slider

piątek, 31 marca 2017

Najeźdźcy z Północy - recenzja

Wikingowie ostatnimi czasy stali się w planszówkowym świecie nowymi zombie (a może to Mars stał się nowymi zombi, a wikingowie to nowe pociągi..). Co ciekawe, mimo ogromnego potencjału tworzenia klimatycznych gier o brodatych łupieżcach, autorzy upodobali sobie szczególnie gry euro o takiej tematyce. Przykładem mogą być tu takie gry jak Champions of Midgard, Jorvik, In the name of Odin, Feast for Odin, ba, nawet Blood Rage mimo bajecznego wykonania nie jest jakoś szczególnie klimatyczne. Podobnie jest w przypadku tzw. Trylogii Morza Północnego, autorstwa Shema Phillipsa, oryginalnie wydanej przez Garphill Games. W Polsce, za sprawą GFP (od niedawna po prostu Games Factory), wydana została do tej pory jedna część, Najeźdźcy z Północy, i to właśnie jej przyjrzę się w dzisiejszej recenzji.


poniedziałek, 27 marca 2017

Pingolo - recenzja

Mając w domu małego człowieka lub kilku, wielu rodziców zastanawia się w co można z takimi 3-4 letnimi brzdącami pograć. Pierwsza myśl jest bardzo często taka sama u każdego – MEMO. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że z reguły to po prostu odkrywanie kartoników z obrazkami i zapamiętywanie ich położenia, by w efekcie znajdować pary i po zebraniu największej ich ilości wygrania gry. Tego typu gier powstało bardzo dużo. Jedną z wariacji w tym temacie jest gra wydana przez wydawnictwo Foxgames, pod tytułem Pingolo.


sobota, 25 marca 2017

Obóz Ninja - recenzja

Znacie grę Hej! To moja ryba!, w której pingwiny przeskakują z kry na krę aby zdobyć pyszne ryby? To teraz wyobraźcie sobie te same pingwiny wyszkolone w sztuce ninjutsu, którym nie zależy już na jedzeniu, a na uznaniu swojego mistrza. W ten sposób w zasadzie otrzymacie coś zbliżonego do bohaterki dzisiejszej recenzji, czyli gry Obóz Ninja, gdzie wcielimy się nie tylko w ninja pingwiny ale też masę innych walecznych zwierząt. Tytuł autorstwa Adama E. Daultona został wydany u nas przez 2pionki. Możemy w niego grać w 2-4 osób i już po okładce można śmiało założyć, że jest skierowany raczej dla graczy młodszych/familijnych. Wiadomo że obecnie na rynku pojawia się dużo gier skierowanych w tę grupę, czy więc Obóz Ninja ma szansę "wywalczyć" sobie miejsce na półkach? Przekonajmy się :-)


sobota, 18 marca 2017

Planet Defenders - recenzja

W naszej części świata z reguły najgłośniej jest o grach pochodzących z Europy i Ameryki. Poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, raczej rzadko słyszy się o tytułach z Dalekiego Wschodu. Te wyjątki (np. List Miłosny czy niedawno recenzowane Hanamikoji) sprawiają jednak że warto od czasu do czasu rzucić okiem na pozycje wydawane w Japonii albo Tajwanie. Dlatego dzisiaj przyjrzę się grze Planet Defenders, wydanej przez EmperorS4, znanych z takich tytułów jak właśnie Hanamikoji czy Round House (recenzja również w planach). Przyznaję się bez bicia, że grę załatwiłem sobie raczej bez entuzjazmu jako zapychacz w paczce z pozostałymi dwoma. Czy moje przeczucie było trafne? A może trafiłem na kolejną dalekowschodnią perełkę? Zapraszam do lektury.


niedziela, 12 marca 2017

Spiskowcy - recenzja

Z uwagi na to, że jestem rodzicem małych dzieci, to czas na granie jest bardzo ograniczony. Dlatego też, cieszą mnie gry, które są szybkie. Rozegranie kilku – kilkunastu partyjek, po których można ocenić grę, w zasadzie może się odbyć nawet w ciągu jednego, dwóch dni. Taką małą, szybką grą są Spiskowcy od wydawnictwa Portal z linii 2Pionki.

niedziela, 5 marca 2017

Ptaszki ćwierkają - recenzja

Carl Chudyk jest dość charakterystycznym autorem. Uwielbia tworzyć gry, w których karty pełnią kilka funkcji na raz i składają się w mega kombinacje, momentami trudne do ogarnięcia. Ja znam go z takich tytułów jak Na chwałę Rzymu, Mottainai i Red7 (wszystkie bardzo trafiły w mój gust), a oprócz tego stworzył również takie perełki jak chociażby Impulse i Innowacje. W recenzowanym tytule dla odmiany będziemy układać gałęzie drzewa z siedzącymi na nich ptaszkami, które wykrzykują rozmaite komendy. Hmmm... trzeba przyznać że tematyka jest dość oryginalna, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę abstrakcyjne malowanie z Red7 czy mnichów z Mottainai. Czy dzięki temu, gra wyróżni się na tle wcześniejszych hitów Chudyka? Przekonajmy się.


czwartek, 2 marca 2017

Vikings Gone Wild - recenzja

Deckbuilding to obecnie jedna z moich ulubionych mechanik wykorzystywanych w grach, choć przyznaję że musiałem do niej "dorosnąć". Od czasów Dominiona budowanie talii stopniowo ewoluowało (sporą zmianą było dokładanie do gier planszy jak w Battalii, Wiertłach, Clanku czy Studium w Szmaragdzie), jednak podstawowe założenia pozostały te same: zagrywasz karty dzięki czemu zdobywasz kolejne karty do ogólnej puli. Genialne w swojej prostocie. Obecnie gier tego typu pojawia się coraz więcej, bardziej lub mniej udanych. Jedną z takich gier jest Vikings Gone Wild, czyli deckbuilder bazujący na grze przeglądarkowej o tej samej nazwie. Oryginalnie gra została wydana przez debiutujące wydawnictwo Lucky Duck Games, natomiast obecnie na wspieram.to (TUTAJ) trwa kampania fundująca polską wersję od GFP  gdzie jeszcze przez 3 dni możecie wesprzeć projekt i zdobyć swoją kopię gry wraz z całą masą ekskluzywnych dodatkowych kart. Gra została już dawno ufundowana, ale liczę że odrobina moich przemyśleń wpłynie na wciąż wahające się osoby.