Slider

niedziela, 31 grudnia 2017

Monopoly Gamer - recenzja

Większość graczy słysząc o Monopoly dostaje tików nerwowych lub po prostu ataków nieopanowanej złości. Mimo że prawdę powiedziawszy sporo z nas zaczynało swoją przygodę z planszówkami właśnie od tej pozycji (lub jej rozmaitych odmian pokroju Fortuny czy Eurobiznesu). Koniec końców ciężko jest jednak nazwać Monopoly nowoczesną grą planszową, jako że decyzji w niej praktycznie nie ma, a za wszystko odpowiada mniej lub bardziej sprzyjające nam szczęście, przejawiające się rzutami kostką i dociągiem kart. Nie tak dawno temu w internecie zaczęły się pojawiać zdjęcia wersji z podtytułem "Gamer" budzące wiele dyskusji na planszówkowych anglojęzycznych grupach. Co prawda okazało się, to nie tyle wersja dla tytułowych graczy, a raczej dla fanów przeboju firmy Nintendo, czyli Super Mario Bros, ale jako dziecko lat 90-tych wychowane na konsoli Super Nintendo i tak chciałem przekonać się z czym to się je :-)


O grach z serii Super Mario Bros można mówić wiele, przy czym na pewno nie można im odmówić ładnego wyglądu (przynajmniej jak na generacje konsol, na które były tworzone). Czy tak samo jest w przypadku Monopoly Gamer? Na razie powiem tylko, że trochę pół na pół ;-) W takim razie po kolei. Płaskie prostokątne pudełko z postaciami znanymi z Super Mario. Kolorowe i całkiem ładne. Szkoda trochę, że jest to dość nietypowy rozmiar i trudno wyeksponować je estetycznie na półce. Odrobinę żałuję, że nie ma u nas dostępnej wersji deluxe o standardowym, kwadratowym kształcie pudełka, z miejscem na wszystkie postacie oraz przede wszystkim z ekskluzywną figurką Bowsera. Zajrzyjmy jednak do pudełka naszej rodzimej wersji. W środku znajdziemy oczywiście plansze, karty nieruchomości. Z nowości, na które się natkniemy na pewno trzeba wymienić karty postaci i bossów, figurki naszych bohaterów, nie jedną a dwie kostki (przy czym kostka mocy jest customowa i pokazuje nam dostępne power-upy) i co również jest zdecydowaną nowością w kwestii monopoly... tekturowe monetki zamiast papierowych pieniędzy :-) Na pierwszy rzut oka wszystkie elementy sprawiają dobre wrażenie estetyczne. Figurki postaci są naprawdę świetne, tylko spora siła woli ustrzegła Donkey Konga przed wylądowaniem na półce jako ozdóbka (taki jest śliczny). Kostka mocy też jest bardzo udana i miła dla oka. Plansza i karty nieruchomości zostały ozdobione kolorowymi grafikami krajobrazów znanych nam z gier na konsole. Oczywiście nie mogło zabraknąć odwiecznego pola parkingu i aresztu, ale o dziwo nie przeszkadza mi on jakoś strasznie w tej wersji.



Po bliższym przyjrzeniu się im zachwyty trochę stygną, jako że niestety nie są to obrazki z moich ulubionych wersji na SNESa i Gameboya Advance, a takie ciut podrasowane o efekt trójwymiarowości, jednak jest to pierdółka i dalej jest ładnie. Niestety przy inspekcji widać też pewne nieścisłości związane z tłumaczeniem nazw lokacji. Niektóre z nich zostały przetłumaczone na planszy na całkowicie, podczas gdy na kartach tylko częściowo. Obie wersje byłyby jak najbardziej ok... gdyby tylko zachowano spójność. Jakość kart też pozostawia trochę do życzenia. Kolejnym minusem są karty postaci z płatnych dodatków. O ile podstawka Monopoly Gamer została w pełni zlokalizowana, tak już dodatki są w wersji multi-językowej, przez co odczytywanie zdolności specjalnych jest mniej intuicyjne, a same karty tracą na przejrzystości. Na szczęście nadrabiają to figurki dodatkowych bohaterów, wykonane dokładnie tak dobrze jak te z podstawki. Miłym bonusem są również naklejki z dodatkowymi postaciami chociaż u mnie rozeszły się w chwilę... jako nagrody dla zwycięzców rozgrywek :) Ostatecznie wykonanie cieszy oko, choć jednak po bliższych oględzinach trochę traci. Na szczęście szala przechyla się raczej w stronę plusa.


Nie będę szczegółowo streszczał zasad, jako że chyba każdy zna Monopol. Skupię się raczej na podobieństwach i mechanicznych nowościach. Rozgrywka jednocześnie ma bardzo wiele wspólnego ze standardowym Monopoly, jak i diametralnie się od niego różni. Już wyjaśniam. Dalej będziemy kulać kostką aby przemieścić się o odpowiednią liczbę pól, po drodze kupując nieruchomości na których wylądujemy lub w mniej fortunnym przypadku płacić czynsz za zatrzymanie się na polach przeciwników. Wciąż też możemy wylądować w więzieniu i tracić kolejki oraz dostaniemy pieniądze za przekroczenie startu. Dużo zmienia obecność drugiej kostki, która pozwala nam użyć pewnych bonusów jak np. możliwości rzucenia w przeciwnika skorupą i sprawienie, że upuści on pieczołowicie zbierane monety, czy np. okradnięcie wybranego gracza. Kolejną zmianą jest na pewno obecność na planszy obiektów znanych z konsol, jak np. thwompów (które zmuszają graczy do upuszczania monet), rur (pozwalających przenieść się na dalsze miejsce na planszy) i przede wszystkim gwiazdek, które uruchamiają specjalne zdolności postaci. Skoro już o tym mowa to asymetryczność jest chyba największą zmianą w tej wersji Monopoly, bowiem umiejętności bohaterów mocno się od siebie różnią (np. Donkey Kong okrada innych graczy, a Księżniczka Peach może pobrać czynsz za wszystkie swoje nieruchomości). Dodatkowo zdolności są przypisane nie tylko do gwiazdek ale również do kostki mocy. Na karcie postaci znajdziemy opis takiego doładowania oraz rysunek przedstawiający odpowiednią ściankę kości, która można ją aktywować. Są to wzmocnienia power-upów i pozwolą nam na np. dobranie większej liczby monet niż inni gracze albo przemieszczenie się po odebraniu bonusu. Z istotnych różnic warto też wymienić brak kart szansy. Jedynymi kartami leżącymi na planszy są bossowie, z którymi możemy walczyć po przekroczeniu startu. Walka jest banalna, płacimy określoną liczbę monet, a następnie rzucamy koscią i musimy wyrzucić co najmniej wartość oznaczoną na karcie. Jeśli nam się nie uda, przekazujemy możliwość kolejnemu graczowi, w przypadku zwycięstwa bierzemy kartę (daje nam sporo punktów na koniec gry) oraz korzystamy z natychmiastowego bonusu opisanego na niej. Gra kończy się w momencie pokonania ostatniego bossa, czyli oczywiście Bowsera. Liczymy punkty z posiadanych kart nieruchomości, pobitych bossów oraz z pozostałych nam pieniędzy.


Jak widzicie mimo tego samego trzonu mechaniki, sama rozgrywka jest zdecydowanie inna. Przede wszystkim dodano to odrobinę decyzyjności, co zawsze jest plusem. Wciąż przemieszczamy się zgodnie z rzutem kostką, ale za to możemy zdecydować czy najpierw odpalimy kostkę mocy czy ruchu, a w przypadku niektórych power-upów, wybieramy w którego gracza celujemy. Nie jest tego dużo, ale w stosunku do oryginalnego Monopoly jest to naprawdę duży krok w przód. Wspomniana asymetria postaci też jest dużą zaletą, jako że wreszcie nie wcielamy się w jakiś z bucik, żelazko, czy inny naparstek, a w znanego nam bohatera z unikatowym zestawem mocy. Generalnie Monopoly Gamer jest wg mnie nie tyle kolejną utematowioną na siłę edycją Monopolu, a raczej planszową wersją konsolowego hitu Mario Kart. W końcu tu też robimy kółka dookoła planszy i rzucamy w przeciwników skorupami. Brakuje tylko samochodzików :-) Gra w założeniu działa w składzie 2-4 osoby i dobrze się skaluje. Prawda jest jednak taka, że mając kilka dodatkowych postaci, spokojnie zagracie nawet w pięć lub sześć osób, pod warunkiem że w rozgrywce nie będzie brał udział Donkey Kong, którego umiejętność jest mocniejsza przy dużej liczbie przeciwników. Jeśli posiadamy dodatki, możemy spróbować naszych sił również w trybie imprezy, gdzie będziemy kontrolować aż trzy postacie, przy czym na planszy znajdować będzie się tylko jedna. Możemy raz na turę w dowolnym zmienić obecnego bohatera, i np. jedną postacią wykonać ruch, ale za to wykorzystać doładowanie drugiej. Jest to o tyle dobre rozwiązanie, że dostajemy jeszcze więcej decyzyjnosci. Niestety bez dodatków się nie obędzie, a te nie są najtańsze. Największym plusem w mojej opinii jest czas gry. Zwykłe Monopoly potrafiło się ciągnąć w nieskończoność jednocześnie nie dając zbyt wiele frajdy. Tutaj mamy jasno określony warunek zakończenia - pozbycie się ostatniego bossa z planszy. Kart bossów jest osiem, a sama walka trwa jeden rzut kością na gracza.  Każde okrążenie planszy przez dowolnego gracza rozpoczyna potyczkę. Łatwo więc się domyślić, że przy czterech osobach biorących udział w rozgrywce, możliwości przenoszenia się rurami na dalsze pola i generalnie szybkim tempie, gra trwać będzie na pewno nie więcej niż pudełkowe 45 minut.


Zanim przejdę do podsumowania pozwolę sobie zamieścić też króciutkie pierwsze wrażenia Marcina:

Monopoly Gamer zaskoczyło mnie pozytywnie. Przede wszystkim w tej wersji mamy określony cel i wiemy kiedy gra się skończy, a nie robimy setne okrążenie i modlimy się by gdzieś wreszcie wpaść i zbankrutować.  Toczymy wyścig postaciami z gier (naprawdę klimatyczne figurki), lejemy bossów jak w Mario, a ponadto możemy pozbawiać innych ich monet poprzez używanie swoich mega mocy. Należy także zaznaczyć, że gra jest naprawdę ładna, kolorowa i dobrze wykonana.  To tytuł lekki i przyjemny, ciekawa wariacja na temat Monopoly, choć z klasykiem łączy go głównie tytuł – rozgrywki są zupełnie inne.


Monopoly Gamer to całkiem ciekawy tytuł. Sprawdzi się w gronie familijnym oraz niezobowiązujący fillerek. Temat jest przyjazny dzieciom, zasady są banalne, gra jest ładna (mimo kilku wpadek wydawniczych). To wszystko powiedziawszy, muszę też przypomnieć że nie jest to gra dla każdego. To dalej jednak trochę Monopol, decyzji wciąż nie ma aż tak wiele, no i nie wszyscy muszą lubić Super Mario. Wszystkie wprowadzone zmiany powinny pojawić się w Monopoly już dawno daaawno temu. Jest to jednak na pewno krok w dobrą stronę i kto wie... może za kilka lat doczekamy się wersji Monopolu, która pozamiata świat gier planszowych?

Plusy:
+ Temat Super Mario!
+ W Monopoly wreszcie pojawia się decyzyjność
+ Krótki czas gry
+ Asymetria
+ Dobrze się skaluje, a mając dodatki spokojnie zagramy nawet i w 6 osób

Minusy:
- Niespójne tłumaczenie nazw nieruchomości
- Kiepska jakość kart
- Karty z dodatków są w niezbyt przejrzystej wersji wielojęzycznej


Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Hasbro za udostępnienie gry








1 komentarz:

  1. Bardzo fajna gra. Żałuję tylko, że postacie nie wyglądają tak jak z pierwszego Mario, tylko są mocno zmienione.

    OdpowiedzUsuń