slider

środa, 18 maja 2016

Trucizna

Czegokolwiek by nie powiedzieć o Reinerze Knizii, to z całą pewnością jest on autorem płodnym. Tworzył gry małe i duże. O ślimakach, o samurajach, o sztuce, o piratach...  o czym by zresztą nie były, to przeważnie klimatu czuć w nich niewiele, a grę tworzy głównie mechanika. W myśl tej zasady w 2005 roku Knizia stworzył grę nazywającą się "Piątek trzynastego", którą następnie została przemianowana na "Truciznę". W Polsce wydało ją w 2008 roku G3. Gra idealnie wpisywała się w cykl charakterystycznych małych karcianek tego wydawnictwa. Teraz , po ośmiu latach G3 postanowiło delikatnie odświeżyć ten produkt i wznowić jego druk. Czy była to dobra decyzja? Zapraszam do lektury ;-)


Sam sposób wydania jest dość typowy dla małych karcianek od G3. Malutkie pudełko, w którym zbyt dużo powietrza nie uświadczymy. Talia bardzo dobrych jakościowo kart na płótnowanym papierze. Notesik do liczenia punktów i instrukcja w formie większej ulotki. W tym wydaniu nieco poprawiono grafiki. Z pudełka zniknął nieszczególnie ładny czarodziej, zastąpiony dużo lepiej narysowaną wiedźmą stojącą nad kociołkiem z tytułową trucizną. Poprawione zostały również grafiki buteleczek na kartach. Całość sprawia całkiem dobre wrażenie zarówno pod względem jakości jak i estetyki. Instrukcja również została dobrze przygotowana. Prezentuje się dobrze wizualnie (obrazkowe przykłady, przyjemna dla oka kolorystyka) oraz merytorycznie. Jedno czytanie wystarcza do zrozumienia zasad.


A jeśli już mowa o zasadach, to te są bardzo proste. Jeden z graczy zostaje rozdającym, tasuje wszystkie karty i rozdziela je każdemu. Rozpoczyna gracz po jego lewej stronie. W swojej kolejce każdy musi wyrzucić kartę eliksiru lub trucizny na jeden z trzech stosów/kociołków. W momencie gdy w kociołku pojawi się pierwsza karta eliksiru, nie możemy wrzucać tam innego typu mikstur (zasada nie odnosi się do trucizn). W momencie gdy gracz dołoży sprawi, że suma wartości kart na stosie przekroczy 13, musi wziąć wszystkie położone na nim karty (kładzie je zakryte przed sobą), poza tą która przekroczyła dozwoloną wartość. Gramy tak aż do momentu, gdy wszystkie karty zostaną zagrane. Wtedy następuje koniec rundy i gracze odsłaniają zebrane karty. Każda karta eliksiru to jeden ujemny punkt, a karta trucizny zabiera nam aż dwa punkty. Jeśli jednak zdobędziemy najwięcej kart eliksirów danego typu, uodparniamy się na niego i nie tracimy punktów. Na truciznę nie można się uodpornić i zawsze musimy odjąć za nią punkty. Zapisujemy wynik w notesie, kolejna osoba zostaje rozdającym, tasuje wszystkie karty i zabawa zaczyna się od nowa. Rozgrywka kończy się w momencie gdy każdy z graczy miał okazję rozdawać karty. Sumujemy nasze minusowe punkty i ten kto opił się najmniej magicznej chemii wygrywa.


Jak pisałem bardo proste. Nie na tyle jednak by w grze brakowało możliwości kombinowania. Szczerze mówiąc przez wszystkie rozgrywki miałem wrażenie że gram w kierki na sterydach, albo raczej takie które w dzieciństwie wpadły do kociołka z magicznym eliksirem ;-) Podejrzewam zresztą że autor inspirował się właśnie tą grą. Na szczęście lubię kierki więc jest to dla mnie plus. W Truciźnie mamy podobny mechanizm, polegający na podejmowaniu ryzyka przy braniu kart. Warto nie brać ich wcale lub wziąć ich najwięcej. Dodatkowym twistem są trucizny, za które zawsze tracimy punkty i trzy kociołki, pozwalające dywersyfikować ryzyko. Generalnie jestem zadowolony z rozgrywek. Mógłbym ponarzekać trochę na losowość, jako że to ona decyduje o naszej startowej ręce, ale i tak to od decyzji naszych i współgraczy zależeć będzie wygrana. Nawet w momencie gdy wszystkie kociołki są na krawędzi przepełnienia to od nas zależy, który z nich weźmiemy i jaką następnie obierzemy strategie, aby uodpornić się na zebrane mikstury. Odrobinę drażniło mnie jedynie skalowanie, gdyż w grze na trzy osoby każdy gracz rozdaje karty dwa razy, przez co rozgrywka niepotrzebnie się przedłuża.


Niemniej mimo tej wady Trucizna jest grą jak najbardziej dobrą. Powinna trafić w gusta wszystkim miłośnikom małych karcianek od G3, a także przekonać do siebie osoby, które lubią klasyczną grę w kierki. Mimo pewnej niechęci do tworów Reinera Knizii przyznaję, że tym razem udało mu się mnie pozytywnie zaskoczyć i w wykorzystywaniu sprawdzonych mechanik w nowy ulepszony sposób jest naprawdę dobry. Odpowiadając na pytanie ze wstępu, uważam że G3 dobrze zrobiło dając tej grze drugą młodość :-)

Plusy:
+ Ciekawe wykorzystanie mechaniki klasycznej gry w kierki
+ Solidna jakość kart
+ Odświeżone grafiki
+ Proste zasady w sam raz dla początkujących graczy

Minusy:
- Gra na 3 osoby jest odrobinę przydługa






Dziękuję wydawnictwu G3 za udostępnienie gry
http://www.g3poland.com/




1 komentarz:

  1. Mam starą wersję i podoba mi się czarodziej podobny do Rainera Knizi na pudełku :) Gra fajna, choć znam lepsze karcianki.

    OdpowiedzUsuń