slider

wtorek, 29 sierpnia 2017

Medici: The Card Game - recenzja

Reiner Knizia to niewątpliwie płodny autor. Jego gry cechują się raczej niewielką ilością klimatu i naciskiem na mechanikę. Zdarza mu się też wykorzystywać mechanikę z niektórych tytułów w innych grach, a nawet po prostu zmieniać i tak niezbyt wyczuwalny temat na inny (m.in. Pędzące żółwie). Nie powiem żebym był jakimś szczególnym fanem jego twórczości, nie darzę też jej jednak jakąś wyraźną niechęcią. Dość dawno temu, bo w 1995, autor stworzył grę Medici, która została bardzo ciepło przyjęta i po dziś dzień plasuje się w pierwszej pięćsetce na liście serwisu BGG. Po 22 latach Reiner Knizia postanowił wrócić do tego tytułu i wykorzystać mechanikę push your luck oraz temat z pierwowzoru i stworzył Medici: The Card Game. Gdy nadarzyła się okazja przetestowania jej dzięki Board Games Stories, od razu się zgodziłem, żeby móc przekonać się czy jest to udana reimplementacja. Czy przypadła mi do gustu? Przekonajcie się.


Za grafikę w tej grze odpowiedzialny jest duet Vincent Dutrait i Jun Suemi. Ten pierwszy pracował również nad oryginalnym Medici. Początkowo sama okładka nie do końca trafiała w mój gust, ale im bardziej na nią patrzyłem, tym bardziej się do niej przekonywałem. Ostatecznym argumentem, że jest to jednak kawał dobrej roboty, jest fakt, że okładka wersji karcianej to tak naprawdę ta sama scena co w oryginale, tyle że widziana z innej perspektywy. Bardzo fajny zabieg. Ilustracje na kartach podobały mi się natomiast już od samego początku. Aż szkoda że tak często się powtarzają, niemniej miło na nich zawiesić oko. Poza kartami znajdziemy w pudle żetony monet. Ładne, solidne, błyszczące jak miliony... no monet :-) Jedyny minus to śmiesznie małe znaczniki o walucie 5. Aż nieprzyjemnie się je zbiera. Wszystko zapakowane w plastikową wypraskę, która jest ładna i funkcjonalna... aczkolwiek trochę za płytka przez co karty nawet bez koszulkowania wysypują się z przegródek, a w koszulkach nie zmieszczą się na pewno. Dobrą jakość końcowego produktu zawdzięczamy osobom, które wsparły tytuł na platformie Kickstarter i odblokowały dodatkowe cele poprawiające wykonanie. Generalnie Medici: The Card Game pod względami estetyczno-jakościowymi stoi na bardzo dobrym poziomie. Co ciekawe, pierwsze wydanie gry jest wielojęzyczne, a poza angielskim i francuskim, w pudełku znajdziemy też instrukcję w naszym rodzimym języku. Ta jest napisana w miarę przejrzyście, znajdą się tu nawet jakieś przykłady.


Jako że tytuł plasuje się raczej w kategorii lekkich fillerków, to zasady nie mogą być przesadnie skomplikowane. Powiem nawet, że są bardzo proste. Jako bogaci kupcy wybieramy się na targ i chcemy załadować na nasze statki jak najlepsze towary. Dzieje się to poprzez dobieranie kart ze wspólnego stosu, przy czym możemy dobrać ich od jednej do trzech. Wykładamy je na tor rynku i zawsze musimy zabrać przynajmniej jedną ostatnio dociągniętą. W przypadku gdy któreś pominęliśmy i zostały na torze rynku, zostają tam i kolejni gracze mogą dobrać je zamiast dociągać nowe ze stosu (choć dalej maksymalnie trzy ostatnie).Na nasz statek możemy załadować maksymalnie 5 dóbr, przy czym zielone karty nie zajmują miejsca. W zależności od obranej strategii i dociąganych kart, będziemy chcieli brać jak najrozmaitsze towary (pięć typów: tkaniny, futra, zboże, niebieski barwnik i przyprawy), specjalizować się w poszczególnym typie dóbr lub brać co popadnie, byleby miało dużą wartość punktową ;-) Gracze, którzy zapełnili już statek kończą rundę, natomiast ostatni kupiec, który nie zdążył się załadować ma tylko jedną turę i w najgorszym wypadku kończy rundę z niepełnym statkiem. Runda się kończy i następuje liczenie punktów. Najpierw podliczamy wartości z naszych kart i w zależności od tego jak stoimy w rankingu tyle otrzymujemy punktów. Ostrzegam że ostatnia gracz na ostatnim miejscu nie otrzymuje nic. Następnie przenosimy towary ze statku do naszych magazynów i sumujemy takie same symbole. Osoba z największa ilością danego typu towarów otrzymuje premię w postaci 10 punktów, a za drugie miejsce dostaje 5 punktów. Dodatkowo jeśli przekroczyliśmy pięć symboli danego rodzaju, otrzymujemy dodatkowe 10 punktów (w przypadku gry dwuosobowej musimy przekroczyć 7 symboli). Następnie wyruszamy na targ po nowe towary na nasz statek i w ten sposób rozgrywka toczy się przez trzy rundy. Po ostatnim podliczeniu punktów wyłaniamy zwycięzcę.


Jak widzicie zasady faktycznie są proste i do tego banalnie łatwe do tłumaczenia. Jest to zdecydowany plus tej gry. Nie ma tu długiego czekania na swoją turę, a sama gra trwa przeważnie niewiele ponad pół godziny, co też jest zaletą. Push your luck jest mechaniką idealnie pasującą do lekkich fillerków, w których nie będzie nam raczej przeszkadzać nadmiar losowości. W oryginale zamiast tego mechanizmu, mieliśmy do czynienia z licytacją, którą co prawda też lubię, ale chyba nie do końca pasowałaby mi tutaj tak bardzo. No i dzięki temu gra dużo rozsądniej działa na dwie osoby, co w przypadku licytacji raczej się nie zdarza. Tak więc skalowanie jest kolejną zaletą tego tytułu, chociaż klasycznie w dwie osoby wypada ciut słabiej niż w 3+. Nie miałem okazji grać w pierwowzór, dla ułatwienia sobie pisania recenzji obejrzałem jedynie przebieg rozgrywki w internecie, żeby mieć jakikolwiek pogląd. Dlatego też jeśli chodzi o porównania to na wyżej wspomnianej odrobinie mechaniki poprzestanę. Przejdźmy za to na chwilę do klimatu... którego nie ma tu kompletnie wcale :-) Mało tego... z instrukcji dowiadujemy się, że nie jesteśmy nawet tytułowymi "niesławnymi" Medyceuszami, a kupcami żyjącymi w ich trudnych, ale dających szanse na zarobek czasach. Brzmi to całkiem nieźle ale sprowadza się do zbierania setów ;-) Cały Knizia...
Na szczęście jeśli mechanika się sprawdza to brak klimatu da się przeżyć, a w przypadku karcianych Medyceuszy tak właśnie jest. Mimo że nie ma tu zbyt wiele miejsca na strategię oraz interakcję, to ryzykowanie dobrania kiepskich kart trzyma ciągle w napięciu i bawi. Wspomniana wcześniej losowość czasem daje się we znaki ale głównie z powodu naszej pazerności i na dodatek rzadko jeden słaby dociąg jest na tyle kiepski by przesądzić o wyniku gry. Tak naprawdę najbardziej w grze przeszkadza mi brak jakiejś różnorodności. Mamy tu dość słabo zróżnicowane karty i niezmieniającą się przez trzy rundy mechanikę. Odnoszę wrażenie, że gdyby nie matematyczne podejście Reinera Knizii, dałoby się z tego zrobić bardzo dobrą grę. Wystarczyłoby dać jakieś wydarzenia na czas każdej rundy, co drastycznie zwiększyłoby regrywalność. W chwili obecnej i tak nie jest w tej kwestii źle. Po partii chętnie zacznę od razu drugą. Niemniej mogło być znacznie lepiej.


Ostatecznie uważam, że Medici: The Card Game jest grą dobrą. W kategorii fillerków spokojnie daję jej 7/10. Jest ładna, szybka, przyjemna i bawi. Łatwo się ją tłumaczy i dobrze się w nią gra, gdy nie mamy czasu na nic dłuższego. Absolutny brak klimatu nie przeszkadza w rozgrywce. Chociaż nie jestem fanem Knizii, to muszę przyznać, że karciani Medyceusze mu wyszli i śmiało mogę ich polecić :-)

Plusy:
+ Ładne i dobrze wykonane elementy
+ Przyjemnie działająca mechanika
+ Krótki czas rozgrywki
+ Łatwe zasady
+ Skalowanie

Minusy:
- Absolutny brak klimatu
- Absurdalnie małe monetki o wartości 5
- Trochę brak tu jakiegoś urozmaicenia

Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Board Game Stories za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz