slider

piątek, 9 czerwca 2017

Magazyn 51 - recenzja

Pamiętacie scenę z końcówki Poszukiwaczy zaginionej Arki, w której Arka Przymierza ląduje w ogromnym ściśle tajnym magazynie? To teraz spróbujcie sobie wyobrazić, że to miejsce istnieje naprawdę i są w nim także inne potężne artefakty jak choćby lampa Aladyna, Excalibur, czy Kamień filozoficzny. A teraz zastanówcie się co się stanie w momencie gdy Stany Zjednoczone staną na krawędzi bankructwa i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie już chciał im pożyczyć pieniędzy... Te wszystkie cuda zostaną wystawione na aukcje, na której najbogatsi kolekcjonerzy z całego świata będą starali się przehandlować tony złota za bezcenne przedmioty. Wszakże nic tak nie zwiększa prestiżu jak potężny artefakt w kolekcji!
Tak przedstawia się fabuła najnowszej gry ze wydawnictwa Games Factory, oryginalnie wydanej przez Funforge. Mowa oczywiście o Magazynie 51 autorstwa Bruna Faiduttiego (autor takich hitów jak np. Maskarada, Czerwony Listopad, Łowcy Smoków i Cytadela), Sérgio Halabana i André Zatza (duet odpowiedzialny za Szeryfa z Nottingham). Generalnie jest to dość szybka gra licytacyjna dla 3-5 graczy. Licytacja w grach bez prądu jest jedną z tych mechanik, które raczej trudno jest zepsuć i jej miłośnikom podejdzie w prawie każdej formie. Pytanie czy tak jest i w tym przypadku?


Zanim na nie odpowiem, zwyczajowo napiszę wam kilka zdań o zawartości pudełka. Nie jest ono zbyt wielkie, wszakże gra jest niewielką karcianką. W środku znajdziemy słusznej grubości tekturowe planszetki postaci, służące jednocześnie za pomoc dla graczy, żetony przedstawiające sztaby (1-tonowe :-) ) złota, trochę znaczników lombardu i dwa certyfikaty autentyczności. Wszystko wygląda na dość solidne. Poza tekturą znajdziemy to oczywiście dość sporo kart. Znajdziemy tu głównie karty artefaktów podzielone na rejony z których pochodzą - Legendy i Literatura Zachodu, Mitologia Europejska, Bliski i Środkowy Wschód oraz Kultury Dalekiego Wschodu. Ponadto wśród kart natrafimy również na talię podróbek z kartami prawie wszystkich przedmiotów występujących w grze. Ilustracje brazylijskiego artysty Rafaela Zanchetina są kolorowe, ładne i szczegółowe. Do tej pory zilustrował on chyba tylko tę grę, ale widać że idzie mu to dobrze i czekam na więcej. Wszystkie elementy znajdują się w eleganckiej plastikowej wyprasce. Magazyn 51 nie jest może grą która wzbudzi na stole efekt wow, wszakże to dalej tylko karcianka, niemniej jest bardzo przyjemna dla oka, porządnie wykonana i pod względem zawartości pudełka warta swojej ceny.


Ale przejdźmy do samej rozgrywki, jako że od dawna wiadomo że nie wygląd czyni grę dobrą. Sama instrukcja jest niewielka i dobrze skonstruowana. Tłumaczyłem grę kilku osobom i zazwyczaj na zrozumienie gry wystarczały jakieś 3 minuty. Na początku rozkładamy artefakty w czterech stosach odpowiadających ich pochodzeniu, rewersem do góry. Następnie każdy gracz otrzymuje planszetkę postaci i 10 sztuk złota. Na środku kładziemy 20 sztuk złota, żetony lombardu i certyfikaty autentyczności. Teraz pozostaje nam już tylko wylosować karty podróbek i położyć je zakryte pomiędzy graczami. Każdy podgląda karty po swojej lewej i prawej, żeby wiedzieć jakie przedmioty w grze będą fałszywkami, przy czym oczywiście nie będziemy mieć pełnej wiedzy na ten temat. Możemy zaczynać. Pierwszy gracz wybiera stos i odsłania wierzchni artefakt. W zależności czy znajduje się na nim symbol zaciśniętej pięści, licytacja która nastąpi będzie jawna lub tajna. W przypadku tej pierwszej będziemy po kolei przerzucać się ofertami i wygra ten kto zaoferuje najwięcej. W przypadku drugiej odsłaniamy naszą ofertę jednocześnie, a remisy zwycięża osoba będąca bliżej gracza, który wybrał kartę. Zwycięzca aukcji przekazuje pieniądze osobie po swojej lewej stronie i wybiera kolejny przedmiot. Co ciekawe w dowolnym momencie, pod warunkiem że mamy pięć lub mniej sztab złota, możemy zastawić jeden z naszych artefaktów za 5 ton z zapasów lombardu. Zdobywane przez nas przedmioty dzielą się na trzy kategorie:

  1. Błogosławione - zapewniają pozytywne efekty. Należy do nich np. młot Thora, Święty Graal i Yata no Kagami.
  2. Przeklęte - mają niepożądane działanie. Przykładem może być np. Kamień filozoficzny, Koszula Dejaniry, czy Włócznia przeznaczenia.
  3. Neutralne - nie mają żadnych efektów

Efekty wchodzą w grę gdy przedmiot trafia do kolekcji. Niektóre są stałe, inne natychmiastowe lub wpływające na końcową punktację. Pozwalają np. na podejrzenie karty podróbek, wygrywać remisy, zabraniają udziału w kolejnej licytacji lub zamieniają podróbkę w autentyczny przedmiot. Gdy zastawiamy artefakt, jego pozytywna moc przestaje działać, klątwy wciąż pozostają aktywne. Gra kończy się w momencie, gdy ostatni przedmiot zostaje zlicytowany. Możemy skorzystać jeszcze z niektórych mocy i np. w ciemno wybrać przedmiot na którym kładziemy certyfikat autentyczności. W tym momencie możemy również wykupić z lombardu nasze przedmioty za 10 sztab złota. Następnie odsłaniamy karty podróbek i odrzucamy fałszywe artefakty z gry (do tej pory działały najwidoczniej na zasadzie placebo ;-) ). Liczymy teraz punkty za przewagę w odpowiednim typie przedmiotów (pochodzenie), dostajemy 5 punktów za każdy zestaw artefaktów z czterech kategorii i otrzymujemy po punkcie za każde 5 monet w naszym posiadaniu.


Jak widzicie gra jest dość banalna w swoich zasadach, co zresztą jest częstym mianownikiem w grach licytacyjnych. Dzięki temu sprawdza się świetnie jako wprowadzacz w gier planszowych lub niezobowiązujący fillerek. Jak pisałem już wcześniej, mechanikę licytacji ciężko jest spartaczyć i zgodnie z oczekiwaniami trio znanych autorów nie zrobiło tego też w tym przypadku. Rozgrywka przebiega bardzo płynnie i nie nudzi się. Znajomość części podrobionych przedmiotów pozwala na odrobinę blefu i celowe podbijanie ofert przeciwnika. Zresztą to właśnie moment odsłonięcia kart falsyfikatów daje chyba najwięcej frajdy w całej grze. Jest to zdecydowanie dobrze przemyślana mechanika. Przekazywanie pieniędzy osobie po lewej zapewnia ciągły obieg złota w grze i często wywołuje odrobinę gry nad stołem w postaci jawnego zachęcania osoby po prawej do podbijania stawki. Dużą zaletą jest ciekawy temat i przedmioty przewijające się nie tylko w mitologiach i legendach, ale także w filmach i literaturze fantasy.


Czegoś jednak brakuje mi w Magazynie. Przede wszystkim Bruno Faidutti, będący jednym z moich ulubionych autorów, przyzwyczaił mnie w swoich karciankach do wykorzystywania specjalnych mocy postaci. Tutaj dostajemy planszetki przedstawiające barwne charaktery, które aż się proszą by mieć jakąś specjalną umiejętność. Nic dużego, ot jakąś drobnostkę. Oprócz tego warto zaznaczyć, że jak na filler, gra potrafi być dość długa. Jako że zawsze będziemy licytować wszystkie przedmioty, gra będzie trwała ok 45 minut. Nie przeszkadza mi to za bardzo, ale jest to raczej górna granica czasowa tak małej gry. Moim zdaniem przydałby się tu jakiś tryb przyspieszony np. z tylko częścią artefaktów.


Ostatecznie jednak uważam Magazyn 51 za bardzo ciekawą grę. Fani licytacji będą zadowoleni i to im najbardziej polecam ten tytuł. Ciekawy temat, porządna jakość i dynamiczna rozgrywka to duże zalety. Odrobina gry nad stołem tylko dodaje uroku tej pozycji. Przeciwników aukcji w grze raczej nie zachęcam do zakupu, ale wszystkim innym polecam dać szansę temu sprytnemu niewielkiemu fillerowi.

Plusy:
+ Ciekawy temat
+ Porządna jakość
+ Dynamiczna rozgrywka
+ Mechanika podróbek
+ Odrobina gry nad stołem

Minusy:
- Brak zróżnicowania postaci graczy
- Przydałby się też jakiś wariant skrócony






Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Games Factory za udostępnienie gry




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz