slider

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Wiertła, skały, minerały, czyli recenzja gry Super Motherload

Graliście kiedyś na komputerach w Boulder Dash? Gracze nieco starszej daty pewnie tak jak ja zagrywali się w ten tytuł oraz jego klony jeszcze na Atari i Commodore. O dziwo twórcy nie zaprzestali wydawania gier typu "Rock and Diamonds" wraz z pojawieniem się w grach grafiki 3D. Za przykład może posłużyć tutaj flashowa gierka Motherload (w którą możecie zagrać chociażby TUTAJ), która spotkała się z na tyle pozytywnym odbiorem, że doczekała się w 2013 roku kontynuacji zatytułowanej Super Motherload. I jeśli już powoli zastanawiacie się czy do reszty zwariowałem i zaczynam teraz opisywać już nawet gry komputerowe, to już tłumaczę o co chodzi. Mianowicie dwa lata później kanadyjskie wydawnictwo Roxley Games (znane również z wydania Steampunk Rally) postanowiło wydać planszową adaptację tejże właśnie gry. W planszowej wersji zakochali się panowie z wydawnictwa Games Factory Publishing i obecnie walczy ona o swoje ufundowanie na wspieram.to (link do kampanii TUTAJ). Jednak czy grę komputerową, w której jeździmy maszyną wiercącą tunele w pełnej minerałów marsjańskiej ziemi, można przenieść na plansze nie psując płynącej z niej frajdy? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w poniższej recenzji.

piątek, 22 kwietnia 2016

La Cosa Nostra

"Nauczyłeś się dwóch najważniejszych rzeczy w życiu:
 nigdy nie sypać kumpli i zawsze trzymać gębę na kłódkę"
Chłopcy z ferajny

Lubię gangsterskie klimaty. Oglądałem kilkukrotnie "Chłopców z ferajny", "Człowieka z blizną", "Prawo Bronxu" czy "Dawno temu w Ameryce". Po obejrzeniu "Ojca chrzestnego" uznałem Marlona Brando za najlepszego aktora wszech czasów (opinia ta utrzymuje się do teraz). Tym bardziej zaskakiwał mnie brak jakichś wybitnie zapadających w pamięć gier planszowych w tych klimatach. Zwłaszcza że od ładnych paru lat temat ten często gości chociażby w grach komputerowych (np. cała seria GTA lub Mafia). Tym bardziej ucieszyłem się gdy na tegorocznej Zjavie zobaczyłem na stoisku wydawnictwa Baldar grę La Cosa Nostra. Co prawda niewiele o niej wiedziałem ale już sama okładka, ewidentnie inspirowana serią GTA, zdradzała mafijny klimat. Dlatego niedługo później zainteresowałem się tym tytułem i postarałem o egzemplarz recenzencki. Dzisiaj jestem już bogatszy w doświadczenie zdobyte podczas rozgrywek i mogę odpowiedzieć na pytanie czy mamy wreszcie dobrą gangsterską grę. Pytanie to jest tym bardziej istotne ponieważ obecnie trwa kampania na wspieram.to, mająca na celu ufundowanie polskiego wydania tytułu (kampanię znajdziecie TUTAJ).


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Festiwal Lampionów

Wyróżnienie Mensa Select to w świecie gier planszowych nie mała rzecz. Świadczy o tym że gra w wyjątkowy sposób angażuje nasze szare komórki. Kapitule zdarzały się jednak wybory dość kontrowersyjne, jak np. wariacja na temat gry w kółko i krzyżyk. Dlatego też gdy zobaczyłem symbol tej nagrody na pudełku Festiwalu Lampionów, czyli pierwszej gry z nowej linii wydawniczej GFP Family, zacząłem się zastanawiać czy to aby na pewno dobra wiadomość. Zwłaszcza że jest to z założenia tytuł familijny, a te rzadko kojarzą mi się z prawdziwymi mózgożerami. Teraz jednak, po porządnym ograniu jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie czy jest to gra dobra i czy moim zdaniem zasługuje na wyróżnienie Mensy. Jeśli więc chcecie znać moje zdanie, zapraszam do lektury.


piątek, 15 kwietnia 2016

Pingwiny z Madagaskaru

Cześć! To ja! Mort!

W momencie gdy do kin weszła pierwsza część kreskówki "Madagaskar" twórcy od razu zorientowali się, które postacie stały się najpopularniejsze. Dlatego też pojawiały się nie tylko w sequelach ale również w swoim własnym serialu. Tak, tak, chodzi oczywiście o 4 sympatyczne pingwiny, czyli Skippera, Kowalskieo, Rico i Szeregowego. W tym roku jednak pingwiny zeszły z ekranów i za sprawą gry planszowej Pingwiny z Madagaskaru, autorstwa Michała Ozona, a wydanej przez PHALANX, trafiły prosto na stoły planszówkowych zapaleńców.



sobota, 9 kwietnia 2016

Lost in Space - gra o kosmitach, planetach i dedukcji

Z reguły rzadko mam okazję grywać w prototypy. Raczej niechętnie podchodzę też do wszelakich gier print&play. Powód jest dość oczywisty, lubię otrzymywać finalny, gotowy produkt. Jednak w momencie gdy zaproponowano mi prototyp gry Lost in Space, stwierdziłem że raz kozie śmierć i na podstawie przeczucia zgodziłem się. No bo co może pójść źle w grze o statku kosmicznym, który zgubił się w naszym układzie słonecznym i teraz próbuje rozróżnić te wszystkie dziwne planety, aby dostać się na Ziemię i uzupełnić zapasy ;-) O tym czy moje przeczucie było trafne, przekonacie czytając poniższą recenzję.