slider

piątek, 2 września 2016

Creature College - recenzja

Hej, kojarzycie taką grę, w której biegasz sobie po różnych miejscach, łapiesz jakieś stworki i wysyłasz je do walki? Nie, nie chodzi mi o Pokemony chociaż bohaterka dzisiejszej recenzji mogła być akurat trochę inspirowana serią o kieszonkowych potworach ;-) Do tego macie pełne prawo jeszcze jej nie kojarzyć, jako że jest to względna nowość i na chwilę obecną nie weszła jeszcze na polski rynek. Gra została wydana przez studio Happy Otter Games (mającą najbardziej urocze logo jakie widziałem, zerknijcie na dół recenzji), a jej autorem jest Orhan Ertughrul. Tytuł walczył o fundusze na platformie Kickstarter, gdzie poszło jej zresztą całkiem nieźle. W momencie gdy otrzymywałem grę do recenzji, autor zaznaczył że jest to gra prosta, skierowana do rodzin, a jednak dająca przy tym sporo satysfakcji także bardziej zaawansowanym, starszym graczom. No cóż nie często zdarzają się tytuły trafiające w tyle różnych grup docelowych. W związku z tym postanowiłem przyjrzeć się grze trochę bliżej i samemu przekonać się czy faktycznie tak działa.


A zatem pora na zwyczajowy akapit o wykonaniu. Grę otrzymujemy w dużym (dużo większym niż się spodziewałem), kolorowym pudełku. Do tego nie znajdziecie w nim zbyt dużo zbędnego powietrza, a całą masę komponentów. Będą to plansze graczy, plansza wspólna, drewniane żetony licytacji, sporo drewnianych, kostkowatych żetonów do oznaczania, masa kryształków w dwóch kolorach, dwie plastikowe kości, notes do liczenia punktów, karty specjalnych misji, umiejętności i rozwoju, karty bitwy oraz przede wszystkim karty potworów. Jakość jest jak najbardziej OK, chociaż kostki mogłyby być ciut ładniejsze/bardziej charakterystyczne. Zwłaszcza czarna kostka mogła być zdecydowanie przejrzyściej oznaczona. Graficznie całość również prezentuje się w porządku, ale muszę szczerze przyznać że nie do końca przekonuję mnie styl rysunków. O ile karty potworów są całkiem przyjemne i urocze, tak wyglądu postaci na pierwszym planie okładki po prostu nie mogę jakoś zdzierżyć ;-) Ale nie od dziś wiadomo że gusta są różne, więc może was ten chłopiec w pidżamie tak bardzo nie rusza :-) Z przeszkadzających drobnostek, warto wspomnieć o wykorzystaniu na żetonach i kartach postaci dwóch odcieni niebieskiego co może przeszkadzać osobom cierpiącym na ślepotę barw, ale nie powinno to przeszkadzać w samej rozgrywce. Ogromny plus należy się natomiast za plastikową wypraskę, która świetnie mieści wszystkie elementy.


A jak prezentują się zasady? Z racji minimalnego wieku nie są przesadnie skomplikowane, chociaż nie da się im zarzucić banalności. Po wybraniu/wylosowaniu postaci i rozłożeniu wszystkich elementów, losujemy nasze ukryte misje oraz specjalne umiejętności. Karty potworów rozdzielamy na trzy stosy (odpowiadające trzem semestrom) i w każdy z nich wtasowujemy potwora specjalnego, Kevina Giga-Świnie (:-D). W zasadzie możemy zaczynać. Sama rozgrywka składa się w zasadzie z dwóch różnych faz/mechanik. Jest to licytacja i walka. Pierwsza z nich pozwala nam na zdobywanie nowych potworów. Wykładamy ze stosu obecnego semestru karty potworów równej ilości graczy +1 (poza grą w 6 osób kiedy wykładane jest 6 kart), a następnie gracze po kolei kładą na wybranych przez siebie kartach żetony licytacji z preferowaną wartością (1-9). Warto zaznaczyć że w grze będzie miało miejsce 9 licytacji, czyli dokładnie tyle ile mamy żetonów. Dany żeton może zostać użyty wyłącznie raz, co każe nam dość ostrożnie podchodzić do wyboru (nie chcemy zbyt szybko wypstrykać się z wysokich żetonów zbyt szybko). W momencie gdy ktoś położy na kartę z naszym żetonem znacznik o wyższej wartości, jesteśmy zmuszeni do przełożenia naszego krążka na inną kartę (i być może przelicytowania w ten sposób innego gracza). Gdy karty zostaną wylicytowane, zmienia się kolejność graczy (gracz który licytował najwyżej, zostaje teraz pierwszym graczem). Do tego każda zdobyta karta potworów, pozwala nam na przesunięcie znacznika na torze żywiołów, co daje nam punkty oraz przybliża do wypełnienia tajnej misji. Po każdej licytacji gracze rzucają dwoma kostkami i wybierają jedną z nich. Biała kostka pozwala nam dobrać odpowiednią ilość kart bitwy, podczas gdy czarna kostka da nam możliwość rozwoju toru żywiołów, kryształów bitew lub punktów zwycięstwa. Jeśli wśród wyciągniętych kart pojawi się Kevin Giga-Świnia, odkładamy go na bok i po skończeniu licytacji po kolei będziemy z nim walczyć. Jeśli przegramy, otrzymamy ujemne kryształy walki, zabierające nam punkty na koniec gry. Oprócz tego przyjdzie nam również walczyć z innymi graczami. Dzieje się to zawsze po trzech licytacjach. Każdy uczestnik rozgrywki będzie toczył bitwy z osobą po jego prawej i lewej stronie. Na początku jednak każdy musi zdecydować jakiego żywiołu użyje do walki. Następnie pierwszy gracz wybiera, którego sąsiada atakuje najpierw. Zdecydowanie najprostszą strategią jest używanie żywiołem, którego nasz sąsiad nie posiada, jako że zawsze musimy się bronić pasującymi potworami lub tzw. dziką kartą, czyli potworem, którego kolor zmienia się zależnie od sytuacji. Do walki używamy również jednorazowych kart bitwy, które zwiększają naszą siłę lub zadają dodatkowe obrażenia. Wygrany otrzymuje w nagrodę zielone kryształy, natomiast przegrany dostaje czerwone o ujemnej wartości. Atakujący obraca użyte potwory o 90 stopni, co oznacza że nie będzie mógł ich już użyć do końca gry. Po zakończeniu ostatniego semestru (czyli po 9 licytacjach i 3 fazach bitwy) gra kończy się i następuje liczenie punktów. Zyskujemy je dzięki kryształom bitwy, torowi żywiołów i wypełnieniu specjalnej misji (liczą się w niej tylko karty potworów, a nie np. rozwój toru żywiołów). Oczywiście zwycięża osoba z największą ich liczbą.


O samej rozgrywce przede wszystkim warto powiedzieć, że jest ciekawa. Całkiem przyjemnie połączono dwie różne mechaniki. Bardzo fajnie wypada tu element licytacyjny ze swoimi jednorazowymi żetonami. Walka też daje frajdę, chociaż trzeba przyznać że potrafi się trochę dłużyć. Zwłaszcza w przypadku gry na więcej osób, co sprowadza nas do skalowania gry. Tytuł w sumie nie skaluje się najgorzej chociaż raczej nie polecam gry w maksymalną ilość osób. Po prostu czas oczekiwania na swoją bitwę staje się uciążliwy. Dobrze że na każdego atakującego przypada zawsze dwóch obrońców, przez co nie jest to tak irytujące i jesteśmy częściej zaangażowani w grę. Nieszczególnie podpasował mi również wariant dwuosobowy (ale nie wypadł też znowu tak źle). Spory wpływ na wynik gry ma tu oczywiście losowość (dobieranie kart, na dodatek na podstawie rzutu kością), jednak z racji lekkości gry nie przeszkadza to aż tak bardzo. Na szczęście sposobów na zdobywanie punktów jest tu bardzo dużo co pozwala dywersyfikować trochę szanse dociągu złych kart lub przegrane w licytacjach. Mimo prostoty zasad, nie bardzo pasuje mi minimalny wiek 8+. Owszem na pewno są dzieci które bez trudu zrozumieją zasady gry, ale raczej powinny mieć one jakieś planszówkowe doświadczenie, co kłóci się trochę z familijnością tytułu. Myślę że 10+ byłoby bardziej odpowiednie.


Kilka wad nie sprawia jednak że gra jakoś wybitnie traci w moich oczach. Wręcz przeciwnie, dalej uważam że Creature College ma w sobie to "coś". Faktycznie mimo bycia grą familijną, daje sporo satysfakcji również zaawansowanym graczom. Tytuł budzi we mnie podobne odczucia jak np. Potwory w Tokio. Prosta, niebanalna gra w którą zagram właściwie z każdym. Na chwilę obecną co prawda nie jest łatwo znaleźć grę w Polsce ale jeśli kiedyś się na nią natkniecie, zachęcam do dania jej szansy!

Plusy:
+ Solidne wykonanie
+ Świetna mechanika licytacji
+ Szeroka grupa docelowa
+ Sporo możliwości zdobywania punktów
+ Kevin Giga-Świnia ;-)

 Plusy/minusy:
+ Charakterystyczny styl graficzny

Minusy:
- Czarna kostka powinna być bardziej czytelna
- Losowość
- Gra w 2 i 6 osób






Dziękuję wydawnictwu Happy Otter Games za udostępnienie gry






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz