slider

czwartek, 19 października 2017

Raptor - recenzja

- Jak bardzo one (raptory) są inteligentne? 
- Jeżeli założymy, że są blisko spokrewnione z ptakami, to powinniśmy przygotować się na spore niespodzianki. Niektórzy badacze twierdzą, że papuga żako pod względem umiejętności myślenia symbolicznego dorównuje szympansowi, a o szympansach wiemy już na pewno, że posługują się parajęzykiem. Przeciętna papuga jest równie rozwinięta emocjonalnie jak trzyletnie dziecko, ale jej inteligencja jest niezaprzeczalna.
- Tyle tylko, że jakoś nigdy nie słyszałem, by ktoś został zabity przez papugę- mruknął Gennaro.
                                                                                                         (Michael Crichton "Park Jurajski")


Czasem bywa tak, że jakiś projekt, ewoluując podczas pracy nad nim nabiera nowych kształtów, rozwija się, po czym zostaje rzucony w kąt i na jakiś czas zapomniany. Tak właśnie było z "Raptorem" - asymetryczną, klimatyczną dwuosobówką autorstwa dwóch panów Bruno - Cathali i Faiduttiego. 

Pomysł na grę nie zrodził się sam - jakieś 7 - 8 lat temu, gdy powstawały sceny do filmowej wersji "Hobbita" J.R.R. Tolkiena z Bruno Faiduttim skontaktowało się jedno z angielskich wydawnictw, które otrzymało prawa autorskie do wydania gry osadzonej w realiach książki. Faidutti informacją podzielił się ze swoim imiennikiem - Cathalą (mającym większe doświadczenie w grach dwuosobowych), w wyniku czego powstał projekt gry, która w swoim zamierzeniu polegać miała na konfrontacji grupy krasnoludów i hobbita z pająkami z puszczy Mirkwood - co znajdowało odniesienie  w jednej z książkowych scen. Coś jednak po drodze nie wyszło a sam projekt został na kilka lat zapomniany. Bruno Faidutti przyznaje, że przeciwieństwie do niego, współautor "Raptora"  jest osobą, która zawsze potrafi dopiąć projekt i sfinalizować to, czego się podjął. Odzwierciedleniem tego miało być nagłe, po blisko trzyletniej przerwie, odkurzenie projektu gry przez Cathalę. Szybki telefon do kolegi, retheme, redesign i... voilà!


Nie oceniaj książki po okładce?
Czy powiedzenie to znajduje odzwierciedlenie we "wnętrznościach" "Raptora"? O tym za chwilę. Najpierw rzućmy okiem na same ilustracje. Kojarzycie ten styl? Mi na myśl przychodzą tylko dwa tytuły - "Lewis i Clark" oraz "Broom Service". Okazuje się jednak że pan Vincent Dutrait, będący autorem grafik do "Raptora" maczał nie tylko swoje palce, ale przede wszystkim pędzle w takich tytułach jak chociażby leżący na mojej półce "Pathfinder: Rise of the Runelords" albo "Nowy Jork 1901". Pudełko od "Raptora" jest subiektywnie jednym z najciekawszych i najbardziej klimatycznych w mojej kolekcji. Będąc za młodu kilkuletnim kolekcjonerem czasopisma "Dinozaury!" chciałbym, by w każdym z nich znajdował był się wtedy komiks autorstwa Dutraita. Sama przedstawiona na okładce sytuacja odzwierciedla mechanikę gry - ludzie z pierwszego planu niemal wybiegają z pudełka, dzierżąc porwanego młodego dinozaura, z tyłu zaś rozbestwiona dinozaurza matka niemal zeskakuje na nich z półki skalnej. Ilustracja jest bardzo dynamiczna, a sam Faidutti pisał na swoim blogu, że przypomina mu ona plakat filmowy z lat sześćdziesiątych.


Jak to mówią, pokaż, kotku, co masz w środku.
Należałoby przyjrzeć się elementom które znajdziemy wewnątrz pudełka. Po jego otwarciu oprócz ilustrowanej wypraski znajdziemy dwustronne kafle planszy przedstawiające dwa biomy (sawanne i dżungle), żetony ognia i naboi/uśpienia, trójwymiarowe znaczniki skał, po 9 kart dla każdego gracza, figurki raptorów (matki i młodych) oraz badaczy, dwustronne pomoce oraz instrukcje w 4 językach.
Wśród barw komponentów dominują zieleń i wszelkie odcienie brązu, który czasem przydaje niektórym ilustracjom cieszącego oko stylu sepii. Kolorystyka współgra z klimatem gry i już podczas czytania instrukcji możemy poczuć się jak jeden z badaczy eksplorujących gęstwę wyspy w poszukiwaniu prehistorycznych gadów. No właśnie, a jak z instrukcją? Zacznijmy od tego, że zasady liczą sobie 8 stron, przy czym jakieś 2 spokojnie możemy odliczyć ze względu na ilustracje. Jak widzicie czytania jest niewiele a wszystko już po jednokrotnej lekturze pozwala spokojnie zasiąść do partii. Autorzy pomyśleli nawet o skierowanym do każdej ze stron poradniku znajdującym się na odwrocie książeczki zasad. Pozwala to na tworzenie strategii już podczas pierwszej rozgrywki.


Wśród reguł jest trochę niuansów, na które zapoznając się z tytułem należy szczególnie zwrócić uwagę. Prawie wszystko co jest nam potrzebne do szybkiego tłumaczenia gry komuś, kto zasiada do niej po raz pierwszy, znajdziemy na świetnie skonstruowanych planszach pomocy. Nie pomylę się chyba, kiedy powiem, że planszetki owe to definitywnie jeden z największych walorów gry. Oprócz tego, że zawierają miarę bliskości wygranej w postaci torów zwycięstwa, to znajdziemy tam też krótkie opisy (które jednak nie zawsze rozwiewają wszystkie wątpliwości) kart z których składa się nasza talia (wraz z miniaturkami ilustracji dla szybkiej identyfikacji). Dodatkowo w skondensowany sposób zamieszczono na nich wszystkie możliwe do wykonania naszą frakcją akcje, nie zapominając o wyjątkach i odstępstwach od standardowych reguł (sprawdza się to świetnie jako przypominajka i zabezpiecza nas przed irytującym wertowaniem instrukcji w czasie rozgrywki). Niestety trzeba przyznać że część z tych wyjątków została pominięta, co może skutkować błędną interpretacją reguł podczas początkowych partii. By mieć kontrolę nad poczynaniami przeciwnika i śledzić jego ruchy na planszy pomocy możemy także odszukać niewielkie pole ze wszystkimi możliwymi akcjami przeciwnika i spis jego kart w talii. To z kolei zabezpiecza nas przed dialogami w stylu: - Ej, pokażesz mi swoją kartę pomocy, bo nie wiem co możesz jeszcze zagrać? – Nic Ci nie pokażę, masz swoją. –No ale tak nie można, według zasad mogę wiedzieć co tam jeszcze masz. – To jak chcesz to sobie wstań i sprawdź, ja Ci niczego nie będę pokazywał. – No dawaj tę kartę, bo już więcej z Tobą nie zagram! Mamoooooo! 



Wykonanie tekturowych elementów stoi na wysokim poziomie – są grube i sztywne. Jedyny element do którego można mieć jakieś „ale” to miniaturki dinozaurów i badaczy. Skala ich odwzorowania to zapewne coś w granicach 1:48 – 1:72 – podobnie jak w innych grach wydawnictwa Matagot (patrz: „Cyklady). Czyni to z nich w niektórych miejscach pozbawioną detali masę plastiku, na dodatek dość trudną przez to do upiększenia za sprawą nałożenia nań farb. Mimo to, w galerii na BGG znajdziecie fotki pięknie odmalowanych setów figurek – zapewne wśród wielbicieli bitewniaków i twórców dioram znaleźliby się chętni do takiej roboty. 


