zwycięstwa kilku osób. Nie jest to moim zdaniem wadą, ale wiem że nie każdemu się to spodoba. Ja traktuję to raczej jako wyzwanie i próbuję wygrywać sam lub ewentualnie z tylko jednym graczem oprócz mnie. To co bardzo podoba mi się w tym tytule to jego regrywalność. Wynika ona przede wszystkim z masy arkuszy liderów i ich umiejętności, które w bezpośredni sposób mogą kształtować przebieg naszych partii. Nie jest ich co prawda aż tak dużo jak ras w Kosmicznych Spotkaniach, ale i tak starczą na wiele rozgrywek, przez co żadna z nich nie będzie taka sama.


Mimo tego, że Gra o Tron: Żelazny Tron jest tytułem dobrym, to muszę przyznać... że wolę jednak pierwowzór. Nie do końca wiem z czego to wynika, ale podejrzewam że po prostu bardziej odpowiada mi setting generycznego science fiction. Najwyraźniej wolę podbijać kosmos dziwacznymi kosmitami, niż postaciami z serialu :-) Do tego mimo iż część rozwiązań mechanicznych z Żelaznego Tronu trafiła w moje gusta, to jednak mam wrażenie, że rozgrywka w Cosmic Encounter jest trochę bardziej intuicyjna. A może jest to po prostu kwestia tego, że pierwowzór poznałem wcześniej ;-)


Podsumowując, Żelazny Tron jest ciekawą reimplementacją leciwej już planszówki. Powinien trafić w gusta miłośników Pieśni lodu i ognia oraz osób, które polubiły mechanikę Kosmicznych Spotkań, ale nie do końca pasował im ich temat. Jeśli znacie i lubicie pierwowzór, to i tak polecam dać szansę jego młodszemu bratu, ponieważ część rozwiązań mechanicznych jest tu naprawdę dobra i trochę naprawia wady oryginału. Ja pozostanę jednak raczej przy zawiązywaniu i zrywaniu sojuszy w odległych galaktykach :-)

Plusy:
+ Porządne wykonanie
+ Dynamika rozgrywki
+ Gra nad stołem
+ Nowe rozwiązania mechaniczne (zakładnicy i dobieranie kart)
+ Dobry balans umiejętności
+ Regrywalność

Minusy:
- Serialowe grafiki
- Jakość arkuszy liderów
- Brak wyjaśnienia poszczególnych umiejętności w instrukcji
- Kosmiczne Spotkania bawią mnie bardziej




Kamil Lazarowicz

Dziękuję księgarni Tania Książka za udostępnienie gry Gra o Tron: Żelazny Tron.
Tę oraz inne gry planszowe znajdziecie na stronie TaniaKsiążka.pl




4 komentarze:

  1. Może w końcu udałoby mi się zapamiętać te wszystkie postacie :D W sumie to nie wiem czy jest sens, jak i tak większość już nie żyje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dobrze że kart nie trzeba drzeć jak ktoś w serialu umarł ;)

      Usuń
  2. Akurat w tej grze grafiki jako zdjęcia z serialu wyszły całkiem nieźle - mogą się podobać. A do tego zdolności postaci bardzo często fajnie oddają ich charakter.
    Na BGG opublikowałem ściągę z tabelarycznym zestawieniem wszystkich zdolności postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię że nie :) Po prostu ja nie jestem wielkim fanem. A zdolności pasowały by równie dobrze do rysowanych postaci, ale fakt że pasują :)
      Jeśli chodzi o ściągę super sprawa pozwolę sobie wkleić link do niej do recenzji :)
      [Kamil]

      Usuń