slider

środa, 20 września 2017

Zombie Fluxx - recenzja

Jakiś czas temu, trochę przypadkowo, w moje ręce wpadła gra Zombie Fluxx. Jako że to była moja pierwsza styczność zarówno z Fluxxem jak i zombie, a ponadto w te drugie nie wierzę (choć syn usilnie wmawia mi ich istnienie) , pudełko powędrowało na półkę z grami kurzącymi się. Jednakże po pewnym czasie znajomi poprosili by zagrać w coś innego niż zwykle, ale szybkiego. No to wyciągnąłem wspomnianą grę, ale zastrzegłem, że nie mam pojęcia o co w niej chodzi, czy się spodoba itd. Po lekturze instrukcji oczywiście zagraliśmy. Czy podeszło? Czy fajna? Czy nadal w to gramy? Zapraszam do recenzji.

wtorek, 12 września 2017

Boss Monster: Następny poziom - recenzja

Jakiś czas temu miałem okazję recenzować grę Boss Monster. Prosta karcianka ze sporą dozą humoru oraz świetną retro grafiką trafiała w mój gust gracza urodzonego w latach 80-tych (pełną recenzję znajdziecie TUTAJ). Później trafił mi się do zrecenzowania dodatek Niezbędnik Bohatera (TUTAJ), który świetnie zmieniał rozgrywkę dodając przedmioty sprawiające, że trudniej było pokonać awanturników, którzy zawędrowali do naszych lochów. Fabryka Kart Trefl - Kraków nie spoczął jednak na laurach (pewnie z powodu niezłej sprzedaży) i w tym roku wydał kolejne rozszerzenie do gry, tym razem mogące służyć również za podstawkę, czyli Boss Monster: Następny poziom. To właśnie ta gra jest bohaterką dzisiejszej recenzji, w której postaram się odpowiedzieć na następujące pytania: czy warto ją posiadać mając klasycznego Boss Monstera, która wersja jest lepsza na początek, co nowego wprowadza ta edycja i czy Boss Monster dalej mnie bawi?


Najpierw zaczniemy standardowo od wykonania. Jakość stoi na praktycznie tym samym poziomie co w pierwowzorze. Krakowski Trefl zna się na robieniu gier karcianych. Karty są grube i nie prześwitują. Jedyne co można im zarzucić, to fakt, że z racji klejenia ich z dwóch części (z czarnym wypełnieniem pomiędzy), sprawia że są bardzo podatne na rozpadnięcie się po zalaniu. Wiem że normalnie raczej nikt nie stara się moczyć kart, natomiast jako że jest to lekki tytuł, który pewnie często będzie grany w rozmaitych pubach, warto je jakoś zabezpieczyć, bo w przeciwnym wypadku możecie zniszczyć sobie część kart (znam to z autopsji). Nie jest to jednak minus, bo też wydawca nie może przewidzieć warunków w jakich będziecie grali, potraktujcie to po prostu jako ostrzeżenie :-)


W przypadku pierwszej części dużą część gry tworzyły ilustracje na kartach, wykonane w stylu retro pixel artu, przez kilku różnych artystów. Tutaj mamy do czynienia z pracami jednego grafika, Darrena Calverta, ale wg mnie są praktycznie nie do odróżnienia w kwestii stylu od obrazków z kart w pierwszej części, co jest zresztą sporym plusem. Dalej są zabawne, dalej nawiązują do kultowych gier, książek i kreskówek. Integralną częścią rozrywki płynącej z gry są też oczywiście nazwy i opisy z kart. Takie perełki jak Klubokawiarnia Goblinów czy Wilkołacka Melina wywołują uśmiech na twarzy. Tu też wkradło się kilka nawiązań, jak na przykład Posiadłość Szaleńca :-) Jednak ponownie najwięcej smaczków znajdziemy na kartach bohaterów. Wprawne oko wypatrzy tutaj nieco inną wersję Braci Mario. Łatwo można też wypatrzyć znanych autorów powieści fantasy jak np. Georga R.R. Martina ("lepiej nie zapraszać go na przyjęcie weselne") czy Neila Gaimana. Z ciekawszych nawiązań jest tutaj też krasnoludzka wersja Asteriksa ;-) Ponownie pochwały należą się zarówno autorom jak ekipie z krakowskiego Trefla odpowiedzialnej za dobry poziom tłumaczenia.


O mechanice nie będę się szczególnie rozpisywał, jako że w stosunku do pierwszego Boss Monstera nie zmieniło się zbyt wiele i nieco bardziej szczegółowy opis spokojnie odnajdziecie w jego recenzji (ponownie TUTAJ). Ze zmian w zasadach należy wymienić, że teraz na początku gry nie musimy odrzucać dwóch kart, tylko startujemy z pełną ręką. Kolejną ciekawą zmianą są specjalni bohaterowie hybrydowi, którzy wybierają podziemia na podstawie sumy dwóch rodzajów przedmiotów oraz mroczni, którym można dodać życie poprzez poświęcenie odpowiedniej komnaty (oczywiście robi się to głównie gdy delikwent zwiedza komnaty przeciwnika). Dodatkowo w instrukcji natkniemy się na kilka dodatkowych wariantów, które co prawda nie zmieniają zbyt wiele, ale mogą odrobinę urozmaicić rozgrywkę. Cała reszta zasad pozostała praktycznie bez zmian.


Zanim przejdę do swojej opinii, zamieszczę pierwsze wrażenia Marcina, który nie miał okazji grać w pierwszą część i nie patrzy na rozgrywkę przez sentyment lub niechęć do niej:
Szybka, niebanalna gra ze sporą doża humoru w postaci nazw potworów. Wymaga trochę strategicznego myślenia i obserwowania działań innych. Nie da się wygrać, ani choćby nie być ostatnim nie wabiąc bohaterów do swoich komnat. Zasady są proste, rozgrywka przyjemna. Jak na taką małą grę jest spora interakcja negatywna, ale i niestety równie duża losowość. Tym niemniej w Boss Monster : Następny poziom grało mi się bardzo dobrze, mimo że nie szło mi najlepiej. Ta gra jest dobra, ale bez fajerwerków.


Dobra, pora teraz na moje zdanie. Następny poziom stoi na dokładnie tym samym poziomie co pierwsza gra w serii. Dalej jego największą zaletą jest 8/16 bitowy klimat, a wadą jest losowość. Jako lekki przerywnik się sprawdza, chociaż raczej nie będzie głównym daniem wieczoru. Po graniu w obie gry sporo razy, mam wrażenie że Boss Monster cierpi trochę na bycie "ani świnką, ani morską", jako że nie do końca jestem w stanie odnaleźć jego grupę docelową. Jest odrobinę zbyt skomplikowany dla osób nie oswojonych z nowoczesnymi grami planszowymi i karcianymi, a dla starych wyjadaczy jest odrobinę zbyt losowy. Bazuje za to głównie na sentymencie do retro gier i tutaj jest zdecydowanym mistrzem. Jako dziecko lat 80 rozpoznaję większość nawiązań i dają mi frajdę. Niestety nie wystarcza to bym zbyt często wyciągał tę grę na stół, ale od czasu do czasu do niej wracam.


A teraz pora na odpowiedzi ze wstępu. Czy warto mieć obie wersje Boss Monstera? Moim zdaniem tylko jeśli naprawdę zakochaliśmy się w tej grze, znamy wszystkie karty na pamięć i chcemy urozmaicić sobie rozgrywkę. Która część jest lepsza? Zdecydowanie Następny poziom. Mam wrażenie, że jest bardziej wyważony, szybszy i odrobinę ciekawszy dzięki nowym bohaterom. Gdybym miał polecić zakup tylko jednej części to byłaby to zdecydowanie ta! Czy gra dalej mnie bawi? Tak, ale jednak już trochę mniej. Druga część wprowadziła nieco zbyt mało nowości żeby odświeżyć rozgrywkę i urozmaicić ją na dłużej. Niemniej jako filler raz na jakiś czas wraca na stół.


Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Fabryka Kart Trefl - Kraków za udostępnienie gry

http://www.trefl.krakow.pl/



czwartek, 7 września 2017

Wyspa Kwitnącej Wiśni - recenzja

Ostatnio klimaty Japonii stały się w planszówkach prawie tak popularne jak wikingowie i zombie. Kiedyś była to raczej domena Antoina Bauzy (Tokaido, Takenoko), natomiast obecnie coraz więcej mniej znanych autorów sięga po tę tematykę. I dobrze. Zawsze lubiłem dalekowschodnie klimaty, nie tylko zresztą w planszówkach. Dlatego od momentu ogłoszenia przez Lucrum Games wydania polskiej wersji Honshu, autorstwa Fina Kalle Malmioji, ucieszyłem się. Z ciekawością zagrałem pierwszy raz na konwencie i spodobało mi się na tyle, by przy nadarzającej się okazji postarać się o egzemplarz do dalszych testów i recenzji. Teraz mam za sobą nieco więcej rozgrywek i mogę śmiało opisać wam moje wrażenia i powiedzieć czy zapał ostygł czy pozostał taki sam.


wtorek, 5 września 2017

[Informacja prasowa] Geek Me Up

Hej dostałem dzisiaj bardzo ciekawą informację o nowej inicjatywie związanej ze światem gier planszowych. Udostępniam ją w niezmienionej formie:

Cześć,
z tej strony Bartek Cieślak i Radek Jarosz. Piszemy do Was, by poinformować o naszej inicjatywie na rynku gier planszowych. Nie jesteśmy kolejnym wydawnictwem, nie tworzymy też żadnych insertów czy innych zmyślnych dodatków do ulubionych gier. To wszystko już jest. Czego nie ma, a przynajmniej nie w takiej formie, jaką sami byśmy chcieli widzieć, to koszulki dla graczy. Chociaż "koszulki" kojarzą się głównie z plastikową ochroną na karty, więc może będziemy trzymać się terminu t-shirty.


Ja sam - Bartek - jestem graczem i geekiem, którego szafa wypełniona jest t-shirtami z najróżniejszymi wzorami... ale żadna z nich nie ma nic wspólnego z grami planszowymi. Wielokrotnie szukałem takich wzorów chcąc wyrazić siebie i swoją miłość do planszówek, ale to, co rynek oferuje w tym temacie, niestety nie spełniało moich oczekiwań. Wrzucony meeple czy kostka lub inne hasełko o grach niekoniecznie sprawia, że to od razu t-shirt dla gracza. Przynajmniej nie dla mnie.


Zaproponowałem więc współpracę mojemu przyjacielowi. Ja odpowiadam za wzory, które chciałbym nosić i które jestem pewien, że spodobają się i Wam, a Radek całe przedsięwzięcie trzyma w kupie, by dostarczyć Wam najwyższej jakości koszulki, które pojawiły się w mojej głowie. Nasza pasja do gier planszowych znajdzie odwzorowanie w naszych t-shirtach.
Chcemy, żeby nasz produkt zapełnił lukę na rynku t-shirtów dla fanów gier planszowych, którzy naszym zdaniem przez lata byli ignorowani. Rynek prężnie rozwija się w wielu kierunkach, ale ten pozostał w blokach startowych. Nasze wzory projektowane są przez graczy dla graczy, a za ich wykonanie odpowiada znany w planszówkowym świecie Mihajlo "The Mico" Dimitrievski, autor grafik do takich gier jak "Najeźdźcy z Północy", "Cavern Tavern" czy cała seria Valerii ("Valeria: Karciane Królestwa", "Villages of Valeria" i "Quests of Valeria").


Ponieważ jesteśmy zwykłymi graczami, którzy postanowili dać ludziom takim jak my produkt, na który zasłużyli, chcemy wejść na rynek dzięki akcji na Wspieram.to. Na początek zaproponujemy trzy wzory, które znajdziecie w załączniku oraz koszulkę z naszym logo - również autorstwa The Mico. W trakcie kampanii mamy nadzieję odblokować jeszcze przynajmniej trzy kolejne wzory, a także wspólnie z graczami stworzyć kolejny. Naszym hasłem przewodnim jest "od graczy dla graczy", dlatego też Wspieram.to będzie świetną okazją, by w naszych dalszych działaniach uwzględniać potrzeby planszówkowiczów. Startujemy już we wrześniu, trzymajcie więc kciuki!


Zapraszamy też na naszego Facebooka (https://www.facebook.com/geekmeupeu/), gdzie pojawiać się będą wszystkie ważne informacje, a także na Instagrama (https://www.instagram.com/geek.me.up/), który będzie bardziej lifestyle'owy niż firmowy ;)

Ekipa Geek Me Up!