Na co należy się przygotować zasiadając do partii “Raptora”? Tytuł ten to asymetryczna dwuosobówka czerpiąca z takich mechanizmów jak zarządzanie ręką, ruch po siatce, system przydziału punktów akcji i take that. Każdy z graczy wciela się w jedną z oferowanych przez tytuł frakcji – ludzi lub dinozaurów. Pierwszym etapem rozgrywki jest przygotowanie planszy, której modułowość i odmienność układu pól na dwustronnych płytkach sprawia, że większość gier będzie unikatowa dzięki odmiennemu układowi terenu. Na polach nie zawierających okrągłych pól umieszczamy znaczniki skał czyniąc miejsca owe niedostępnymi dla ruchu, a także nieprzeziernymi w przypadku takich akcji jak strzał naukowca. Plansza zawiera 4 półokrągłe pola stanowiące “wyjście” z obszaru gry. Na planszy gracze umieszczają figurki swojej frakcji – 1 figurkę dinozaurzej mamy, 5 figurek małych raptorków, 4 figurki naukowców. Rozdajemy plansze pomocy, na karcie pomocy naukowców układamy 5 żetonów naboi, przekazujemy graczom talie kart (z której każdy dobiera początkową pulę 3 kart) i możemy zaczynać grę.
Każdy ma dwie drogi ku wygranej. Ludzie by wygrać muszą strzelić do dinozaurzej matki tyle razy, by na karcie pomocy gracza kontrolującego dinozaury znalazło się 5 znaczników uśpienia. Alternatywnie mogą również uśpić i pochwycić 3 młode, co także skutkuje ich zwycięstwem. Osoba grająca po gadziej stronie ma natomiast za zadanie pożreć wszystkich znajdujących się na planszy naukowców lub uciec 3 spośród 5 młodych dinozaurów.


Rozgrywka polega na symultanicznym zagrywaniu przez graczy zakrytych kart akcji – po jednej w każdej turze. Po tym jak każdy dokona wyboru, karty są odwracane a ich rozpatrywanie zależy od porównania znajdujących się na nich oznaczeń numerycznych. Jeśli cyfra na obu kartach jest taka sama, obie należy odrzucić, a gracze po dobraniu z talii kolejnej ponownie w ukryciu dokonują wyboru. W przypadku różnej wartości na zagranych przez graczy kartach najpierw rozpatrujemy kartę, na której znajduje się niższa cyfra. Osoba która zagrała tę kartę może wykonać jedynie działanie karty oznaczone symbolem lub symbolami w górnej sekcji karty (opisy działania kart znajdziecie na planszach pomocy). W różnicy działania kart przejawia się jeden aspekt asymetrii gry – dla każdej frakcji powiązane z kartami akcje są inne. Po rozpatrzeniu karty o niższej wartości obliczamy różnicę cyfr na obu kartach. Otrzymany wynik stanowi liczbę akcji, które ma do rozdysponowania drugi z graczy (czyli ów, który zagrał kartę o wyższej wartości). To druga część asymetrii rozgrywki – akcje dla obu frakcji są częściowo odmienne. Przykładem akcji gadziej strony jest ruch figurką, pożarcie naukowca przez dinozaurzą matkę lub gaszenie ognia na planszy. Grający ludźmi może natomiast przydzielać otrzymane punkty do działań takich jak: ruch, strzał do matki, uśpienie małego raptora lub jego pochwycenie, jeśli ten jest już uśpiony.


Dla kogo?
“Raptor” to pozycja dla graczy lubiących negatywną interakcję. Pozycja ta opiera się w zasadzie na samych zagraniach w stylu “This is Sparta!”, nie ma tu miejsca na litość i pobłażanie. Ja to lubię i w tym aspekcie ta gadzia gra trafia w moje upodobania. Żeby odnaleźć się przy tym tytule konieczna jest też tolerancja asymetrii. Nikt nie ma ochoty słuchać po przegranej partii tekstów w stylu – Ta gra jest beznadziejna i niesprawiedliwa. Wygrałeś bo grałeś lepszą frakcją! Zagrałem już kilkadziesiąt razy i nie widzę zmienności trudności osiągnięcia zwycięstwa podczas gry różnymi frakcjami – choć w sieci znajdziecie też odmienne do mojego zdania na ten temat. Z pewnością wśród przeciwników gry znajdą się zarzuty traktujące o losowości, która przejawia się jedynie w doborze kart. Nie ma innego losowego elementu rozgrywki – dużo jest miejsca dla strategii i przewidywania ruchów przeciwnika. Przyznam, że mnie również na pewnym etapie ogrywania “Raptora” zirytowała losowość dociągu kart. Nic bardziej mylnego – trzeba bowiem pamiętać, że wszystko to wyrównać się może w późniejszej fazie gry. Szybkie zużycie wysokich wartości kart skutkować może bowiem tylko “dobrymi złego początkami”. Nie odnajduję w tej grze również efektu "kuli śnieżnej". Zdarzało mi się, że nawet w momencie, gdy byłem już całkowicie pewny wygranej stojąc 2 pola od miejsca wyjścia z obszaru gry jednym z młodych, uprzednio uciekłszy już 2 innymi, musiałem przez zręczne manewry przeciwnika posmakować goryczy porażki. 


Klimat gry jest bardzo odczuwalny, jednak nie każdemu może pasować. Zauważyłem tendencję do krytykowania go przez żeńską część planszówkowego społeczeństwa. Wśród zasłyszanych żeńskich opinii przejawiają się bowiem zdania, że strzelanie do małych dinozaurów, kłusowanie na nie, strzelanie do nich itp. wywołuje w nich negatywne odczucia i odstręcza od gry. Z tym trudno dyskutować, bowiem de gustibus non est disputandum. Przestrzegam więc – uważajcie jeśli chcecie tytuł ten sprezentować swojej znajomej, dziewczynie, koleżance, matce lub teściowej. Może bowiem z prędkością światła wylecieć przez okno – szkoda waszej kasy i dobrych chęci. Oczywiście w tym przypadku generalizować nie należy, bo i wśród kobiet znajdziemy wielbicielki “Parku Jurajskiego” czy cyfrowych “Worldsów”. 


Czas rozgrywki zawiera się w okolicach 30 minut, stąd partie są szybkie i przy dobrych wiatrach oraz braku irytacji przegranego można spokojnie rozegrać kilka z rzędu. Mimo tego krótkiego czasu gry, w każdej jej minucie czuć presję, ale i strategiczną głębię.
Mimo ogromnej regrywalności zawierającej się w losowym rozstawieniu płytek terenu i odmiennym układzie pól, początkowych rozstawieniach graczy i dwóch drogach do wygranej, po kilkunastu partiach odczuwamy podobieństwo partii. Jednak konieczność ciągłego dostosowywania taktyk do aktualnej pozycji na planszy sprawia, że nie ma tu miejsca na nudę. Nie stwierdziłem również dłuższych przestojów, mimo że grałem w różnym towarzystwie, rywalizując także z graczami o ciągotach do analajzis paralajzis. 
Uciążliwe może być kilka wyjątków w regułach, które koniecznie trzeba zapamiętać, by cieszyć się płynną i sprawiedliwą rozgrywką. Przez to zauważyć należy że gra faworyzować będzie nieco doświadczonych graczy, mających kontrolę nad wszystkimi jej aspektami. Podczas pierwszych gier polecam trzymanie instrukcji ustawionej na ostatniej stronie gdzieś na podorędziu, bowiem znajdziecie tam wszystkie te wyjątki i rozbieżności zasad.


Podsumujemy?
Raptor to szybka, emocjonująca, asymetryczna dwuosobówka o dość niskim progu wejścia. Na mojej półce zostanie na długo i raczej nie odmówię partii, wręcz sam do niej zachęcając. Nie mając czasu na dłuższe granie sięgnę po niego zawsze z ogromną ochotą, chętniej jednak z osobnikami płci męskiej i tymi, którzy już kiedyś weń grali. Będę się natomiast wystrzegał siadania przy tej grze z miłośnikami kooperacji. 
Raptor spodoba się Wam jeśli lubicie pozycje takie jak: Mr Jack in New York, Drako, Sun Tzu (Sztuka Wojny), Le Fantôme de l'Opéra

Plusy:
+ Wysoka regrywalność dzięki modułowej planszy;
+ Zbalansowane frakcje, których unikatowe zdolność idealnie oddają klimat gry;
+ Krótki czas rozgrywki – możliwość kilkukrotnego powtórzenia gry podczas pojedynczej sesji (polecam ze zmianą stron);
+ Łatwe do wytłumaczenia zasady;
+ Świetnie utrzymany klimat rozgrywki;
+ Niewielki udział czynnika losowego.

Minusy:
- Kilka wyjątków w zasadach, które nieprzestrzegane podczas rozgrywki, mogą całkowicie popsuć balans i prowadzić do irytacji;
- Tematyka często negatywnie odbierana przez płeć piękną;
- Kiepskiej jakości figurki.


Ciekawostki:
  • W sieci możecie znaleźć trailer gry. Czy poznajecie występujących w nim “aktorów”?
  • Na blogu Bruno Faiduttiego traficie na zdjęcia tego jak ewoluowały grafiki i ikonografia gry. 
  • “Raptor” swoją premierę miał w tym samym roku co najnowsza część “Parku Jurajskiego”. Przypadek? Nie sądzę. Choć panowie Bruno utrzymują, że to całkowity zbieg okoliczności.


Dominik Pietrzak




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz