slider

piątek, 16 czerwca 2017

No co tam? - recenzja

Jako ojciec gromadki dzieci muszę zdawać sobie sprawę, że od gier typu memory za daleko nie ucieknę i często będą lądowały na stole. W związku z tym przyszła pora na małą karciankę od Games Factory pod tytułem No co tam? Co o niej myślę ? Jak się grało z dziećmi? Jakie wrażenia? Zapraszam do przeczytania niniejszej recenzji.


No co tam w pudełku?

W niewielkim pudełku z ładną grafiką przedstawiającą ptaszki siedzące na drutach telegraficznych, znajdziemy talię 30-tu kart, która mieści się w jednej przegródce pudełka, natomiast druga jest pusta. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby upchnięcie tej talii w pudełko rozmiaru takiego jak gra List Miłosny. Ale to tak na marginesie. 
Karty są dwustronne, a grafiki na nich są bardzo ładne, przedstawiające ptaszki (od 1 do 3) w czterech kolorach (żółty, zielony, czerwony i fioletowy). Oprócz tego w pudełku znajdziemy oczywiście instrukcję, dobrze napisaną, ale i zasady tej gry są bardzo proste. Mimo to autorzy pokusili się nawet o przykłady w instrukcji. 


No co tam w zasadach?

Rozkładamy wszystkie 30 kart w prostokąt 5 x 6 kart. W swojej turze gracz odwraca wybraną kartę i jeśli pasuje ona do jego kolekcji to ją zabiera. Jeśli nie, kładzie z powrotem na stole, ale już odwróconą stroną. Należy pamiętać o tym, że po drugiej stronie karty może się znajdować taka sama liczba ptaszków, ale w innym kolorze lub ptaszki tego samego koloru upierzenia, ale w innej liczbie. Celem gry jest zebranie odpowiedniej ilości (w zależności od liczby graczy) zestawów składających się z 3 kart zbieranych we właściwej kolejności tj. najpierw kartę z jednym ptaszkiem, potem z dwoma a na koniec z trzema ptaszkami w danym kolorze. Wygrywa ten z graczy, który pierwszy zbierze daną liczbę kompletów. Oczywiście nie można zbierać dwóch zestawów w tym samym kolorze.


No co tam? Jak się grało?

Gra jest bardzo łatwa, zasady prościutkie, do wytłumaczenia w minutę. Rozgrywka trwa kilkanaście minut. To wszystko sprawia, że dzieciom się ta gra podoba. Zresztą dorosłym też przypadła do gustu, gdyż nie jest to takie zwykłe memo do zapamiętywania, ale czasem można pokombinować jak komuś coś utrudnić, albo odroczyć wzięcie pasującej karty. No, ale takie zagrania wymagają bardzo dobrej pamięci, żeby wiedzieć gdzie i co kryje się pod spodem. Moja 3,5-letnia córka spokojnie radzi sobie z tym tytułem, wie ile to jeden, dwa i trzy, rozróżnia kolory, więc nie ma problemów z graniem w No co tam? W dodatku ma przewagę, gdyż jak większość dzieci lepiej zapamiętuje.


No co tam? Podsumujmy.

Gra o ptaszkach jest typowym fillerem, przerywnikiem między innymi tytułami, albo rozgrzewką przed czymś poważniejszym. Jest świetną zabawą dla dzieci w różnym wieku. Jest pięknie zilustrowana, ptaszki są sympatyczne i w zależności od koloru upierzenia mają różne minki. 
Małe rozmiary sprawiają, że tą grę można zabrać ze sobą wszędzie. Nawet niekoniecznie z przesadzonym wielkościowo pudełkiem, ale 30 kart w woreczku strunowym spokojnie do kieszeni można włożyć. Instrukcja jest zbędna, gdy ktoś choć raz zagrał w te sympatyczne ptaszki.

Plusy :
- proste zasady
- szybka rozgrywka
- ładne ilustracje
- małe rozmiary
- młodsze dzieci też dają radę

Minusy :
- nie każdy lubi gry typu memo
- za duże pudełko
- po kilku rozgrywkach może się znudzić




Marcin "Lubel" Lubański

Dziękuję wydawnictwu Games Factory za udostępnienie gry




2 komentarze:

  1. Ja osobiście lubię takie gry, ale moja córka ich nie znosi... I co tu począć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Pierwszy raz słyszę o dziecku które nie znosi gier typu memo :O
      Nie wiem w sumie czy to plus czy minus :-) Możecie dzięki temu grać w trudniejsze mechanicznie gry. Aż z ciekawości zapytam, w jakim wieku córka? [Kamil]

      Usuń