slider

środa, 30 listopada 2016

Na sprzedaż - recenzja

Agent nieruchomości nie ma łatwego zadania. Oprócz tego, że musi sprzedać dom, to jeszcze musi na tym zarobić. Najlepiej jakby ktoś kupił ruderę w cenie pałacu. O tym właśnie jest gra NA SPRZEDAŻ autorstwa Stefana Dorry, wydana w wersji polskiej dzięki wydawnictwu 2Pionki. Tutaj każdy z graczy jest pośrednikiem sprzedającym różnego rodzaju lokum, od kartonu począwszy na stacji kosmicznej skończywszy. Rozgrywkę wygra ten kto tanio kupi, a potem drogo sprzeda nabyte nieruchomości.


Zacznijmy od początku. Gra jest przeznaczona dla 3 do 6 graczy w wieku od 10 lat i trwa około 30 minut. Nie miałem okazji grać z dzieciakami poniżej wyznaczonego wieku, więc nie wiem czy dają radę, ale wydaje mi się, że taki ośmio-, dziewięciolatek, mający pojęcie o podstawowych zasadach matematyki, znający liczby, po zgłębieniu wiedzy na czym polega licytacja, powinien dać radę zagrać w ten tytuł.


Gra składa się z dwóch faz. Pierwsza to zakup nieruchomości poprzez licytację. Druga zaś to sprzedaż zakupionych dóbr za jak najwyższą cenę. Ale to nie takie proste. Każda faza podzielona jest na rundy, w których wykładanych jest tyle kart nieruchomości (1 faza) ilu grających. Gracz w swojej turze może zalicytować lub spasować. Ten, który wylicytuje najwięcej, zabiera kartę – nieruchomość o najwyżej liczbie, płacąc wylicytowaną kwotę. Gracze, którzy spasują, po kolei zabierają lokum, pierwszy pasujący -  najgorsze (o najniższej liczbie na wyłożonych kartach), następny rezygnujący bierze kartę o kolejnym wyższym od poprzedniego nominale, i tak dalej. Zakup nieruchomości trwa określoną liczbę rund, aż skończą się karty. Wtedy następuje faza druga - sprzedaży nabytych włości. W tej fazie na stół wykładane są czeki o różnych nominałach, w liczbie odpowiadających ilości graczy. Gracze jednocześnie wybierają jedną ze swoich nieruchomości i kładą ją zakrytą przed sobą, po czym wszyscy jednocześnie odkrywają swoje karty. Ten z graczy, który wybrał nieruchomość o najwyższym numerze, bierze czek o największej wartości. Kolejni gracze biorą czeki o wartości odpowiadającej kolejności numerów na kartach ich lokum. Wygrywa ten gracz, który na koniec gry, gdy skończą się wszystkie czeki, ma najwięcej pieniędzy sumując wartość czeków, jak i niewydane w licytacjach monety.


Co do wykonania to prawie nie ma się do czego przyczepić. Prawie. Karty są wydrukowane na dosyć grubym papierze. Ilustracje nieruchomości są bardzo ładne, kolorowe, szczegółowe. Cieszą oko. Karty czeków również nie pozostawiają nic do życzenia. Żetony monet na grubej tekturze, wszystkie o tym samym nominale (1.000 $). Wypraska podzielona na część dla kart i monet. Pudełko nie duże, kwadratowe, zamykane na magnes. Już jest kompaktowość, ale ja w podróż pakuję wszystko (karty, żetony, instrukcję) w jeden, średniej wielkości, woreczek strunowy. W ten sposób gra mieści się w kieszeni spodni i można grać nawet w podróży. Super. Ale… No właśnie, to co mi się nie podoba rozmiar kart. Karty są prostokątne o rozmiarze mniej więcej 6x11 cm (tarotowe?). Jako maniak koszulkowania kart, bo zawsze można czymś je upaćkać, bądź zalać, ciężko mi będzie znaleźć koszulki w tym rozmiarze. A nawet gdyby, to już do wypraski się nie zmieszczą. Zdecydowanie można było wydać grę z kartami w jakimś popularnym rozmiarze i gra by na tym nic nie straciła. Za to na spory plus zasługuje instrukcja. Krótka i konkretna. Po jednorazowej lekturze wszystko jest jasne. Można grać. 


W NA SPRZEDAŻ grałem bardzo dużo razy. We wszystkich możliwych składach i w różnych towarzystwach. Gra się bardzo dobrze skaluje. Wrażenia – pozytywne, bardziej lub mniej, ale pozytywne. Nikt z grających nie wypowiedział się, że ta gra mu się nie podoba. Zarówno w grupie młodzieżowej, jak i dorosłych. Owszem, były osoby, które po jednej rozgrywce chciały zagrać w coś poważniejszego, ale opisywany tytuł to przykład fillera, zwanego przeze mnie (i chyba nie tylko) chwilerem, czyli grą na rozgrzewkę. 


Pierwsza faza gry (zakup) nie wymaga jakiegoś większego myślenia. Ot widzimy czy są karty bardziej czy mniej wartościowe i decydujemy na której nam zależy, patrząc jednocześnie jak licytują inni. W drugiej zaś rundzie już możemy troszkę pokombinować, zwłaszcza gdy pamiętamy o jakich nominałach karty ma który gracz. Co jest fajne? Otóż to, że nawet karton o wartości „1”, przy odrobinie szczęścia, możemy sprzedać za pokaźną sumę, a całkiem pokaźna willa o wartości „25” może spotkać się z odmową kupna (czek o wartości 0 $). Wracając do skalowalności, zarówno w składzie 3- czy 6-osobowym jest podobnie. Emocji tyle samo, jedynie kasa szybciej się kończy. Im więcej graczy tym trudniej coś tanio kupić, a często na ostatnią licytację brakuje dolarów lub jest ich bardzo, bardzo mało.
Obie fazy przynoszą sporo emocji, zwłaszcza gdy na stole lądują karty o wysokich nominałach. Praktycznie nie możliwe jest by jeden gracz zakupił 3 najdroższe nieruchomości. Oczywiście może się to zdarzyć, ale od tego są właśnie przeciwnicy, by mu to uniemożliwić i choć jedną wysoką kartę nabyć. Kolejnym plusem jest to, że nawet gdy słabo licytujesz i w pierwszej rundzie kupiłeś dosyć prowizoryczne nieruchomości, to nadal masz szansę dobrze je sprzedać i wygrać rozgrywkę. Wystarczy trochę sprytu i odrobinę ryzyka.


Reasumując, NA SPRZEDAŻ to świetny fillerek, rozgrzewka umysłu przed poważniejszymi tytułami. Ewentualnie zapychacz czasu, gdy tego brakuje na coś dłuższego. Imprezowo? Może pójść, ale to chyba zależy od towarzystwa. Tematyka uniwersalna, zarówno dla grona płci pięknej, jak i brzydkiej, nie narzekali ani ci młodzi ani ci co już swoje w życiu przeszli. Wszystkim mniej lub bardziej ten tytuł przypadł do gustu. Klimat? No coś tam jest, można się wczuć w agenta nieruchomości. Wykonanie? Grafiki bardzo ładne, nawet wychodek prosi się o kupno za niebotyczną sumę. Jest to gra lekka, szybka i przyjemna. Bywa, że można się przy niej trochę pośmiać. Każda rozgrywka jest inna, to wielki plus. 

Plusy :
- wykonanie
- szybka i prosta rozgrywka
- regrywalność
- dobrze się skaluje
- kompaktowość (można grać wszędzie)

Minusy :
- rozmiar kart

Marcin "Lubel" Lubański

Kamil: Osobiście miałem przyjemność grać w Na sprzedaż tylko raz, pod koniec dość długiego wieczoru planszówkowego. Przyznaję że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Pomimo sporego zmęczenia materiału w mig przyswoiłem zasady, a rozgrywka była na tyle emocjonująca, że obudziłem się dostatecznie i miałem siły na podróż do domu :-) Bardzo dobry filler!

2 komentarze:

  1. Ostatnio zamówiłam, więc się przekonam. Ale brzmi całkiem dobrze :). Martwi mnie tylko ten niestandardowy rozmiar kart, bo ja lubię mieć wszystkie karty w koszulkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może już są jakieś koszulki do na te karty, przestałem śledzić temat. Rebel teraz wszedł z koszulkami, może coś mają do tego. Na szczęście w "Na sprzedaż" karty są dobrej jakości

      Usuń