slider

sobota, 20 sierpnia 2016

Pola Arle - recenzja

Uwe Rosenberg wielkim poetą był... tfu wróć... twórcą planszówek jest. Tego nie można zaprzeczyć. Jest zdecydowanie jednym z bardziej znanych autorów gier typu euro (np. Agricola, Le Havre, Caverna) chociaż zdarza mu się stworzyć czasem coś dużo lżejszego (np. Fasolki lub rewelacyjny dwuosobowy Patchwork). Bohaterem dzisiejszego tekstu będzie jego ostatni tytuł, czyli wydane w 2014 roku Fields of Arle (A Feast for Odin jeszcze nie liczymy :-) ), które w tym roku doczekały się za sprawą GFP i wspieram.to polskiej wersji jako Pola Arle. Jest to dwuosobowa gra traktująca o prowadzeniu gospodarstwa we Fryzji Wschodniej, w czasach jej świetności ekonomicznej. Warto zaznaczyć że autor tytułu pochodzi właśnie z tego regionu co nadaje grze lekki charakter autobiograficzny. Ale pomijając sentymenty, czy Pola Arle są grą dobrą? Czy kolejna gra Rosenberga o żywieniu wciąż bawi? Przekonajmy się.


Zacznijmy najpierw od wykonania i oprawy graficznej. Biorąc do ręki ogromne pudło z grą od razu wiemy że raczej nie jest to lekka gra rodzinna a wielkie euro. Okładkę zdobi  sielankowy pejzaż Fryzji, unikatowy dla naszej polskiej wersji. Po otwarciu pudełka natrafimy na ogromną ilość elementów. Będzie to aż 6 plansz (2x plansza posesji, 2x plansza stodoły, plansza zasobów i plansza akcji), bardzo dużo wszelakich tekturowych żetonów (m.in. budynki, groble, pola, lasy, miasta, pojazdy czy surowce), całkiem sporo drewna (meeple krów, owiec oraz koni, a także pionki członków rodzin i żetony surowców), instrukcje oraz dwie karty pomocy. Wykonanie gry pod względem jakościowym wypada bardzo dobrze. Warto wspomnieć też parę słów o oprawie graficznej Pół Arle. Odpowiada za nią Dennis Lohausen, znany chociażby ze Szklanego Szlaku i Przebiegłych Wielbłądów. Cechuje go dość charakterystyczny "miękki" styl, co idealnie pasuje do tej gry. Na rysunki aż miło popatrzeć, zwłaszcza że zostało na nich ukryte mnóstwo smaczków i easter eggów. Przykładem będą tu chociażby kręgi w zbożu czy muzykanci z Bremy (tak naprawdę na temat wszystkich tych smaczków mógłbym napisać oddzielny artykuł ale nie chce wam psuć zabawy znajdowania ich samemu). Miłym detalem są łaciate naklejki na pionki krów, członków rodziny i surowców (przy okazji zwróćcie uwagę na inicjały, którymi oznaczono krówkę oraz przyjrzyjcie się twarzom postaci, jedna powinna być całkiem znajoma ;-) ). W edycji ze wspieram.to dodano jeszcze naklejki na pionki koni i owiec oraz ładne materiałowe woreczki do przechowywania zwierząt i torfu. Przyznaję że nie jestem wielkim fanem samodzielnego obklejania elementów (trzęsące się łapki), ale efekt końcowy robi naprawdę przyjemne dla oka wrażenie. Generalnie wygląd i wykonanie gry zasługuje na szóstkę w szkolnej skali.


Przyjrzyjmy się jednak jak Pola Arle wypadają w samej rozgrywce. Zaznaczam że nawet nie zamierzam tu opisywać reguł gry, a jedynie leciutki ich zarys. Jest ich po prostu zbyt dużo na umieszczanie ich wszystkich w tekście. Wspomnę natomiast, że instrukcja jest zadziwiająco dobrze napisana i w zasadzie po pierwszym czytaniu spokojnie jesteśmy w stanie rozpocząć partyjkę. Zanim jednak to nastąpi czeka nas dość sporo układania elementów wszelakich. Nie jest to najdłuższy setup jaki znam ale potrafi zająć 10 minut nawet przy dobrej organizacji. Ale gdy rozłożymy już wszystkie plansze, rozdamy zasoby początkowe i wylosujemy dostępne budynki, można zaczynać. Sama gra została podzielona na 9 rund, które toczą się naprzemiennie w sezonie letnim i zimowym. W każdej z nich będziemy wykorzystywać członków naszej rodziny do wykonywania rozmaitych czynności. Dla każdego sezonu dostępne jest po 15 akcji. Pozwalają nam one na całą masę różnych działań np. pobieranie surowców, budowanie budynków, przestawianie grobel czy zakup pojazdów. W danym sezonie jedna akcja może być wykonana tylko raz (chociaż mamy możliwość skorzystania z akcji dublującej tę już wykorzystaną), w związku z czym warto się poważnie zastanowić nad wyborem, kolejnością oraz jednocześnie wciąż kontrolować przeciwnika i w miarę możliwości psuć mu szyki blokując odpowiednie akcje. Dodatkowo w dowolnym momencie sezonu możemy załadować nasze pojazdy towarami, aby ulepszyć je na lokalnym targowisku, albo wysłać je w dalszą podróż do większych miast regionu. Na koniec każdego sezonu przyjdzie pora na inwentaryzację. Na jesień czerpiemy zasoby z naszych lasów i pól, doimy krowy i owce oraz żywimy i ogrzewamy naszą rodzinę. Wiosną zaś przyjdzie nam rozmnażać zwierzęta, strzyc owce oraz ponownie karmić nasze rodziny. W grze występuje ogromna ilość zależności, wybrane przez nas akcje wpływają na nasze gospodarstwo, podczas gdy ono wpływa na wybierane przez nas akcje. Mózg paruje. Do tego dochodzi multum sposobów na zdobywanie punktów na koniec gry, dostaniemy je bowiem za budynki, surowce, zwierzęta i podróże, a stracimy za brak żywności i torfu w fazie inwentaryzacji, za nie zbudowanie ostatnich grobli i nie osuszanie torfowisk.



Rozgrywka w Pola Arle prezentuje się naprawdę znakomicie. Jest to zdecydowanie zaawansowany tytuł, chociaż nie dzieje się tak przez nadmiernie skomplikowane zasady. Ba te są wyjątkowo klarowne i proste. To wspomniana wcześniej mózgożerność i mnogość opcji mogą przytłoczyć początkujących graczy. Za to miłośnicy eurosucharów i szeroko pojęci zaawansowani gracze powinni zapałać miłością do tej gry. Również czas rozgrywki nie odstrasza. Jak na tak wielką kobyłę, godzina na gracza to naprawdę malutko, a przy odpowiednim ograniu damy radę zejść nawet do 45 minut. Sporym atutem jest też duża regrywalność tytułu. Nie dość że za każdym razem możemy próbować dojść do zwycięstwa zupełnie inną drogą, to na dodatek część dostępnych w grze budynków wybierana jest losowo. Uwe Rosenberg tradycyjnie już dał nam również możliwość zagrania solo. Jest bardzo udany model rozgrywki, chociaż nie ukrywam że zawsze wolę grać z żywym przeciwnikiem. Kurczę... jeśli mam być szczery to ciężko mi znaleźć jakiś poważny minus tej gry. Rozłożenie wszystkich elementów trochę zajmuje, ale nie jest to nic czego nie załatwiłby dobry organizer czy rozsądne podzielenie elementów w woreczkach strunowych (dołączone przez wydawcę). Możemy też trafić na przypadki paraliżu analitycznego, ale nie zdarza się to znowu zbyt często, a zresztą wynika tylko z mnogości opcji rozwoju. Nawet na brak klimatu nie mogę ponarzekać, bo może nie ma go tu zbyt wiele, ale dzięki sielankowym grafikom i oklejonym pionkom jest on odrobinę wyczuwalny. Interakcja między graczami nie jest zbyt duża, ale dzięki możliwości wybrania danej akcji tylko raz w rundzie nie da się powiedzieć że gramy sami sobie.

Poznajecie tego pana?

W podsumowaniu napiszę tylko że Pola Arle są zdecydowanie jedną z lepszych gier w jakie miałem okazję ostatnio zagrać. Wszystkie składowe rozgrywki zostały tu według mnie idealnie wyważone. Może tytuł ten nie przekona do siebie zagorzałych miłośników tzw. ameritrashu, ale wszystkim innym zdecydowanie powinien trafić w gusta. Pozostaje mi jedynie pogratulować GFP udanego doboru gry do wydania i po cichu liczyć na wydanie również dodatku, o którym chodzą słuchy na forum BGG.

Plusy:
+ Mnogość i jakość elementów
+ Ładne sielankowe grafiki z masą smaczków
+ Ogromna ilość opcji rozwoju i dróg do zwycięstwa
+ Regrywalność
+ Udany tryb solo
+ Przyjemnie wyważona interakcja

Minusy:
- Długawy setup elementów





Dziękuję wydawnictwu Games Factory Publishing za udostępnienie gry






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz