slider

niedziela, 29 października 2017

Dice Stars - recenzja

"Wolę leżeć na ziemi i patrzeć na gwiazdy,
 niż próbować do nich dotrzeć 
mając niewielką szansę, że mi się uda." 
Jonathan Carroll

Od zawsze nie przepadałem za grami kościanymi. Uderza mnie w nich to, że wynik gry zwykle powierzamy losowi. Dlatego też, gdy za przyczyną Silesia on Board złapałem w swoje ręce egzemplarz kompaktowej gry „Dice Stars”, początkowo rzuciłem ją w kąt. Kiepska i nieprzykuwająca uwagi grafika na pudełku dodatkowo mnie odstręczała.  Na tak zwanej półeczce wstydu tytuł ów przeleżakować musiał kilka miesięcy. Nie to żebym myślał, że gry planszowe są jak wino. Po prostu to wyglądało jak kiepski filler, było brzydkie i… KOŚCIANE.

Nastał jednak dzień, gdy przerzucając  pudełka na półce natrafiłem przypadkiem na „Dice Stars”. Mignęło mi jedynie przed oczami. Zaraz, zaraz… Bruno jaki? Bruno Cathala i Ludovic Maublanc? Ten duet od m.in. „Cyklad” czy „Mr Jack’a”? Nie może być! Aż z wrażenia przerwałem porządki, usiadłem i zacząłem przerzucać dziewicze jeszcze komponenty.


Z niewielkiego pudełka od wydawnictwa Matagot wyciągnąłem takie oto skarby:
- 4 instrukcje (w językach angielskim, francuskim, hiszpańskim i niemieckim);
- blok arkuszy punktacji;
- 14 kości w 4 kolorach;
- materiałowy woreczek.
Jako, że sprezentowano mi zestaw z dodatkiem „Planets”, znalazłem również:
- jednostronicową instrukcję do dodatku;
- zestaw 7 plastikowych żetonów z ilustracjami planet.

Od strony graficznej wygląda to dość ubogo. Autorką znikomej ilości ilustracji jest zupełnie mi nie znana Sabrina Tobal. Po krótkim researchu okazało się, że miała Ona wkład w tworzeniu grafik chociażby do „Captain Sonar”. Warto pochwalić jedynie arkusze punktowania – są przynajmniej czytelne. Najlepiej wykonanym elementem gry są kolorowe kości. Ale kości jak to kości - nad czym się tu niby zachwycać?


Wróćmy jednak do opowieści. Zaraz po zapoznaniu się z zawartością, wygodnie zasiadłszy w fotelu, począłem wertować instrukcję. Jest krótka – ma zaledwie 8 stron. Jest czytelna, dobrze zilustrowana i posiada przydatne dla zrozumienia gry przykłady. Ostatnia jej strona to przedstawienie wariantu solo, o którym później również wspomnę. Poznanie zasad i wytłumaczenie ich żonie zajęło mi może 15 minut. Partię udało mi się rozegrać jeszcze tego samego dnia, z racji tego, że wybranka serca mego w przeciwieństwie do mnie bardzo chwali sobie gry kościane. Widocznie się w ten sposób dopełniamy. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że całkiem fajnie to działa!

„Dice Stars” to kościana gra typu „roll & write” – czyli „rzuć i zapisz”. Do rozgrywki zasiąść może od 1 do 4 graczy. W każdej turze dobieramy od 1 do 3 kości z woreczka i wykonujemy nimi rzut. Następnie wybieramy jedną z trzech cech: liczbę, kolor lub gwiazdy. Zbieramy wszystkie kości o wybranej cesze i sumując ich wartość (lub liczbę gwiazd) w odpowiedni sposób wpisujemy w tabelę punktowania. Wszystkie pozostałe kości pozostają  w rezerwie i są dołączane do tych którymi w kolejnej turze rzuci następny gracz. Gdy kości się skończą, lub ktoś postanowi wybrać gwiazdki zbieramy wszystkie wybrane kości alternatywnie wrzucając do worka też te które zostały w rezerwie. W ten sposób kontynuujemy grę do momentu aż jedna z osób zapełni wszystkie białe kratki na arkuszu punktowania lub dojdzie do sytuacji kiedy gracz nie będzie miał możliwości wybrać niczego co nie przekraczałoby ilości miejsc w jego arkuszu. W tej ostatniej sytuacji można uzyskać również punkty karne. 


Co daje nam wybieranie gwiazdek? Zacytuję Oscara Wilde’a: Wszyscy leżymy w rynsztoku. Ale niektórzy z nas sięgają po gwiazdy. Możemy nimi zapełniać specjalnie przeznaczone dla nich wiersze. Jest to jednak ryzykowne. Każdy zapełniony wiersz dubluje uzyskany w nim wynik. Każdy niekompletny całkowicie go wyzerowuje. Warto więc być ostrożnym w korzystaniu z tego aspektu gry.
W załączonym wariancie solo możemy zmierzyć się natomiast z wirtualnym przeciwnikiem, który daje nam całkiem przyjemną symulację ciekawej logicznej zagadki i również warty jest przetestowania.
Po pierwszych kilku, zagranych zresztą z rzędu, partiach, dołączyliśmy do gry również dodatek „Planets”. Daje on dodatkowy element podejmowania ryzyka i więcej opcji wyboru. Za każdy bowiem zapełniony pionowy słupek na arkuszu wyników, możemy dobrać jeden z losowanych w każdej grze 4 żetonów planet. Większość z nich daje nam w wybranym momencie  gry jakąś jednorazową korzyść.

Ciężko jest mi wydawać werdykt na temat „Dice Stars”. Jest tak, ponieważ moja niechęć do gier kościanych sprawia, że nie znam podobnych do tego tytułów. Nie mam więc absolutnie żadnego punktu odniesienia. W sieci znalazłem informacje, że jeśli komuś spodobało się „Dice Stars” warto zagrać w „Qwixx” lub „Qwinto”. Wielbiciele kościanek narzekają jednak, że omawiany tytuł w porównaniu z innymi posiada sporo większy downtime. Faktycznie – jeśli do stołu usiądziemy z typowymi myślicielami, to na swoją turę można chwilę poczekać. A zdawałoby się że to tylko rzut kilkoma kośćmi…


W mojej opinii „Dice Stars” to taki press your luck dla eurograczy. Jest w nim bowiem duża doza losowości i szczęścia, ale oba te aspekty można znacząco ograniczać i kontrolować. Sam złapałem się na tym, że przez pierwsze gry skupiałem się jedynie na swoim arkuszu punktowania. Później zorientowałem się w tym, że bardzo ważnym aspektem jest dokonanie wyboru nie tylko na podstawie tego co jest w danej chwili najdogodniejsze dla mnie. Równie istotne jest bowiem zwracanie uwagi na to, na czym zależy w danej chwili naszym przeciwnikom. Umożliwi to bowiem skuteczną kontr strategię dla ich planu.
W jakim gronie sprawdzi się gra? Najlepiej w takim, w którym gracie najczęściej. Zasady mimo, że proste, nie zawsze są intuicyjne. Jeśli więc przyniesiecie grę na konwent i zaczniecie tłumaczyć przypadkowo poznanym ludziom, nie liczcie na to że już podczas pierwszej gry będą dla was godnymi przeciwnikami. W moim przypadku najchętniej wyciągam ten tytuł do potyczek z żoną. Partia zamyka się w 15 minutach, więc można zagrać między zupą a drugim daniem. Na dodatek po kilkunastu partiach gra się płynnie i można z tego tytułu najwięcej wycisnąć. Gra sprawdza się również dobrze jako filler w gronie eurosucharzystów. Można nim fajnie zaskoczyć wzbraniających się przed rzutem kośćmi myślicieli. 

Nie lada wyzwaniem jest wariant solo. Skonstruowane jest to równie dobrze jak wirtualny gracz w „Mage Knight”. Można ograniczyć nieco tykający zegar, zmniejszać ilość punktów zbieranych przez przeciwnika, ale trzeba wciąż pamiętać o tym, żeby samemu dobrze punktować. A połączyć równocześnie te trzy aspekty nie jest wcale tak łatwo. Rozgrywka może się zakończyć na dwa sposoby – albo gdy wirtualny gracz wypełni ostatnia swoją kratkę, albo gdy zdążymy tego dokonać przed nim. Wtedy jednak wciąż możemy z nim przegrać na punkty. Grałem tylko kilka razy i ze wstydem muszę przyznać, że nie udało mi się z nim wygrać. W dodatku na pierwszy ogień rzuciłem żonę, która również sobie nie poradziła. W tym przypadku nasuwa mi się na myśl tylko jedno angielskie wykrzyknienie – challenging!
Na koniec dwa słówka o dodatku. Jego targetem są osoby które po kilkunastu grach w jakiś tytuł zaczynają narzekać na regrywalność. Zestaw planet wybierany jest drogą losowania, więc wprowadzenie ich dodaje unikalności każdej rozgrywce. Wyborów zaczyna robić się więcej i należy już nie tylko zwracać uwagę na najlepszy wariant punktowy, dokopanie przeciwnikom ale i zdobicie i odpowiednie wykorzystanie żetonów z dodatku.


Dla mnie „Dice Stars” to przykład na to że nigdy nie warto mówić nigdy. Jak to pisał Phil Bosmans Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy… a żaden gatunek gier nie może być tak kiepski, żeby nie można było znaleźć perełek.

Plusy:
- krótki czas gry;
- ciekawy, innowacyjny pomysł;
- ograniczona wyborami losowość;
- kompaktowe rozmiary;
- sprawnie działający wariant solo.

Minusy:
- kiepski stosunek ceny do zawartości;
-  nie do końca intuicyjne podczas pierwszej gry zasady.


Dominik Pietrzak


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz