slider

czwartek, 23 czerwca 2016

Kiwi. Leć, nielocie, leć!

Nowa Zelandia jest jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Dla niektórych jest to raj na ziemi i całe życie marzą o przeprowadzeniu się tam. Wiadomo jednak że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu, a na dodatek wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Dlatego też ptaszki kiwi, które zamieszkują wyłącznie teren tego kraju, postanowiły zwiedzić trochę świata. Nie jest to zbyt łatwo zadanie gdy posiada się tylko szczątkowe skrzydełka. Sympatyczne nieloty wpadły jednak na pomysł genialny w swej prostocie! Zbudowały małe katapulty, aby wskoczyć do skrzynek ze swoimi owocowymi imiennikami i w ten sposób przemycić się we wszystkie wspaniałe miejsca, o których słyszały :-)
Trzeba przyznać, że fabuła gry "Kiwi. Leć, nielocie leć", wydanej w Polsce przez Egmont, jest dość nietypowa i mocno humorystyczna. Nie spotkałem osoby, która nie zareagowała na opis gry inaczej niż uśmiechem. Wiadomo jednak że sam opis nie jest w stanie stworzyć gry dobrej. Do tego potrzeba ciekawej mechaniki i porządnego wykonania. Czy znajdziemy to i w tym tytule? Zapraszam do lektury!


Na starcie pudełko. Ładne, kolorowe, z przesympatycznymi ptaszkami w okularach, szalikach i z różnymi akcesoriami turystycznymi na okładce. Pierwsze wrażenie pozytywne. W środku żetony z nielotami w czterech kolorach, mała plansza pokazująca dno skrzynki na owoce i sporo tekturowych elementów z rodzaju "zrób to sam". Po zerknięciu do instrukcji dowiemy się że z tektury w bardzo prosty sposób zbudujemy przegródki do skrzynki oraz co najważniejsze katapulty dla naszych kiwi. W pudełku znajdziemy tylko 4 gumki do katapult ale na szczęście, w przeciwieństwie do np. Przebiegłych Wielbłądów, te wydają się być bardzo wytrzymałe i powinny starczyć na dłuuugo. Złożenie elementów jest banalne i dobrze opisane w instrukcji. Tektura gruba, a drobne rysunkowe szczególiki na elementach zabawne. Wykonanie jak najbardziej in plus.


Zasady gry są chyba jeszcze prostsze niż składanie elementów, zresztą nie jest to dziwne skoro w Kiwi mogą grać już pięciolatki. Szczerze mówiąc, to zanim go otrzymałem, tytuł kojarzył mi się odrobinę z hitem świetlic szkolnych z lat 90-tych, czyli Skaczącymi Czapeczkami. Okazało się że nie bez powodu gdyż założenie jest dość podobne. Na starcie każdy wybiera kolor swoich kiwi i bierze katapultę. Decydujemy jak daleko od skrzynki (czyli naszego pudełka) będą stać katapulty i możemy zaczynać. Na sygnał dany przez gracza, który ostatnio jadł kiwi wszyscy na raz rozpoczynają katapultowy desant na skrzynkę. Oczywiście celem jest trafienie do skrzynki. Jeśli nie trafimy podnosimy nasz żeton i ponownie próbujemy. W jednej przegródce może znaleźć się kilka kiwi, aczkolwiek liczyć będzie się tylko ten który jest na wierzchu. Nie możemy dotykać pudełka oraz zasłaniać go w jakikolwiek sposób. W momencie gdy jakiś nielot wyląduje na kratce oddzielającej pola... no cóż mamy pecha, bo nie możemy go dotykać. Gdy gracz wstrzeli wszystkie swoje ptaszki do skrzynki, czeka grzecznie na koniec gry.
Koniec może nastąpić na jeden z dwóch sposobów. Jeśli któremuś z graczy uda się utworzyć swoimi kiwi kwadrat o rozmiarze 2x2, woła natychmiast "KIWI!" i momentalnie wygrywa grę. Jeśli nikomu nie udało się stworzyć kwadraty, czekamy aż każdy z graczy trafi nielotami do pudełka. Następnie usuwamy wszystkie żetony, które zatrzymały się na kratce, po czym wyciągamy z pudełka te stosy kiwi, na wierzchu których znalazł się ptak w naszym kolorze (może to być też pojedynczy żeton). Teraz każdy liczy ile kiwi znalazło się w jego stosach (kolor nie ma już znaczenia) i ten kto ma ich najwięcej wygrywa.


Prawda że banalne? A przy tym daje sporo emocji, gdyż podczas gry nieloty latają jak szalone, a każdy co rusz schyla się by podnieść nietrafione pociski. Wszystko dzieje się baaardzo szybko, a rozgrywka to około 10-15 minut. 10-15 minut wypełnionych śmiechem i krzykami. Przyznaję że początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony do tej gry jednak już po pierwszej rozgrywce wiedziałem że chce w nią zagrać jeszcze raz :-) Rozgrywka w Kiwi to taka prosta, odrobinę głupiutka (nie w negatywnym sensie) frajda. Oczywiście najlepiej bawić się będą przy tym tytule maluchy, ale gwarantuję że i dorośli się nieźle uśmieją. Żeby nie przesadzić z pochwałami wspomnę też o kilku negatywach. Przede wszystkim gra ogromnie nagradza najwolniejszych graczy, co jest swoistym paradoksem, biorąc pod uwagę że największą siłą tytułu jest jego szybkość. Chodzi oczywiście o fakt czekania na zakończenie gry w momencie trafienia wszystkimi swoimi kiwi. Jeśli nikomu nie uda się stworzyć kwadratu, gracz który kończy ostatni ma największe szanse na przykrycie swoimi żetonami stosów znajdujących się w skrzynce. Oczywiście jeśli strzelamy celnie i utworzymy kwadrat to problem sam się rozwiązuje, ale w przeciwnym wypadku niesmak pozostaje. Druga sprawa to nie do końca dopasowane dno skrzynki, które sprawia że nasze nieloty mogą wylądować w szparze między dnem a bokiem. Nie jest to wybitnie nagminne, ale gdy tak się stanie, to tracimy cenne punkty i w przeciwieństwie do zatrzymania się żetonu na kratce, nie mamy żadnych szans że ktoś przez przypadek szturchnie je swoim kiwi i naprawi nasz błąd.


Tak czy siak Kiwi to gra dobra. Nie jest to pierwszy tego typu pomysł na rynku (ponownie Skaczące Czapeczki), ale dzięki przyjemnej oprawie i uroczej tematyce zdecydowanie wybija się na tle reszty. Mimo drobnych potknięć śmiało polecę Kiwi rodzinom z dziećmi i nie zdziwię się gdy czasem i  sami rodzice chętnie wyciągną ją na stół by poczuć odrobinę głupawki ;-)

Plusy:
+ Kiwi są urocze
+ Dużo emocji przy stole
+ Bardzo proste zasady (nawet dla dzieciaków)

Minusy:
- Gra nagradza opieszałość
- Szpara między dnem skrzynki a jej krawędzią



Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry

http://egmont.pl/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz