slider

piątek, 30 czerwca 2017

Raise Your Goblets - recenzja

Gier imprezowych jest na rynku dość sporo, chociaż szczerze mówiąc, te które trafiły w mój gust można by śmiało policzyć na palcach jednej ręki. W nieco większym gronie, które nie ma ochoty grać w coś poważniejszego i długiego, prawie zawsze wyciągam na stół Maskaradę. Niemniej od czasu do czasu, staram się dać szansę czemuś nowemu, aby kompletnie nie zamykać się na dany typ gier. Jednym z takich tytułów, które ostatnio przeszły przez moje ręce, było Raise Your Goblets, wydane przez Horrible Games (m.in. Wojownicy Podziemi - kolejna gra imprezowa będąca moją faworytką w tym gatunku). W grze tej przyjdzie nam wcielić się w arystokratów próbujących otruć się nawzajem na hucznej uczcie. Tematyka jest dość ciekawa i nietypowa, przez co moje zainteresowanie tytułem już na starcie było dość spore. Tym bardziej że dodatkowo gra wygląda bardzo ciekawie (ale o tym w kolejnym akapicie). Jesteście ciekawi czy gra spełniła moje oczekiwania i zostanie na dłużej na mojej półce? W takim razie zapraszam do lektury!


Najpierw opowiem wam trochę o wykonaniu Raise Your Goblets. W sumie wystarczyłoby jedno słowo: "obłędne"! Gra naprawdę robi świetne wrażenie. W kwadratowym pudle, ozdobionym miłą dla oka grafiką autorstwa Nicka Milesa, znajdziemy sporo kart z pięknymi rysunkami, solidne plastikowe żetony (trucizna, wino, antidotum, ogrza trucizna, antidotum jednorożca), tekturowe żetony punktacji, papierowe zasłonki dla każdego gracza i prawdziwy gwóźdź programu, czyli 6 plastikowych pucharów, do których przyjdzie nam "nalewać" wino i truciznę, a także 6 kolorowych nakładek na nie. Wszystko to ma swoje miejsce w funkcjonalnej plastikowej wyprasce. Wrażenie jakie sprawia rozłożona na stole gra jest naprawdę mega. Do tego wszystko jest wykonane bardzo solidnie. Jest to jeden z tych tytułów, które kupuje się wzrokiem. Dodatkowym plusem są też klimatyczne cytaty na kartach postaci, świetnie współgrające ze ślicznymi rysunkami. W zasadzie jedyne do czego mogę się przyczepić to zasłonki, które są odrobinę za niskie i ciężko je zagiąć tak aby spełniały swoją funkcję (lubią się prostować, a mocniejsze zaginanie powoduje ryzyko naderwania się). Oczywiście całe to dobro w pudle, ma swoją jedną wielką wadę, a mianowicie cenę. W polskich sklepach da się ją kupić za ok 200 zł, co na grę imprezową jest niestety bardzo wysoką ceną i nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek.


A jak to cudo prezentuje się pod względem mechaniki? Hmmm... zasady są bardzo proste. Na początku każdy dostaje zasłonkę, puchar wraz z podstawką w kolorze swojego herbu oraz zestaw trzech znaczników wina, dwóch trucizn i dwóch antidotów. Następnie losowo otrzymujemy kartę celu oraz postaci. Puchary umieszczamy na środku stołu, mniej więcej w odległości wyciągniętej ręki. Pierwszy gracz bierze z ogólnej puli startowe znaczniki (1 antidotum, 2 trucizny, odpowiednia ilość znaczników wina) i losowo, tak aby nikt nie widział, wrzuca po jednym do kielicha każdego gracza. Możemy zaczynać. Gra została podzielona na trzy rundy (trzy dania), podczas których po kolei będziemy rozgrywać nasze tury. Na turę gracza składa się wykonanie dwóch akcji (mogą być te same) z sześciu dostępnych:
  1. Polanie - w sekrecie "dolewamy" jeden z naszych żetonów do dowolnego pucharu
  2. Podglądanie - sprawdzamy zawartość naszego kielicha
  3. Rotacja - przesuwamy wszystkie pucharu zgodnie z ruchem wskazówek zegara lub przeciwnie do nich.
  4. Zamiana - wymieniamy nasze naczynie na kielich innego gracza
  5. Pass - rezygnujemy z akcji
  6. Toast - wznosimy Toast za króla, przy czym aby to zrobić, musimy najpierw rozlać wszystkie swoje znaczniki wina oraz musi być to pierwsza akcja w turze. Od razu kolejka przechodzi do następnego gracza, przy czym ma on możliwość zagrania tylko jednej akcji. Każdy rozgrywa swoją akcję, a gdy zrobi to gracz, który wzniósł Toast runda kończy się.

Na koniec rundy możemy jeszcze wykorzystać umiejętności niektórych postaci, a następnie sprawdzamy zawartość pucharu stojącego przed nami (kolor nie ma znaczenia, pomaga tylko w zapamiętywaniu gdzie co jest). 1 antidotum neguje działanie 1 trucizny. Jeśli mimo wszystko posiadamy w kielichu jakąś działającą truciznę zostajemy zatruci. Nadmiarowe antidota nie mają żadnego efektu. Teraz przychodzi kolej na przyznanie punktów za zakończoną rundę:
  • 1 punkt za przetrwanie
  • 1 punkt za zatrucie swojego celu
    • (+1 punkt za spełnienie obu z powyższych zadań)
  • 1 punkt za posiadanie najwięcej wina w pucharze (nie ma znaczenia czy przetrwaliśmy)
Punkty wkładamy za zasłonkę i rozpoczynamy kolejną rundę. Uzupełniamy zasoby znaczników i losujemy na nowo cele. Graczem rozpoczynającym staje się osoba, która wzniosła w poprzedniej rundzie Toast. 


Tak prezentują się zasady gry, a przynajmniej rozgrywki przy liczbie osób 4-6. Przewidziano również warianty dla 2-3 oraz 7-12 osób, ale o tym wspomnę odrobinę później. Muszę przyznać że podstawowy wariant strasznie mnie ubawił. Ilość blefu, podwójnego blefu, dedukcji i innych zagrywek jest tutaj ogromna. Zasady są banalne przez co w Raise Your Goblets zagra praktycznie każdy, łącznie z kompletnymi planszowymi laikami i moim zdaniem prawie każdy będzie się przy niej dobrze bawił. Tytuł może nie przypaść do gustu głównie zatwardziałym optymalizatorom i myślicielom, bo też tutaj nie ma czego optymalizować. Jest tu dużo niewiadomych, łatwo pogubić się w śledzeniu co jest w jakim pucharze, ale szczerze mówiąc ten cały chaos jest dla mnie plusem (zwłaszcza w przypadku gry imprezowej). Nie bez powodu wspomniałem we wstępie o Maskaradzie. Raise Your Goblets mocno mi ją przypomina i zupełnie nie zdziwiłbym się gdyby autor gry inspirował się odrobinę dziełem Bruna Faiduttiego. Jednak nawet jeśli tak było, to gra nie nosi żadnych znamion plagiatu, wprowadza sporo ciekawych rozwiązań i bawi mnie przynajmniej tak samo dobrze jak Maskarada. Współgracze byli równie zadowoleni. Sporym plusem jest szybki czas gry, bądź co bądź gra odrobinę nagradza osobę, która wzniesie Toast przez co wszyscy do tego mniej lub bardziej dążą. Pudełkowe 30 minut jest w tym przypadku jak najbardziej możliwe. Chociaż do tej pory jeszcze nie zdarzyło mi się wyciągać tej gry na stół tylko na jedną rozgrywkę ;-) Atutem gry są też karty postaci. Sporo zmieniają, a każda z nich jest inna. Umiejętne korzystanie z ich zdolności znacząco poprawia naszą szanse na zwycięstwo. To powiedziawszy, warto jednak zaznaczyć że moim zdaniem niektóre z kart są odrobinę mocniejsze od innych. Biorąc pod uwagę, że raz wylosowaną postacią gramy do końca gry, może to trochę psuć radość z rozgrywki. Na szczęście w instrukcji uwzględniono też dodatkowy wariant z wymianą postaci, ale o tym zaraz. Mimo to gdyby przyszło mi oceniać Raise Your Goblets na podstawie grania w 4-6 osób i tak uznałbym ją za świetną grę, pod warunkiem że gramy w odpowiednio imprezowym gronie.


Oceniam ją jednak jako całość więc króciutko opiszę też dodatkowe warianty rozgrywki oraz zaznaczę co o nich sądzę.

Raise Your Memory - na początku gry zdejmujemy z pucharów podstawki. Gra staje się przez to sporo trudniejsza. Mi osobiście nie podszedł ten wariant, jako że już z kolorami nie sposób wszystkiego zapamiętać, a teraz staje się to po prostu absurdalnie nie możliwe. Za dużo chaosu, tylko dla maniaków ;-)

Raise Your Goblets Legacy - na koniec rundy, jeśli zostaliśmy otruci, odrzucamy naszą postać i dobieramy nową (w instrukcji żartobliwie zaznaczono żeby nie drzeć kart... to nie aż takie "legacy" ;-) ). Bardzo dobrze przemyślana opcjonalna zasada. Polecam wprowadzać ją zawsze. Więcej postaci - więcej frajdy. Dodatkowo nawet jeśli czyjaś postać jest słabsza lub za mocna, to spokojnie, szanse wyrównają się w kolejnej rundzie.


Russian Goblette - wariant dla 2-3 graczy. Gramy bez kolorowych podstawek i kart postaci. Wszystkie sześć pucharów ustawiamy w rzędzie na środku stołu. Tura gracza składa się z tylko jednej akcji, przy czym Rotacja nie jest możliwa, a w przypadku Zamiany możemy zmienić pozycję dwóch dowolnych kielichów (w tym wariancie nie mamy własnego pucharu). Po wzniesieniu Toastu gracz po lewej od wznoszącego wybiera jedno naczynie i "pije" jego zawartość. Jeśli został zatruty, odpada z gry. Jeśli przeżył, zatrzymuje zawartość kielicha przed sobą i kolejny gracz wybiera puchar. Gramy dopóki nie zostanie tylko jedna osoba lub do momentu gdy skończą nam się puchary. Jeśli przetrwało więcej graczy, wygrywa ten, który opił się najwięcej wina. Jeśli dalej jest remis, dzielimy się zwycięstwem w rundzie. Za każdą wygraną rundę dostajemy jeden punkt zwycięstwa, a wygrywa osoba, która pierwsza zdobyła trzy. O ile nie uważam Raise Your Goblets za grę dla 2-3 osób, to i tak ten wariant jest zaskakująco niezły. Da się grać, niemniej i tak nie kupiłbym tej gry dla tylu graczy. Jako smaczek od czasu do czasu jest ok.


Winetasters  - opcja na 7-12 graczy. Gramy w parach: arystokrata i podczaszy. Każda para jest traktowana jako jeden "gracz", przy czym obaj otrzymują po karcie postaci (podczaszy kładzie swoją rewersem do góry). W przypadku nieparzystej liczby osób, jeden gracz uczestniczy na zasadach normalnej rozgrywki do 6 osób. Arystokraci siedzą po lewej stronie swoich podczaszych. Poza kartami celów dla par, rozdajemy też po jednej karcie podczaszego. Każdy podczaszy sprawdza w sekrecie swoją kartę. Jeśli jest na niej symbol lojalności, będziemy pomagać naszym arystokratom. W przypadku symbolu zdrajcy, będziemy starali się go otruć. W trakcie właściwej rozgrywki każda para rozgrywa swoją turę razem, przy czym podczaszy zawsze rozgrywa jako pierwszy (chyba że arystokrata chce wznieść toast). Podczaszy nie może wznosić Toastu, a arystokrata nie może Podglądać. Podczaszy może skorzystać z umiejętności postaci swojego arystokraty za jego zgodą. W fazie Toastu, podczaszy może wykonać darmową akcję Podglądania, po czym arystokrata wykonuje swoją jedną ostateczną akcję. Lojalny podczaszy otrzymuje tyle samo punktów co jego arystokrata, podczas gdy zdrajca dostaje 3 punkty jeśli jego zwierzchnik umrze. W następnej rundzie następuje zmiana ról i każdy arystokrata stanie się podczaszym dla gracza po swojej lewej.
Co sądzę o tym wariancie? Jedno słowo: WOW! Spory chaos, dużo niewiadomych, kolejne zmienne, które trzeba brać pod uwagę podczas gry. Zdecydowanie nie dla każdego, ale koniec końców całkiem fajnie. Mimo dużego zamieszania, szukając gry na powiedzmy 8 osób, raczej na pewno ten wariant przejdzie mi przez myśl i wiem że wywoła sporo śmiechu przy stole.



Podczas ogrywania, miałem okazję gościć Rafała "PowerMilka" Kociniewskiego znanego z bloga "Okiem PowerMilka" i co za tym idzie namówiłem go na napisanie krótkiej gościnnej opinii po grze.
Oto ona:


Zabawna gra w stylu Maskarady. Z początku miałem opory i dość często zaglądałem do pucharu. Jednak im bardziej się wczuwa w rolę, tym mocniej się kombinuje, aby zabić cel. Kiedy miałem wrażenie, że zostałem otruty przeżywałem i na odwrót. Wynik końcowy może nie raz dziwić, a zawartość pucharu bywa zaskakująca. Świetnym smaczkiem są postacie, które mają swoją zdolność, dając w ten sposób dynamiki rozgrywki.



Pora na podsumowanie. Raise Your Goblets to naprawdę fajna pozycja dla miłośników imprezówek, a sprawdzi się nawet u osób które do gier imprezowych podchodzą z rezerwą (jak ja). Omijać powinny ja tylko osoby, które lubią wszystko kontrolować podczas rozgrywki, czego w tej grze zdecydowanie nie uda im się zrobić. Całej reszcie powinna się spodobać, zwłaszcza jeśli podejdziecie do niejna luzie. Polecam jako zachęczacz nieplanszowych znajomych, zastępnik Maskarady oraz grę do piwka czy może nawet dwóch ;-)

Plusy:
+ Przepiękne wydanie
+ Szybka rozgrywka
+ Masa śmiechu przy stole
+ Blef, podwójny blef, ściemnianie i inne psychologiczne zagrywki
+ Ciekawie przemyślane postacie
+ Udane dodatkowe warianty
+ Świetna do zachęcania nowych nieplanszowych znajomych

Minusy:
- Ilość chaosu może niektórych przytłaczać
- Niektóre postacie wydają się być silniejsze od innych
- Cena


Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Horrible Games za udostępnienie gry





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz