slider

niedziela, 23 kwietnia 2017

Ognisty podmuch - recenzja




998 – to numer telefonu, który każdy powinien znać. To oczywiście numer do Straży Pożarnej, której to funkcjonariusze zawsze są gotowi na wezwanie do pożaru. Niniejsza recenzja dotyczy właśnie tytułu o brygadzie pożarniczej walczącej z tym groźnym żywiołem. Ognisty podmuch – bo o tej grze mowa – to gra kooperacyjna autorstwa Kevina Lanzinga wydana w Polsce przez wydawnictwo Bard. Jej oryginalne wydanie Flash Point: Fire Rescue pojawiło się na rynku w 2011 roku.





Pudełko gry zdobi klimatyczna ilustracja biegnącego strażaka. Dla mnie jest jedną z ładniejszych okładek jakie widziałem, oddaje charakterystykę gry. Wewnątrz pudełka natomiast znajdziemy dwustronną planszę, prezentującą dwa różne domy, w których będziemy gasili pożary. Lokacje różnią się rozkładem pomieszczeń i wejść. Stanowią jakby dwa poziomy gry – łatwiejszy i trudniejszy. Ponadto w pudełku znajdziemy 6 figurek strażaków, kilkadziesiąt żetonów różnego rodzaju, 24 drewniane kwadratowe kosteczki zniszczeń, 2 kości (K6 i K8), karty pomocy, karty specjalistów i oczywiście instrukcję. Elementy są dobrej jakości, żetony dosyć grube, z wyrazistymi grafikami. Jedyne do czego można się przyczepić, to karty specjalistów, które mogłyby być nieco grubsze. Instrukcja natomiast pozostawia wiele do życzenia. Nie wszystko jest napisane zrozumiale, w dodatku przy tych trudniejszych zasadach brak jest przykładów. O ile zasady podstawowe są czytelnie napisane, to warianty zaawansowane stanowią niekiedy problem ze zrozumieniem nawet osobom, które wiele instrukcji już czytali. Co więcej do zagrania w Ognisty podmuch, zostałem nakłoniony niejako przez przypadek. Głównie chodziło znajomym, którzy grają okazjonalnie w gry bez prądu, o to, że po przeczytaniu instrukcji, nie potrafili zagrać w ten tytuł i poprosili mnie bym przeczytał zasady i postarał się im wytłumaczyć o co chodzi w tej grze. Ja osobiście dopiero po drugiej lekturze instrukcji zrozumiałem zasady podstawowe. Ale za to tłumacząc reguły dałem wciągnąć się w rozgrywkę i Ognisty podmuch już wtedy przypadł mi do gustu.


Przejdźmy zatem do przybliżenia zasad. Przygotowanie gry ogranicza się do rozłożenia na planszy odpowiednich żetonów w wyznaczonych miejscach (wariant podstawowy), wyborze strażaka i miejsca skąd strażak będzie wyruszał do akcji. W wariancie zaawansowanym oprócz tego, że miejsca zarzewi ognia losujemy , to dodatkowo mamy jeszcze do rozlokowania żetony materiałów niebezpiecznych. Co więcej mamy do dyspozycji, mogące się przemieszczać, wóz strażacki z działkiem wodnym oraz karetkę. Ponadto w tym wariancie możemy wybrać sobie umiejętności specjalne naszych strażaków. I to tyle jeśli chodzi o przygotowanie. Możemy zaczynać rozgrywkę, w trakcie której każdy z graczy w swojej turze wykonuje następujące czynności :
  • akcja – wykorzystanie punktów akcji (PA) na poruszenie się, gaszenie, burzenie ściany, wynoszenie ofiar;
  • rzut na rozprzestrzenienie ognia – gracz rzuca obiema kostkami, które wskazują miejsce powstania dymu, ognia lub eksplozji;
  • uzupełnienie żetonów ofiar/fałszywego alarmu – jeśli w wyniku akcji lub wybuchu na planszy jest mniej niż 3 żetony ofiar, gracz rzuca obiema kostkami i wskazuje miejsce położenia żetonu.

Po wykonaniu tury przychodzi kolej na następnego gracza. I gra toczy się dopóki nie uratujemy 7 osób (zwycięstwo), zginie 4 ofiara (porażka) lub zawali się budynek (wszystkie 24 znaczniki zniszczeń zostaną wykorzystane - porażka).


Ognisty podmuch  to gra kooperacyjna dla 2 do 6 osób, w wieku od 10 lat. W trakcie około 45-cio minutowej rozgrywki wcielamy się w strażaków walczących z żywiołem i próbujących ocalić bezbronnych ludzi uwięzionych w budynku. Aby osiągnąć sukces wszyscy gracze muszą ze sobą współpracować i decydować o działaniach każdego z ratowników, w końcu jesteśmy jednym zespołem. W trakcie gry każdy musi reagować na to co się dzieje na planszy, do której ofiary ma bliżej, czy przebijać się przez ściany czy biec do drzwi czy gasić wszędzie ogień. Kiedy i jak użyć swojej umiejętności, komu pomóc, a kogo poprosić o pomoc. Rozgrywka jest bardzo dynamiczna. W każdej turze pojawia się nowe źródło niebezpieczeństwa. Każdy ogień, wybuch czy zburzenie ściany powoduje, że zaczynamy odczuwać walkę z czasem, jak przy prawdziwej akcji strażackiej. To naprawdę dodaje smaczku tej grze.


Gra jest bardzo regrywalna, przede wszystkim dzięki elementowi losowemu, dwustronnej planszy oraz wariantom rozgrywki. W dodatku mamy do wyboru 8 różnych specjalistów (wariant zaawansowany), których umiejętności możemy wykorzystać, co więcej w trakcie gry istnieje możliwość zmiany specjalisty. Niestety postacie nie są do końca zbalansowane, umiejętności niektórych strażaków są bardziej przydatne od innych. Co ciekawe praktycznie nie występuje syndrom lidera. Każdy mniej więcej wie gdzie ma wysłać swojego ratownika i jakie działania mu przydzielić. Owszem nierzadko występuje burza mózgów, ale praktycznie w każdej rozgrywce, w których uczestniczyłem, decyzję podejmował gracz, którego tura aktualnie trwała.
Losowość w grze jest spora, ale służy do określenia miejsca pojawienia się ofiar i zarzewi ognia, co jest zjawiskiem nieprzewidywalnym i często zmusza graczy do zmiany planu działań. 

Dużym plusem są dwa warianty rozgrywki, łatwiejszy (rodzinny), nieco okrojony, jest dobry do zapoznania się z grą oraz dla młodszych graczy. Przy tej rozgrywce o zwycięstwo nie jest trudno, aczkolwiek i w tym wariancie zdarzyły mi się porażki. Wariant zaawansowany jest zdecydowanie trudniejszy, ale i bardziej oddający realizm walki z ogniem przez brygadę dzielnych strażaków. Co więcej w tej opcji nie wystarczy wynieść ofiar na zewnątrz budynku, ale należy je zanieść do karetki, która czasem znajduje się akurat po drugiej stronie budynku.


Sama rozgrywka na początku wygląda podobnie, każdy z graczy ma obrany cel i koncepcję jak go osiągnąć. Ale z każdym ruchem sytuacja się zmienia. W dodatku teoretycznie im więcej graczy tym łatwiej, bo można zdziałać więcej, ale za to, zanim tura wróci do gracza, to już na planszy wiele się zmieni. W międzyczasie powstaną nowe miejsca zapłonu, część ofiar może być już wynoszonych z budynku, ale także gdy przyjdzie kolej na naszego strażaka, może okazać się, że nasze zadanie jest nieaktualne, bo na przykład ofiara do której szliśmy okazała się być fałszywym alarmem, albo nie nasza droga powrotu została odcięta lub co gorsza w międzyczasie zostaliśmy ranni w wyniku jakiejś nieprzewidzianej eksplozji. Mi osobiście najlepiej grało się w 3 lub 4 osoby. Przy takiej liczbie graczy jest chyba najbardziej optymalny podział obowiązków, nie ma chaosu, strażacy nie dublują swoich celów działań. Duża dynamika i ciągła zmienność w grze, coraz większa ilość zadań do wykonania, powoduje, że odczuwalny jest klimat heroicznej, desperackiej walki z żywiołem. A widok coraz większej ilości kostek zniszczeń na planszy, powoduje dodatkowe emocje w walce o zwycięstwo i uratowanie siedmiu ofiar pożaru.


Mnie ta gra urzekła do tego stopnia, że jak nie przepadam za grami kooperacyjnymi, tak Ognisty podmuch jest drugą tego typu grą (zaraz po Robinsonie), w którą zawsze chętnie zagram. Kolega mnie zapytał czy jego córce ta gra się spodoba i przyznam szczerze, że nie wiem czy dziewczynkom tematyka podejdzie? Bo chłopcy, wiadomo, większość kiedyś zawsze zamarzyła by zostać strażakiem. Mechanicznie tej grze niczego nie brakuje, jest ciekawa, fajna, dynamiczna, regrywalna, ale chyba nie wszystkim dziewczynkom klimaty strażackie przypadną do gustu. Choć spróbować nigdy nie zaszkodzi.

Plusy :
- regrywalność
- wykonanie
- różne poziomy trudności
- klimat

Plusy/minusy :
- losowość – jest spora, ale wytłumaczalna

Minusy :
- instrukcja
- nieco niezbalansowane role specjalistów


Marcin "Lubel" Lubański

P.S. Oryginalne wydanie doczekało się kilku dodatków, ale wydawnictwo Bard na razie nie zapowiedziało ich w wersji polskiej. A szkoda ;-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz