slider

środa, 12 kwietnia 2017

Centauri Saga - recenzja

Gry 4X (eXplore, eXpand, eXploit, eXterminate) to nie do końca moja bajka. Tzn. nie mówię że nie lubię, po prostu przeważnie nie do końca jestem w stanie znaleźć czas na tak długą rozgrywkę jaką oferuje np. Twilight Imperium, a i nie zawsze mam pod ręką na tyle zaawansowanych graczy do tego typu tytułów, więc co za tym idzie najczęściej lądują na stole gry prostsze i szybsze niż typowe 4X. Czasem jednak nachodzi mnie ochota na rozegranie jakiejś kosmicznej rozgrywki w klimacie "space opera". Dlatego też zaciekawiłem się tytułem wydanym w zeszłym roku za pomocą Kickstartera, przez wydawnictwo Vesuvius Media (znanym też z Dwar7s Fall), a mianowicie Centauri Saga. Opis gry sugerował że jest ona prostsza od większości tytułów z tego gatunku, a rozgrywka trwa wg pudełka godzinę do półtorej. Dodatkowo jest to gra kooperacyjna. Jak taka mieszanka sprawdza się w przysłowiowym "praniu". Przeczytajcie :-)


Kilka słów o wykonaniu. W razie czego wszystkie elementy gry możecie zobaczyć w poście z cyklu "Co w pudle piszczy". Muszę przyznać że gra sprawia na stole bardzo dobre wrażenie. Figurki statków kosmicznych są ładne i dość szczegółowe. Nie są to może duże, piękne gwiezdne niszczyciele ze Star Wars: Armada, ale i tak miło na nich zawiesić oko. Generalnie cała gra została dobrze wydana i nie ma tu wiele rzeczy do których można byłoby się przyczepić. Jedyną wadą jaką zauważyłem po kilku grach jest bardzo łatwe wyginanie się kart (po kilku spokojnych rozgrywkach zaczęły się z nich tworzyć rynny), w związku z czym zapewne lepiej je od razu zakoszulkować albo dbać o nie dużo bardziej niż ja :-) Fajnie byłoby też otrzymać jakieś ładniejsze kostki, a nie po prostu zwykłe kości k6, aczkolwiek jestem pewien że znacznie zwiększyłoby to koszty produkcji i końcową cenę, co byłoby moim zdaniem większą wadą :-) Wielkim plusem natomiast są planszetki graczy, na których zaznaczamy statystyki naszej armady. Chodzi mi dokładniej o kwadratowe wycięcia na drewniane sześcianiki, którymi oznaczamy poziomy poszczególnych cech. Jest to tak naprawdę niewielka rzecz, ale dodaje bardzo dużo wygody. Cieszę się że coraz więcej wydawców stosuje to rozwiązanie. Dodatkowym dużym plusem jest porządna wypraska, pomagająca w uporządkowaniu elementów gry. Kolejna drobnostka która tak wiele zmienia w kwestii komfortu i przyśpiesza dodatkowo rozkładanie gry. Koniec końców wykonanie gry oceniam jak najbardziej pozytywnie.


Przejdźmy zatem do rozgrywki. Zasad jest tu trochę i nie wszystko udało się klarownie wyjaśnić w instrukcji. Na szczęście wydawca czuwał i przygotował również jej drugą, poprawioną wersję, którą dołączył do mojego egzemplarza. Niemniej po poprawkach dalej warto obejrzeć sobie jakiś film z przykładową rozgrywką, dla po prostu szybszego zrozumienia reguł w praktyce. W Centauri Saga możemy rozgrywać jeden z kilku dostępnych scenariuszy, co często zmienia odrobinę zasady i setup. Niezależnie jednak od wybranego wariantu gra toczy się w rundach podzielonych na pięć faz:
  1. Wydarzenia - wykonujemy akcje wrogów zależne od scenariusza. Rozpatrujemy aktywne wydarzenia (oraz umiejętności aktywnych Bossów). Dobieramy kartę raportu skanera, która określa gdzie pojawiają się surowce i nowi kosmiczni najeźdźcy.
  2. Utrzymanie - w tej fazie rozwijamy naszą armadę. Możemy za dwa kryształy astartium rozbudować starport lub laboratorium, dzięki czemu możemy zaopatrzyć się w nowe jednostki i doładowania, otrzymać żetony eksploracji i walki, zwiększyć poziom naszego centrum dowodzenia lub gdy osiągniemy ostatni poziom, po prostu zwiększyć wszystkie statystyki statku.
  3. Ruch - przemieszczamy się poprzez wydawanie naszych punktów ruchu (zależnych od szybkości armady). Kafelki mają oznaczony koszt wejścia na nie. Dodatkowo jeśli znajdujemy się na jednym kafelku z wrogiem, musimy dodać do kosztu ruchu jego poziom. Możemy też zdecydować się na eksploracje nieznanej przestrzeni. Dociągamy kafel, kładziemy go tak by przylegał do dwóch już istniejących, a następnie przemieszczamy tam naszą armadę i kończymy ruch.
  4. Spotkanie - tutaj opcje mamy trzy. Jeśli eksplorowaliśmy, musimy pobrać kartę eksploracji i rozpatrzyć ją. Sprowadza się to do rzutu kostkami powiązanymi ze statystyką oznaczoną na karcie. Na karcie są zawsze dwa poziomy wyzwań. Oczywiście za trudniejsze dostaniemy lepsze nagrody. Jeśli natomiast znaleźliśmy się na kaflu z wrogiem, możemy go zaatakować. Na przemian będziemy rzucać kośćmi powiązanymi z naszą obroną i atakiem, aż zniszczymy wrogi statek lub zginiemy próbując. Trzecia opcja to przegrupowanie, które pozwala nam na naprawienie zniszczeń lub pobranie karty akcji/żetonu walki/żetonu eksploracji.
  5. Rozbudowa - jeśli udało nam się uciułać po trzy żetony eksploracji i walki, możemy przeznaczyć je na budowę bazy kosmicznej, zapewniającej nam bonus do rzutów kostek i sektor chroniony przed najeźdźcami. Dodatkowo jeśli wybudowaliśmy ją w sektorze, w którym znajduje się boss, możemy od razu go zaatakować. Koszty budowy stacji można podzielić między współgraczy pod warunkiem że znajdujemy się na jednym kafelku.

Jest to oczywiście tylko zarys zasad. Oprócz tego będziemy się miotać po całym układzie Alfa Centauri, starając się walczyć z co chwilę pojawiającymi się niebezpieczeństwami. Będziemy też debatować wspólnie nad możliwą strategią oraz decydować w którym momencie najlepiej zagrać daną kartę akcji i czy lepiej wykorzystać ją na swoją armadę czy lepiej podzielić się jej benefitami z innym graczem. Jednym zdaniem: będzie się działo! Gra kończy się po określonej przez scenariusz ilości rund i jeśli udało nam się spełnić cel, wygraliśmy. Faktycznie da się rozegrać jedną partię w półtora godziny co jest sporym plusem. Rozgrywane scenariusze są bardzo dynamiczne i do tego trzymają nieźle w napięciu. Skonstruowane są tak, że w zasadzie nie mamy czasu na nudę. Pomijając już nawet ciągły wyścig z czasem mamy tu dobrze sprawdzający się schemat: uspokoiliśmy sytuację, nic się nie dzieje, BUM, pora na bossa, w grze pojawia się wydarzenie (wszystkie są złe :-) ), na planszy pojawia się dużo najeźdźców, znowu musimy wszystko uspokoić. Pojawianie się kryzysów na planszy jest mocną stroną Centauri Saga. 


Kolejnym dużym plusem jest tu zdecydowanie regrywalność. W instrukcji znajdziemy pięć scenariuszy, z których każdy mocno się od siebie różni, zarówno pod względem zasad jak i ogólnych odczuć z gry. Mamy tu m.in. wariant w którym będziemy eskortować zaprzyjaźniony statek, opcję z poszukiwaniem zaginionych baz kosmicznych, czy wreszcie otwartą wojnę z najeźdźcami i bossem wszystkich bossów - Ravagerem! Jeśli więc spodoba wam się rozgrywka to gwarantuję że starczy na długo, zwłaszcza jeśli weźmiemy też pod uwagę zmienne ustawienie losowo dobieranych kafli kosmosu oraz różne zdolności specjalne kapitanów armad. Co ciekawe, Centauri Saga to dopiero początek zabawy w tym uniwersum. Vesuvius Media chce coraz bardziej rozwijać grę i już teraz na kickstarterze (TUTAJ) funduje się pierwszy dodatek w systemie Legacy! Bardzo przyjemne jest też skalowanie rozgrywki. Każdy scenariusz można rozegrać w wariancie 1-4 osobowym, przy czym w zależności od ilości graczy, odrobinę zmieni się poziom trudności i np. napotkamy więcej bossów lub będziemy musieli zdobyć więcej energii do naprawienia naszego portalu. Niezależnie od składu osobowego, scenariusz pozostaje wciąż dość wymagający i jednocześnie jak najbardziej wykonalny, co nie zawsze jest łatwe do osiągnięcia w grach planszowych. 


Żeby nie było zbyt kolorowo, muszę też trochę ponarzekać. Gra jak na klimatyczne ameri przystało, w dużej mierze opiera się o rzuty kostkami. W zasadzie opierają się o nie wszystkie spotkania oraz część wydarzeń. Żeby zwyciężyć będziemy musieli zdobywać na kościach jak najwięcej sukcesów (4 lub więcej oczek). Co prawda za pomocą kart akcji oraz kart armady będziemy mogli dywersyfikować odrobinę ryzyko przegranej, a dzięki rozwojowi statystyk będziemy mogli rzucać coraz większą ilością kości, to jednak wciąż jest tu odrobinę zbyt dużo wpływu szczęścia jak na mój gust. Kolejną wadą, jakże typową dla gier kooperacyjnych, jest tu spora możliwość występowania tzw. "gracza alfa". Sam momentami cierpię na tę przypadłość (chociaż staram się ograniczać i przepraszam współgraczy jeśli przesadzę), więc wiem co mówię :-) Brakuje mi tu trochę czegoś co powinniśmy trzymać w tajemnicy, co często eliminuje pojawienie się gracza dominującego. Niedługo natomiast pojawi się dodruk dodatku Arena, który umożliwia rozegranie scenariusza rywalizacyjnego. Niestety osobiście nie posiadam tego rozszerzenia, więc nie wypowiem się na jego temat.


Pora na ostateczne przemyślenia. Moim zdaniem Centauri Saga jest tytułem zdecydowanie wartym polecenia, zwłaszcza osobom lubiącym kosmiczne klimaty i kooperacje. Warto się nim zainteresować, zwłaszcza że twórcy planują go mocno rozwijać. Mamy tu sporo dobrych pomysłów, rozgrywkę trzymającą cały czas w napięciu, masę regrywalności i miłe dla oka wykonanie. Co może się nie spodobać? Przede wszystkim spora losowość. Do tego jeśli typowa kooperacja to nie wasza bajka, Centauri Saga raczej nie zmieni waszego postrzegania tego gatunku. Niemniej mimo kilku minusów jest to naprawdę ciekawa pozycja i mam nadzieje, że zostanie na rynku gier planszowych zauważona, co pozytywnie wpłynie na dalsze rozszerzenia!

Plusy:
+ Ciekawe podejście do 4X (kooperacja, krótki czas gry)
+ Masa regrywalności (5 zupełnie różnych scenariuszy plus potencjalne dodatki)
+ Przyjemne dla oka wykonanie
+ Dobre skalowanie się w każdym wariancie osobowym
+ Wyczuwalny klimat "Space Opery"
+ Cały czas trzyma w napięciu

Minusy:
- Odrobinę zbyt dużo losowości
- Spora szansa na pojawienie się gracza alfa





Kamil Lazarowicz

Dziękuję wydawnictwu Vesuvius Media za udostępnienie gry




2 komentarze:

  1. Wygląda Interesująco . Dostępna w handlu , czy owoc Kickstarter .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owoc Kickstartera. Jak coś to obecnie trwa kampania dodatku gdzie możesz też kupić samą podstawkę :-)
      https://www.kickstarter.com/projects/vesuviusmedia/centauri-saga-season-1

      Usuń