slider

czwartek, 25 sierpnia 2016

Karciany Knyf - recenzja

Ostatnimi czasy każda gra musi mieć kilka wersji. Gry planszowe dostają edycje karciane, karcianki dostają wersje z kostkami i tak dalej. Ciekawy trend, który potrafi wprowadzić wiele nowych mechanik w świat gier analogowych, chociaż często nowe edycje nie są tak dobre jak ich pierwowzory. W tym roku jedna gra przebiła wszystko... wyobraźcie sobie klasyczną grę w kości/generała/yahtzee... tyle że za pomocą kart... na których są wizerunki kostek... to jest tak wielka incepcja że zaczyna się kręcić w głowie ;-) Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem zamysł twórcy Michaela Feldköttera, ale co mi tam chętnie skorzystałem z okazji przetestowania tego miszmaszu. Czy było warto? Przekonajmy się :-)


A zatem krótko o wyglądzie i wykonaniu. Grę otrzymujemy w małym opakowaniu charakterystycznym dla karcianek G3, wypakowane po brzegi bez grama zbędnego powietrza. A w środku karty z wizerunkami kości, w różnych żywych kolorach. Na pochwałę zasługuję ich jakość, ponieważ zostały wydrukowane na przyjemnym płótnowanym papierze. Dodatkowo instrukcja i notesik do liczenia punktów - przydatna rzecz. Generalnie wykonanie i wygląd na plus.


Zasady są banalne, podobnie zresztą jak w klasycznej grze w kości. Na początku tasujemy wszystkie karty, rozdajemy każdemu po pięć, a resztę kładziemy na zakryty stos. Dodatkowo gracze otrzymują kartkę z notesu, na której zapisują swoje imiona. Możemy zaczynać. W swojej turze możemy zrobić jedną z dwóch rzeczy: odrzucić kartę z ręki i dobrać inną lub zagrać karty na stół aby zdobyć punkty, a następnie dobrać nowe karty. W pierwszym przypadku możemy odrzucić dowolną ilość kart (od 0 do 5) na stos kart odrzuconych a następnie dobrać tyle samo lub o jedną więcej (limit kart wynosi 10). W przypadku drugiej akcji możemy zagrać do pięciu kart z ręki. Ilość punktów które otrzymamy jest zależna od kombinacji kart, które wyłożymy. Podobnie jak w grze w kości, tabela punktów została podzielona na dwie części. W górnej znajdują się pola za które otrzymamy punkty w przypadku położenia kart o takim samym numerze. Wykładamy wtedy np. 4 szóstki, a następnie wpisujemy sobie 24 punkty (4x6). Gorzej jeśli na ręku mieliśmy więcej niż 5 kart. Wtedy niestety otrzymujemy również 2 punkty ujemne za każdą nadmiarową kartę. Dolna część tabeli ma nieco bardziej skomplikowane kombinacje, chociaż nie różniące się zbytnio od tych z tradycyjnej gry w kości lub choćby pokera. Będą tam więc fulle, strity czy trójki. Nie znajdziemy tam natomiast pola "szansa" pozwalającego raz na grę zagrać dowolną kombinacje. Niektóre kombinacje dają nam ilość punktów zależną od ilości oczek na kartach, inne natomiast mają stałe punkty. Tutaj również otrzymujemy ujemne punkty za nadmiarowe karty. Po akcji dobieramy karty do 5. Gramy tak do momentu, w którym któremuś z graczy uda się zagrać wszystkie kombinacje. Dokańczamy jeszcze ostatnią rundę, aby każdy z graczy miał tyle samo tur, a następnie liczymy punkty. Warto zaznaczyć że za górną część tabeli możemy otrzymać bonus (35 punktów jeśli udało nam się uzbierać tam 63 punkty) lub karę (-20 punktów jeśli uzbieraliśmy mniej niż 43). Oczywiście wygrywa osoba z największa liczbą punktów.


Jak mówiłem gra jest bardzo łatwa. Kolejki nie trwają długo, tak samo zresztą jak cała gra. W zasadzie poziom rozrywki nie odbiega tu od klasycznej gry w kości. Mamy tutaj jednak pewien twist w postaci akcji odrzucania kart. W kościanej wersji gry, zawsze musieliśmy wyrzucić jakąś kombinację. Jeśli to nam się nie udało musieliśmy skreślić jakąś kombinację z kartki, co oznaczało że nie będziemy mogli jej zagrać i zdobyć za nią punktów. Tutaj nie ma tego przymusu, możemy wymieniać karty bez końca. Czy gra przez to się dłuży? Nie ponieważ każdemu zależy na czasie, pamiętamy przecież że gra kończy się gdy ktoś zdobędzie wszystkie kombinacje, przez co nikt nie chce być za bardzo w tyle. Motyw ciekawy, chociaż przyznam że mi bardziej odpowiada tempo wersji kościanej wraz z jej przymusem zagrywania. Akcja odrzucania ma jednak dość mocno odczuwalną wadę, powoduje masę tasowania kart. Jeśli trafimy na opieszałych współgraczy, przyjdzie nam tasować talię 3-4 razy na grę, a biorąc pod uwagę że nie jest to duży tytuł, to jest to trochę przesada.


Przyznaję szczerze, że nie bardzo mam pomysł co jeszcze można napisać o Karcianym Knyfie. Nie jest to gra, która ujęła mnie za serce, ale nie jest to też gra zepsuta. Podejrzewam że jeśli ktoś jest fanatykiem gry w kości, to spodoba mu się i ta wersja, chociaż nie jestem w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym sprawdzi się lepiej niż oryginał. Owszem jest dość mobilna i zabierzemy ją wszędzie, ale chyba nic nie jest tak mobilne jak 5 kostek. Jest szybka i niezobowiązująca, ale to samo powiemy też o pierwowzorze. Wadą gry w kości jest oczywiście ogromna losowość, ale z drugiej strony ta wersja niewiele w tym przypadku zmienia, ot możemy mieć więcej kart za cenę punktów ujemnych, ale dalej nie mamy wpływu na dociąg kart. Za to na plus na pewno można zaliczyć możliwość grania w Karcianego Knyfa, gdy reszta domowników już śpi, a nie chcemy hałasować kostkami ;-) Zamysł twórcy dalej pozostaje dla mnie nieuchwytny... Czy jest to tytuł który należy mieć na półce? Zdecydowanie nie. Jest to natomiast gra którą na półce śmiało może się znaleźć, pod warunkiem że bardzo lubimy kości, chcemy zagrać np. z niezbyt planszówkowymi rodzicami, którym łatwiej będzie zrozumieć zasady Karcianego Knyfa niż większości innych gier. Ba! Możemy mieć ją na półce nawet jako po prostu ciekawostkę, zwłaszcza że cena nie jest wysoka. Tak czy siak decyzja należy do was, ja mam zbyt mocno mieszane uczucia :-P


Plusy:
+ Dobra jakość kart
+ W zasadzie wszystkie plusy oryginału (szybka, łatwa, niezobowiązująca)
+ Ciekawy twist w postaci odrzucania kart bez przymusu zagrywania kombinacji...

Minusy:
-...który sprawia że tasujemy stos kart odrzuconych zdecydowanie częściej niż to tego warte :-P
- Podobnie jak w oryginale, ogromna losowość






Dziękuję wydawnictwu G3 za udostępnienie gry
http://www.g3poland.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz