slider

czwartek, 25 stycznia 2018

Pixie Queen - recenzja

W pewnym królestwie rządzi wredna i niesympatyczna monarchini. Jej podwładnymi są wróżki, które uczynią wszystko by uszczęśliwić królową. Są skłonne do wszystkiego. To nie są miłe wróżki znane z bajek, jak choćby z tych o Piotrusiu Panie czy o Kopciuszku, te wróżki są naprawdę wredne i każda kombinuje jak wbić nóż w plecy rywalce i przypodobać się królowej. W grze Pixie Queen - bo  o niej mowa - każdy z graczy wcieli się właśnie w role wróżek, które mimo ciągłych upokorzeń ze strony swej królowej, pragną być jej wiernymi i spełniać jej wszelakie zachcianki.


W kwadratowym pudle z mroczną, choć dla mnie atrakcyjną, grafiką otrzymujemy masę komponentów. Oprócz planszy, o której za chwilę coś więcej, aż 300 drewnianych znaczników, prawie 60 tekturowych płytek, zasłonki dla graczy, woreczek, 2 kostki, no i instrukcja. Wszystko jest wykonane naprawdę dobrze, drewienka bardzo kształtne, plansza solidna z równie mrocznymi co okładka ilustracjami dodającymi choć odrobinę klimatu. Do tego w podobnej tonacji zostały utrzymane zasłonki graczy i żetony. Wszystko jest ze sobą spójne. Choć na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu ta kreska, to gdy dołożymy do tego mechanikę i to co się ma dziać u królowej wróżek, da się zrozumieć ten ponury styl graficzny.


Zasady gry nie są skomplikowane. Jako, że to planszówka z mechaniką worker placement to każdy kto miał już z nią wcześniej do czynienia wie, że za pomocą swoich pionów (tu dysków) obstawia co będzie robił w danej rundzie. Co ciekawe w Pixie Queen zamiast zdobywać jak najwięcej punktów, gra się o to, by jak najmniej ich stracić. Ale o tym jeszcze za chwilkę.
Przyznam szczerze, że setup gry niestety zajmuje trochę czasu (można go wykorzystać na przygotowanie przekąsek czy napojów ;-) ). Każda runda składa się z pięciu faz. W pierwszej z nich gracze muszą zebrać surowce z pól zajmowanych przez swoje wróżki. W następnej fazie obstawiają swoimi znacznikami akcje, które chcą wykonać w danej rundzie. Tych akcji jest bardzo dużo, ale wybór nie jest łatwy. Oczywiście są akcje bardziej i mniej potrzebne w zależności od etapu gry. Kolejną fazą jest składanie ofiar. Odwraca się płytkę rundy, na której widnieje rodzaj jedzenia którego żąda królowa. Każdy wybiera w tajemnicy czym obdaruje monarchinię. Jeśli żaden z graczy nie przygotował ofiary zgodnie z jej życzeniem, ta wymierza surowe karty, z wysłaniem do kopalni włącznie. Natomiast jeśli choć jeden gracz dał to czego oczekiwała królowa przyznawane są nagrody. Aczkolwiek jeśli któryś z uczestników nie ofiaruje nic, albo inne pożywienie niż chciała, królowa ukaże go pięcioma punktami karnymi. Zamiast pożywienia można dawać złoto lub srebro, które także jest nagradzane. Na tym kończy się ta faza i przechodzimy do następnej - etap nagród. W tym momencie w zależności od podarunków gracze przesuwają się na odpowiednich torach lub awansują na piramidzie akcji. Skoro były nagrody muszą być i kary. Faza kar to przyznawanie punktów karnych za wróżki w kopalni oraz za braki w podarunkach złota i srebra. Po ukaraniu wszystkich rozpoczyna się nowa runda.
Gra kończy się gdy zostanie rozegranych 7 rund lub gdy wszystkie Płytki Nagród ze złotymi cyframi znikną z królestwa i wtedy następuje końcowe liczenie punktów. Oczywiście wygrywa ten gracz, który ma najwięcej punktów zwycięstwa lub najmniej punktów karnych. :)


Rozgrywka w Pixie Queen to nie do końca typowy worker placement, a wmieszane w to także inne mechaniki. Jak na grę tego typu, występuje tu dosyć odczuwalna negatywna interakcja, nie tylko poprzez blokowanie akcji innym, ale wręcz poprzez zagranie akcji okradzenia innej wróżki lub wymierzenia batów (punktów karnych) przeciwnikom. 
Ciekawe i wręcz zaskakujące okazały się być dwa tory pierwszego gracza. Oprócz takiego standardowego, w grze jest jeszcze tor chwilowego pierwszeństwa, dzięki któremu na chwilę stajemy się ulubieńcami królowej. Jednakże oczywiście to wymaga pewnego nakładu, co niekiedy nie jest współmierne do korzyści otrzymywanych z wykorzystania tej akcji. Natomiast podstawowy tor kolejności jest dosyć istotnym elementem rozgrywki i dobrze jest czasem postarać się zmienić kolejność, choć zacząłem na to zwracać uwagę dopiero w którejś z kolei rozgrywce.
Tak samo dopiero po kilku grach zrozumiałem, że mimo iż dróg do zwycięstwa jest kilka, to chyba warto skupić się na jednej i ewentualnie wspomagać drugą, a nie ciągnąć wszystkie sroki za ogon. Taka strategia (wszystkimi drogami) nie przyniosła mi efektów. Fajne także jest to, że wszystkie drogi do zwycięstwa są zbalansowane. Gdy wydawało mi się, że dobrym sposobem w drodze po sukces jest tor złota i srebra, to okazało się, że osiąganie sukcesów tą drogą jest obarczone pewnym ryzykiem w fazie darów, co więcej inni gracze obserwując te zapędy mogą skutecznie krzyżować plany. I takich zależności w Pixie Queen jest więcej. Coś kosztem czegoś.


Jeśli chodzi o skalowanie, to w mojej opinii gra jest dobra jedynie od trzech graczy w górę. Niestety wariant dwuosobowy w tej grze jest słaby, nie oddaje tego wszystkiego co gra ma do zaoferowania. W tym wariancie obecny jest wirtualny gracz, który ma ograniczone akcje, ale nie są one w stanie zastąpić ruchów wykonywanych przez realnego uczestnika gry. Ewidentnie ten tryb autorowi do końca nie wyszedł. We dwójkę nie ma takiej interakcji, jest więcej możliwości, jest o wiele łatwiej. Pixie Queen to nie gra dla dwóch graczy.
Natomiast jeśli chodzi o regrywalność, to przyznam szczerze, że jestem pozytywnie zaskoczony. Otóż za każdym razem na te kilkanaście partii, które rozegrałem, każda rozgrywka była całkowicie inna. Strategie graczy, nawet tych samych, zmienne w zależności od poczynań innych. Nie wiem, może to wynikało z tego, że każdy chciał poznać grę, ale -enta partia w tym samym gronie, a każdy inaczej stara się zdobyć punkty niż dotychczas. Nie wiem jak to się przełoży na następne rozgrywki, ale wydaje mi się że potencjał w tej materii jest. Warto wspomnieć, że o dziwo ta regrywalność nie wynika z losowości, której w tej grze nie jest dużo (choć trochę jednak jest widoczna). Co ciekawe nawet gdy los nie sprzyja w kontekście tego czego konkretnie chcemy np. dobierając dary z woreczka, to to co wyciągniemy, może przydać nam się choćby w kolejnej rundzie. A to oznacza, że losowość nie jest jakaś bardzo uprzykrzająca rozgrywkę, a nawet wręcz przeciwnie, niekiedy może pomóc w momencie w którym się tego nie spodziewamy.
Mimo dla mnie atrakcyjnych ilustracji, ciekawie przedstawionej fabuły, ciężko doszukać się tego dość abstrakcyjnego klimatu. Ale widać, że autorzy mimo to starali się jako tako wprowadzić graczy w świat, w którym włada królowa ciemiężąca swoich podwładnych - w tym wypadku wróżki.


Reasumując, Pixie Queen  to gra dobra. Jak na tego typu pozycję, zawiera sporą interakcję, a to w grach lubię. Mechanika worker placement jest tu bardzo dobrze wykorzystana. Jest kilka dróg do zwycięstwa, a akcji jest naprawdę sporo. Choć wiadomo jedne są silniejsze drugie słabsze, ale wybór jest duży. Szkoda, że gra nieco kuleje przy dwóch osobach, a przy pełnym składzie mogą wystąpić paraliże decyzyjne. No ale cóż, nie jest to gra idealna. Fajne jest to, że do euro gry udało się dość mocno wkomponować negatywną interakcję. Owszem nie wszyscy to lubią, ale proszę mi wierzyć w Pixie Queen działa ona naprawdę fajnie, a w dodatku nie jest ona niezbędna do osiągnięcia sukcesu. No ale to też nie oznacza, że wszyscy współgracze się powstrzymają przed tego typu zagrywkami ;-) Kolejnym plusem jest to, że gra nie nudzi się szybko, ale z drugiej strony nie ma tego czegoś, co by sprawiało, że zaraz po pierwszej rozgrywce chciałoby się zagrać kolejny raz. Gra ma potencjał by wracać od czasu do czasu na stół, ale na bycie w czołówkach rankingów jednak czegoś jej brakuje.


Plusy :

+ wykonanie i grafiki
+ interakcja w grze
+ mała losowość
+ przystępne zasady
+ kilka dróg do zwycięstwa

Minusy :

- mimo ładnych grafik, klimat ledwie wyczuwalny
- średnie skalowanie (najlepsze rozgrywki w 3-4 osoby)

Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Bard Centrum Gier za udostępnienie gry













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz