slider

czwartek, 9 listopada 2017

Manhattan Project - recenzja

"Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Ludzie poczuli żar wojny termonuklearnej."
Nikita Chruszczow

Jaki jest najciekawszy temat gry planszowej z jakim się spotkaliście? W nawale wikingów, marsa, zombie i pociągów czasem trafiają się prawdziwe perełki jak hodowla alpak, szycie kołder albo inne zabijanie gości w oberży. Gra będąca bohaterką dzisiejszej recenzji, również ma dość nietypowy temat. Będziemy w niej bowiem wcielać w przywódce jednego z mocarstw, biorących udział w wyścigu zbrojeń atomowych i drżeć przed potencjalnymi nalotami naszych przeciwników. Zimna wojna pełną gębą. Obecnie na platformie Wspieram.to próbuje się ufundować polska wersja Manhattan Project, za którą odpowiada wydawnictwo Czacha Games. Czy jednak ciekawy temat wystarczy, aby przyciągnąć do dość wiekowej (2012) już gry autorstwa Brandona Tibbettsa? Czy oferuje ona poza nim coś więcej? Przekonajmy się!


środa, 8 listopada 2017

Morze chmur - recenzja

Gdy byłem mały, tata puszczał mi na kasecie VHS (!) film z "jego czasów" o piratach - "Karmazynowy pirat". Ja byłem zakochany w tym filmie i ciągle bawiłem się w tytułowego bohatera, natomiast moja mama oglądała z nami ten film, bo była zakochana w Burcie Lancasterze (oprócz miłości do taty oczywiście). W obecnych czasach na topie jest cała seria "Piratów z Karaibów", która to opowiada przeróżne przygody kapitana Jacka Sparrowa. No dobra, jedni i drudzy poruszali się swoimi okrętami po wodzie, a co gdyby poruszali się w chmurach ? Filmu na ten temat, według mojej wiedzy nie ma, ale jest za to gra, której tłem są właśnie piraci przemierzający bezkres nieba na latających okrętach. ;) "Morze chmur" - bo o tym tytule mowa - to gra autorstwa Theo Riviere z przepięknymi (w mojej opinii) ilustracjami, które popełnił Miguel Coimbra (7 Cudów Świata, Cyklady). Gra jest przeznaczona dla 2 do 4 graczy od 10 lat, a czas rozgrywki to około 40 minut. Polskie wydanie gry "Sea of Clouds" zawdzięczamy wydawnictwu 2pionki.


piątek, 3 listopada 2017

Diamenty - recenzja

Nie tak dawno temu z okazji recenzji Kostaryki, wspominałem że stosunkowo często zdarza się w grach planszowych temat ekspedycji do tropikalnej dżungli. Najczęściej zaś w grach tego typu wcielamy się w rozmaitych awanturników/naukowców, starających się zbadać jakąś świątynie lub inną jaskinię, ewentualnie splądrować ją w poszukiwaniu wspaniałych bogactw. Mniej więcej to właśnie będziemy robić w grze Diamenty, autorstwa duetu Bruno Faidutti (Maskarada, Raptor, Magazyn 51, Czerwony Listopad) i Alan R. Moon (Wsiąść do Pociągu: Kraje Północy), wydanej po polsku przez 2pionki. Duet autorów jest zacny, chociaż przyznaję że ciężko zestawić mi ze sobą ciut szalone gry Faiduttiego i serię Wsiąść do Pociągu Moona. Z drugiej strony już nie takie miksy i kolaboracje zdarzało nam się obserwować w świecie gier planszowych i czasem potrafi wyjść z tego coś całkiem ciekawego. Jak było tym razem? Czy gra w próbowanie swojego szczęścia w jaskini pełnej skarbów starożytnych Inków to udany twór? Przekonajmy się.