slider

sobota, 13 stycznia 2018

Dragon Castle - recenzja

Mimo że oryginalnie mahjong, to tak naprawdę gra hazardowa na cztery osoby, to jednak szczerze mówiąc zawsze najbardziej kojarzyłem jego wersje solo, w której szukamy na zamku ułożonym z płytek par. Nie byłem co prawda jakimś ogromnym fanem tej rozrywki, ale zapytajcie np. mojej mamy co o tym sądzi, a usłyszycie lawinę pochwał jaka to świetna gra! Oczywiście z braku fizycznej wersji grała w rozmaite komputerowe adaptacje. Przyznaję, że gdy usłyszałem o planie wydania przez Horrible Games gry Dragon Castle, czyli kilkuosobowej planszowej wersji mahjonga na zasadach solo, moja ciekawość była ogromna. Tym bardziej, że do wydawcy mam spory kredyt zaufania po Wojownikach Podziemi i Raise Your Goblets. Warto też wspomnieć, że włoskie wydawnictwo miało już do czynienia z przeniesieniem mechaniki znanej z logicznych gier "dla mojej mamy" na planszę, w postaci Wybuchowej Mieszanki, która również została ciepło przyjęta w planszowym światku. Przekonajmy się więc czy moja ciekawość została nagrodzona, a oczekiwania nie były zbyt wygórowane.


Kilka słów o wykonaniu (bo i jest o czym pisać). Pudełko zdobi piękna okładka z zamkiem i smokiem, utrzymana w delikatnej, orientalnej stylistyce. W środku znajdziemy karty, różne plansze. plastikowe dachy świątyń oraz przede wszystkim piękne, ciężkie i solidne płytki do mahjonga. Jest to jeden z najładniejszych elementów z jakim spotkałem się w przypadku abstrakcyjnej gry logicznej. Karty również są dobrej jakości, choć prawie się ich nie rusza, więc i tak nie martwiłbym się zbytnio ich potencjalnym zużyciem. Warto za to zwrócić na przedstawione na nich grafiki smoków i duchów. Są narysowane w specyficznym stylu i wyglądają naprawdę świetnie! Co ciekawe o ile na jednej stronie jest mały rysunek i graficzne przedstawienie zasad karty, tak po drugiej mamy samą grafikę, ot po prostu by móc na nią popatrzeć :-) Jedyna rzecz na którą mogę narzekać są plansze, na których ustawiamy na początku gry tytułowy zamek oraz planszetki naszych dominiów. Są wykonane z dość cienkiego papieru i odstają jakościowo od reszty komponentów. Na szczęście podczas zeszłego Essen, do gier dodawano neoprenową matę, która częściowo zaciera moje złe wrażenie, choć planszetki dalej trochę kłuja w oczy. Świetnym bonusowym dodatkiem był też czarny materiałowy worek na płytki (jego również nie ma w sklepowych pudełkach). Generalnie jest to jedna z najładniejszych i najciekawiej wykonanych abstrakcyjnych gier logicznych jakie miałem okazję oglądać. Niestety trochę szkoda, że twórcy postanowili dać do pudełka trochę mniej płytek, niż w przypadku klasycznego mahjonga. Co prawda raczej nie po to kupuje się tę grę, by grać w zwykłego mahjonga solo... ale byłby to miły bonus :-)


Przejdźmy zatem do zasad. Nie dość że są one banalnie proste, to dodatkowo zostały bardzo klarownie przedstawione w instrukcji. Na jesiennym GRAMY miałem okazję tłumaczyć je kilka razy i muszę przyznać, że trwało to bardzo krótko, a na dodatek nie sprawiało żadnych trudności. Ale po kolei. W swojej turze gracz podnosi odsłoniętą płytkę z górnej warstwy zamku, a następnie może wykonać jedną z trzech akcji:
  1. Dobiera dowolną odsłoniętą identyczną płytkę z zamku.
  2. Bierze do swojej puli świątynię.
  3. Dobiera jeden punkt zwycięstwa.
Po wykonaniu akcji układa zdobyte w tej turze płytki w wybranym przez siebie miejscu na planszetce swojego dominium (na zerowym poziomie lub na już leżących tam obróconych białą stroną do góry cegiełkach). Jeśli w ten sposób doprowadzi do sąsiadowania ze sobą grupy przynajmniej czterech płytek w tym samym kolorze, odwraca je (konsoliduje), a następnie pobiera liczbę punktów zależną od liczby obróconych płytek. Dodatkowo może dobrać jedną lub dwie świątynie, zależnie od koloru konsolidowanych cegiełek. W trakcie gry możemy również raz na turę korzystać z mocy wylosowanego do gry ducha. W tym celu musimy odrzucić którąś z nieskonsolidowanych płytek w naszym dominium, by np. zignorować liczbę oczek na płytkach przy dobieraniu pary z zamku lub skonsolidować tylko trzy cegiełki. W momencie gdy w zamku smoka pozostaną płytki tylko na najniższym poziomie, pojawia się dodatkowa akcja do wykonania. Zamiast podnosić cegiełki, możemy wezwać smoka, tj. podnieść żeton dający nam dwa punkty na koniec gry. Gdy odsłonimy wykrzyknik znajdujący się pod jednym z takich znaczników, uruchamiamy koniec gry i kolejka toczy się dalej tylko do osoby z żetonem pierwszego gracza. Na końcu poza punktami zdobytymi w trakcie gry, przyznajemy również punty za poziomy, na których znajdują się w naszym zameczku świątynie oraz za spełnienie warunków z karty smoka wylosowanej do obecnej rozgrywki.


Zasady jak widzicie są naprawdę łatwe i da się je wytłumaczyć każdemu. Muszę przyznać, że jestem naprawdę zadowolony z rozgrywki. Jest to prosta i dość relaksująca gra, która zgodnie z oczekiwaniami jest idealna dla mojej mamy. Nie ma tu zbyt wiele interakcji, ale też raczej nikt nie oczekiwał jej w tytule opartym na solo mahjongu. W zasadzie jedyne co możemy robić wbrew innym graczom, to podbieranie im upatrzonych płytek. W głównej mierze będziemy się jednak skupiać na własnych zameczkach i wykręceniu jak największej liczby punktów za świątynie, smoki i konsolidacje. Co ważne gra toczy się bardzo płynnie i nie pojawiają się tu jakieś straszne zastoje na paraliż decyzyjny, jako że czas tur innych graczy, w zupełności wystarcza na zaplanowanie kilku możliwych opcji do wykonania podczas naszej kolejki. Zaletą jest brak odczuwalnego wpływu szczęścia na wynik rozgrywki. Owszem na początku gry płytki, z których budujemy zamek smoka są dobierane losowo, ale dotyczy to w równej mierze wszystkich graczy i dodaje tytułowi regrywalności. Skoro już o niej mowa to jest to chyba największa zaleta Dragon Castle. Pomijając już nawet początkowe ustawienie płytek, to i tak reszta elementów gry również ją zapewnia. Weźmy na przykład karty smoków i duchów. W każdej grze losujemy po jednej z nich. Moce duchów nie są super silne, a punkty za spełnienie smoczych celów raczej nie zapewnią nam zwycięstwa jeśli nie skupimy się również na budowaniu swojego zameczku, ale i tak można pod nie układać strategie i zdobywać przewagę. Dodatkowo twórcy polecają spróbować zagrać np. z trzema kartami smoków, co dodaje trochę strategicznej głębi przy wyborze, na którym celu warto się bardziej skupić. Jeśli nawet i to nas znudzi, to zerknijcie na zdjęcie instrukcji z pokazanymi sugerowanymi przez autora układami początkowymi, przewidzianymi dla odpowiedniej liczby graczy. Jest tego naprawdę sporo, a nic nie stoi na przeszkodzie wymyślaniu własnych zamków startowych. Jak długo lubimy mahjonga to dostajemy grę na lata.


No właśnie, to wszystko powiedziawszy, muszę jednak ostrzec że to dalej jest wariacja klasycznej gry solo i jeśli kompletnie nie podoba wam się pasjansowy mahjong, to raczej nie staniecie się fanami Dragon Castle. O ile dla mnie brak interakcji w takiej grze jest raczej zaletą, to nie każdemu spodoba się granie samemu sobie w budowanie zameczków. Mimo całej regrywalności i strategicznego kombinowania, gra wciąż sprowadza się do dobrania jednej płytki i wymyślenia co dalej. Jestem w stanie uwierzyć że nie każdemu się to spodoba :-) Jedną z takich osób był Dominik, którego wrażenia pozwolę sobie umieścić w recenzji:

O tym, że „Dragon Castle” nawiązuje do Mahjonga, Kamil zapewne wspomniał tyle razy, że przypominać tego już nie trzeba . Jeśli nie jesteście i nigdy nie byliście fanami tradycyjnego Mahjonga, to ta gra zapewne również nie przypadnie wam do gustu. Zaimplementowane tutaj dodatkowe zasady sprawiają, że, przypominająca nieco tę tradycyjną, rozgrywka nabiera nieco świeżości. W dalszym ciągu na pierwszym plan przebija się jednak tytuł którym jest inspirowana. Szczerze przyznam, że moje doświadczenia z Mahjongiem są dość ubogie – nigdy mnie do tego nie ciągnęło. „Dragon Castle” zdaje się „robi to lepiej”, jednak w dalszym ciągu nie jest to ten typ rozgrywki, który zachęcałby mnie do proponowania tego tytułu znajomym. W porównaniu z tym co oferuje nam starszy brat tej gry, podoba mi się tutaj powiększona regrywalność. Kart smoków oraz mocy duchów, które o tym stanowią, jest dość sporo, a możliwa ilość ich kombinacji sprawia, że rzadko rozegramy dwie takie same partie. Ciekawym elementem gry są też wprowadzone tutaj świątynie – powiększają one liczbę dróg do wygranej, dodają rozgrywce strategicznej głębi, a mechanizm ich układania w niecodzienny sposób zastępuje nam dodatkowe sposoby punktowania z kafli smoków, kwiatów i wiatrów z tradycyjnego mahjonga. Trzeba tej grze przyznać też jedno – jest ładna. Mimo wielu zalet, nie pałam chęcią posiadania „Dragon Castle” w kolekcji, ponieważ zwyczajnie mnie on nudzi. W mojej ocenie jakieś 6,5-7/10 – zagram, jeśli ktoś zaproponuje, sam jednak do tego zachęcał nie będę.



Całe szczęście, że Dragon Castle trafił do mojej kolekcji, a nie do Dominika :-) Ja jestem zachwycony, jak wiele udało się wycisnąć autorowi z klasycznej mechaniki i jak dobry jest to tytuł. Jak pisałem we wstępie jest to gra z kategorii "dla mojej mamy" i wiem że na pewno będę ją wyciągał na stół przy okazji jej odwiedzin. Jest to generalnie jedna z lepszych abstrakcyjnych gier logicznych w jakie miałem okazje grać ostatnimi czasy. Rozgrywka jest mało kompetytywna i zaliczam ją raczej do gatunku tych relaksacyjnych. Czekam na dalsze tytuły tego wydawnictwa i liczę, że będą równie ładne, regrywalne i dające frajdę jak ten!

Plusy:
+ Przepiękne wykonanie
+ Relaksująca rozgrywka
+ Ogromna regrywalność
+ Idealna gra "dla mamy"
+ Świetne wykorzystanie klasycznej mechaniki

Minusy:
- Cieniutkie plansze
- To dalej głównie mahjong solo



Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Horrible Games za udostępnienie gry











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz