slider

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Smash Up - recenzja

Co się stanie gdy w przypływie kreatywności połączą swe siły dwie z ośmiu cudacznych, od zawsze wojujących ze sobą? Ano cała reszta tej dziwacznej hołoty też wejdzie ze sobą w sojusze, dzięki czemu otrzymamy np. Ninja Roboty, Piratów-Dinozaury, Kosmicznych Czarodziei lub Zombie Szachraje (czyli skrzaty, gnomy i inne tałatajstwa :-) ). No i dalej walczą tylko ataki są efektowniejsze. Na tyle zresztą efektowne, że Paul Peterson postanowił zrobić zwariowaną karciankę opisującą takie bitwy. Jest to oczywiście Smash Up, spolonizowany niedawno przez Wydawnictwo Bard. Na polską wersję przyszło nam trochę czekać, biorąc pod uwagę że oryginał powstał w 2012 roku. Czy warto było? O tym za chwilę :-)



Najpierw jednak przejdźmy do wyglądu gry. Prostokątne pudełko z rysunkiem przedstawiającym wszystkie frakcje na okładce wygląda całkiem zachęcająco. W środku mamy instrukcję, karty i tekturową pseudowypraskę (typu "rów"). Moja przyszła już na starcie trochę pogięta, ale z drugiej strony jej przydatność i tak była wątpliwa. Generalnie ma chyba stwarzać pozory, że pudełko jest bardziej wypchane. W przypadku pojawienia się spolszczonych dodatków do Smash Up, bez żalu będzie można ją wyrzucić. Przejdźmy zatem do kart. Te są grube i na pierwszy rzut oka dość solidne. Ponadto zostały okraszone bardzo przyjemnymi dla oka grafikami dziwacznych stworzeń, miejsc i czy innej technologii. Każda frakcja jest rysowana w kompletnie innym stylu i kolorystyce, zresztą nawet nazwy kart zostały napisane zupełnie różnymi czcionkami. Co ciekawe mimo tego miszmaszu wygląda to wciąż ładnie. Niestety mam do nich jeden dość spory zarzut. Chodzi mi o rewersy kart w polskiej wersji, gdzie wydawnictwo Bard, wzorem AEG, postanowiło umieścić swoje logo. Logo nie zaburza mi estetycznego odbioru gry, jest zresztą dość ładne... niestety dopóki nie zostaną wydane wszystkie dodatki/promocyjne frakcje, maniacy Smash Upa posiadający ich oryginalne wydanie w zasadzie nie będzie mógł ich połączyć z polską podstawką. Jest to dość dziwny zabieg, zwłaszcza że trochę już rozszerzeń i promek do gry wydano, a wydawanie dodatków na naszym rynku jest przecież dość utrudnione przez limity produkcyjne. Oczywiście gdy zostanie spolszczone wszystko, usunę ten minus i odszczekam moje słowa :-)


A teraz trochę o dość prostych zasadach tej lekko zwariowanej gry. Rozgrywka zaczyna się od wybrania przez każdego gracza dwóch frakcji i połączenia ich ze sobą. Następnie wykładamy na stół karty baz w liczbie odpowiadającej liczbie graczy+1. Każdy dobiera ze swojej zmiksowanej talii po pięć kart i możemy działać. W swojej turze gracz może zagrać jedną kartę sługusa i/albo jedną akcję. Akcje mogą mieć rozmaite efekty. od zmieniania mocy sługusów po przenoszenie, modyfikowanie, czy nawet niszczenie sił przeciwników. Sługusy również mają dodatkowe moce, często pozwalające na zagranie dodatkowych posiłków lub np. przeniesienie ich na inną bazę po zdobyciu pierwszej. Po wykonaniu przez gracza jego tury, zawsze sprawdzamy czy łączna siła sługusów na karcie bazy jest równa lub większa od siły jej obrony. Jeśli tak się stanie, oznacza to że została ona zdobyta i gracze otrzymują punkty zależne od miejsca, na którym uplasowali się podczas jej podbijania. Warto zaznaczyć, że nie każda baza daje najwięcej punktów graczowi z największą siłą i czasem lepiej zdobyć drugie miejsce. Dodatkowo bazy również mają różne umiejętności, często dające coś graczowi który ją zdobył. Po zakończeniu ruchu gracz dobiera również dwie karty ze swojej talii. Jeśli w którymś momencie gracz osiągnie 15 lub więcej punktów, gra się kończy. W przypadku remisu gramy dalej dopóki ktoś nie zdobędzie przewagi. W zasadzie to byłoby na tyle jeśli chodzi o zasady.


Jak zapewne zauważyliście podstawowa mechanika gry jest banalnie prosta. To co czyni Smash Up ciekawym, to zasady dotyczące poszczególnych kart i to w jaki sposób będziemy łączyć je z innymi. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie zwłaszcza w połączeniu z zupełnie innymi taktykami stosowanymi w zależności od wybranych na początku frakcji. Każda z nich jest bowiem nastawiona na zupełnie inne strategie i często nasze zwycięstwo zależeć będzie od synergii jaką uda nam się wytworzyć między nimi. I tak np. czarodzieje, którzy pozwolą nam na zagrywanie dodatkowych akcji, mogą świetnie sparować się np. z robotami, które to z kolei przy dobrym doborze kart dają nam możliwość zalewania baz sługusami. Zombie często wracają ze stosu kart odrzuconych, co w połączeniu np. z obcymi, których akcje porywają często z baz sługusów wroga, pozwala nam na zdobycie szybkiej przewagi. Możliwości jest naprawdę multum co znacząco wpływa też na regrywalność tego tytułu. Ta jest bardzo duża a wraz z wydawaniem kolejnych dodatków może tylko i wyłącznie jeszcze urosnąć. Czas rozgrywki i jej dynamika również możemy potraktować jako zaletę. Gra trwa w porywach 45 minut i przez cały czas jest wypełniona akcją i ciągłymi zmianami. Jako filler sprawdzi się świetnie. Całkiem nieźle wypada też skalowanie, chociaż najlepiej grało mi się w trzy osoby. Pozwala to na większe kombinowanie niż przy dwóch graczach, a jednocześnie jest tu trochę mniej chaosu niż przy czwórce zawodników.


Momentami odnosiłem wrażenie że niektórymi połączonymi frakcjami gra się lepiej niż innymi, w związku z czym nie jestem w stu procentach pewien balansu. Na szczęście możemy wybierać po kolei po jednej talii począwszy od losowego gracza, przez co trudniej jest wylądować ze swoją ulubioną kombinacją i gra staje się bardziej wyrównana. Tak też zresztą wyobrażam sobie scenę turniejową tego tytułu. Mimo wszystkich wymienionych zalet muszę przyznać że Smash Up jest grą nie do końca trafiającą w moje gusta. Troszkę za dużo tu się dzieje i za mało jestem w stanie zaplanować abym chciał siadać do gry jakoś szczególnie często. Nie zmienia to faktu że jako niezobowiązujący przerywnik od czasu do czasu, gra podoba mi się i raczej nie odmówię partii.


Ostatecznie oceniam Smash Up dość pozytywnie. Jest to szybka, prosta karcianka, pozwalająca jednak na trochę kombinowania, a do tego napakowana ciągłą akcją i wymagającą częstych zmian planów. Przyznaję szczerze że liczę na dobrą sprzedaż tego tytułu, co na pewno zwiększy szanse na wydawanie kolejnych dodatków po polsku i przedłuży żywotność tytułu na mojej półce. Jeśli więc szukacie jakiegoś ciekawego fillerka, którego zasady bardzo łatwo jest wytłumaczyć i jednocześnie trzeba trochę pokombinować by jak najlepiej zagrać wybranymi kartami, to ten tytuł powinien was zaintrygować!

Plusy:
+ Szybka i prosta
+ Przyjemna dla oka
+ Rozgrywka napakowana akcją
+ Każdym połączeniem frakcji gra się zupełnie inaczej
+ Podstawowa mechanika to tylko przykrywka dla zasad poszczególnych kart :-)
+ Ogromna regrywalność i szansa na wydanie dodatków

Minusy:
- Trochę zbyt chaotyczna jak dla mnie
- Logo Wydawnictwa Bard na rewersie kart sprawia że dodatki po angielsku stają się bezużyteczne

Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Bard Centrum Gier za udostępnienie gry







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz