Slider

wtorek, 19 grudnia 2017

Łotry - recenzja

Niezbyt często mam okazję grywać w nowe gry polskich autorów. Oczywiście nie wynika to z jakiejś niechęci czy czegoś w tym stylu, po prostu proporcjonalnie powstaje ich znacznie mniej, a dodatkowo nawet nasi rodzimi wydawcy wolą opublikować polską wersję jakiegoś światowego hitu niż ryzykować z grą nieznanego twórcy. Dlatego też dość mocno zaskoczyło mnie pojawienie się na rynku tytułu Łotry, autorstwa Grzegorza Pietrasa, który postanowił samodzielnie wydać swoje dzieło, przy okazji zakładając nowe wydawnictwo Spell Games. Spore ryzyko jak na początkującego pojektanta. Czy było warto je podjąć? Czy Łotry obronią się wśród natłoku nowych gier znanych autorów? Przekonajmy się.


Gra traktuje o życiu w ciężkich czasach i próbach wzbogacenia się wbrew zakusom przeciwników na nasz dorobek. Oczywiście jak na karciankę przystało, klimat jest raczej mocno umowny i w zasadzie odzwierciedlają go jedynie grafiki. Trzeba jednak przyznać, że te naprawdę robią robotę. Zakazane mordy na kartach są narysowane w naprawdę świetnym stylu. Każda postać sprawia wrażenie, że nie chcielibyśmy spotkać jej w ciemnym zaułku. Twarze są szarawe, zmęczone i często pokryte bliznami. Tak właśnie wyobrażałbym sobie ludzi żyjących w trudnych, okołośredniowiecznych czasach opisanych w instrukcji. Skoro mowa o oprawie graficznej, to warto wspomnieć też o całokształcie wykonania. Karty wydrukowano na płótnowanym papierze, są grube, powinny wiele wytrzymać. Rzadko spotykam się z taką jakością jak tutaj nawet w dużych produkcjach. Duży plus. Oprócz nich w pudełku znajdziemy jeszcze małą planszetkę do oznaczania punktów, ozdobioną rysunkiem sakiewki oraz żetony akcji. O ile planszetka jest całkiem ok, tak już żetony są ewidentnie najsłabszym ogniwem tej produkcji. Co tu dużo mówić... są po prostu brzydkie. Trochę dziwna decyzja. Zamiast kółeczek w abstrakcyjny kratkowany wzorek, można było tu wstawić dowolny rysunek i raczej nie zwiększyłoby to drastycznie kosztów. Niemniej nie są one bardzo istotne, a karty skutecznie odwracają od nich naszą uwagę. Trochę szkoda że na samych kartach zabrakło jakichś flavour tekstów, które mogły zwiększyć odrobinę wyczuwalność klimatu, ale w sumie nie jest to istotna wada. Trzeba też wspomnieć o tekstach wymyślonych recenzji na pudełku. Jest to ewidentnie żarcik, który ma sprawić że uśmiechniemy się biorąc pudełko w łapki. Faktycznie to działa. Rozbawiło mnie to. Boję się jednak, że istnieje szansa na wzięcie ich na poważnie przez potencjalnego klienta, co może sprawić zrezygnowanie z zakupu. Zagranie śmieszne ale też i ryzykowne :-)


To tyle o wykonaniu, przejdźmy do rozgrywki. Gra polega na budowaniu swojego stołu z kart robotników i strażników, a także wykorzystywanie natychmiastowych zdolności łotrów, kupców i pułapek. Rozpoczynamy grę mając zero złota/punktów, oraz pięć kart na ręku, przy czym trzy z nich dostajemy losowo, a następne dwie na zasadzie otwartego draftu z jawnie wyłożonych kart na stole. Możemy zaczynać. Tura gracza podzielona została na dwie fazy:
  1. Fazę generacji
  2. Fazę akcji
W tej pierwszej gracz dobiera jedną kartę z talii, bierze jeden żeton akcji oraz generuje złoto w liczbie odpowiadającej wyłożonym w swojej strefie gracza kartom robotników i strażników. Niektóre postacie pozwalają na generowanie dodatkowych bonusów (np. zwiększają liczbę dobieranych kart) lub wpływają na inne już wyłożone charaktery (np. Carnell podwajający działanie robotnika, którego strzeże).


Faza akcji polega natomiast na zagrywaniu kart z ręki, w zamian za posiadane żetony akcji (lub za w przypadku darmowych kart bez kosztów). W zależności od typu karty, będziemy osiągali różne korzyści:
  • Robotnicy - będą generować złoto , karty lub żetony w fazie generacji
  • Strażnicy - służą do ochrony robotników i wzmacniania ich umiejętności.
  • Kupcy - działają natychmiastowo. Pozwalają wymienić dobro na inne. Po użyciu odrzucamy.
  • Łotry - również działają natychmiastowo. Kradną złoto, niszczą i porywają postacie przeciwników.
  • Pułapki - karty reakcji. Służą głównie do obrony przeciwko zagrywkom innych graczy, choć niektóre pozwalają na wcięcie się w zagranie nawet nie skierowane w naszą stronę.
Stan naszej sakiewki oznaczamy na bieżąco na miniplanszy. Warto wspomnieć że są na niej pola specjalne, które w momencie stanięcia na nich, pozwalają na dobranie karty lub żetonu akcji. Co ciekawe zadziała to również w przypadku gdy nasz stan złota spada. Dodatkowo jeśli przekroczymy dane pole, nie zatrzymując się na nim, dostaniemy nieco gorszą możliwość odrzucenia karty z ręki i dobrania nowej.
Rozgrywka toczy się w ten sposób do momentu, gdy któryś z graczy osiągnie pięćdziesiąt sztuk złota na planszetce. Gra natychmiast się wtedy kończy. 


To tyle o zasadach, zwłaszcza że są one w instrukcji dość dobrze wyjaśnione. Jak gra sprawuje się w praniu? Muszę przyznać, że w większości rozegranych partii było naprawdę dobrze. Jest to prosta gra w zbieranie punktów, okraszona ogromną ilością negatywnej interakcji. To właśnie robienie sobie na złość sprawia, że gra się wyróżnia. W zależności od graczy może być to co prawda zaleta jak i wada, ale akurat ja osobiście lubię wredne gry. Jeśli uda nam się jakoś obronić przed zagrywkami przeciwników, możemy z radością spoglądać na nasz rozwijający się z tury na turę silniczek generujący nam punkty. Oczywiście jako że Łotry skłaniają się bardziej w stronę fillera niż poważnego mózgożera, silniczek nie będzie zbyt duży. Maksymalnie mogą się na niego składać bowiem trzy pary robotnik-strażnik. Jak na tak małą grę jest to jednak wystarczająco dużo, zwłaszcza że współgracze i tak rzadko pozwolą nam na aż tyle wyłożonych kart. Tury graczy są bardzo szybkie, przez co cała rozgrywka przebiega dość dynamicznie bez dłuższego czekania na swoją turę.


Najlepiej grało mi się w trzy osoby. Można wtedy odpowiednio temperować prowadzącego gracza i jednocześnie złapać odrobinę wytchnienia od ciągłych ataków. W dwójkę robi się jak na moje odrobinę zbyt brutalnie, zresztą akurat w rozgrywkach dwuosobowych nie przepadam zbytnio za wzajemnym przerzucaniem się atakami. Swoją drogą największą zaletą tego tytułu jest mnogość rozmaitych zagrywek. Ataki pozwalające nie tylko na niszczenie i kradzież ale także na przejęcie wrogich jednostek są naprawdę świetne. Zwłaszcza te droższe jak np. Doomguy, które działają na kilka sposobów (niszczą jednostkę, kradną złoto i dodatkowo pozwalają dobrać kartę). Ciężko się po takim ataku pozbierać, ale zagranie go daje niewątpliwą frajdę. Wiecie co daje jej jeszcze więcej? Zagranie karty pułapki, która zablokuje taki atak :-)
Podobnie jak w większości prostych karcianek, największą wadą Łotrów jest losowość. Randomowy dociąg jednej karty na turę nie pozwala nam na dokonywanie wielu wyborów. Warto jednak pochwalić decyzję o wprowadzeniu na początku gry małego draftu, pozwalającego zacząć grę przynajmniej z dwoma wybranymi przez siebie kartami.


Skoro już wspomniałem o losowości to muszę opowiedzieć o jednej partii czteroosobowej, która sprawiła że Łotry spadły z pozycji naprawdę dobrego fillera na pozycję gry do piwa. Początkowo jak zawsze grało się świetnie. Wraz z współgraczami przerzucaliśmy się beztrosko kombosami i budowaliśmy coraz lepsze stoły z kart. Mniej więcej w połowie gry nastąpił jednak kryzys. Poza jednym graczem wszyscy wypstrykali się z kart. Wszystko byłoby ok gdyby, ktoś miał wyłożonego robotnika, który pozwala na dobór dodatkowej karty. Niestety takowy był tylko w posiadaniu gracza, który i tak miał ich trochę na rękę. Decyzyjność spadła praktycznie do zera i tylko kupiec Jack pozwolił na odbicie się od dna niektórym z graczy. Ja do samego końca dobierałem po jednej karcie i nawet gdy nie zagrałem jej od razu, to zanim minęła pełna kolejka, osoba z nadmiarem kart zabierała mi ją (czemu się zresztą nie dziwie, od kogoś musiała kraść, a w momencie gdy tylko ja miałem jeszcze jakąś kartę, byłem naturalnym i dość łatwym łupem). Do tej pory tylko raz zdarzyła mi się taka rozgrywka, wszystkie inne miały dużo bardziej pozytywny przebieg. Pozostało mi jednak trochę niesmaku. Odnoszę też wrażenie, że takiej sytuacji dałoby się uniknąć dzięki wydłużeniu testów gry przed wydaniem. Nie wiem, może można było dodać więcej kart kupców (są tylko cztery), albo wprowadzić mechanizm dobierania większej ilości kart w momencie gdy mamy zero.


Niemniej wciąż uważam Łotry za ciekawą grę. Poza tą jedną nieszczęsną partią grało mi się naprawdę dobrze. Jednak fakt, że taka sytuacja może mieć miejsce automatycznie sprawił, że raczej wyciągnę ją tylko na niezobowiązujących spotkaniach przy piwku, a nie wśród zaawansowanych graczy. W sumie to prawdopodobnie od samego początku to było targetem gry, zwłaszcza że mam przy Łotrach dość munchkinowe odczucia. Jeśli szukacie więc prostej, wrednej karcianki do pogrania w knajpie lub innej łotrowskiej tawernie, polecam dać Łotrom szanse. Ja natomiast będę przyglądał się dalszej karierze Grzegorza Pietrasa i jego wydawnictwa, tym razem jednak z nadzieją, że stworzy coś nieco bardziej wymagającego i mniej losowego.

Plusy:
+ Grafiki na kartach
+ Jakość wykonania kart
+ Proste zasady
+ Wredne akcje i jeszcze wredniejsze reakcje :-)

Minusy:
- Brzydkie żetony
- Losowość
- Ta nieszczęsna czteroosobowa partia...


Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Spell Games za udostępnienie gry





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz