slider

piątek, 1 lipca 2016

Battle for Sularia

Sularia, niegdyś kwitnąca, zaawansowana technologicznie planeta. Megamiasta tętniące życiem. Ludzie żyjący w dostatku. Raj na ziemi. Do czasu... Chciwe korporacje postanowiły wyeksploatować tę piękną planetę dla własnych korzyści, nie licząc się z kosztami. Wraz z kolejnymi metrami podziemnych tuneli liczba ofiar w ludziach rosła. Przywódcy tylko jednej z korporacji, Jotune, opamiętali się na czas i postanowili zabezpieczyć się przed zbliżającym się kataklizmem. I gdy ich konkurenci drążyli w skałach, robotnicy Jotune budowali bio-kopuły, mogące zapewnić im bezpieczeństwo oraz zachowanie ich pięknej cywilizacji. Kolejne odwierty doprowadziły do zatrucia sularyjskiej atmosfery. Umierający członkowie pozostałych korporacji błagali Jotune o litość, lamenty i błagania nie trafiały nie zostały jednak wysłuchane. Rozwiązania siłowe również nie dały efektu i tak Jotune zostali ostatnimi mieszkańcami planety. Bojąc się o swoich ludzi, postanowili stworzyć rase uczących się dronów: Synthien, aby to oni przemierzali pustkowia zrujnowanej Sularii w poszukiwaniu energodajnego surowca sularium. Tym razem to Jotune okazali krótkowzroczność, gdyż roboty szybko wyzwoliły się spod panowania, zbudowały prosperujące miasto - Centropolis i pozostawiło swych twórców na pewną śmierć bez możliwości pozyskiwania niezbędnego minerału. To doprowadziło do wojny. Wojny o której opowiada gra karciana Battle for Sularia, bohaterka dzisiejszej recenzji.


Wybaczcie za ten przydługi wstęp fabularny. Zaznaczam, że i tak jest on dużym skrótem, gdyż wydawnictwo Punch It, zadało sobie trud wymyślenia kompletnie nowego świata i jego historii na potrzeby gry. Battle for Sularia jest owocem udanej kampanii crowdfundingowej na Kickstarterze. Warto wspomnieć że tego typu projekt jest w obecnych czasach ginącym gatunkiem w crowdfundingu, gdyż autorzy są zupełnie niezależni, jest to debiutancki tytuł ich wydawnictwa i wszystko od samego początku do końca stworzyli sami. Aż miło patrzeć na taki produkt. Ale dość tych pochwał, pora zadać ważne pytanie. Czy Battle for Sularia jest grą dobrą? Odpowiedź znajdziecie w podsumowaniu na końcu recenzji.


A teraz przejdźmy do zawartości pudełka. Jak na karciankę przystało znajdziemy w nim głównie karty. Jest ich aż 180 i znajdziemy wśród nich dwie, zawierające 60 kart, prekonstruowane talie dla obu frakcji (Jotune i Synthien) oraz dodatkowe 60 kart pozwalających na modyfikowanie i tworzenie od nowa własnych talii. Karty robią wrażenie. Trzeba przyznać że zespół grafików naprawdę stanął na wysokości zadania. Żołnierze Jotune wyglądają naprawdę majestatycznie i epicko, a na kartach przedstawiających lokacje Synthien czuć klimat upadłej planety. Dla mnie bomba. Jeśli chodzi o jakość kart, to są one dość grube i wyglądają na wytrzymałe. Niemniej jako że nie są na papierze płótnowanym, to polecałbym zaopatrzyć się w koszulki. Przed grą warto zaopatrzyć się również w jakieś zbędne żetony/znaczniki (u mnie są to czyste żetony pozostałe ze sztanc z innych gier) oraz coś do zaznaczania punktów życia każdego gracza (np. kostki K10 aczkolwiek my radziliśmy sobie z kartami i ołówkami). Fajnie gdyby te elementy znalazły się w pudełku aczkolwiek ich brak jest raczej standardem dla karcianek LCG. Do tego miałoby to pewnie spory wpływ na cenę, a tak dostajemy grę za całkiem rozsądne pieniądze.


Przejdźmy do zasad. W pudełku znalazła się skrócona wersja instrukcji. Jest ona dość dobrze napisana, chociaż zabrakło mi w niej kilku szczegółów oraz listy kart w prekonstruowanych taliach. Takową znajdziemy jednak na stronie wydawcy wraz z porządnym FAQ dotyczącym umiejętności kart oraz zasadami tworzenia własnych talii w systemie 60/90. Ja natomiast pozwolę sobie tylko skrótowo opisać rozgrywkę, jako że i tak nie wytłumaczę zasad lepiej niż wyżej wspomniane rzeczy. Po zdecydowaniu kto zagra którą stroną, losowo wybieramy osobę rozpoczynającą. To on będzie miał w pierwszej turze inicjatywę. Każdy gracz ma na starcie 25 punktów życia. Obaj gracze rozegrają taką samą liczbę tur więc nawet jeśli gracz rozpoczynający grę, doprowadzi punkty życia przeciwnika do zera, ten będzie miał szanse na odegranie się w ostatniej turze, a wygra osoba której punkty życia będą w tym przypadku mniej ujemne. Gracze tasują swoje talie, a następnie dobierają 7 kart (jeśli te nam nie odpowiadają, możemy je wtasować spowrotem w talię i dobrać 7 kart raz jeszcze).Na początku swojej tury gracz z inicjatywą wykłada zakrytą kartę w swoją strefę wpływów. Może to być dowolna karta, aczkolwiek najlepiej jest tam kłaść karty rozkazów i taktyk (patrz "okno rozkazów"). Następnie możemy zbudować budynki (w dwóch rzędach), pod warunkiem że mamy odpowiednią ilość kart w strefie wpływów. Budynki nie dość, że bronią nas przed atakami przeciwnika, to jeszcze generują cenną sularię. To właśnie za nią będziemy mogli przywoływać do walki naszych dzielnych kombatantów (bezpośrednio po wyłożeniu pozostają nieaktywni), za pomocą których będziemy atakować wrogie budynki oraz drugiego gracza. Kolejna faza daje możliwość zadeklarowania ataku. W tym celu obracamy naszego kombatanta o 45 stopni. Następnie przeciwnik ma możliwość zdecydowania się na wystawienie obrońców. Teraz rozstrzygamy walkę. Warto zaznaczyć, że obrażenia nie przechodzą do dalszej tury, więc jeśli chcemy zniszczyć jakiś budynek lub permanentnie powstrzymać atakującego, warto jest dobrze obliczyć siłę ataku wystawianych przez nas jednostek. Jeśli natomiast uda nam się zniszczyć budynek przeciwnika, to nie dość że straci on punkty życia równe kosztowi danej karty, to dodatkowo każde nadmiarowe obrażenia dla budynku przechodzą dalej i również są zadawane przeciwnikowi. Po rozstrzygnięciu ataku graczem posiadającym inicjatywę zostaje kolejna osoba i gra toczy się dalej. Warto jednak wspomnieć o tzw. "oknie rozkazów", które otwiera się po prawie każdej fazie. Pozwala ono na naprzemienne odkrywanie zasłoniętych kart wpływów i wykonywanie opisanych na nich akcji. Moim zdaniem jest to jeden z najciekawszych etapów gry i jednocześnie chyba najlepiej przemyślany system reagowania na zagrania przeciwnika.


Gra w Battle for Sularia, trwa ok 20-30 minut (zdarzało się nawet 15) i trzeba przyznać, że przez praktycznie cały ten czas bardzo trzyma w napięciu. Jak w prawdziwej bitwie, sytuacja na stole co rusz się zmienia, a każdy, nawet najlepiej przemyślany plan, może wziąć w łeb przez dobrze zagraną kartę taktyki podczas "okna rozkazów". Obie frakcje są dość dobrze zbalansowane (chociaż mi osobiście zdecydowanie lepiej gra się Jotune), chociaż wszystko oczywiście zależy od tego jak zbudujemy nasza talię. Jak w większości tego typu karcianek należy wziąć pod uwagę synergię między kartami i dopasować to do swojego stylu. Sam system budowy 60/90 został bardzo dobrze przemyślany, a zbudowanie porządnej talii daje ogrom satysfakcji. Póki co największym odczuwanym przeze mnie minusem tytułu jest możliwość grania tylko dwiema frakcjami, ale spokojnie, twórcy zapowiedzieli już masę dodatków ( zresztą czego spodziewać się po LCG). Zaznaczyli jednak że karty z żadnego dodatku nie będą burzyć balansu sił (jest to ich priorytetem). Jak to wyjdzie? Zobaczę gdy uda mi się położyć łapki na dodatku "Blood, profit & Glory", który nie tak dawno temu ufundował się na KS i obecnie trwa jego produkcja. Liczę na to że będzie dobrze!. Zanim przejdę do podsumowania, pochwalę jeszcze bardzo dużą regrywalność tytułu. Nawet bez żadnych dodatków, mamy masę możliwości modyfikowania talii i testowania strategii. Każdą frakcją gra się zupełnie inaczej, co jest dodatkowym atutem. Do tego twórcy poszli o krok dalej i dali możliwość grania w wariant na 2-4 osoby, bazujący na mechanice draftu. Zaznaczyli co prawda że nie jest to główny tryb rozgrywki, zresztą mieli rację bo gra klasyczna jest ciekawsza, ale mimo to plus za urozmaicenie.


A zatem pora na podsumowanie. Battle for Sularia to moim zdaniem gra bardzo dobra. Mamy tu do czynienia z ciekawie wymyślonym światem oraz tłem historycznym całego konfliktu. Całość okraszają piękne klimatyczne grafiki. Walka jest bardzo dynamiczna, a jej zasady zostały bardzo dobrze przemyślane. Całość tworzy tytuł z ogromnym potencjałem do rozwoju i liczę że z każdym dodatkiem Sularia będzie tylko i wyłącznie coraz lepsza!

Plusy:
+ Historia świata i konfliktu
+ Świetne grafiki!
+ "okno rozkazów"
+ Czas rozgrywki
+ Regrywalność
+ Potencjał do rozwoju tytułu

Minusy:
- Drobne braki w skróconej instrukcji
- Póki co tylko dwie frakcje




Dziękuję wydawnictwu PunchIt za udostępnienie gry








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz