slider

wtorek, 22 listopada 2016

Domek - recenzja

(Dzisiejsza recenzja jest mocno nietypowa. Jest to bowiem gościnny wpis debiutującego recenzenta Marcina. Dajcie znać jak wam się podoba, a kto wie może zostanie na blogu na dłużej! - Kamil)

Każdy pragnie mieć własne lokum, swoje choćby M2. Ciasne, byle własne. A jeszcze lepiej jak uda się mieć coś większego. A już tym bardziej gdy urządzone jest praktycznie i ładnie. I właśnie o tym jest gra Klemensa Kalickiego pod tytułem DOMEK, wydana przez wydawnictwo Rebel.


Według zapisu na pudełku gra jest przeznaczona dla 2-4 graczy od siódmego roku życia i trwa około 30 minut. I wszystko to się zgadza, aczkolwiek grałem z dzieciakami w wieku 5 lat i po wytłumaczeniu działania niektórych kart, spokojnie radziły sobie z rozgrywką. Oczywiście niekiedy dokonywały gorszego z możliwych wyborów, kierując się estetyką karty, a nie jej funkcjonalnością, ale najważniejsze, że było to dla nich przyjemne. Rozgrywka dla 2-3 osób może być nieco inna niż w komplecie, ale o tym za chwilę. Czas podany na pudełku jest jak najbardziej właściwy.


Przejdźmy do rzeczy, na czym to polega. Każdy z graczy ma planszę swojego wymarzonego 3-kondygnacyjnego domu, na której to będzie umieszczał karty pomieszczeń i innych udogodnień. Na każdej z nich jest liczba punktów za wybudowanie danego pomieszczenia, zależna także od wielkości tego lokum. Pomiędzy graczami znajduje się planszetka dobierania kart, składająca się z dwóch rzędów po 5 miejsc na karty. W pierwszym pojawiać się będą karty dachów, pomocników, narzędzi i wyposażenia oraz znacznik pierwszego gracza. W drugim zaś będą wyłącznie pomieszczenia. Gracz w swojej kolejce musi wybrać zestaw dwóch kart w kolumnie (lub karty i znacznik pierwszego gracza) i umieszcza je na swojej planszy domku. Ale karty te musi wykładać według pewnych zasad, m.in. nie można położyć pomieszczenia w wyższej kondygnacji nie mając już jakiegoś poniżej itp. Odpowiednie ułożenie pokoi, dołożenie do nich jakichś dodatków oraz dach w jednym kolorze, wszystko to daje nam punkty potrzebne do zwycięstwa. Oprócz tego pomagają nam także różnego rodzaju narzędzia pozwalające np. na zamianę kart oraz różnego rodzaju pomocnicy np. pozwalający wymienić jedną kartę dachu itp. Wygrywa ten gracz, który po 12 rundach zdobędzie najwięcej punktów za swój domek.


Zanim przejdę do opisu wrażeń z rozgrywki i podsumowania, to pokrótce o wykonaniu. Gra jest wydana bardzo ładnie. Ilustracja na okładce od razu wskazuje, że to gra rodzinna, natomiast czcionka tytułu gry, ma chyba nawiązywać do popularnej gry komputerowej o budowaniu domu – The Sims. Ilustracje są bardzo ładne i w dodatku każda karta pomieszczenia ma inny rysunek. Karty są dosyć sztywne, solidne. Żetony wyposażenia wydrukowano na grubej tekturze. Plansze domów jak i planszetka dobierania kart także są wykonane z solidnej tektury, a ilustracje na nich są przejrzyste. Do tego zestawu wydawca dodał duży, drewniany znacznik pierwszego gracza w postaci, oczywiście, domku. Do tego w pudełku znajduje się także notes na punktację oraz instrukcja. A propos instrukcji, jest ona bardzo dobrze napisana. Zasady są przejrzyste i poparte przykładami. Oprócz tego na końcu instrukcji zamieszczono szczegółowy opis działania kart dodatków. Na plus należy dopisać także wypraskę, w której na każdy element znalazło się odpowiednie miejsce.


Sama rozgrywka jest lekka i przyjemna, chociaż pojawiają się w niej momenty, zmuszające nas do zastanowienia, który zestaw kart bardziej się opłaca. A może najbardziej opłaci się przejąć znacznik pierwszego gracza? Jest tu także interakcja, nie bezpośrednia, ale zabranie lub odrzucenie karty (w grze dla 2-3 graczy pierwszy gracz odrzuca jedną kolumnę), która dawałaby punkty przeciwnikowi, potrafi być bardzo frustrujące. Grając w różnych towarzystwach i grupach wiekowych, niekiedy odnosiłem wrażenie, że gracze kierują się estetyką przy dobieraniu kart, a nie skupiają się na zdobyciu jak największej ilości punktów. W mojej ocenie oznacza to, że potrafi dawać przyjemność z samej rozgrywki, a czasem nawet z przegranej.


Reasumując, jest to gra typowo familijna, nawet bardziej ukierunkowana moim zdaniem w część żeńską i dzieci, co oczywiście nie znaczy, że chłopcy, jak i mężczyźni nie będą mieli przyjemności podczas rozgrywki w Domek. Mi się ta gra podoba. Fajne jest to, że nie jest skomplikowana i jest krótka. Zasady są proste. Niestety czasami mocno daje się we znaki losowość w pojawianiu się kart. Teoretycznie można jednak w miarę kontrolować, kto ile ma punktów, a działanie niektórych pomocników czy narzędzi może to trochę zmienić. Najważniejsze jednak, że po rozgrywce występuje efekt: „ja chcę jeszcze raz!”.

Moja ocena na BGG : 7,5, a że nie używam połówek to 8 ;-)

Plusy :
- wykonanie
- szybka i prosta rozgrywka
- spora regrywalność

Plusy/Minusy :
- nie dla każdego, to tytuł familijny, dla niektórych za prosty
- pewna doza losowości

Minusy :
- po x partiach może się jednak znudzić

Marcin "Lubel" Lubański




3 komentarze: