slider

niedziela, 15 października 2017

Wojownicy Midgardu - recenzja

Powtarzałem to już kilkukrotnie, ale gier o wikingach powstaje w ostatnich czasach prawdziwe zatrzęsienie. Co ciekawe, mimo że temat aż prosi się o mocno klimatyczne tytuły... głównie dostajemy mniej lub bardziej suche eurogry. Nie żeby mi to przeszkadzało, tacy np. Najeźdźcy z Północy bardzo mi się podobali, mimo raczej mało wyczuwalnego klimatu. Niemniej od czasu do czasu chciałoby się powalczyć, wypłynąć na niebezpieczną wyprawę, a nawet zabić jakiegoś stwora rodem ze skandynawskiej mitologii. Tutaj z pomocą przychodzą "Wojownicy Midgardu", wydani niedawno przez Czacha Games. Nie jest to co prawda rasowy tytuł typu ameri, a raczej hybryda dwóch gatunków, łącząca mechanikę worker placement z walką z potworami i turlaniem kostkami. Co za tym idzie uznałem że może to być gra jak najbardziej dla mnie. Czy po kilku grach podtrzymuje to zdanie? Zapraszam do lektury.


Wygląd i jakość elementów oceniał będę na podstawie wersji ze wspieram.to. Nie jestem pewien, które z elementów są ekskluzywne dla tej wersji. Zawartość pudełka jest dość obfita. Poza dużą planszą znajdziemy tu całą masę kart (potworów, run, kupców, podróży i przeznaczenia.), sporo tekturowych kafelków (łodzie publiczne i stragany), rozmaite żetony, planszetki graczy, solidne customowe kostki wojowników oraz trochę drewna przedstawiającego naszych robotników oraz zasoby. Te ostatnie w mojej wersji przedstawione są w postaci udźców mięsa i pieńków, w kampanii na wspieram.to były one dodatkiem możliwym do zakupienia, standardowo są to drewniane kosteczki. Całość wydaje się naprawdę solidna i powinna wiele wytrzymać. Dodatkowo po rozłożeniu, gra robi naprawdę duże wrażenie. Jest estetycznie i bogato. Za oprawę graficzną gry odpowiada Víctor Pérez Corbella i trzeba mu to przyznać, zna się na swojej robocie. Plansza oraz rysunki postaci i potworów są klimatyczne i co tu dużo mówić, po prostu ładne. Najciekawszy rysunek to karta promocyjna przestawiająca trolla o imieniu SeeZam, przedstawiająca dwugłową maszkarę o twarzach recenzentów znanych z Dice Tower (Zee Garcia i Sam Haley). Podobieństwo oddane idealnie :-) Pod względem wykonania naprawdę nie mam się do czego tu przyczepić, a takie dodatki jak plastikowa wypraska i lniany worek tylko pogłębiają moje zadowolenie. Całość zasługuje na spory plus!


Przejdźmy zatem do zasad. Najpierw czeka nas odrobina przygotowań. Po tym jak rozłożymy już plansze oraz odpowiednie karty i zasoby zgodnie z instrukcją, musimy wybrać naszych dzielnych przywódców (razem z ich zdolnościami specjalnymi). Każdy zaczyna grę z jedną sztuką złota, żetonem przysługi, znacznikami drewna i jedzenia, jedną kością miecznika oraz losowo przyznaną kartą przeznaczenia. Rozgrywka składać będzie się z 8 rund, które przebiegać będą według następującego schematu:

  1. Rozmieszczanie robotników - po kolei będziemy kładli jednego z naszych robotników na odpowiednie miejsca na planszy i zdobywali dzięki temu cenne zasoby, wojowników, karty lub miejsce w walce z potworami.
  2. Przypisywanie wojowników - każdy gracz, który zapewnił sobie miejsce w walce z potworem decyduje ile kostek wojowników przeznaczyć do tego zadania, a w przypadku wypraw morskich również ile jedzenia przeznacza na podróż.
  3. Rozpatrywanie walk - gdy już przypiszemy naszych kostkowych wojowników do odpowiednich potworów, nadchodzi pora walki. Rozpatrujemy je po kolei zaczynając od górnego lewego rogu (Troll - Draugry - Monstrum). Każda bestia ma zaznaczone na karcie poziomy ataku i obrony, mówiące nam ile potrzebujemy symboli broni do pokonania potwora oraz tarcz do ochronienia naszych dzielnych wojów przed jego ciosami. Po ubiciu bestii bierzemy jej kartę, przesuwamy się odpowiednio na torze punktów i pobieramy oznaczone na niej zasoby jako nagrodę.
    Dodatkowo jeśli w danej rundzie nikt nie pokonał trolla, wszyscy gracze otrzymują żetony potępienia (odbierające punkty na koniec gry). Osoba która go pokona może natomiast przekazać swój żeton potępienia innemu graczowi.
W ten sposób gra toczy się przez osiem rund. Następnie doliczamy punkty ze spełnionych kart przeznaczenia, kompletów wrogów we wszystkich kolorach, kart run, łodzi, przysług, monet oraz odejmujemy chwałę za potępienie. Gracz z największą liczbą punktów wygrywa i zostaje Jarlem i Czempionem Midgardu. Oczywiście zasad jest dużo więcej, ale nie będę zagłębiał się w poszczególne budynki i stragany. Lwia cześć rozgrywki upłynie nam na zaplanowanym żonglowaniu robotnikami i pozyskiwaniu zasobów, które później zainwestujemy lub stracimy w trakcie walk. Pozostała część to radosne turlanie kostkami, w mniej lub bardziej udanych próbach zabijania bestii.


Mi osobiście Wojownicy bardzo trafili w gust, jako że generalnie preferuję eurogry i tylko od czasu do czasu mam ciągoty do ameri. Tutaj jest to wyważone bardzo dobrze. Prosty worker placement z nieprzesadnie skomplikowaną walką. Aspekt wybierania akcji jest na tyle lekki żeby nie odstraszyć mniej zaawansowanych graczy, a jednocześnie da się tu trochę pokombinować, aby wycisnąć z naszych robotników jak najwięcej. Każda runda trwa stosunkowo niewiele, a wraz z ograniem czas rozgrywki skraca się jeszcze bardziej. To powiedziawszy, mam wrażenie że rund jest o jedną za dużo. Robimy tu plus minus to samo przez całą grę, nie budujemy raczej wielkiego silnika i nie wykręcamy kombosów, przez co w ostatniej rundzie robimy w sumie dokładnie to co w pierwszej (może poza kupnem łodzi), a to powoduje pewną monotonność pod koniec.Wynika to głównie z tracenia zasobów w trakcie walk i potrzeby budowania zaplecza wojowniczo-mięsnego od nowa. Na szczęście nie jest to zbyt uciążliwe i traktuję to jako drobny minus. Mechanika walk jest mocno losowa, w końcu to rzut kostkami, więc może przeszkadzać niektórym. Oczywiście mamy tu trochę możliwości na zmianę wyniku bitwy, ale i tak miłośników planowania wszystkiego do przodu może odstraszyć. Najbardziej losowo wypadają wyprawy, gdzie nie dość że rzucamy kośćmi podczas walki, to jeszcze odsłaniamy kartę z wydarzeniem, które spotka nas po drodze. Na szczęście karty możemy od czasu do czasu podejrzeć i spróbować coś zaplanować. Wyprawy są też moim zdaniem najbardziej klimatycznym aspektem gry. Spore ryzyko, jeszcze większe nagrody, możliwość spotkania po drodze Krakena. Chociaż moment w którym na walkę z wielkim potworem dopływa kawałek mięsa, bo po drodze coś zabiło mi wojowników jest przezabawny :-)



Dużym plusem gry są unikatowe zdolności każdego z przywódców. Nie zmieniają one bardzo dużo, są raczej wyrównane, ale da się na nich oprzeć swoją strategię na grę. Kolejną zaletą są moim zdaniem ukryte cele, czyli karty przeznaczenia. Na początku gry dostajemy jedną, możemy też zdobyć ich kilka więcej podczas rozgrywki. Lubię ten aspekt w grach i tutaj idealnie mi pasuje. Dodatkowo punkty zdobywamy przy byciu pierwszym w danym celu jak i przy remisowaniu z innym graczem (chociaż jest ich wtedy mniej). Kolejny ciekawy element to walka z trollami i związane z nią żetony potępienia. Czasami jesteśmy zmuszeni do ubicia trolla, nawet mimo że nagrody z tego płynące są nam kompletnie niepotrzebna, tylko po to by nie otrzymać ujemnych punktów na koniec gry. Nie dość że mechanicznie jest to ciekawa zagrywka, to dodatkowo ma sens klimatyczny. W końcu nie bronienie własnej wioski przez wściekłego trolla z gór zasługuje na potępienie.
Gra skaluje się całkiem nieźle. Co prawda najlepiej grało mi się przy pełnym składzie, ale i w dwójkę jest całkiem dobrze. Warto też docenić regrywalność Wojowników. Karty za każdym razem ułożą się inaczej, inna będzie też zdolność naszego wodza i karty przeznaczenia. Dodatkowo w grze bierze udział tylko kilka straganów, więc za każdym razem będziemy mieć dostępne ciut inne akcje do wykonania. No i nie zapominajmy o dodatkach, których polskie wydanie zostało niedawno ufundowane na platformie wspieram.to.


Co tu dużo mówić, Wojownicy Midgardu przypadli mi do gustu. Dobre wyważenie planowania i losowości, rozgrywka potrafiąca trzymać w napięciu, prostota zasad dająca jednak trochę głębi. To wszystko sprawia że spokojnie mogę zagrać w tę grę w zasadzie w każdym gronie (może poza najbardziej zagorzałymi euromaniakami). Porządne wykonanie i wikiński klimat to kolejny bonus zachęcający do gry. Dla mnie bomba, czekam na dodatki!

Plusy:
+ Klimat
+ Porządne wykonanie (zwłaszcza z dodatkowymi znacznikami ze wspieram.to)
+ Prosta mechanika oferująca jednak trochę głębi
+ Dobre wyważenie losowości i planowania
+ Regrywalność (zwłaszcza biorąc pod uwagę dodatki)

Minusy:
- Za długa o jedną rundę
- Mimo dobrego wyważenia losowość może przytłoczyć euromaniaków



Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Czacha Games za udostępnienie gry











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz